Patrzyłam na La Sirpa śmiejąc się trochę. Kiedy go spotkałam był taki poważny, a teraz wariuje z Mistaki chociaż o tym nie wie.
- Mistaki zlituj się nad nim. - powiedziałam z uśmiechem na pysku.
Kotka poszła trochę dalej i wróciła do normalnej postaci. Sirp stał zaszokowany trochę, ale potem zrozumiał kto się z nim droczył i wrócił to swojej poważnej postawy.
- Jak się czujesz Ayame ? - zapytał
- Potrafisz normalnie mówić ? - powiedziałam zdumiona. - Byłam pewna, że mówisz tylko w swoim języku.
- Umiem mówic praktycznie w każdym języku. - odpowiedział.
- No to fajnie. Ze mną jest dobrze.
Popatrzyłam na Mistaki i powiedziałam
- Gdzie Kail ?
- Nie wiem... - powiedziała smutna Mistaki. - Nie wzywał mnie.
- Oby było z nim wszystko dobrze. - powiedziałam - Ale na mnie już czas. Dzięki za pomoc Alba.
- Nie ma sprawy. Jak coś to zapraszam - powiedziała i poszła schować miskę.
Postanowiłam przejść się do lasu Ke'rei na coś zapolować. Sirp złapał kilka zajęcy i zjadł. Ja zauważyłam młodego jelonka. Zaczęłam się skradać i skoczyłam. Od razu zatopiłam moje kły w jego szyi i po chwili już nie żył. Kiedy zaczęłam się posilać zauważyłam, że na wielkim kamieniu, który wystawał nad małą polanką stoi Kail. Przetarłam oczy łapą nie mogąc w to uwierzyć, a kiedy znowu popatrzyłam, nie było go już. Byłam oszołomiona. Stałam i patrzyłam w tamte miejsce. Nie wiedziałam czy tam był, czy moje oczy kłamały. Poszłam na kamień się upewnić, ale naprawdę nikogo nie było. Musiałam ochłonąć i poszłam nad jezioro się wykąpać. Sirp leżał na piasku odpoczywając po posiłku. Kiedy zanurkowałam, coś pociągnęło mnie za łapę. Zdążyłam zauważyć tylko błysk czerwonych oczu i zemdlałam z powodu braku powietrza. Ocknęłam się w jaskini na dnie jeziora.
<Kto o czerwonych oczach chciałby dokończyć ?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do kogokolwiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do kogokolwiek. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 maja 2015
Od Neyi
Długo mnie nie było na terenach watahy. Błąkałam się tu i ówdzie, poszukując wciąż informacji na temat własnego życia, a raczej życia mocy, która wydawała się niezjednoczona ze mną. Zagłębiałam się w kolejne puste tereny, raz po raz napotykając się na jakieś istnienie.. Słońce zmierzało ku zachodowi co przypominało mi o kończącym się dniu. Wiatr rozproszył piasek wokół mnie, a mój wzrok próbując podążyć za nim natknął się na widok widnokręgu, którego kolory zachwycały. Błękit jasnego nieba przeszyty był różem i czerwienią a posępnie wyglądające białe chmury powodowały, że obraz widziany w ten sposób stawał się jeszcze bardziej realny. Ustałam wśród traw niedaleko wznoszących się obok brzegu zamoczonego przez wodę jeziora o przejrzysto jasnej toni. Położyłam się na pokrytej już zżółkłymi liśćmi ziemi. Zimny wiatr przeszył mnie swoim oddechem. Zadrżałam, jednak nie podniosłam się z ziemi byłam zbyt zamyślona by wykonać jakikolwiek ruch. Mój wzrok przeniósł się na przeciwległy brzeg jeziora. Wodę ze zbiornika popijała powoli sarna, której ciemne oczy wciąż penetrowały terytorium jak gdyby była nieprzerwanie goniona. Burczenie mojego brzucha, przypomniało mi o głodzie, który odczuwałam od paru dni. Obróciłam się bezszelestnie by ułatwić sobie wstanie. Mój wzrok szybko zauważył w jak idealnej pozycji znalazłam się w tej sytuacji. Problem był tylko jeden, jeśli chciałam posilić się tak smakowitą przekąską musiałam użyć moich mocy.
-Nie zawiedźcie mnie- powiedziałam wręcz do siebie. Zerwałam się do biegu, który szybko nabrał odpowiedniej prędkości. Prawym brzegiem, między drzewami niczym duch o niezauważalnym ruchu ruszałam na moją ofiarę. Moja zdobycz, po nie mijającej długo chwili, zdała sobie sprawę z zagrożenia i zerwała się do ucieczki. Jej szybkie kopyta wyznaczały mi drogę, którą poruszałam się nieustannie. Tereny mijane przeze mnie, były już znane, kierowała się niczym do watahy.. Zamknęłam na chwilę oczy odpalając moc. Niebieskie płomienie szybko wypełniły moje futro od nasady aż po końce, przeszywając mnie na wylot. Oczy momentalnie zabłysły przesączone narastającą potęgą. Wszystko co mijałam zostało delikatnie podpieczone jednak nic nie zostało spalane, a nawet na najmniejszej części uszkodzone.. Panowałam nad tym, w końcu opanowałam chodź w najmniejszej części moją moc.. Byliśmy w wąwozie, ja i moja ofiara w niedokończonej jeszcze gonitwie.. Drzewa wystające niczym ze ścian obniżenia terenu byłby niezwykłą przeszkodzą dla sarny, która wręcz już była w moich pazurach. Ona jednak nie chciała tak łatwo przegrać i nagle skręciła na ogromną polane, zalaną przez zachodzące słońce.. Jeszcze kawałek tak biegliśmy jakbyśmy się nie gonili, ale to nie była prawda. To był wyścig o życie.. W końcu poczułam jak wchodzę na tereny mojej watahy, tak bardzo utęsknionej przeze mnie. Czułam woń znanych wilków oraz tych, których jeszcze nie znałam. Byłam wtedy w lesie Ke’rei. Liście ułożone warstwami na ziemi spowalniały mój ruch, wciąż przeskakiwałam nad przeszkodami , które poukrywane były przed moim wzorkiem. Teren zdawał się zbiegać w dół niczym ku jakiejś przepaści.. Nagle ziemia osunęła się spod moich łap, nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje.. Sarna wykonała idealny skok pozwalający jej na dalszą ucieczkę ja jednak nie zdążyłam zareagować.. Zaczęłam odkręcać się w powietrzu starając się jakoś wylądować. Zaczęłam się zniżać ku ziemi, która już za chwile tarła o moje futro i wyrywała je z mojego ciała powodując przeszywający ból.. Świat na chwile zmienił się tylko w czarny obraz, po którym tylko ból poranionych miejsc na ciele wskazywał, że jeszcze żyje. Otworzyłam zamknięte dotąd oczy i ostatkami sił podniosłam wzrok w stronę, w którą pobiegła sarna..
