Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Neyi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Neyi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2015

Od Neyi

Długo mnie nie było na terenach watahy. Błąkałam się tu i ówdzie, poszukując wciąż informacji na temat własnego życia, a raczej życia mocy, która wydawała się niezjednoczona ze mną. Zagłębiałam się w kolejne puste tereny, raz po raz napotykając się na jakieś istnienie.. Słońce zmierzało ku zachodowi co przypominało mi o kończącym się dniu. Wiatr rozproszył piasek wokół mnie, a mój wzrok próbując podążyć za nim natknął się na widok widnokręgu, którego kolory zachwycały. Błękit jasnego nieba przeszyty był różem i czerwienią a posępnie wyglądające białe chmury powodowały, że obraz widziany w ten sposób stawał się jeszcze bardziej realny. Ustałam wśród traw niedaleko wznoszących się obok brzegu zamoczonego przez wodę jeziora o przejrzysto jasnej toni. Położyłam się na pokrytej już zżółkłymi liśćmi ziemi. Zimny wiatr przeszył mnie swoim oddechem. Zadrżałam, jednak nie podniosłam się z ziemi byłam zbyt zamyślona by wykonać jakikolwiek ruch. Mój wzrok przeniósł się na przeciwległy brzeg jeziora. Wodę ze zbiornika popijała powoli sarna, której ciemne oczy wciąż penetrowały terytorium jak gdyby była nieprzerwanie goniona. Burczenie mojego brzucha, przypomniało mi o głodzie, który odczuwałam od paru dni. Obróciłam się bezszelestnie by ułatwić sobie wstanie. Mój wzrok szybko zauważył w jak idealnej pozycji znalazłam się w tej sytuacji. Problem był tylko jeden, jeśli chciałam posilić się tak smakowitą przekąską musiałam użyć moich mocy.
-Nie zawiedźcie mnie- powiedziałam wręcz do siebie. Zerwałam się do biegu, który szybko nabrał odpowiedniej prędkości. Prawym brzegiem, między drzewami niczym duch o niezauważalnym ruchu ruszałam na moją ofiarę. Moja zdobycz, po nie mijającej długo chwili, zdała sobie sprawę z zagrożenia i zerwała się do ucieczki. Jej szybkie kopyta wyznaczały mi drogę, którą poruszałam się nieustannie. Tereny mijane przeze mnie, były już znane, kierowała się niczym do watahy.. Zamknęłam na chwilę oczy odpalając moc. Niebieskie płomienie szybko wypełniły moje futro od nasady aż po końce, przeszywając mnie na wylot. Oczy momentalnie zabłysły przesączone narastającą potęgą. Wszystko co mijałam zostało delikatnie podpieczone jednak nic nie zostało spalane, a nawet na najmniejszej części uszkodzone.. Panowałam nad tym, w końcu opanowałam chodź w najmniejszej części moją moc.. Byliśmy w wąwozie, ja i moja ofiara w niedokończonej jeszcze gonitwie.. Drzewa wystające niczym ze ścian obniżenia terenu byłby niezwykłą przeszkodzą dla sarny, która wręcz już była w moich pazurach. Ona jednak nie chciała tak łatwo przegrać i nagle skręciła na ogromną polane, zalaną przez zachodzące słońce.. Jeszcze kawałek tak biegliśmy jakbyśmy się nie gonili, ale to nie była prawda. To był wyścig o życie.. W końcu poczułam jak wchodzę na tereny mojej watahy, tak bardzo utęsknionej przeze mnie. Czułam woń znanych wilków oraz tych, których jeszcze nie znałam. Byłam wtedy w lesie Ke’rei. Liście ułożone warstwami na ziemi spowalniały mój ruch, wciąż przeskakiwałam nad przeszkodami , które poukrywane były przed moim wzorkiem. Teren zdawał się zbiegać w dół niczym ku jakiejś przepaści.. Nagle ziemia osunęła się spod moich łap, nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje.. Sarna wykonała idealny skok pozwalający jej na dalszą ucieczkę ja jednak nie zdążyłam zareagować.. Zaczęłam odkręcać się w powietrzu starając się jakoś wylądować. Zaczęłam się zniżać ku ziemi, która już za chwile tarła o moje futro i wyrywała je z mojego ciała powodując przeszywający ból.. Świat na chwile zmienił się tylko w czarny obraz, po którym tylko ból poranionych miejsc na ciele wskazywał, że jeszcze żyje. Otworzyłam zamknięte dotąd oczy i ostatkami sił podniosłam wzrok w stronę, w którą pobiegła sarna..
-To moja zdobycz!- wrzasnęłam do wilka, który zamiast mnie upolował zwierzę, podnosząc się na łapach, z których ciekła krew. Kręciło mi się w głowie, a każdy krok był prawie moim upadkiem, jednak w końcu nieobliczalny dla mnie krok właśnie się nim stał. Upadłam zachowując tylko przytomność.


