Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Fallen Angel' a. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Fallen Angel' a. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

Od Gine cd historii Fallen Angel'a

Było mi bardzo przykro z tego powodu, że Fallen musi znowu odejść. Wiedziałam, że dopiero co go odzyskałam i znowu musi odejść. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Usiadłam obok niego i patrzyłam w przepaść. Myślałam jak długo go nie będzie. Nie panowałam nad emocjami. Oczy zaszkliły mi się niesamowicie. Fallen to zobaczył.
-Tylko proszę nie płacz - przytulił mnie Fallen.
-Ale, ja nie mogę Ciebie stracić drugi raz... - łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
-Nie martw się wrócę na pewno, ale obiecaj mi, że będziesz silna - otarł moje łzy.
-Obiecuję, ale Ty też obiecaj, że wrócisz - mówiłam, płacząc.
-Gine... Obiecuję Ci, że wrócę. Kocham Cię i nie opuścił bym Ciebie na zawsze - pocałował mnie.
Nastała nie przyjemna cisza. Wiedziałam przecież, że Fallen mnie kocha, ale też nie wiedziałam na jak długo mnie zostawia. Zaczęłam płakać jak małe dziecko.
-Fallen... - przerwałam.
-Tak, kochanie? - zapytał
-Na jak długo odchodzisz? - patrzyłam mu prosto w oczy, cała zapłakana

<Fallen?>

Od Fallen Angel'a cd historii Gine

Gdy skończyłem przygotowywać posiłek, zaniosłem go do salonu.
-Smacznego Aniele- rzekłem, gdy stawiałem ostatnią miskę z sałatką.- Mięso może być trochę przypieczone... Bo za późno ściągnąłem z ognia, ale chyba jest zjadliwe.
Usiadłem na przeciwko niej. Zaczęliśmy jeść. Po zachowaniu Gine nie trudno było rozpoznać, że chyba jej smakowało.
-Naprawdę było pyszne- rzekła, gdy przełknęła ostatni kęs.
Uśmiechnąłem się na te słowa.
Szybko sprzątnąłem po śniadaniu, po czym razem z Gine wyszliśmy z jaskini. Poszliśmy nad wodospad i wspięliśmy się na samą górę. Zajęło nam to trochę czasu, ale daliśmy radę. Dużo też było przy tym śmiechu, gdy potykałem się co drugi krok.
Było bardzo gorąco, ale otaczał nas zimny wiatr, który robił co tylko chciał z naszą sierścią. Usiadłem tuż nad przepaścią.
-Muszę ci coś powiedzieć Aniele- rzekłem wpatrując się przed siebie.
-Coś się stało?- spytała przysiadając się do mnie.
-Niestety...- ciężko mi było zaczynać ten temat.- Niestety, muszę odejść na jakiś czas- zwiesiłem głowę.
-Znowu mnie, a właściwie to nas opuszczasz?- posmutniała jeszcze bardziej.
-Kocham cię Aniele. Jesteś dla mnie najważniejsza i naprawdę chciałbym ci poświęcać więcej czasu i uwagi. Niestety... Zrobiłem wiele błędów w przeszłości... Teraz muszę je naprawiać- objąłem ją mocno.
-Nie chcę byś odchodził...- nie pozwoliłem jej skończyć.
-Ja też nie. Ale bym mógł spokojnie żyć teraz i w przyszłości... To muszę się uporać najpierw z moją przeszłością, co nie jest łatwe.
-Kiedy wyruszasz?- spytała niepewnie.
-Jutro po zachodzie słońca.

<Gine?>

piątek, 30 sierpnia 2013

Od Fallen Angel'a cd historii Gine

- Naprawdę ci smakuje, Aniele? - nie dowierzałem. - W życiu tylko kilka razy przyrządzałem mięso.
- Ależ oczywiście. - uśmiechnęła się.
Po pewnym czasie zjedliśmy całą kolację. Naprawdę była wyśmienita. Po skończonym posiłku udaliśmy się na spoczynek. Gine wtuliła się w moją sierść i zamknęła oczy.
- Kocham cię. Aniele. Nigdy już cie nie zranię.

<Gine, dokończysz?>

Od Fallen Angel'a cd historii Gine

Myślałem, że Gine nie wybaczy mi tego odejścia... Tego, że nic jej nie powiedziałem, że przez dłuższy czas mnie nie zobaczy. Ale jednak mi przebaczyła.
- Musiałem załatwić kilka spraw ze swoją rodzinną watahą. - odparłem, trzymając ją w objęciach.
- Ale dlaczego mi nic nie powiedziałeś?
- Nie chciałem cię martwić.
- Martwiłam się, że już cię nigdy nie ujrzę...
Pocałowałem ją.
- Zawsze będę do ciebie wracał, mój Aniele. Nie zważając na przeszkody.
Po tych słowach poszliśmy na wieczorny spacer. Byliśmy nad jeziorem i wodospadem. Po tej wyprawie wróciliśmy do jaskini Gine.
- Mogę zostać dzisiaj u Ciebie? Do mojej jaskini trochę daleko. - zaśmiałem się.




<Gine?>

Od Fallen Angel'a - Jak dołączyłem?

