Cała wędrówka raczej nie trwała długo. Wszystko się udało, jakimś cudem ani razu nie natknęłyśmy się na Kairo. Byłyśmy przy drzwiach, na których widniał napis SELUPU.
- Ej, a czemu taka nazwa? – spytałam Gerdy przed wejściem
- Pff... nie mam pojęcia. Aha, coś tam mówili, że kiedyś w tym obiekcie było jakieś mroczne królestwo i tu była sala tronowa gościa o imienu Selupu. Tak ku pamięci, wiesz. – wytłumaczyła
- A teraz co tam jest?
- Zwyczajna sala tortur. – powiedziała, a ja jęknęłam cicho
- I... Kinaj tam jest? – zapytałam szeptem
- Dokładnie. – skinęła głową, ale raczej się tym faktem nie przejęła. Na ruch mojej łapy otworzyła skrzypiące metalowe drzwi. Powolnym krokiem weszłam do środka. Na samym środku sali był tron przerobiony na elektryczne krzesło, natomiast po bokach były najróżniejsze narzędzia do torturowania. Nigdzie jednak nie widziałam Kinaja. Gerda według moich zaleceń stała w drzwiach, by nikt nie wszedł do środka. Rozglądałam się bacznie, ale widziałam tylko dwa nieznane mi wilki siedzące w narzędziach tortur oraz jednego strażnika zajmującego się jednym z więźniów.
- Fazie, ale Kinaj... - zaczęła Gerda
- Milcz. – przerwałam jej
- Ale Fazie, nie rozumiesz. Kina...
- Cicho! – szepnęłam gniewnie w jej stronę
- Fazie...
- Czy ty jesteś głucha?! – warknęłam. Zaczęłam się przechadzać po sali i szukać może jakiejś wnęki, czy czegoś, gdzie mógłby być Kinaj. Gerda i inni strażnicy, których zapytałam potwierdzili, że Kinaj będzie tu. Nie mógł się rozpłynąć!
- Ej, gdzie jest Kinaj? – zapytałam basiora o ogromnych czarnych skrzydłąch i pokaźnych jelenich rogach
<Kinaj? Tudzież Haru? Czo teraz? OuO>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Kinaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Kinaj. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 kwietnia 2015
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Od Fazie cd historii Kinaj
Chodziłam po celi tam i z powrotem zastanawiając się nad dalszym planem działania.
- Jak mogłaś jej w żaden sposób nie skuć? Po prostu tak ją włożyłaś do celi? Wypier*alaj mi z pola widzenia! – usłyszałam wrzask i pisk spowodowany porażeniem prądem. Wiedziałam, że chodzi o wilczycę, która mnie tu wsadziła. Mój mózg natychmiast zareagował. Przesunęłam się błyskawicznie do jednego z ciemnych kątów przy drzwiach. Usłyszałam tupanie i rozsuwanie krat. Wchodzący strażnik nie zdążył się zorientować, gdy dostał w głowę z metalowej miski tak, że upadł bezwładnie na ziemię.
Wysunęłam delikatnie głowę zza węgła. Na tym krótkim korytarzu była tylko wilczyca sparaliżowana prądem.
- Hej, ty! Gadaj gdzie jest Kinaj i gdzie jest wyjście! – szepnęłam groźnie w jej stronę
- Nie powiem ci... – odparła oszołomiona jeszcze
- Gadaj, jeśli chcesz żyć! – powiedziałam trochę głośniej przyciskając ją do ściany. Ona nie wiedząc co robić wymruczała tylko:
- Weź mnie ze sobą. Nie chcę tu dłużej być.
- To nie czas na rozczulające scenki! Gadaj gdzie on do cholery jest! – przycisnęłam ją jeszcze mocniej
- Haru jest... w sali selupu. – z jej oka wypłynęła łza – Wyjście jest na wschodnim korytarzu. Pojedziesz windą na jego końcu na samą górę. I jesteś wolna. Weź mnie ze sobą! – syknęła błagalnym głosem, a ja westchnęłam głęboko i spuściłam łapę przyciskającą waderę
- Gdzie ta sala selupu?