-To moja zdobycz!- wrzasnęłam do wilka, który zamiast mnie upolował zwierzę, podnosząc się na łapach, z których ciekła krew. Kręciło mi się w głowie, a każdy krok był prawie moim upadkiem, jednak w końcu nieobliczalny dla mnie krok właśnie się nim stał. Upadłam zachowując tylko przytomność.
<Ktoś?>
-Nie zawiedźcie mnie- powiedziałam wręcz do siebie. Zerwałam się do biegu, który szybko nabrał odpowiedniej prędkości. Prawym brzegiem, między drzewami niczym duch o niezauważalnym ruchu ruszałam na moją ofiarę. Moja zdobycz, po nie mijającej długo chwili, zdała sobie sprawę z zagrożenia i zerwała się do ucieczki. Jej szybkie kopyta wyznaczały mi drogę, którą poruszałam się nieustannie. Tereny mijane przeze mnie, były już znane, kierowała się niczym do watahy.. Zamknęłam na chwilę oczy odpalając moc. Niebieskie płomienie szybko wypełniły moje futro od nasady aż po końce, przeszywając mnie na wylot. Oczy momentalnie zabłysły przesączone narastającą potęgą. Wszystko co mijałam zostało delikatnie podpieczone jednak nic nie zostało spalane, a nawet na najmniejszej części uszkodzone.. Panowałam nad tym, w końcu opanowałam chodź w najmniejszej części moją moc.. Byliśmy w wąwozie, ja i moja ofiara w niedokończonej jeszcze gonitwie.. Drzewa wystające niczym ze ścian obniżenia terenu byłby niezwykłą przeszkodzą dla sarny, która wręcz już była w moich pazurach. Ona jednak nie chciała tak łatwo przegrać i nagle skręciła na ogromną polane, zalaną przez zachodzące słońce.. Jeszcze kawałek tak biegliśmy jakbyśmy się nie gonili, ale to nie była prawda. To był wyścig o życie.. W końcu poczułam jak wchodzę na tereny mojej watahy, tak bardzo utęsknionej przeze mnie. Czułam woń znanych wilków oraz tych, których jeszcze nie znałam. Byłam wtedy w lesie Ke’rei. Liście ułożone warstwami na ziemi spowalniały mój ruch, wciąż przeskakiwałam nad przeszkodami , które poukrywane były przed moim wzorkiem. Teren zdawał się zbiegać w dół niczym ku jakiejś przepaści.. Nagle ziemia osunęła się spod moich łap, nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje.. Sarna wykonała idealny skok pozwalający jej na dalszą ucieczkę ja jednak nie zdążyłam zareagować.. Zaczęłam odkręcać się w powietrzu starając się jakoś wylądować. Zaczęłam się zniżać ku ziemi, która już za chwile tarła o moje futro i wyrywała je z mojego ciała powodując przeszywający ból.. Świat na chwile zmienił się tylko w czarny obraz, po którym tylko ból poranionych miejsc na ciele wskazywał, że jeszcze żyje. Otworzyłam zamknięte dotąd oczy i ostatkami sił podniosłam wzrok w stronę, w którą pobiegła sarna..
-To moja zdobycz!- wrzasnęłam do wilka, który zamiast mnie upolował zwierzę, podnosząc się na łapach, z których ciekła krew. Kręciło mi się w głowie, a każdy krok był prawie moim upadkiem, jednak w końcu nieobliczalny dla mnie krok właśnie się nim stał. Upadłam zachowując tylko przytomność.
<Ktoś?>
wtorek, 27 stycznia 2015
Od Terry
Jest noc. Siedzę na jakimś wzgórzu i wpatruję się w gwiazdy jak zahipnotyzowana. Zaczynam nucić piosenkę, którą zawsze śpiewała mi mama... Szkoda, że jej tu teraz nie ma... Łapię za wisiorek w kształcie gwiazdy i zaczynam szlochać. Nagle strzygę uszami i powoli wstaję... Wyczuwam czyjąś obecność... Wycieram łzy i uspokajam się, przynajmniej tak mi się zdaje. Teraz jestem pewna, że ktoś za mną stoi.
- Gwiazdy są piękne, prawda? - powoli wstaję i rozkładam skrzydła - Zawsze przywołują wspomnienia... - Wokoło moich skrzydeł zaczyna zbierać się ciepłe powietrze. Są gotowe do samozapłonu. - Kim jesteś i jak długo tu stoisz? - pytam szykując truciznę w kłach i pazurach.
<Ktokolwiek?>
- Gwiazdy są piękne, prawda? - powoli wstaję i rozkładam skrzydła - Zawsze przywołują wspomnienia... - Wokoło moich skrzydeł zaczyna zbierać się ciepłe powietrze. Są gotowe do samozapłonu. - Kim jesteś i jak długo tu stoisz? - pytam szykując truciznę w kłach i pazurach.
<Ktokolwiek?>
czwartek, 6 listopada 2014
Od Cannon'a
Poranek nie był tak przyjemny jak wczoraj. Zjedzenie czyiś wspomnień było czymś głupim, ale co zrobić? Czasami nie mogę się im oprzeć, ale czasami to najzwyczajniejszy głód. Wstałem i otrzepałem się z suchych liści. Złapałem się za głowę. Czułem się jak po ostrej imprezie. Spojrzałem na tereny z wzgórza. Na dole rozciągała się panorama dolin, na których rosły gęste lasy. Wzdychnąłem ciężko. Skoczyłem i teleportowałem się na sam dół, a następnie na skraj lasu. Wszedłem głębiej. Szukałem czegoś na co mógłbym zapolować. No i znalazł się - mały, niewinny króliczek. Przez chwilę nieuwagi nadepnąłem na suchą gałązkę. Zwierzyna spłoszyła się, ale nie przeszkadzało mi to. Uśmiechnąłem się sam do siebie i pobiegłem za nim. Był szybki i zwinny. Skręcił za jakimś głazem. Skręciłem gwałtownie i uderzyłem w coś, a raczej kogoś.
