Obrzuciłem lochy panicznym spojrzeniem. Uderzyłem trolla, zaczekałem, aż się na mnie zamachnie i w tym momencie czmychnąłem w bok. Chwyciłem łańcuch, na którego końcu wisiał jakiś nieszczęsny magiczny ptak (co z tego, że został z niego tylko wątły szkielecik który po sekundzie rozpadł się w proch). Troll tymczasem podniósł się z ziemi i ryknął z nieskrywaną nienawiścią. Udało mi się powtórzyć trik, który zastosowałem przedtem; gdy troll rzucił się na miejsce, w którym przed chwilą stałem, wskoczyłem na jego grzbiet, szybkim ruchem przykułem łańcuch do specjalnego kółka w pancerzu stwora i zeskoczyłem. Trzymałem mocno kajdany. Gdy troll zobaczył, że stoję za nim, obrócił się... wykorzystałem ten moment nieuwagi i zacząłem błyskawicznie biegać wokół potwora, który spętany łańcuchami ryknął i się przewrócił. Wiedziałem, że wiekowe kajdany lada moment pękną.
~Dalej! - wrzasnąłem.
<Shervano?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Emergeda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Emergeda. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 listopada 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Tak, trolle to są zwierzęta magiczne. Ale w innym sensie; można je zabijać, gdy atakują. Feniksy nie atakują bez bardzo wyraźnego powodu, więc są po prostu czyste. Nie widziałem innej drogi, niż walka.
Olbrzymim skokiem rzuciłem się na grzbiet trolla. Utrzymałem się jakąś chwilę na tylnych łapach i zdołałem uderzyć przednimi, które płonęły i parzyły wroga. Troll ryknął i zrzucił mnie. Już miałem zostać stratowany, kiedy Shervana, nie wiadomo skąd, nagle pojawiła się między mną a stworem. Błyskawicznie strzeliła w jego twarz ognistą kulą i, gdy tamten oszołomiony zatoczył się, zdołała zmienić się w niedźwiedzia niemal dorównującego wzrostem trollowi. Ryknęła zachęcająco.
<Niedźwiedziu? <3>
Olbrzymim skokiem rzuciłem się na grzbiet trolla. Utrzymałem się jakąś chwilę na tylnych łapach i zdołałem uderzyć przednimi, które płonęły i parzyły wroga. Troll ryknął i zrzucił mnie. Już miałem zostać stratowany, kiedy Shervana, nie wiadomo skąd, nagle pojawiła się między mną a stworem. Błyskawicznie strzeliła w jego twarz ognistą kulą i, gdy tamten oszołomiony zatoczył się, zdołała zmienić się w niedźwiedzia niemal dorównującego wzrostem trollowi. Ryknęła zachęcająco.
<Niedźwiedziu? <3>
poniedziałek, 17 listopada 2014
Od Emergeda
Podróżowałem spokojnie Lasem Ke'rei. Lubiłem co jakiś czas wyjść na spacer, a jak na jesień tego dnia była fantastyczna pogoda. Słońce wyglądało zza rzadkich chmur i wiał stanowczy, lecz nie przeszkadzający wiatr. Westchnąłem, gdy doszedłem do zatoki. Uśmiechnąłem się do zefiru i w tym momencie tuż obok wylądowała ciemnoczerwona wadera. W pierwszej chwili warknąłem ostrzegawczo, lecz w momencie moja twarz się rozjaśniła.
- Akiro! Co u Ciebie?
<Akiro?>
- Akiro! Co u Ciebie?
<Akiro?>
środa, 5 listopada 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Kiedy wylądowałem - nie omieszkałem rzucić Yes wymownego spojrzenia - zatoczyłem się i pomachałem zmęczonymi łapami. Podniosłem głowę. Po Yes nie było śladu, a Shervana się za nią rozglądała.
- Gdzie ona jest? - mruknęła. - Nie mów, że jej planem jest zostawienie nas tutaj.
W tym momencie rozległ się wściekły ryk. Zamachałem łbem i ustawiłem się w pozycji bojowej. Ucichło. Nagle, przy powtórnym wrzasku, z ciemności wyłonił się olbrzymi, szmaragdowy troll z rubinowymi znakami na ciele. Był przepasany brudną, gołą sierścią jakiegoś zwierzaka. Potrząsnął wysadzaną szafirami maczugą i warknął. Następnie zaszarżował na nas.