<Ktoś?>

sobota, 8 listopada 2014

Od Neyi c.d. Historii Cannon'a

Potrząsnęłam głową lekko zdezorientowana. Szybkość z jaką basior wyleciał zza głazu spowodowała, ze przy uderzeniu straciłam orientacje w świecie.
-Neya jestem- wymamrotałam w końcu- Jeszcze raz przepraszam, ja nie chciałam.
Usłyszałam za sobą szelest jakiegoś małego zwierzęcia. Zerwałam się na równe nogi i strzeliłam niebieskimi płomieniami w tamto miejsce. Mój węch dobiegł przyjemny zapach lekko podsmażonego królika, oblizałam się. Podchodząc do krzaków zauważyłam moją zdobycz.
-Najgłupsze jest to, że już jestem najedzona- westchnęłam. Chodź mój poprzedni posiłek był przepalony na węgiel, to mimo chęci na coś lepszego w smaku nie mogłam zjeść kolejnego kawałka mięsa.


<Cannon?>

czwartek, 6 listopada 2014

Od Neyi cd historii Alby

Przez dłuższy czas zastanawiałam sie nad pytaniem.
-Powiedz mi. Czy ty widzisz sens życia? Przebywania na terenach jakich kolwiek..- zerknęłam kątem oka na wadere. Zamyśliła się i na chwile uśmiech zniknął z jej twarzy.


<Alba?>

sobota, 1 listopada 2014

Od Neyi cd historii Alby

Oderwałam wbity wcześniej wzrok w tafle wody. Lubiłam nowo poznaną wadere jednak wiedziałam że nieługo będę musiała sie stąd wynieść by nie przynieść ze sobą kłopotów.
-Na codzień?-zapytałam nie czekając na odpowiedź.- W większości czasu chodzę na obserwacje i ćwicze moje umiejętności, dlatego też nie znam tu tak jak ty prawie nikogo. Wychodzę wcześnie rano a wracam późnym wieczorem, jak nie nazwać tego nocą.- mówiłam spokojnie nie dając po sobie poznać, że do czegoś te czynności prowadzą.
-Czyli nie masz czasu na przyjaźnie- odparła Alba. Zaczęłam się śmiać.
-Nie martw się na nasze schadzki znajdę czas- uśmięchnęłam sie do niej pogodnie.


<Alba?>

wtorek, 28 października 2014

Od Neyi cd historii Alby

Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się nad jej słowami. Westchnęłam głęboko, nie przerywając pieszej wędrówki do watahy.
- Wiesz Alba, to co powiedziałaś jest słuszne i nie tylko ty mogłaś to odczuć na własnej skórze. Ale tak jak powiedziałaś to będzie twój nowy rozdział w życiu. Wiem, że będzie wspaniały - przysunęłam się do niej, a ona się rozpogodziła.
- Ale ciebie też na pewno - uśmiechnęła się do mnie pogodnie. Skrzywiłam się lekko i pochylając głowę w dół, wbijając wzrok w ziemie zamilkłam. W tak głuchej ciszy szłyśmy aż do watahy. Przechodząc przez samą granicę słońce było już w najwyższym miejscu na niebie.
- To, robimy coś? - rzuciłam do wadery. Ona uśmiechnęła sie zamyślona.