- Niech to! - warknęłam leżąc.
- Strasznie przepraszam! - usłyszałem glos wadery. Spojrzałem na nią i wstałem.
- Nie, to ja przepraszam.
- Na pewno? Uff to dobrze. Biegłam i jakoś tak - zaśmiała się.
- Nic nie szkodzi. - machnąłem łapą. - Jestem Cannon - przedstawiłem się waderze.
<Któraś z pań? >
- Niech to! - warknęłam leżąc.
- Strasznie przepraszam! - usłyszałem glos wadery. Spojrzałem na nią i wstałem.
- Nie, to ja przepraszam.
- Na pewno? Uff to dobrze. Biegłam i jakoś tak - zaśmiała się.
- Nic nie szkodzi. - machnąłem łapą. - Jestem Cannon - przedstawiłem się waderze.
<Któraś z pań? >
środa, 5 listopada 2014
Od Nedveny
Leciałam już dość długo. Skrzydła bolały mnie, ale wmawiałam sobie, że dam radę. Jednak nie udało się skrzydła odmówiły posłuszeństwa i zaczęłam spadać. Na szczęście nie leciałam wysoko i upadek nie był zbyt bolesny. Znajdowałam się na jakimś klifie. Próbowałam z niego zejść, ale coś mi się nie udało. Skały były śliskie i trudno było utrzymać równowagę. Niestety pośliznęłam się na jednym z nich i zjechałam jak ze zjeżdżalni po skałach. Cała obolała resztkami sił wstałam i kontynuowałam wędrówkę pieszo. Za chwilę weszłam do wielkiego pięknego, kolorowego lasu. Były tam rośliny, których jeszcze nie widziałam. W tym lesie nie odczuwałam bólu, lecz ulgę. Ale coś zapach się nie zgadzał zamiast pięknego zapachu kwiatów w powietrzu unosiła się woń wilków. Niestety, gdy zaczęłam dalej iść musiałam zboczyć z drogi, ponieważ mój brzuch dał znać. Szybko znalazłam jelenia. Jednak, gdy na niego skoczyłam wpadłam na jakiegoś wilka, który najwyraźniej też miał zamiar zrobić to, co ja. Niestety zwierzyna zaczęła uciekać, jednak zaczęłam z nieznajomym/nieznajomą go gonić. Jeleń niestety nie dała sobie rady i został przez nas zabity. Spojrzałam na wilka i powiedziałam:
-Witaj, jestem Nedvena. A Ty?
<Ktoś?>
-Witaj, jestem Nedvena. A Ty?
<Ktoś?>
poniedziałek, 7 lipca 2014
Od Akiry
Przechadzałam się po lesie Ke'rei, a było tak wcześnie że trawa była
mokra. Próbowała się unieść w powietrze lecz jej skrzydło było ranne. Za
krzaków wyszedł jakiś basior. Wypadało się przedstawić.
-Witaj, mam na imię Akira.A ty? - powiedziałam.
<Jakiś Basior?>
-Witaj, mam na imię Akira.A ty? - powiedziałam.
<Jakiś Basior?>
czwartek, 3 lipca 2014
Od River
Padał deszcz. Czarno-niebieska wilczyca szła w góry. Nie śpieszyła się. Uwielbiała śpiew wody. Pomimo iż mogła sprawić iż krople niepadałyby na nią nie chciała tego. Zaczęła się powoli piąć. Chciała wejść na najbardziej zimny, najwyższy, niedostępny szczyt. Weszła jednak na jeden z wyższych, usiadła na śniegu i popatrzyła w horyzont. Śnieg był oziębły zupełnie jak ona. Położyła się i przymknęła na chwilę oczy. Rozmyślała o przyszłości nie wiedziała co będzie ale miała skrytą nadzieje, że będzie dobrze. Nie zauważyła jak zasnęła. Obudziła się kilka godzin potem. co prawda deszcz nie padała ale było bardzo ślisko. Wilczyca zaczęła ostrożnie schodzić. Jednak ostrożność nie pomogła. Omsknęła jej się łapa i runęła w dół. Między czasie otarła się o skały i skręciła przednią łapę. Gdy już się zatrzymała zauważyła jakiegoś basiora przed nią. I straciła przytomność
< Co było dalej? >
< Co było dalej? >
Od Ran'a
Ciemność.
Ciemność, ciemność, ciemność, i jeszcze raz ciemność!
Nic nie widzę. To fakt. Nie z wyboru. No, oczywiście, znów gadam do siebie, ale inne wilki mnie unikają. Boją się mojego ''kalectwa''. Jakkolwiek nie utrudnia mi ono zbytnio życia. Jakie to dziwne, że nawet będąc ślepym wiem, gdzie akurat jestem, gdzie są przeszkody, oraz jakie. Czuję ich ukrytą melodię, ukrytą pieśń. Każdy ją ma. Drzewa powolną, cichą, kamienie niemal niedostrzegalną. A każdy wilk ma pieśń żywą, głośną, ale zależnie od charakteru wesołą, bądź smutną. Ja mam smutną. Czuć w niej moją rozpacz. Mam ochotę uciec. Co mnie trzyma? Myśl o tym, że być może komuś będzie mnie brakować. Ran, ogarnij się, nikt nie kocha kalek. A może jednak? Zamknij się, to niemożliwe. Mój wewnętrzny głos mnie nie lubi. W sumie kto mnie lubi? Nikt. Mam jakichś przyjaciół? Nie. Dziewczynę? Nie. Jestem Ran. Ślepiec bez szansy na swoje 5 minut. Dziwię się, jak to możliwe, że ciągle egzystuję. Może to kara od kogoś z góry, za jakiś zły uczynek moich przodków? Być może. Pewności nie mam. Ale wiem jedno - nie zasługuję na to. Oho, ktoś wchodzi. Ktoś? Chyba ktosia.
< Jakaś dziewczyna dokończy i pocieszy marudę? >
Ciemność, ciemność, ciemność, i jeszcze raz ciemność!