<Shervana?>
- Gdzie ona jest? - mruknęła. - Nie mów, że jej planem jest zostawienie nas tutaj.
W tym momencie rozległ się wściekły ryk. Zamachałem łbem i ustawiłem się w pozycji bojowej. Ucichło. Nagle, przy powtórnym wrzasku, z ciemności wyłonił się olbrzymi, szmaragdowy troll z rubinowymi znakami na ciele. Był przepasany brudną, gołą sierścią jakiegoś zwierzaka. Potrząsnął wysadzaną szafirami maczugą i warknął. Następnie zaszarżował na nas.
<Shervana?>
niedziela, 2 listopada 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Czy będąc demonem... była w stanie zrobić coś takiego?... Chyba nie, chociaż... Demony to tak zagmatwany i okrutny gatunek, że nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Zamrugałem. Później będzie czas na pytania. Teraz trzeba działać.
- Zachorowałam - wyjaśniła Shervana. - Doznałam magicznych obrażeń, ale nie mam pojęcia jak. I przez kogo. Jesteś w stanie mi pomóc, wiem to. Przyniosłam Ci ofiarę. Pomóż mi.
<Sorry, Sher, nie mam czasu na dłuższą odpowiedź. :/>
- Zachorowałam - wyjaśniła Shervana. - Doznałam magicznych obrażeń, ale nie mam pojęcia jak. I przez kogo. Jesteś w stanie mi pomóc, wiem to. Przyniosłam Ci ofiarę. Pomóż mi.
<Sorry, Sher, nie mam czasu na dłuższą odpowiedź. :/>
środa, 15 października 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Szczerze mówiąc, byłem w humorze takim, aby się rozpłakać. I chętnie bym to zrobił, ale chyba nie było na to czasu.
- Chodźmy - zarządziłem.
Ruszyliśmy do chatki, a Shervana zdecydowanym ruchem pchnęła drzwi...
<Nie chcę popsuć jakiegoś planu (nie wiem o co chodzi) xD>
- Chodźmy - zarządziłem.
Ruszyliśmy do chatki, a Shervana zdecydowanym ruchem pchnęła drzwi...
<Nie chcę popsuć jakiegoś planu (nie wiem o co chodzi) xD>
niedziela, 12 października 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
W moim sercu właśnie wyrósł cierń, kujący goryczą i obwiniający mnie.
~Weźmiemy młode - szeptałem szybko, próbując naprawić nadchodzącą już winę. - Kiedy będzie już po wszystkim, wrócimy tu. Zaopiekujemy się potomstwem. Nigdy nie zabijemy żadnego innego magicznego zwierzęcia. Nigdy więcej, nigdy więcej, nigdy więcej...
Wyczekaliśmy na dobry moment.
Kiedy już naprawdę było po wszystkim, spytałem cicho:
- Co teraz?
<Shervana?>
~Weźmiemy młode - szeptałem szybko, próbując naprawić nadchodzącą już winę. - Kiedy będzie już po wszystkim, wrócimy tu. Zaopiekujemy się potomstwem. Nigdy nie zabijemy żadnego innego magicznego zwierzęcia. Nigdy więcej, nigdy więcej, nigdy więcej...
Wyczekaliśmy na dobry moment.
Kiedy już naprawdę było po wszystkim, spytałem cicho:
- Co teraz?
<Shervana?>
czwartek, 9 października 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
- Czuję - jęknąłem.
Shervana, unikając mojego wzroku, ruszyła między drzewa. Szedłem za nią, kryliśmy się w krzakach i czołgaliśmy w bujnej trawie. W końcu wadera zatrzymała się. Stanąłem obok jej. Szmaragdowe oczy śledziły ruchy płonącego ptaka. Jego "płomienny charakter" nic nam nie zrobi, oboje mamy żywioł ognia. Przełknąłem ślinę.
<Shervana?>
wtorek, 7 października 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Zmrużyłem oczy i cofnąłem głowę ze wstrętem. Zabicie magicznego stworzeniem było niewybaczalną krzywdą. Jednorożce, smoki, pegazy czy feniksy... po prostu nie wolno robić czegoś tak złego.
Ale przecież muszę. Dla Shervany.
Wpatrywałem się w ziemię między moimi łapami. Miałem głowę pełną złych myśli.