- Na północno – wschodnim. Prosto, w lewo i potem jeszcze raz w lewo. Zabierz mnie! – krzyknęła półgłosem
- To sama ucieknij! Co za problem? – wzruszyłam ramionami – Jak paraliż przestanie działać to po prostu zabijaj wszystkich na wschodnim korytarzu, żebyśmy mieli jak się wydostać. – zażądałam. Wbiłam jeszcze pazury w strażnika, który dostał miską, by upewnić się, że nie żyje. Potem ostrożnie i cicho ruszyłam przed siebie. Ten korytarz był krótki. Potem rozwiedlał się na dwa – w lewo i prawo. Według zaleceń spojrzałam na lewo.
- Uuu, sporo strażników. – szepnęłam do siebie. Wpadłam jednak na wspaniały pomysł. Powróciłam szybko do celi z umarlakiem i wzięłam jego zbroję i resztę wyposażenia. Potem bez obaw wyszłam na przeciw strażnikom. Szłam mocnym krokiem w stronę, którą wyznaczyła wadera.
- Hola, hola. – usłyszałam za sobą. Zmroziło mnie trochę, ale obróciłam się na piętach.
- No co? Szef mnie mianował oficjalnym pomocnikiem. – fuknęłam odważnie w stronę wilka wyższego ode mnie o jakieś 20-30 centymetrów.
- To czemu niby nie zmienił ci postury? Taka wątła waderka nie da sobie tutaj rady. – szepnął złośliwie
- Mam ci pokazać, że dam radę? – odparłam wyniośle wypinając dumnie pierś
- Ha, ha, dobra, dobra. Ale i tak wiem, że nie dasz rady. W porównaniu do Gerdy - jedynej wadery tutaj - jesteś po prostu filigranowa. – zaśmiał się. Ja prychnęłam tylko. Do głowy wpadł mi jeszcze jeden pomysł. Znowu zawróciłam w stronę mojej byłej celi. Obok na łapy stawała właśnie (jak się dowiedziałam) Gerda.
- Słuchaj, coś za coś. Opowiem ci plan, tylko udowodnij szybko czemu chcesz stąd odejść. – szepnęłam w jej stronę
- Mam po prostu dosyć zapachu krwi, ciągłego bycia na zawołanie Kairo, i wszystkiego tutaj. Teraz mów plan. – powiedziała przekonywująco
- Niech będzie. Niby jestem oficjalnym pomocnikiem, sługusem i strażnikiem. Tak wiedzą ci na tamtym korytarzu. – wskazałam łapą, a ta skinęła łbem – Ale. Jak spotkamy Kairo, to mówisz, że uważasz, że jestem gotowa, by zostać oficjalnym pomocnikiem, że mi się tu podoba i w ogóle. Rozumiesz?
- Rozumiem.
- Wspaniale. Potem idziemy po Kinaja, że chcę mu niby spuścić lanie i pilnować. Tak na prawdę go odbijamy i jeszcze nie wiem jak, ale przetransportowujemy się z nim do wyjścia. Wychodzimy i spierdalamy jak najdalej stąd. – zaśmiałam się cicho, co Gerda odwzajemniła
- Oby tylko się to wszystko udało.
- Oj, oby. – potrząsnęłam łbem – Idziemy. Ty pierwsza. - zażądałam
<Kinaj? Trzeba na nowo się rozruszać z tą historią default smiley :d>
- Jak mogłaś jej w żaden sposób nie skuć? Po prostu tak ją włożyłaś do celi? Wypier*alaj mi z pola widzenia! – usłyszałam wrzask i pisk spowodowany porażeniem prądem. Wiedziałam, że chodzi o wilczycę, która mnie tu wsadziła. Mój mózg natychmiast zareagował. Przesunęłam się błyskawicznie do jednego z ciemnych kątów przy drzwiach. Usłyszałam tupanie i rozsuwanie krat. Wchodzący strażnik nie zdążył się zorientować, gdy dostał w głowę z metalowej miski tak, że upadł bezwładnie na ziemię.
Wysunęłam delikatnie głowę zza węgła. Na tym krótkim korytarzu była tylko wilczyca sparaliżowana prądem.
- Hej, ty! Gadaj gdzie jest Kinaj i gdzie jest wyjście! – szepnęłam groźnie w jej stronę
- Nie powiem ci... – odparła oszołomiona jeszcze
- Gadaj, jeśli chcesz żyć! – powiedziałam trochę głośniej przyciskając ją do ściany. Ona nie wiedząc co robić wymruczała tylko:
- Weź mnie ze sobą. Nie chcę tu dłużej być.