<Alba? Sorka za ten błąd, miło że się nie gniewasz. :)>

poniedziałek, 20 października 2014

Od Neyi cd historii Alby

Podchodziłam powoli do wilka, który mnie uratował. Będąc coraz bliżej mojego ratownika zauważyłam, że to wadera. Powoli, więc stawiałam kolejne kroki, widąc za nią nie małe plamy rozlanej krwi. Przyjrzałam się jej uważnie. Nie przypominała typowego napastnika w walkach.
- Dziękuje za pomoc. - powiedziałam delikatnie przenosząc ciężar ciała z łapy na łapę. Wadera uśmiechnęła się promiennie do mnie, na co lekko się tylko uśmiechnęłam. - Neya. - przedstawiłam się, czując się trochę pewniej.
- Alba. - odparła jeszcze radośniej, jakby to było możliwe.
- Zabijasz jak nie pierwszy raz- dodałam komentarz do naszej rozmowy. Wypowiedziałam się jakbym nie jednego człowieka zabiła i dalej miała zamiar to robić. Zaczęłam się kierować w stronę watahy. Skinęłam na Alby by również poszła za mną. Nie mogłyśmy zostać tu zbyt długo, bo posiłki ludzi zaatakowanych mogli niedługo sie zjawić, co raczej pozytywnie się nie zapowiadało..


<Alba?>

wtorek, 14 października 2014

Od Neyi

Od wielu tygodni byłam w watasze, jednak trening który codziennie odbywałam dawał się we znaki. Nie znałam wprawdzie nikogo, co jedyni z widoku, gdy mijałam kogoś idąc na polanę za terenami watahy. Jak każdego dnia byłam zajęta rożnymi rodzajami spraw, a nie mając czasu na spotykanie sie z nikim przysporzyłam sobie o samotność... Przerzuciłam swój wzrok na zewnątrz jaskini. Ciemność obejmowała jeszcze tereny watahy. Ruszyłam więc w stronę dworu, by dzisiaj zacząć wcześnie moje obserwacje. Jak zawsze o tej porze roku ludzie, wychodzili na polowanie, a ja w tym czasie obserwowałam ich chcąc poznać czy tak jak są opisywani, czy jest to prawdą...
Szybkim korkiem wyszłam w strone polany za watahą. Mijałam jeszcze cichaczem parę innych jaskiń zamieszkałych przez resztę watahy, a wymykając się jak najszybciej potrafiłam znalazłam się w centrum lasu. Obróciłam sie wokół własnej osi słysząc czyiś ruch. Wsłuchując sie w odgłosy lasu sprawdzłam czy nikt mnie nie śledzi ale nic nie usłyszałam. Ruszyłam więc przed siebie, na polane. Za chwile słońce miało wznieść się ponad horyzont, a ja wciąż byłam w drodze. Po niedługim okresie czasu dotarłam na polane. Była ona poza terenami "bezpiecznymi" co strasznie mi się podobało. Polana rozpoczynała się spadkiem usypanym z piasku na którym w dziwny sposób rosło drzewo lekko pochylone w przód. Skoczyłam a nie z lekkością i usiadłam na jednej z wyższych gałęzi wyczekując ludzi.
Westchnięcie wydobyło sie z mojego pyszczka gdy mijały kolejne minuty a ich nie było. Po godzinie nudnego czekania w końcu na terenie moich ćwiczeń pojawili się ludzie. Ukryłam sie wśrod krzaków i obserowałam ich. Ubrani w róznego rodzaju materiały i oczywiście z ciężką bronią noszoną na plecach. Przybyli we dwóch, a rzeźbiąc butami pokrą ziemie podchodzili coraz bliżej. Spokonie obserwowałam w ciszy i skupieniu. Od zawsze lubiłam wiedzieć coraz wiecej o otaczającym mnie świecie, a najbardziej intrygowali mnie ludzie ich zachowanie było wręcz nie doprzewidzenia, ale w końcu zaczęłam rozumieć ich tok myślenia, noo, częściowo..
-Cześć- słyszłam za sobą czyiś głos. Nie spodziewając sie nikogo za mną zaczęłam sie wierzgać. Zsunęłam się w dól drzewa i obiłam o zimie. Spojrzałam w góry spróbując dostrzec osobę, która mnie wystraszyła, ale nikogo nie dostrzegłam. Przed soba zobaczyłam tylko broń wystawioną w moją strone. Ludzie jak widac nie byli zadowoleni z mojego pojawienia się. Zaczęłam się cofać , póki nie trafiłam na ściane małego urwiska. Oddychałam ciężko po upadku z takiej wysokości. Nie mogłam zacząć uciekać bo zabili by mnie, tak samo jak w przypadku ataku, stałam tylko nieruchomo z nadzieją na ratunek.


<Dokończy ktoś?>

Obserwatorzy