- Angel... Wstawaj. - potężny głos mojego ojca rozniósł się echem po całej jaskini, budząc mnie.
- Co się dzieje? - spytałem oszołomiony tą niecodzienna sytuacją. Mój ojciec zwykle omijał mnie szerokim łukiem.
- Zanim wzejdzie Świetlisty Krąg (tak w mojej watasze mówiono na słońce, choć nie wiem dlaczego) masz zjawić się w sali zebrań. - rzekł, po czym wyszedł z jaskini dumnym krokiem, jak przystało na przywódcę.
Otaczające mnie duchy emanowały dziwną energią, dlatego też nie mogłem ich zrozumieć. Mogłem się tylko domyśleć, że wydarzy się coś niedobrego.
Słuchając słów ojca zjawiłem się w wyznaczonym miejscu zanim pierwsze promienie słońca padły na nasze terytorium. Owy teren, w którym się znalazłem był otaczany przez wysokie mury, do których były przytwierdzone setki palących się pochodni.
Główne miejsca były zajęte przez trzynastoosobową Radę naszej watahy. Wśród nich znajdował się mój ojciec.
- W związku z ostatnimi wydarzeniami do jakich doszło na naszych terenach- zaczął Jardir [czyt. Dżardir]. Czarny, potężny wilk, który jest przewodniczącym Rady. - Czyli dwóch morderstw, czterech porwań i wytępienie prawie całej żywności z pobliskich lasów jesteśmy zmuszeni wygnać cię z naszej sfory.
Nie mogłem w to uwierzyć... Na czoło wystąpił mi zimny pot, a bicie serca przyspieszyło.
- Ale co te wydarzenia mają wspólnego ze mną?- spytałem, mając nadzieję, że to jakiś lipny żart.
- Twoją mocą jest przywoływanie zmarłych dusz prawda?
- Nie, to nie tak... - ukłoniłem się zanim zgłosiłem sprzeciw. W naszej watasze było dużo uściślonych zasad, których każdy musiał przestrzegać. - Nie mogę ich przywołać siłą woli. One ukazują mi się same. Mogę ewentualnie poprosić danego ducha, by się zjawił, ale to często nie skutkuje.
- Niestety nie mamy innych podejrzeń kto mógł stać za tymi sprawami. Cała Rada stwierdziła, że możesz mieć kontakty z samymi "alagai" - kontynuował Jardir.
"Alagai" w wierzeniach naszej sfory były to złe duchy. Niekoniecznie wilcze, ale mające wilczą krew w żyłach. Uznawaliśmy je za demony, które mają moc silniejszą niż każdy znany dotychczas wilk. Co dziwniejsze, nie ma namacalnego dowodu, że one w ogóle istnieją. Jedynym punktem łączącym "alagai" z naszym światem, są przepowiednie przenoszone z pokolenia na pokolenie drogą słów, więc przez wiele dekad ta historia mogła ulec całkowitej zmianie.
- Mamy również podejrzenia, - zaczął mówić Abban. Gruby, kulawy, lecz niesamowicie inteligentny basior. - że ty jako wilk który posiada taką moc, sam może być "alagai".
- Z wielkim szacunkiem, Abbanie, - ukłoniłem się nisko. - ale sądzę iż wasze stwierdzenia są mylne. Jestem zwykłym wilkiem i nie mam niczyjej krwi na łapach.
- Spójrz tylko na swoje skrzydła, a raczej na ich brak. - odezwała się Inevra. Piękna, żółto-brązowa wilczyca o złotych skrzydłach i błękitnych jak tafla wody oczach. - Tylko mordercom skrzydła już nie służą. Łamią się, a pióra zaczynają palić się w promieniach Świetlistego Kręgu. Zostają tylko czerwone strzępy i pozostałości. Tak jak u ciebie. Jesteś kolejnym z upadłych. - jej słowa zabrzmiały mi echem w umyśle.
Ukłoniłem się ku waderze. - Skrzydła straciłem wraz z ukazaniem się mocy, a nie przez morderstwo.
- Przykro mi synu - odezwał się mój ojciec. - Zgodnie z całą Radą uznaliśmy, że stwarzasz zagrożenie dla członków naszej watahy. Nim zajdzie Świetlisty Krąg masz opuścić naszą ziemię.

***

- Fallen?! Co ty tu robisz?! - obudził mnie znajomy głos.
- Shervana? - nie mogłem w to uwierzyć, że ona stoi nade mną.
- Czemu tu śpisz i co się stało?!
Wstałem i otrzepałem się. Byłem lekko roztrzęsiony, ponieważ kolejny raz z rzędu śni mi się dzień mojego wygnania z dawnej watahy od czasu gdy kilka dni temu ją odwiedziłem.
- Porachunki ze starą watahą. - odparłem. - Chciałem wrócić do Twojej watahy, ale terytorium zajmowały inne wilki.
- Mogłeś komuś powiedzieć, że odchodzisz. Wszyscy się o ciebie martwiliśmy, a zwłaszcza Gine. - odparła. - Nasze nowe terytorium jest kilka kilometrów stąd. Masz szczęście, że byłam na zwiadach. - uśmiechnęła się.
Ruszyliśmy w kierunku nowego terytorium Watahy Black Night.

Obserwatorzy