- To nie czas na rozczulające scenki! Gadaj gdzie on do cholery jest! – przycisnęłam ją jeszcze mocniej
- Haru jest... w sali selupu. – z jej oka wypłynęła łza – Wyjście jest na wschodnim korytarzu. Pojedziesz windą na jego końcu na samą górę. I jesteś wolna. Weź mnie ze sobą! – syknęła błagalnym głosem, a ja westchnęłam głęboko i spuściłam łapę przyciskającą waderę
- Gdzie ta sala selupu?
- Na północno – wschodnim. Prosto, w lewo i potem jeszcze raz w lewo. Zabierz mnie! – krzyknęła półgłosem
- To sama ucieknij! Co za problem? – wzruszyłam ramionami – Jak paraliż przestanie działać to po prostu zabijaj wszystkich na wschodnim korytarzu, żebyśmy mieli jak się wydostać. – zażądałam. Wbiłam jeszcze pazury w strażnika, który dostał miską, by upewnić się, że nie żyje. Potem ostrożnie i cicho ruszyłam przed siebie. Ten korytarz był krótki. Potem rozwiedlał się na dwa – w lewo i prawo. Według zaleceń spojrzałam na lewo.
- Uuu, sporo strażników. – szepnęłam do siebie. Wpadłam jednak na wspaniały pomysł. Powróciłam szybko do celi z umarlakiem i wzięłam jego zbroję i resztę wyposażenia. Potem bez obaw wyszłam na przeciw strażnikom. Szłam mocnym krokiem w stronę, którą wyznaczyła wadera.
- Hola, hola. – usłyszałam za sobą. Zmroziło mnie trochę, ale obróciłam się na piętach.
- No co? Szef mnie mianował oficjalnym pomocnikiem. – fuknęłam odważnie w stronę wilka wyższego ode mnie o jakieś 20-30 centymetrów.
- To czemu niby nie zmienił ci postury? Taka wątła waderka nie da sobie tutaj rady. – szepnął złośliwie
- Mam ci pokazać, że dam radę? – odparłam wyniośle wypinając dumnie pierś
- Ha, ha, dobra, dobra. Ale i tak wiem, że nie dasz rady. W porównaniu do Gerdy - jedynej wadery tutaj - jesteś po prostu filigranowa. – zaśmiał się. Ja prychnęłam tylko. Do głowy wpadł mi jeszcze jeden pomysł. Znowu zawróciłam w stronę mojej byłej celi. Obok na łapy stawała właśnie (jak się dowiedziałam) Gerda.
- Słuchaj, coś za coś. Opowiem ci plan, tylko udowodnij szybko czemu chcesz stąd odejść. – szepnęłam w jej stronę
- Mam po prostu dosyć zapachu krwi, ciągłego bycia na zawołanie Kairo, i wszystkiego tutaj. Teraz mów plan. – powiedziała przekonywująco
- Niech będzie. Niby jestem oficjalnym pomocnikiem, sługusem i strażnikiem. Tak wiedzą ci na tamtym korytarzu. – wskazałam łapą, a ta skinęła łbem – Ale. Jak spotkamy Kairo, to mówisz, że uważasz, że jestem gotowa, by zostać oficjalnym pomocnikiem, że mi się tu podoba i w ogóle. Rozumiesz?
- Rozumiem.
- Wspaniale. Potem idziemy po Kinaja, że chcę mu niby spuścić lanie i pilnować. Tak na prawdę go odbijamy i jeszcze nie wiem jak, ale przetransportowujemy się z nim do wyjścia. Wychodzimy i spierdalamy jak najdalej stąd. – zaśmiałam się cicho, co Gerda odwzajemniła
- Oby tylko się to wszystko udało.
- Oj, oby. – potrząsnęłam łbem – Idziemy. Ty pierwsza. - zażądałam
<Kinaj? Trzeba na nowo się rozruszać z tą historią default smiley :d>
sobota, 27 grudnia 2014
Od Fazie cd historii Kinaj
Poddałam się. Po prostu. Nie chciałam walczyć, bo wiedziałam, że się nie uda. Tak jakby całe powietrze ze mnie uleciało.
- Idź z nim. - wskazał łapą na wilczura - Sabal?
