poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Kail' a do Ayame

Było koło godziny 4 nad ranem. Jak co noc wracałem do swojej jaskini. Księżyc prawie w ogóle nie świecił i nic nie było widać. Nie wiem co ten kretyn wyrabiał ale strasznie bolała mnie prawa przednia łapa. Nie miałem jak sprawdzić ale chyba leciała z niej krew. Olałem ten fakt wiedząc że do jaskini został mi spory kawał i mimo wszystko muszę go przejść. Wędrowałem przez jakiś czas zamyślony. Nagle usłyszałem w krzakach szelest.
- Kto tam jest?! - warknąłem rozkładając skrzydła i w razie czego przyjąłem pozę do ataku. Nie wiem po co mi te skrzydła... I tak ich nie użyję ale dodają mi trochę wzrostu i powagi.  Z krzaków spokojnym krokiem wyszła wadera. Od razu się rozluźniłem i złożyłem skrzydła. - Przepraszam...

<Ayame? Mały brak weny xD no cóż Kail troszkę nerwowy ;) >

Od Kinaj' a cd historii Fazie

Jeden ze sługusów Kairo zaprowadził mnie do pokoju. Był uprzejmy i sprawiał wrażenie jakby się bał. Wprowadził mnie do środka i oprowadził po całym terenie. Byłem raptem kilka drzwi dalej od pokoju naczelnika. Wychodząc osiłek powiedział krótko
- Kolacja za 30 minut. Jadalnia znajduje sie 2 pię...- zaczął tłumaczyć ale mu przerwałem
- Doskonale wiem jak tam dojść - warknąłem krótko. On skinął tylko głowa i wyszedł. Tu trzeba być szorstkim, wrednym i przebiegłym aby przetrwać. Te 30 minut minęło zanim się obejrzałem. Zszedłem do jadalni. Siadłem przy pierwszym lepszym stole między przeciętnymi strażnikami. Kairo wezwał mnie do siebie gestem łapy. Siedział przy stole wraz z głównymi dowódcami straży.
- Słucham - powiedziałem krótko stając koło niego. Kairo również gestem łapy wygonił od stołu jednego z siedzących obok niego wilków i kazał mi zasiąść na tym miejscu. Jest to praktycznie niespotykane jeśli chodzi o "zwykłych strażników" bo tu praktycznie nie ma awansów. Przysługuje ci rola jaka miał twój ojciec i nie da sie tego zmienić.
- W końcu jestreś synem naszego pana... Nie możesz siedzieć przy zwykłym stole.
- Masz mnie za zdrajce - szepnąłem. - On pewnie też
- Krwii nie zmienisz... Ale nie myśl że oddam ci moją role! O tym zadecyduje twój ojciec. - Jak to?! Ojciec?! Nie chce go tu... Byłem wściekły na samą myśl o nim ale nie dałem tego po sobie poznać. Zaczęła sie kolacja. Jako że siedziałem przy stole naczelnika dostawaliśmy większe porcje niż zwykli. Kiedy kolacja dobiegła końca Kairo wstał powiedział kilka słów organizacyjnych, między innymi o tym który oddział gdzie sprawuje kontrole, o której jest cisza nocna i o której śniadanie a potem wyrzucił wszystkich poza siedzącymi przy naszym stole z sali. Kiedy zwyki opuścili jadalnie Kairo dalej stał.
- Za 15 minut w sali narad. - powiedział krótko i to wystarczyło żeby wszyscy wstali i popędzili w wyznaczone miejsce. Wszyscy oprócz mnie. - Ciebie tez sie to tyczy - powiedział szorstko
- Ale... Nie rozumiem. Czemu od razu stawiasz mnie tak wysoko?
- Bo mimo zdrady tobie ufam tu najbardziej...
- Jak to?!
- Jeszcze się pytasz? Stary przyjacielu - uśmiechnął się - a teraz marsz do sali narad - warknął, a ja ruszyłem tam z Kairo' em u boku. Weszliśmy do sali. Na środku stał ogromny stół a przy nim wilki towarzyszące nam przy kolacji. Wszyscy wstali kiedy Kairo przekroczył próg. Spotkanie troche trwało bo naczelnik musiał wyznaczyć wszystkim zadania na najbliższy czas, Objaśnić który oddział gdzie idzie i kto czym sie zajmuje. Potem zastanawiali sie nad sprawami więźniów i wymierzaniem im kar oraz kilkoma jutrzejszymi egzekucjami.
 - Haru... Ty cały jutrzejszy dzień spędzisz w sali selupu - kiwnąłem głową na znak że zrozumiałem rozkaz. Kairo wygłosił jeszcze kilka zdań po czym odesłał nas do pokoi.
Następnego dnia rano według rozkazu udałem się do sali selupu...