Nic nie widzę. To fakt. Nie z wyboru. No, oczywiście, znów gadam do siebie, ale inne wilki mnie unikają. Boją się mojego ''kalectwa''. Jakkolwiek nie utrudnia mi ono zbytnio życia. Jakie to dziwne, że nawet będąc ślepym wiem, gdzie akurat jestem, gdzie są przeszkody, oraz jakie. Czuję ich ukrytą melodię, ukrytą pieśń. Każdy ją ma. Drzewa powolną, cichą, kamienie niemal niedostrzegalną. A każdy wilk ma pieśń żywą, głośną, ale zależnie od charakteru wesołą, bądź smutną. Ja mam smutną. Czuć w niej moją rozpacz. Mam ochotę uciec. Co mnie trzyma? Myśl o tym, że być może komuś będzie mnie brakować. Ran, ogarnij się, nikt nie kocha kalek. A może jednak? Zamknij się, to niemożliwe. Mój wewnętrzny głos mnie nie lubi. W sumie kto mnie lubi? Nikt. Mam jakichś przyjaciół? Nie. Dziewczynę? Nie. Jestem Ran. Ślepiec bez szansy na swoje 5 minut. Dziwię się, jak to możliwe, że ciągle egzystuję. Może to kara od kogoś z góry, za jakiś zły uczynek moich przodków? Być może. Pewności nie mam. Ale wiem jedno - nie zasługuję na to. Oho, ktoś wchodzi. Ktoś? Chyba ktosia.
< Jakaś dziewczyna dokończy i pocieszy marudę? >
środa, 2 lipca 2014
Od Darkness
Pierwszy dzień w nowym miejscu. Żołądek sam mi się zacisnął na myśl o tym, że to może być ten najważniejszy dzień w moim życiu. To dzisiaj mam jedyną szansę zrobić dobre wrażenie na innych. Pomyślałam, że najpierw lepiej będzie obejrzeć tereny watahy. Może spotkam kogoś po drodze... Skręciłam w wąską drużkę prowadzącą do lasu. Drzewa były tu naprawdę wielkie i stare, a droga którą szłam była coraz bardziej zarośnięta. Po jakimś czasie stała się zupełnie niewidoczna. Spojrzałam za siebie, ale nie było już widać wejścia do lasu. Teraz zostało mi już tylko iść przed siebie i mieć nadzieję, że kiedyś uda mi się gdzieś dojść. Rozejrzałam się dookoła. W sumie, to zgubiłam się chyba w najpiękniejszym lesie jaki dotąd widziałam. Słońce, rzucało tu delikatne światło na miękką trawę. Drzewa były wysokie a gdzie się nie spojrzało, można było dostrzec zwierzynę. Znów ruszyłam przed siebie. Teraz las stał się ciemniejszy. Zwierząt było coraz mniej, nawet trawa rosła rzadziej. Po chwili zrobiło się zupełnie ciemno. Drzewa, kamienie a nawet ziemia, wszystko zrobiło się czarne. Udało mi się wypatrzyć niewielką kałużę. Nachyliłam się, żeby się napić. Kiedy już prawie dotykałam wody zauważyłam na jej powierzchni delikatne, zielonkawe światło. Powoli podniosłam wzrok. Za drzewami było coś, z czego wydobywał się zielony blask. Ostrożnie poszłam w tamtym kierunku. Była tam niewielka polana. Na jej środku było coś w rodzaju jeziorka, nad którym unosił się zielony płomień.

Czułam się jak w transie, podchodząc do tego dziwnego światła. Zatrzymałam się dopiero przy granicy wody, nadal patrząc w to, co unosiło się nad nią. Poczułam jak wypełnia mnie jakaś dziwna moc. Drobny strumień światła spłynął w moim kierunku. Zaczął powoli mnie okrążać. Coś delikatnie musnęło moje nogi. Gdy spojrzałam w dół zdałam sobie sprawę, że nie dotykam łapami ziemi. Zawisłam w powietrzu trzymana przez tą dziwną smugę światła. Siła którą przed chwilą poczułam zaczęła się we mnie wdzierać. Zaczerpnęłam jeszcze jeden łyk powietrza, który utknął mi w gardle. Poczułam silny ból głowy. Mocno zacisnęłam powieki, ale cała moc która przepływała przeze mnie parła właśnie w tamtym kierunku. Po chwili moje oczy same się otworzyły, ale zobaczyłam tylko to zielonkawe, jasne światło. Nagle zrobiło się dziwnie cicho, a w mojej głowie odezwał się jakby podwójny głos.
- Jestem duchem Exili'es, źródłem siły wszystkich stworzeń. Wybrałem cię, żebyś była moim głosem, wśród tych którzy potrzebują go usłyszeć. Czy przyjmujesz moje błogosławieństwo i cząstkę mnie by wypełniać przeznaczenie innych?
- Tak... - odpowiedziałam w myślach. Światło w moich oczach zaczęło stawać się coraz jaśniejsze. W okół mnie rozbłysła biel. Czułam jak powoli wszystko mnie opuszcza. Ból, głód i zmęczenie po prostu znikły. Światło w okół mnie zaczęło blednąć. Zobaczyłam zarysy drzew, poczułam ziemię pod łapami. Po chwili cała moc wróciła do płomienia nad wodą, a ja opadłam półprzytomna na korzenie starych drzew. Patrzyłam jak wszystko wokół powoli zamienia się w ciemność.
~ później~
Obudziły mnie ciepłe promienie popołudniowego słońca. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że nadal znajduje się w lesie, ale zupełnie innym niż ten, w którym byłam wcześniej. Trawa była tu soczyście zielona, a na drzewach co chwila siadały niewielkie ptaki nieustanne świergocąc. Powoli podniosłam głowę rozglądając się dookoła. Nagle gdzieś za mną rozległ się czyjś głos.
- ...
< Ktokolwiek?>

Czułam się jak w transie, podchodząc do tego dziwnego światła. Zatrzymałam się dopiero przy granicy wody, nadal patrząc w to, co unosiło się nad nią. Poczułam jak wypełnia mnie jakaś dziwna moc. Drobny strumień światła spłynął w moim kierunku. Zaczął powoli mnie okrążać. Coś delikatnie musnęło moje nogi. Gdy spojrzałam w dół zdałam sobie sprawę, że nie dotykam łapami ziemi. Zawisłam w powietrzu trzymana przez tą dziwną smugę światła. Siła którą przed chwilą poczułam zaczęła się we mnie wdzierać. Zaczerpnęłam jeszcze jeden łyk powietrza, który utknął mi w gardle. Poczułam silny ból głowy. Mocno zacisnęłam powieki, ale cała moc która przepływała przeze mnie parła właśnie w tamtym kierunku. Po chwili moje oczy same się otworzyły, ale zobaczyłam tylko to zielonkawe, jasne światło. Nagle zrobiło się dziwnie cicho, a w mojej głowie odezwał się jakby podwójny głos.