- Wciąż nie rozumiem - spojrzałem w oczy mojej partnerki. - Po co to wszystko?
<Shervana?>
Ale przecież muszę. Dla Shervany.
Wpatrywałem się w ziemię między moimi łapami. Miałem głowę pełną złych myśli.
- Wciąż nie rozumiem - spojrzałem w oczy mojej partnerki. - Po co to wszystko?
<Shervana?>
niedziela, 3 sierpnia 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
- Kogo? - nie rozumiałem. Shervana nie zamierzała jednak zbyt szybko mi tego wyjaśnić i, zamiast coś powiedzieć, po prostu ruszyła w las.
Jakby nic przed chwilą się nie stało, jakby nie zemdlała, jakby dopiero co się obudziła po dobrze przespanej nocy.
Nigdy nie zrozumiem czarów.
To prawda, noszę na sobie klątwę demona, ale akceptuję go i daję mu często kontrolę. A tutaj... nigdy nie miałem do czynienia z urokiem (o ile dobrze pamiętam).
Tymczasem ruszyłem za Shervaną kręcąc głową. Jaka ona jest tajemnicza!
<Sher? Brak weny. :P>
Jakby nic przed chwilą się nie stało, jakby nie zemdlała, jakby dopiero co się obudziła po dobrze przespanej nocy.
Nigdy nie zrozumiem czarów.
To prawda, noszę na sobie klątwę demona, ale akceptuję go i daję mu często kontrolę. A tutaj... nigdy nie miałem do czynienia z urokiem (o ile dobrze pamiętam).
Tymczasem ruszyłem za Shervaną kręcąc głową. Jaka ona jest tajemnicza!
<Sher? Brak weny. :P>
środa, 30 lipca 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
- Nie mam pojęcia! - mój wzrok tańczył, ślizgał się między Shervaną a Hind Gaaf Lokiem. - Nagle głośno jęknęła, a w chwilę później prawie się przewróciła! Zaniosłem ją tutaj najprędzej jak mogłem, a teraz...
Zmęczony potokiem słów i wyczerpany magią przerwałem, opuściłem łeb, przed moimi oczami bawiły się czarne kropki.
Kiedy obudziłem się jakiś czas później, Hind mówił coś do Shervany... Czy znów była przytomna?
<Ten post jest krótki, mam taki sam problem jak VinylowySmok... Co Ci jest, Sher? :C>
Zmęczony potokiem słów i wyczerpany magią przerwałem, opuściłem łeb, przed moimi oczami bawiły się czarne kropki.
Kiedy obudziłem się jakiś czas później, Hind mówił coś do Shervany... Czy znów była przytomna?
<Ten post jest krótki, mam taki sam problem jak VinylowySmok... Co Ci jest, Sher? :C>
sobota, 26 lipca 2014
Od Emergeda cd historii Hind Gaaf Lok
- Shervana! - krzyknąłem. Podniosłem ją, niemal zemdlała. Odgarnąłem włosy z jej twarzy. Chyba próbowała coś powiedzieć, nie wiem. Pamiętam, że zatrzymałem czas, wrzuciłem waderę na grzbiet i rzuciłem się w dół, w dolinę. Przytrzymując czas zbyt szybko się męczyłem, ale gdyby ten znów przyspieszył, Shervana Z PEWNOŚCIĄ czułaby się jeszcze gorzej. Wyciągając łapy i z całą siłą wciąż zatrzymywałem czas. Na moich ustach już układało się słowo "Pomóż!". Rzucałem się między drzewami, narobiłem sobie kilka krwawiących ran, myślałem wciąż o Shervanie, kiedy wreszcie pojawiłem się na dobrze znanych mi terenach, mijałem wiele wilków. Żadne z nich mnie nie widziało, bo czas zupełnie stanął. Czułem, że nie wytrzymam jeszcze minuty. Śmignąłem obok białego basiora... Natychmiast zawróciłem, ułożyłem Shervanę przy nim, rzuciłem się na ziemię i zacząłem mocno dyszeć. Nie wiem, czy w biegu w ogóle pozwoliłem sobie na oddech. Rozluźniłem mięśnie. Czas powoli wracał na swoje miejsce, a basior zaczął się poruszać. Zdziwiony spojrzał na nas.
- HIND! - ryknąłem.
<HIND!>
- HIND! - ryknąłem.