<Fazie? czo to za sala ;-; pamiętaj że Kinaj wygląda zupełnie inaczej i ma nawet inaczej na imie więc trudno będzie go rozpoznać :P z reszta... czy on będzie chciał uciec xD >

Nowy duch!

Kolejny wilk a raczej duch wstępuje w nasze skromne progi :D Powitajmy zatem Koro

Aiyanna oddchodzi

Wczoraj witaliśmy szczeniaka dzisiaj niestety musimy pożegnać jedną z naszych wilczych sióstr.
Aiyanna, żegnaj, ale pamiętaj... Zawsze możesz do nas wrócić a my powitamy cię z uśmiechem 

Od Fazie cd historii Kinaj

Chodziłam po celi tam i z powrotem zastanawiając się nad dalszym planem działania.
- Jak mogłaś jej w żaden sposób nie skuć? Po prostu tak ją włożyłaś do celi? Wypier*alaj mi z pola widzenia! – usłyszałam wrzask i pisk spowodowany porażeniem prądem. Wiedziałam, że chodzi o wilczycę, która mnie tu wsadziła. Mój mózg natychmiast zareagował. Przesunęłam się błyskawicznie do jednego z ciemnych kątów przy drzwiach. Usłyszałam tupanie i rozsuwanie krat. Wchodzący strażnik nie zdążył się zorientować, gdy dostał w głowę z metalowej miski tak, że upadł bezwładnie na ziemię. 
Wysunęłam delikatnie głowę zza węgła. Na tym krótkim korytarzu była tylko wilczyca sparaliżowana prądem.
- Hej, ty! Gadaj gdzie jest Kinaj i gdzie jest wyjście! – szepnęłam groźnie w jej stronę
- Nie powiem ci... – odparła oszołomiona jeszcze
- Gadaj, jeśli chcesz żyć! – powiedziałam trochę głośniej przyciskając ją do ściany. Ona nie wiedząc co robić wymruczała tylko:
- Weź mnie ze sobą. Nie chcę tu dłużej być.
- To nie czas na rozczulające scenki! Gadaj gdzie on do cholery jest! – przycisnęłam ją jeszcze mocniej
- Haru jest... w sali selupu. – z jej oka wypłynęła łza – Wyjście jest na wschodnim korytarzu. Pojedziesz windą na jego końcu na samą górę. I jesteś wolna. Weź mnie ze sobą! – syknęła błagalnym głosem, a ja westchnęłam głęboko i spuściłam łapę przyciskającą waderę
- Gdzie ta sala selupu?
- Na północno – wschodnim. Prosto, w lewo i potem jeszcze raz w lewo. Zabierz mnie! – krzyknęła półgłosem
- To sama ucieknij! Co za problem? – wzruszyłam ramionami – Jak paraliż przestanie działać to po prostu zabijaj wszystkich na wschodnim korytarzu, żebyśmy mieli jak się wydostać. – zażądałam. Wbiłam jeszcze pazury w strażnika, który dostał miską, by upewnić się, że nie żyje. Potem ostrożnie i cicho ruszyłam przed siebie. Ten korytarz był krótki. Potem rozwiedlał się na dwa – w lewo i prawo. Według zaleceń spojrzałam na lewo.
- Uuu, sporo strażników. – szepnęłam do siebie. Wpadłam jednak na wspaniały pomysł. Powróciłam szybko do celi z umarlakiem i wzięłam jego zbroję i resztę wyposażenia. Potem bez obaw wyszłam na przeciw strażnikom. Szłam mocnym krokiem w stronę, którą wyznaczyła wadera.
- Hola, hola. – usłyszałam za sobą. Zmroziło mnie trochę, ale obróciłam się na piętach.
- No co? Szef mnie mianował oficjalnym pomocnikiem. – fuknęłam odważnie w stronę wilka wyższego ode mnie o jakieś 20-30 centymetrów.
- To czemu niby nie zmienił ci postury? Taka wątła waderka nie da sobie tutaj rady. – szepnął złośliwie
- Mam ci pokazać, że dam radę? – odparłam wyniośle wypinając dumnie pierś
- Ha, ha, dobra, dobra. Ale i tak wiem, że nie dasz rady. W porównaniu do Gerdy - jedynej wadery tutaj - jesteś po prostu filigranowa. – zaśmiał się. Ja prychnęłam tylko. Do głowy wpadł mi jeszcze jeden pomysł. Znowu zawróciłam w stronę mojej byłej celi. Obok na łapy stawała właśnie (jak się dowiedziałam) Gerda.
- Słuchaj, coś za coś. Opowiem ci plan, tylko udowodnij szybko czemu chcesz stąd odejść. – szepnęłam w jej stronę
- Mam po prostu dosyć zapachu krwi, ciągłego bycia na zawołanie Kairo, i wszystkiego tutaj. Teraz mów plan. – powiedziała przekonywująco
- Niech będzie. Niby jestem oficjalnym pomocnikiem, sługusem i strażnikiem. Tak wiedzą ci na tamtym korytarzu. – wskazałam łapą, a ta skinęła łbem – Ale. Jak spotkamy Kairo, to mówisz, że uważasz, że jestem gotowa, by zostać oficjalnym pomocnikiem, że mi się tu podoba i w ogóle. Rozumiesz? 
- Rozumiem.
- Wspaniale. Potem idziemy po Kinaja, że chcę mu niby spuścić lanie i pilnować. Tak na prawdę go odbijamy i jeszcze nie wiem jak, ale przetransportowujemy się z nim do wyjścia. Wychodzimy i spierdalamy jak najdalej stąd. – zaśmiałam się cicho, co Gerda odwzajemniła
- Oby tylko się to wszystko udało.
- Oj, oby. – potrząsnęłam łbem – Idziemy. Ty pierwsza. - zażądałam