- Tak, panie? - rzekł czarny jak smoła wilk o świecących zielonych oczyskach
- Zaprowadź ją do sali 132.
- Oczywiście. - popchnął mnie w stronę wyjścia. Szłam, gdzie mi kazano. Przechodziliśmy jakimiś dziwnymi korytarzami i doszliśmy w końcu do sali 132. Plecy bolały mnie jeszcze po biczach.
- Wchodź. - rzekł twardo rozsuwając kraty. - Masz zabić to wszystko co tu widzisz i jeszcze oczyścić to z piór czy tam z futra. - powiedział i wyszedł. Dookoła mnie były porozstawiane klatki z kurami i zającami a wszystko to robiło ogromny hałas i smród. Na początku chciałam uciec, ale szybko zorientowałam się, że to niemożliwe. Otworzyłam jedną klatkę wyjęłam szamotającą się kurę.
- Skąd oni to wszystko mają? - mruknęłam i wbiłam pazury w zwierzę. Zrobiło mi się niedobrze, gdy popatrzyłam na to wszystko co miałam obrobić. Oskubałam niechętnie ptaka i odłożyłam mięso na bok. Brałam po kolei kurczaki i szło mi to z coraz większą wprawą, ale sprawiało mi to coraz większy dyskomfort. Co jakiś czas czułam na sobie wzrok innych, którzy patrzyli na moją pracę przez kraty. W pewnym momencie się zdenerwowałam.
- Cieszy cię to gdy na mnie patrzysz? - warknęłam w stronę istoty po drugiej stronie krat. On nie odpowiedział. Jeszcze chwilę patrzył się na mnie a potem odszedł. Wróciłam do pracy. Źle się czułam z taką ilością śmierci, którą musiałam zadać. Ale co mi pozostało...? Gdy skończyłam z kurami zajrzał do mnie ten "główny".
- Ładnie, ładnie... - mruknął tylko. Odszedł. Ja musiałam zająć się zającami. Zerknęłam na kupę mięsa obok mnie. Chciało mi się wymiotować. Wyciągnęłam zająca z klatki, a ten zaczął wszędzie kicać.
- Nosz kurr... wracaj tu! - bąknęłam łapiąc go i zabijając. Z futra jest trudniej obierać, ale dałam radę. - Grzeczny zającz... - nie dokończyłam, bo rzygnęłam do miski obok. Zapach w tym momencie w pomieszczeniu był okropny. Wzięłam się za oprawianie drugiego. Tak przez najbliższe... nawet nie wiem ile. W każdym razie po chyba dość długim czasie zrobiłam wszystko. Było mi niedobrze, niekomfortowo, źle i okropnie. Po prostu miałam na sumieniu ogromną ilość duszyczek. Wstałam powoli, by rozprostować kości.
- Skończyłam. - powiedziałam donośnie. Chwilę potem zajrzał do mnie jeden ze strażników z tym... jak on miał na imię? Nie ważne, z tym szefem.
- Dokładnie obrałaś?
- Tak. - powiedziałam smętnie. On wszedł do tej celi i przeglądnął mięso.
- Niech będzie... ale mogło być lepiej. - rzekł i uderzył mnie dwa razy biczem i chciał mnie jeszcze parę razy uderzyć, ale odskoczyłam. Spojrzałam na niego gniewnie, ale on nic sobie z tego nie robił. - A tę krew na podłodze będziesz potem sprzątać, kochana. - ja na samą myśl zwymiotowałam do tej miski co wcześniej. On się wzdrygnął z obrzydzenia. - I to naczynie też będziesz myć. Weź ją do celi. - tym razem wadera, ale potężna wzięła mnie do mojego "mieszkanka" jak to nazwała.
- Jak to jest być jedyną waderą w takiej "branży"?