- Jestem duchem Exili'es, źródłem siły wszystkich stworzeń. Wybrałem cię, żebyś była moim głosem, wśród tych którzy potrzebują go usłyszeć. Czy przyjmujesz moje błogosławieństwo i cząstkę mnie by wypełniać przeznaczenie innych?
- Tak... - odpowiedziałam w myślach. Światło w moich oczach zaczęło stawać się coraz jaśniejsze. W okół mnie rozbłysła biel. Czułam jak powoli wszystko mnie opuszcza. Ból, głód i zmęczenie po prostu znikły. Światło w okół mnie zaczęło blednąć. Zobaczyłam zarysy drzew, poczułam ziemię pod łapami. Po chwili cała moc wróciła do płomienia nad wodą, a ja opadłam półprzytomna na korzenie starych drzew. Patrzyłam jak wszystko wokół powoli zamienia się w ciemność.
~ później~
Obudziły mnie ciepłe promienie popołudniowego słońca. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że nadal znajduje się w lesie, ale zupełnie innym niż ten, w którym byłam wcześniej. Trawa była tu soczyście zielona, a na drzewach co chwila siadały niewielkie ptaki nieustanne świergocąc. Powoli podniosłam głowę rozglądając się dookoła. Nagle gdzieś za mną rozległ się czyjś głos.
- ...
< Ktokolwiek?>
wtorek, 1 lipca 2014
Od Tori
Szukałam jakieś watahy, byłam w wielu watahach. ale w żadnej nie czułam się swojo... Gdzieś na pewno musi być moje miejsce... Po całodniowej wędrówce, byłam zmęczona, położyłam się pod jednym z drzew, zasnęłam, jednak nie spalam długo bo obudził mnie jakiś basior. Podniosłam głowę...
- Kim jesteś? - spytałam lekko wystraszona. nie wiedziałam czy jest dobry, czy woli mnie zagryść..
< Jakiś basior? pliss... >
- Kim jesteś? - spytałam lekko wystraszona. nie wiedziałam czy jest dobry, czy woli mnie zagryść..
< Jakiś basior? pliss... >
Od Tsai
Gdy słońce, które nagrzewało wszystko co żywe I martwe zaczęło w końcu zachodzić odetchnęłam z ulgą.Większość wilków uwielbia bawić się w słońcu, ja do takich nie należę. Gdy już się ochłodziło wyszłam spod cienia wielkiego drzewa I rozciągnęłam się po długim odpoczynku.Przez dłuższy czas spacerowałam po lesie szukając jakiegoś pożywienia, gdy zauważyłam małego zająca skaczącego tu I tam.Nie zajęło dużo czasu a zwierzę leżało martwe I moich łap.Szybko się posiliłam, po czym znowu rozejrzałam się.Spojrzałam na swoje łapy - szare, tak jak i cała sierść.Oprócz grzywki która jest czarna z czerwonymi końcówkami i zasłania mi jedno oko.Wyparłam na wierzch ostre pazury.Moje uszy stanęły jak dęba gdy usłyszały szelest.Ale to nie był zając, coś większego.Podeszłam do krzaków I zauważyłam tam drzemiącego wilka.Warknęłam cicho I stałam tak przez moment w milczeniu, aż postanowiłam obudzić takowego wilka.Szturchnęłam go łapą I powiedziałam chłodno.
– Halo, żyje tam ktoś?
< Nie wiem do kogo, ale ktoś chętny to pisać c: >
– Halo, żyje tam ktoś?
< Nie wiem do kogo, ale ktoś chętny to pisać c: >
Od Shadow
Te pierwsze dni były najgorsze. Nowe znajomości i szukanie miłości po wieki. Nie przejmowałam się początkami, ale wiedziałam, że będą one trudne, bardzo trudne
~~**~~
Udałam się na spacer po pięknych terenach. Raz obracałam się w lewo, a raz w prawo. Zwierzyny było pełno. Po dłuższym czasie zaschło mi w gardle. Szukałam najbliższego wodopoju, ale moje poszukiwania były na marne. W pewnej chwili zobaczyłam jak z liścia na liść skapuje woda. Kierowałam wzrok za kroplami w dół. Zobaczyłam małą kałużę.
- Cóż, chyba nic lepszego nie znajdę. - Pomyślałam.
Zaczęłam pić z niewielkiej kałuży. Po minucie znów wyruszyłam na spacer. Tym razem nigdzie nie było żywej duszy oprócz oczywiście mnie. Usłyszałam za mną szelest liści i gwałtownie się odwróciłam. Zobaczyłam głowę jakiegoś wilka. Podeszłam kilka kroków, a ten uciekł. Ruszyłam za nim w pogoń. Po dłuższej pogoni złapałam wilka i skoczyłam na niego.
- Jestem Shadow, a Ty? - Zapytałam.
< Ktoś? >
~~**~~
Udałam się na spacer po pięknych terenach. Raz obracałam się w lewo, a raz w prawo. Zwierzyny było pełno. Po dłuższym czasie zaschło mi w gardle. Szukałam najbliższego wodopoju, ale moje poszukiwania były na marne. W pewnej chwili zobaczyłam jak z liścia na liść skapuje woda. Kierowałam wzrok za kroplami w dół. Zobaczyłam małą kałużę.
- Cóż, chyba nic lepszego nie znajdę. - Pomyślałam.
Zaczęłam pić z niewielkiej kałuży. Po minucie znów wyruszyłam na spacer. Tym razem nigdzie nie było żywej duszy oprócz oczywiście mnie. Usłyszałam za mną szelest liści i gwałtownie się odwróciłam. Zobaczyłam głowę jakiegoś wilka. Podeszłam kilka kroków, a ten uciekł. Ruszyłam za nim w pogoń. Po dłuższej pogoni złapałam wilka i skoczyłam na niego.
- Jestem Shadow, a Ty? - Zapytałam.
< Ktoś? >
Od Strażniczki
Nie rozróżniałam już nawet dnia od nocy. Wszystko wydawało się być
identyczne. Jak się chodzi po tym świecie tyle wieków to nie ma już nic
ciekawego. Ja byłam już wszędzie. Zwiedziłam każdy zakamarek tej planety
i mam wrażenie, że wiem już wszystko.