<Kinaj? Trzeba na nowo się rozruszać z tą historią default smiley :d>

niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Kail' a (Mistaki xD) cd historii Alby

Od Mistaki
Szybko za nim poleciałam. Musiałam być bardzo ostrożna bo Kail widzi mnie bez względu na wszystko. Bardzo się o niego boje. Leciałam między drzewami szukając kuśtykającego basiora. Mimo wszystko nie widziałam go. Gdzie on do cholery zniknął?! Nie mógł oddalić się za daleko... Latałam w ta i z powrotem po lesie bez skutku. Po kilku godzinach wróciłam do jaskini.
- I co? Gdzie Kail? Wszystko gra? - powitała mnie Alba
- Nie... Nigdzie go nie było. - powiedziałam smutno
- Nie mógł przecież rozpłynąć się z powietrzu... - kiedy Alba to powiedziała coś we mnie uderzyło. W końcu zrozumiałam.
- Kail nie... Ale ON tak! - krzyknęłam - No tak! O matko... Przecież byłam w takim niebezpieczeństwie. Chciał mnie dorwać więc stał się niewidzialny. Ale tylko Kail widzi mnie bez względu na wszystko. CZYLI latając pod postacią ducha on nie widział mnie a ja jego!...

<Alba? Brak weny ;-; ale no czo ja moge więcej zrobić :/ no nic xD musisz coś wymyślić :P >

Od Kinaj' a do Cruel

Przechadzałem się nocą po lesie. Księżyc świecił ale nie dawał zbyt mocnego światła przez co ledwo widziałem gdzie idę. Nie obchodziło mnie to za bardzo... Dojdę gdzie dojdę i tak jakoś wrócę a nie mogę spać więc nic do stracenia. No okazało się że mam jednak coś do stracenia bo wychodząc na polanę spotkałem sie oko w oko z pewnnym gryfem. Ten jegomość ma mi za złe pewien żart a dokładniej pewnego dnia przywiązałem jego ogon do drzewa. Kiedy ten chciał odlecieć zaplątany ogon cofnął go i zaliczyl nie przyjemne spotkanie z drzewem. Można powiedzieć że nasze relacje nie są przyjazne bo od tamtego czasu jeszcze nie zdążył dać mi nauczki. Co więc genialny ja postanowił zrobić? Użyć swojej wspaniałej superszybkości i uciec gdzie pieprz rośnie. No nie przesadzajmy nie będę się nawet do niego przymierzał bo mam za co oberwać poza tym koleś jest ode mnie 2 razy wyższy. Jeden jego ruch i nie żyje. Miejmy odrobinę rozsądku... Wracając.... Biegłem sobie z tą superszybkością i w głowie mi się nie mieściło że ktoś może stać mi na drodze. Takim oto sposobem stratowałem niewinną białą waderę która niefartownie trafiła na drogę mojego biegu. Jakby tego było mało, biegłem z górki przez co kiedy uderzyłem w wadere obydwoje sturlaliśmy się na sam dół. Ale! To nie koniec. Da samym dole pagórka stało sobie jezioro... Nie dało sie go ominąć. W rezultacie moja głupota spowodowała to że ja i wadera wylądowaliśmy w jeziorze. Chyba nie będzie zbyt zadowolona... 

<Cruel? Co ty na to? xD przeciez wszyscy uwielbiaja byc tratowani, zrzucani z góry i wrzucani do jeziora przez obcego basiora ;) >

Obserwatorzy