<HIND!>
czwartek, 3 lipca 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Pokiwałem głową. Moja radość nie miała granic. Tuliłem ja długo i mocno. Kiedy po raz pierwszy spojrzałem w jej oczy, zdałem sobie sprawę, że są niezwykłe. Gdy patrzyłem w nie teraz, okazało się, że nie znam piękniejszych. Wędrowałem po zielonych górach, zapominając, że wciąż w nie patrzę. Nie odrywając od nich wzroku, powiedziałem:
- Wracajmy, robi się zimno.
Odwróciłem przed siebie.
- Chodź.
Przeszedł mnie dreszcz (o ile pamiętam naprawdę było chłodno).
- Wracajmy - potwierdziła cicho Shervana i ruszyliśmy w drogę.
<Shervana?>
- Wracajmy, robi się zimno.
Odwróciłem przed siebie.
- Chodź.
Przeszedł mnie dreszcz (o ile pamiętam naprawdę było chłodno).
- Wracajmy - potwierdziła cicho Shervana i ruszyliśmy w drogę.
<Shervana?>
środa, 2 lipca 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Gdy gęstwina wokół mnie zaczęła się poruszać, wiedziałem kto to.
Shervana.
Czyli teraz wszystkiego się dowiem.
Zanim jeszcze wynurzyła się z gęstwiny, usłyszałem jej telepatyczną odpowiedź...
~ Tak.
Odwróciłem się i rozpostarłem ramiona w chwili, w której Shervana w końcu do mnie dotarła, biegnąc, może płacząc, nie wiem. Chwyciłem ją w objęcia i zakręciłem się, śmiejąc się w głos. Po kilku obrotach mocno ją do siebie przytuliłem. To była jedna z szczęśliwszych chwil tego świata...
<Sheeervana?>
Shervana.
Czyli teraz wszystkiego się dowiem.
Zanim jeszcze wynurzyła się z gęstwiny, usłyszałem jej telepatyczną odpowiedź...
~ Tak.
Odwróciłem się i rozpostarłem ramiona w chwili, w której Shervana w końcu do mnie dotarła, biegnąc, może płacząc, nie wiem. Chwyciłem ją w objęcia i zakręciłem się, śmiejąc się w głos. Po kilku obrotach mocno ją do siebie przytuliłem. To była jedna z szczęśliwszych chwil tego świata...
<Sheeervana?>
wtorek, 1 lipca 2014
Od Emergeda cd historii Vendetty lub Killa
Oh.
- Tak... Cóż - pomyślałem chwilę nad jej prośbą. Nagle mnie olśniło! - Wiem! Znam kogoś o wiele lepszego ode mnie w walce! Za mną!
Pędem ruszyłem w stronę miejsca, gdzie, jak myślałem, przebywał basior. Kiedy do niego dotarliśmy, właśnie kończył pogawędkę z waderą, której... szczerze mówiąc, zapomniałem imienia. Odwrócił się do nas właśnie w momencie, gdy, zdyszani, stanęliśmy przed nim.
- Kill! - krzyknąłem między dwoma głośnymi wdechami. - Ta wadera... - skazałem na Vendettę, wciąż dysząc - chętnie potrenowałaby walkę wręcz. Mógłbyś coś w tej sprawie uczynić?
Basior niemrawo kiwnął głową. Może odepchnęła go niedostępność Vendetty, która nawet się nie przedstawiła?
- Kill, to Vendetta, Vendetto, to Kill.
- Miło Cię widzieć - powiedział serdecznie czarny basior.
Wadera mruknęła coś, co przypominało "nawzajem". Kiedy w końcu uspokoiłem oddech odwróciłem się do Vendetty i powiedziałem z cichym żalem (no cóż, trenować kogoś - to jest coś!):
- Widzisz, Vendetto, niestety masz rację, jestem Alfą, co niestety nie jest tylko sielanką i życiem u boku mojej wspaniałej partnerki. - posłałem jej krzywy uśmiech i odbiegłem szybko w kierunku reszty watahy. Wybrałem się na polowanie. Ale to już zupełnie inna historia.
<Vendetto? Kill? Mój wkład skończony. :/ (sorry, troszeczkę brak mi czasu)>
- Tak... Cóż - pomyślałem chwilę nad jej prośbą. Nagle mnie olśniło! - Wiem! Znam kogoś o wiele lepszego ode mnie w walce! Za mną!