Teraz siedziałam sobie, a raczej lewitowałam (jak to często bywa w przypadku duchów) nad źródłem ukrytym głęboko w lesie. Nikt się tu nie zapuszczał i to był ogromny plus. Miałam przynajmniej święty spokój. Jedynymi towarzyszami mej nudnej, szarej codzienności były ptaki...
- Co się gapisz?- fuknęłam na drobną ptaszynę która gapiła się na mnie nieprzerwanie od jakiejś godziny.
Stworzonko tylko przekrzywiło łepetynę i wzbiło się w lot. Ptaszek chciał usiąść mi na ramieniu, jednak kiedy tylko przysiadł, przeniknął przeze mnie.
- Przykro mi, Maluchu. Niestety nie możesz.- uśmiechnęłam się.- Widzisz mnie, jednak nie możesz mnie dotknąć. Tak już jest.
Maluch, jak od tej pory go sobie nazywałam, przysiadł na gałęzi i ćwierkał żywo.
- Szkoda, że Cię nie rozumiem.- mruknęłam. Spojrzałam na źródełko. Chwilę potem zaczęłam tkać wodę w spiralę. I tak się bawiłam puki nie usłyszałam cichego szelestu. Zaraz po tym usłyszałam cichy jęk. Najwidoczniej ktoś z wielkim wysiłkiem przedzierał się przez puszczę. Bez namysłu wskoczyłam do wody jednocześnie przyjmując postać tej cudownej cieczy. Jedyną wadą takiego "wnikania" był fakt, że woda zaczynała bić jasnym, zielonkawym światłem.
Z gąszczu krzewów i gałęzi wypadł jakiś wilk. Zmęczony walką z ostrymi cierniami i wielkimi konarami zaczął... łapczywie pić wodę z MOJEGO świętego źródełka!
- Kto ci na to pozwolił?!- warknęłam złowrogo na wilka. Teraz już jako duch patrzyłam na niego groźnie. Nie odpowiadał.
- Zadałam ci pytanie!- warknęłam zbliżywszy się do niego. Ten przestraszony uczynił krok w tył.
- Jj-aa przeprrraszam...- wydusił bielejąc z przerażenia. Wprost to uwielbiam. Wszyscy przepełnieni trwogą na mój widok. Wpatrywałam się w osobnika jeszcze chwilę, gdy ten nadal niepewnie zapytał:
-...
<Ktosiu?>
Teraz siedziałam sobie, a raczej lewitowałam (jak to często bywa w przypadku duchów) nad źródłem ukrytym głęboko w lesie. Nikt się tu nie zapuszczał i to był ogromny plus. Miałam przynajmniej święty spokój. Jedynymi towarzyszami mej nudnej, szarej codzienności były ptaki...
- Co się gapisz?- fuknęłam na drobną ptaszynę która gapiła się na mnie nieprzerwanie od jakiejś godziny.
Stworzonko tylko przekrzywiło łepetynę i wzbiło się w lot. Ptaszek chciał usiąść mi na ramieniu, jednak kiedy tylko przysiadł, przeniknął przeze mnie.
- Przykro mi, Maluchu. Niestety nie możesz.- uśmiechnęłam się.- Widzisz mnie, jednak nie możesz mnie dotknąć. Tak już jest.
Maluch, jak od tej pory go sobie nazywałam, przysiadł na gałęzi i ćwierkał żywo.
- Szkoda, że Cię nie rozumiem.- mruknęłam. Spojrzałam na źródełko. Chwilę potem zaczęłam tkać wodę w spiralę. I tak się bawiłam puki nie usłyszałam cichego szelestu. Zaraz po tym usłyszałam cichy jęk. Najwidoczniej ktoś z wielkim wysiłkiem przedzierał się przez puszczę. Bez namysłu wskoczyłam do wody jednocześnie przyjmując postać tej cudownej cieczy. Jedyną wadą takiego "wnikania" był fakt, że woda zaczynała bić jasnym, zielonkawym światłem.
Z gąszczu krzewów i gałęzi wypadł jakiś wilk. Zmęczony walką z ostrymi cierniami i wielkimi konarami zaczął... łapczywie pić wodę z MOJEGO świętego źródełka!
- Kto ci na to pozwolił?!- warknęłam złowrogo na wilka. Teraz już jako duch patrzyłam na niego groźnie. Nie odpowiadał.
- Zadałam ci pytanie!- warknęłam zbliżywszy się do niego. Ten przestraszony uczynił krok w tył.
- Jj-aa przeprrraszam...- wydusił bielejąc z przerażenia. Wprost to uwielbiam. Wszyscy przepełnieni trwogą na mój widok. Wpatrywałam się w osobnika jeszcze chwilę, gdy ten nadal niepewnie zapytał:
-...
<Ktosiu?>
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Od Rise'a
Kreśliłem ostrym pazurem przedziwne kształty w mokrym od deszczu piasku. Aż trudno uwierzyć, że nagle po tak wielu upalnych dniach nad terenami watahy rozpętały się potężne ulewy, zalewając wiele uroczych zakątków i znacznie podnosząc poziom wszystkich rzecz oraz jezior. Z mokrej grzywki, mieniącej się błękitem, na nos skapywały perliste krople. Chłód powoli ogarniał moje ciało, wywołując dreszcze na grzbiecie. Sam nawet nie wiedziałem czemu w taką pogodę siedzę na dworze i nie robię nic pożytecznego.
Nie powinienem aż tak bardzo odizolowywać się od reszty, pomyślałem. Na pewno nie wniesie to nic pożytecznego do mojego umysłu, a o negatywnych skutkach wolałbym nie myśleć.
Powstałem, otrzepując się z wody, i rozejrzałem dookoła. Ponury, przygnębiający obraz natury nikogo nie wprawiał w dobry nastrój. Nawet mnie. Zacząłem więc biec truchtem w poszukiwaniu jakiegoś suchego schronienia, w którym mógłbym chwilę odpocząć i przeczekań ewentualne załamanie chmury.
Po dłuższych, nużących poszukiwaniach ujrzałem gdzieś pomiędzy leśnymi zaroślami niewielką jamę, zdolną jednak do pomieszczenia wilka moich rozmiarów. Zmęczony, wyziębiony i ponownie przemoczony przedzierałem się więc przez krzaki, nierzadko ostre, by dotrzeć do jedynego miejsca, jakie mogłoby mnie uchronić w tym momencie przed deszczem.