Pędem ruszyłem w stronę miejsca, gdzie, jak myślałem, przebywał basior. Kiedy do niego dotarliśmy, właśnie kończył pogawędkę z waderą, której... szczerze mówiąc, zapomniałem imienia. Odwrócił się do nas właśnie w momencie, gdy, zdyszani, stanęliśmy przed nim.
- Kill! - krzyknąłem między dwoma głośnymi wdechami. - Ta wadera... - skazałem na Vendettę, wciąż dysząc - chętnie potrenowałaby walkę wręcz. Mógłbyś coś w tej sprawie uczynić?
Basior niemrawo kiwnął głową. Może odepchnęła go niedostępność Vendetty, która nawet się nie przedstawiła?
- Kill, to Vendetta, Vendetto, to Kill.
- Miło Cię widzieć - powiedział serdecznie czarny basior.
Wadera mruknęła coś, co przypominało "nawzajem". Kiedy w końcu uspokoiłem oddech odwróciłem się do Vendetty i powiedziałem z cichym żalem (no cóż, trenować kogoś - to jest coś!):
- Widzisz, Vendetto, niestety masz rację, jestem Alfą, co niestety nie jest tylko sielanką i życiem u boku mojej wspaniałej partnerki. - posłałem jej krzywy uśmiech i odbiegłem szybko w kierunku reszty watahy. Wybrałem się na polowanie. Ale to już zupełnie inna historia.
<Vendetto? Kill? Mój wkład skończony. :/ (sorry, troszeczkę brak mi czasu)>
Od Emergeda cd historii Shervany
Przez moją twarz przebiegł szybki grymas, który niemal od razu zniknął. Odwróciłem nieco głowę i wstałem. Odszedłem kilka kroków, by stanąć na wysokim wzgórzu nad watahą, obserwować ją całą. Po chwili dołączyła do mnie Shervana. Czuła, że nie jestem na nią zły.
- Shervana... mam już pięć lat - odwróciłem do niej głowę. - Nie jestem najmłodszy z wilków tutaj. Cieszę się, widząc szczęście par, ale nie przyćmiewa to mojego smutku. - Potarłem czoło o jej bok. Moja partnerka wpatrywała się w watahę pod nami. Trawiła informacje. Ucałowałem ją w czoło. - Zastanów się, dobrze? - jeszcze raz otarłem się głową o jej bark, po czym zniknąłem w Lesie Ke'rei. Poszedłem poszukać Et, a wiedziałem, że Shervana bez problemu mnie znajdzie.
W końcu między innymi dlatego ją kocham, prawda?
<Shervana? Nie. xD>
- Shervana... mam już pięć lat - odwróciłem do niej głowę. - Nie jestem najmłodszy z wilków tutaj. Cieszę się, widząc szczęście par, ale nie przyćmiewa to mojego smutku. - Potarłem czoło o jej bok. Moja partnerka wpatrywała się w watahę pod nami. Trawiła informacje. Ucałowałem ją w czoło. - Zastanów się, dobrze? - jeszcze raz otarłem się głową o jej bark, po czym zniknąłem w Lesie Ke'rei. Poszedłem poszukać Et, a wiedziałem, że Shervana bez problemu mnie znajdzie.
W końcu między innymi dlatego ją kocham, prawda?
<Shervana? Nie. xD>
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Opuściłem nieco uszy. Wychyliłem głowę, by ujrzeć pary spokojnie uczące podstaw szczeniaki. Bezgłośnie westchnąłem z żalem, widząc ich szczęście. W końcu przełknąłem ślinę i spróbowałem coś powiedzieć, najpierw nieco się dławiąc i kaszląc, by moje głupie, zbyt przeciętne słowa mogły ujrzeć światło dzienne. Rozumiałem, że nasza obecna sytuacja może być odbierana tak, jakbyśmy się nie kochali, jakbyśmy byli parą tylko opartą na słowach i władzy a nie na miłości. Wiedziałem, jak mogła czuć się moja partnerka.
Po prostu głupio.
- Shervana... Czyli chciałabyś mieć szczeniaki... tak?
<Sher?>
Po prostu głupio.
- Shervana... Czyli chciałabyś mieć szczeniaki... tak?