Ubłocony wpadłem do przytulnej, ciepłej nory i bez zastanowienia przyjąłem dogodną do snu pozycję. Wtedy okazało się, że nie jestem sam. Za moimi plecami rozległo się chrząknięcie, należące z pewnością do wadery. Gwałtownie odwróciłem się, podrapałem po głowie i zacząłem mamrotać jakieś słowa przeprosin.
< Jakaś wadera? >
Nie powinienem aż tak bardzo odizolowywać się od reszty, pomyślałem. Na pewno nie wniesie to nic pożytecznego do mojego umysłu, a o negatywnych skutkach wolałbym nie myśleć.
Powstałem, otrzepując się z wody, i rozejrzałem dookoła. Ponury, przygnębiający obraz natury nikogo nie wprawiał w dobry nastrój. Nawet mnie. Zacząłem więc biec truchtem w poszukiwaniu jakiegoś suchego schronienia, w którym mógłbym chwilę odpocząć i przeczekań ewentualne załamanie chmury.
Po dłuższych, nużących poszukiwaniach ujrzałem gdzieś pomiędzy leśnymi zaroślami niewielką jamę, zdolną jednak do pomieszczenia wilka moich rozmiarów. Zmęczony, wyziębiony i ponownie przemoczony przedzierałem się więc przez krzaki, nierzadko ostre, by dotrzeć do jedynego miejsca, jakie mogłoby mnie uchronić w tym momencie przed deszczem.
Ubłocony wpadłem do przytulnej, ciepłej nory i bez zastanowienia przyjąłem dogodną do snu pozycję. Wtedy okazało się, że nie jestem sam. Za moimi plecami rozległo się chrząknięcie, należące z pewnością do wadery. Gwałtownie odwróciłem się, podrapałem po głowie i zacząłem mamrotać jakieś słowa przeprosin.
< Jakaś wadera? >
Od Akiry
Szła przez las. Było ciemno. Lecz ona się nie bała. Zobaczyła coś w krzakach. Podeszła bliżej i zobaczyła wilka.
- Witaj, mam na imię Akira. - powiedziała do tajemniczego wilka.
< Kto dokończy? >
- Witaj, mam na imię Akira. - powiedziała do tajemniczego wilka.
< Kto dokończy? >
niedziela, 29 czerwca 2014
Od Hind Gaaf Lok
Od czasu przyjęcia do watahy minęły może ze dwa dni. Wilk krążył po terenach watahy i zazwyczaj zatrzymywał się jak dostrzegał jakieś ranne lub chore zwierzęta. Podchodził zazwyczaj do nich i swym przyjaznym, miłym, ciepłym głosem starał się jak najbardziej uspokajać część zwierząt, które napotkał kiedy to dotknął swą łapą jakiegoś losowego zwierzaka, którego napotkał po uspokojeniu oczywiście. W tym momencie jego złotawe wzory na ciele zaczęły lekko lśnić co sprawiało iż z jego ciała zaczęła przepływać pewna energia życiowa, która sprawiała iż drobne rany czy to choroby na danym zwierzęciu znikały, a dane wdzięczne zwierzę odchodziło spokojne w głąb lasu. Wilk był ostatnim uzdrowieniem już zmęczony i wyszedł nad jakieś jezioro gdzie się spokojnie rozłożył i karmił się promieniami słonecznymi co owocowało tym iż delikatnie jego ciało świeciło na biało.
< Ktoś chętny :3? >
< Ktoś chętny :3? >
sobota, 26 kwietnia 2014
Od Blue Neona
Jak zbłąkana dusza,chodziłem po snach innych wilków niczym zjawa z ich naj gorszych koszmarów...Bo każdy widział mnie inaczej...Lecz jeden z śpiących wilków nie zlękł się mnie...
< Ktoś? >
< Ktoś? >
wtorek, 22 kwietnia 2014
Od Emergeda cd historii każdego chcącego
Wzruszyłem ramionami.
- Czasami coś po prostu wiem.
Uśmiechnęła się. Po chwili wstałem i spytałem:
- Czy ktoś jest ranny? Niech pójdzie do Shervany, z pewnością pomoże magią. Jeśli ktoś też potrafi leczyć, to proszę, zróbcie to razem z nią...?
- Ja mogę! - krzyknęła Ines.
- I ja - dodała Eris.
- Ja też - stwierdziła Sava.
Po nich zgłosiło się jeszcze parę wilków, między innymi Raven i Chion.
- Super! Więc idźcie proszę pomóc Shervanie - dość wiele wilków ruszyło do wadery. - A czy ktoś ma magię wody lub potrafi manipulować ogniem?
- Ja potrafię... wodą - wymamrotała Dejla.
- Świetnie. Ktoś jeszcze?
- Panuję nad pogodą - zauważyła Ifus.
- Potrafisz wywołać deszcz?
Skinęła głową.
- Pokaż, na jaką burzę Cię stać.
Dołączyło jeszcze parę wilków: Vendetta, Ran i wielu innych.
- Fantastycznie - krzyknąłem. - Niech reszta pomoże opatrywać rannych. Chodźmy ugasić Las Ke'rei, moi kochani.
Wilki rzuciły się, by gasić nasz dom. Ja ruszyłem przez cały "obóz", oglądając wszystko. Widziałem wilki, które nigdy nie były sobie równie bliskie. Byłem świadkiem uleczania wielu chorych dzięki Shervanie czy tworzeniu liściastych opatrunków przez Imagine. Nawet wilki, które na co dzień nie były skłonne do pomocy, teraz pracowały jak mogły przy oparzonych i wiadrach z wodą. W końcu zacząłem przewodzić osobom, które były w stanie ugasić las dzięki swoim mocom. Sam również dusiłem płomienie, które chciały pożreć mi dom. Kątem oka zauważyłem, jak Shervana wydaje polecenia zdrowym wilkom. Nigdy nie byłem z tą watahą tak blisko.
< Każdy, kto chce dokończyć, niech dokończy >
- Czasami coś po prostu wiem.
Uśmiechnęła się. Po chwili wstałem i spytałem:
- Czy ktoś jest ranny? Niech pójdzie do Shervany, z pewnością pomoże magią. Jeśli ktoś też potrafi leczyć, to proszę, zróbcie to razem z nią...?