<Sher?>
sobota, 28 czerwca 2014
Od Emergeda cd historii Shervany
Wtuliłem pysk w jej sierść. Miała rację, teraz mamy czas. Teraz nie ścigają nas tajemnicze, zabójcze stworzenia ani ogień, ani powódź, ani dzikie stado byków. Czas idealny! Czas, którego mi naprawdę brakowało. Czas spokoju.
I mimo że taki właśnie był, wciąż czułem w Shervanie jakiś cichy niepokój. W końcu nie wytrzymałem i spytałem ją o to.
- Shervana... Chcesz coś powiedzieć? Jesteś jakaś nieswoja...
<Shervana? No co Ty, słodko. :3 Pytaj, mów co chcesz. ;)>
I mimo że taki właśnie był, wciąż czułem w Shervanie jakiś cichy niepokój. W końcu nie wytrzymałem i spytałem ją o to.
- Shervana... Chcesz coś powiedzieć? Jesteś jakaś nieswoja...
<Shervana? No co Ty, słodko. :3 Pytaj, mów co chcesz. ;)>
czwartek, 26 czerwca 2014
Od Emergeda cd historii Vendetty
Skinąłem głową.
- Skoro chcesz...
Słuchałem tego, o czym mi opowiadała, coś o swojej przeszłości i tym, co myśli o miejscach, które odwiedzaliśmy. Przez większość czasu panowała między nami cisza, bo rzadko się odzywałem. Przeszliśmy przez Las Ke'rei, zatokę, Źródło Mocy i parę innych ciekawych miejsc, kiedy wadera spytała:
<Vendetto? Nie mam weny...>
- Skoro chcesz...
Słuchałem tego, o czym mi opowiadała, coś o swojej przeszłości i tym, co myśli o miejscach, które odwiedzaliśmy. Przez większość czasu panowała między nami cisza, bo rzadko się odzywałem. Przeszliśmy przez Las Ke'rei, zatokę, Źródło Mocy i parę innych ciekawych miejsc, kiedy wadera spytała:
<Vendetto? Nie mam weny...>
Od Emergeda cd historii Shervany
- Czułem. To czuć. Strach... czuć.
Leżeliśmy, wpatrując się w dolinę, w watahę. Niektórzy spali, inni chodzili, szczeniaki się bawiły, wszystko było spokojne. Z tego, co można było wyczuć w powietrzu, więź z pewnością zacieśniła się wokół nas. Podobało mi się to... a jednak... odkąd byłem z Shervaną, wciąż coś się działo. A teraz? - pustka, dziura w przestrzeni. Nagle dotarł do mnie napad melancholii. Oparłem głowę na mchu. Czułem się pusty, nieważny. A przed chwilą było już tak dobrze, tak fajnie, tak przyjemnie. Zamknąłem oczy, westchnąłem cicho.
- Co jest? - spytała zaniepokojona Shervana, podnosząc głowę i patrząc na mnie z troską.
- Nic, nic - otworzyłem znów oczy i spojrzałem na nią. Przytuliłem ją, nie trzeba było mówić czegoś w stylu: "kocham Cię"... przecież ona o tym doskonale wiedziała, a jednak... powiedziałem to, chyba tylko po to, by przerwać ciszę.
<Shervana? Kurde, melancholijne mi wychodzą te opki... . _ .>
Leżeliśmy, wpatrując się w dolinę, w watahę. Niektórzy spali, inni chodzili, szczeniaki się bawiły, wszystko było spokojne. Z tego, co można było wyczuć w powietrzu, więź z pewnością zacieśniła się wokół nas. Podobało mi się to... a jednak... odkąd byłem z Shervaną, wciąż coś się działo. A teraz? - pustka, dziura w przestrzeni. Nagle dotarł do mnie napad melancholii. Oparłem głowę na mchu. Czułem się pusty, nieważny. A przed chwilą było już tak dobrze, tak fajnie, tak przyjemnie. Zamknąłem oczy, westchnąłem cicho.
- Co jest? - spytała zaniepokojona Shervana, podnosząc głowę i patrząc na mnie z troską.
- Nic, nic - otworzyłem znów oczy i spojrzałem na nią. Przytuliłem ją, nie trzeba było mówić czegoś w stylu: "kocham Cię"... przecież ona o tym doskonale wiedziała, a jednak... powiedziałem to, chyba tylko po to, by przerwać ciszę.
<Shervana? Kurde, melancholijne mi wychodzą te opki... . _ .>
Subskrybuj:
Posty (Atom)