- Ja mogę! - krzyknęła Ines.
- I ja - dodała Eris.
- Ja też - stwierdziła Sava.
Po nich zgłosiło się jeszcze parę wilków, między innymi Raven i Chion.
- Super! Więc idźcie proszę pomóc Shervanie - dość wiele wilków ruszyło do wadery. - A czy ktoś ma magię wody lub potrafi manipulować ogniem?
- Ja potrafię... wodą - wymamrotała Dejla.
- Świetnie. Ktoś jeszcze?
- Panuję nad pogodą - zauważyła Ifus.
- Potrafisz wywołać deszcz?
Skinęła głową.
- Pokaż, na jaką burzę Cię stać.
Dołączyło jeszcze parę wilków: Vendetta, Ran i wielu innych.
- Fantastycznie - krzyknąłem. - Niech reszta pomoże opatrywać rannych. Chodźmy ugasić Las Ke'rei, moi kochani.
Wilki rzuciły się, by gasić nasz dom. Ja ruszyłem przez cały "obóz", oglądając wszystko. Widziałem wilki, które nigdy nie były sobie równie bliskie. Byłem świadkiem uleczania wielu chorych dzięki Shervanie czy tworzeniu liściastych opatrunków przez Imagine. Nawet wilki, które na co dzień nie były skłonne do pomocy, teraz pracowały jak mogły przy oparzonych i wiadrach z wodą. W końcu zacząłem przewodzić osobom, które były w stanie ugasić las dzięki swoim mocom. Sam również dusiłem płomienie, które chciały pożreć mi dom. Kątem oka zauważyłem, jak Shervana wydaje polecenia zdrowym wilkom. Nigdy nie byłem z tą watahą tak blisko.
< Każdy, kto chce dokończyć, niech dokończy >
Od Electry
Chodziłam po lesie Ke'rei szukając jedzenia. Znalazłam krzak z jagodami. Zaczęłam się zajadac. Później poszłam do zatoki i usiadłam na kamieniu. Obserwowałam piękne widoki czekając aż coś się stanie.
< Dalej kto chce >
< Dalej kto chce >
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Od Vendetty
Trwa piękna noc. Niebo usiane gwiazdami. Księżyc trwa w pełni. Nikogo jeszcze tu nie znam. Nikt mnie nie oprowadzi, trudno sama pozwiedzam jeszcze ciekawiej.
Nagle usłyszałam szelest. Podniosłam głowę, zamknęłam oczy analizując wszystko co dzieje się dookoła. Byłam przygotowana, że to wróg. Mimo tego, że mam moc pozbawiania zmysłów, muszę najpierw nakierować ją na postać.
"Mam!" - krzyknęłam w myślach i uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Wzrok. - powiedziałam pewnie, po czym wolnym krokiem obróciłam się do postaci. Z jego pysku mogłam wyczytać zakłopotanie.
- Kim jesteś? - zapytałam stając przed nim i patrząc się w mu w oczy. Próbował uciec od mojej obecności, żeby to coś dało.
- To nic nie da, wszędzie tyle drzew. Tylko się poobijasz. Dotyk. - słowem dotyk zabrałam mu zmysł czucia.
Po chwili zaczął we mnie celować ogniem. Za każdym razem pudłował.
- Pudło. - zaśmiałam się. -To nic nie da tylko spalisz las.
- Co Ty ze mną robisz?- zapytał.
- Ja pierwsza zadałam pytanie. - spojrzałam mu w oczy.
- Na pewno nie jestem kimś kto chce Cię skrzywdzić. Należę do watahy. - powiedział.
- Od razu lepiej. Nie można było tak wcześniej?! Dotyk. Wzrok. - powiedziałam te słowa dzięki czemu przywróciłam mu wzrok.
- To nie było zbyt miłe spotkanie. - stwierdził basior.
- Wiesz mogłam Cię zabić. Lub przywiązać i zostawić na pożarcie sępom. - uniosłam brew.
- Nie jesteś za pewna siebie?
- Wiem co potrafię. - ruszyłam na przód, a on za mną.
- Oczywiście. - powiedział.
- Sugerujesz, że kłamie? - zapytałam.
- Nie. Po prostu ciekawi mnie kim jesteś. Jesteś nowa?
- Tak. Aż tak się wyróżniam? - zapytałam. - A może jestem wyjątkowa? - zaśmiałam się
< Jakiś basior? >
Nagle usłyszałam szelest. Podniosłam głowę, zamknęłam oczy analizując wszystko co dzieje się dookoła. Byłam przygotowana, że to wróg. Mimo tego, że mam moc pozbawiania zmysłów, muszę najpierw nakierować ją na postać.
"Mam!" - krzyknęłam w myślach i uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Wzrok. - powiedziałam pewnie, po czym wolnym krokiem obróciłam się do postaci. Z jego pysku mogłam wyczytać zakłopotanie.
- Kim jesteś? - zapytałam stając przed nim i patrząc się w mu w oczy. Próbował uciec od mojej obecności, żeby to coś dało.
- To nic nie da, wszędzie tyle drzew. Tylko się poobijasz. Dotyk. - słowem dotyk zabrałam mu zmysł czucia.
Po chwili zaczął we mnie celować ogniem. Za każdym razem pudłował.
- Pudło. - zaśmiałam się. -To nic nie da tylko spalisz las.
- Co Ty ze mną robisz?- zapytał.
- Ja pierwsza zadałam pytanie. - spojrzałam mu w oczy.
- Na pewno nie jestem kimś kto chce Cię skrzywdzić. Należę do watahy. - powiedział.
- Od razu lepiej. Nie można było tak wcześniej?! Dotyk. Wzrok. - powiedziałam te słowa dzięki czemu przywróciłam mu wzrok.
- To nie było zbyt miłe spotkanie. - stwierdził basior.
- Wiesz mogłam Cię zabić. Lub przywiązać i zostawić na pożarcie sępom. - uniosłam brew.
- Nie jesteś za pewna siebie?
- Wiem co potrafię. - ruszyłam na przód, a on za mną.
- Oczywiście. - powiedział.
- Sugerujesz, że kłamie? - zapytałam.
- Nie. Po prostu ciekawi mnie kim jesteś. Jesteś nowa?
- Tak. Aż tak się wyróżniam? - zapytałam. - A może jestem wyjątkowa? - zaśmiałam się
< Jakiś basior? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)