- Nie powinno cię to obchodzić. - rzekła sucho. - Właź. - wepchnęła mnie do pomieszczenia - Ciesz się, że masz chwilkę wolnego. - zamknęła mnie na kłódkę i odeszła. Odetchnęłam. Chwilka odpoczynku. Położyłam się. Popatrzyłam w bok. Woda. Napiłam się. Była inna niż zwykle. Czysta. Czułam podstęp. Ale nie myślałam nawet o tym, tylko zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Nie mogłam, cały czas dręczyły mnie czarne myśli. Zatęskniłam za Kinajem. Czułam się winna, że podałam ten bicz. Mogłam nim uderzyć tego... Kairo, właśnie, Kairo. W sumie, to mogłam uciec. Ale wtedy miałabym wyrzuty sumienia, że zostawiłam sama Kinaja. Myślałam intensywnie o tym jak spotkać się z Kinajem, aby razem obmyślić plan i uciec. Zaczęłam odzyskiwać pewność siebie. Chodziłam tam i z powrotem po celi. Gdyby tak "podlizywać się" Kairo, być "grzeczną" tak aby szybko powiedzmy awansować, a gdy zdobędzie moje zaufanie uwolnić Kinaja i uciec? Nie, to głupie, przecież to by trwało, trwało i trwało i po paru miesiącach dopiero moglibyśmy się wydostać. A może Kinaj coś wcześniej wymyśli? Usiadłam z nadmiaru pomysłów. Czułam, że za niedługo to wszystko się skończy i będzie dobrze. Miałam nadzieję, że to nie tylko przeczucie, ale na prawdę tak się stanie...
<Kinaj?>
- Idź z nim. - wskazał łapą na wilczura - Sabal?
- Tak, panie? - rzekł czarny jak smoła wilk o świecących zielonych oczyskach
- Zaprowadź ją do sali 132.
- Oczywiście. - popchnął mnie w stronę wyjścia. Szłam, gdzie mi kazano. Przechodziliśmy jakimiś dziwnymi korytarzami i doszliśmy w końcu do sali 132. Plecy bolały mnie jeszcze po biczach.
- Wchodź. - rzekł twardo rozsuwając kraty. - Masz zabić to wszystko co tu widzisz i jeszcze oczyścić to z piór czy tam z futra. - powiedział i wyszedł. Dookoła mnie były porozstawiane klatki z kurami i zającami a wszystko to robiło ogromny hałas i smród. Na początku chciałam uciec, ale szybko zorientowałam się, że to niemożliwe. Otworzyłam jedną klatkę wyjęłam szamotającą się kurę.
- Skąd oni to wszystko mają? - mruknęłam i wbiłam pazury w zwierzę. Zrobiło mi się niedobrze, gdy popatrzyłam na to wszystko co miałam obrobić. Oskubałam niechętnie ptaka i odłożyłam mięso na bok. Brałam po kolei kurczaki i szło mi to z coraz większą wprawą, ale sprawiało mi to coraz większy dyskomfort. Co jakiś czas czułam na sobie wzrok innych, którzy patrzyli na moją pracę przez kraty. W pewnym momencie się zdenerwowałam.
- Cieszy cię to gdy na mnie patrzysz? - warknęłam w stronę istoty po drugiej stronie krat. On nie odpowiedział. Jeszcze chwilę patrzył się na mnie a potem odszedł. Wróciłam do pracy. Źle się czułam z taką ilością śmierci, którą musiałam zadać. Ale co mi pozostało...? Gdy skończyłam z kurami zajrzał do mnie ten "główny".
- Ładnie, ładnie... - mruknął tylko. Odszedł. Ja musiałam zająć się zającami. Zerknęłam na kupę mięsa obok mnie. Chciało mi się wymiotować. Wyciągnęłam zająca z klatki, a ten zaczął wszędzie kicać.
- Nosz kurr... wracaj tu! - bąknęłam łapiąc go i zabijając. Z futra jest trudniej obierać, ale dałam radę. - Grzeczny zającz... - nie dokończyłam, bo rzygnęłam do miski obok. Zapach w tym momencie w pomieszczeniu był okropny. Wzięłam się za oprawianie drugiego. Tak przez najbliższe... nawet nie wiem ile. W każdym razie po chyba dość długim czasie zrobiłam wszystko. Było mi niedobrze, niekomfortowo, źle i okropnie. Po prostu miałam na sumieniu ogromną ilość duszyczek. Wstałam powoli, by rozprostować kości.
- Skończyłam. - powiedziałam donośnie. Chwilę potem zajrzał do mnie jeden ze strażników z tym... jak on miał na imię? Nie ważne, z tym szefem.
- Dokładnie obrałaś?
- Tak. - powiedziałam smętnie. On wszedł do tej celi i przeglądnął mięso.
- Niech będzie... ale mogło być lepiej. - rzekł i uderzył mnie dwa razy biczem i chciał mnie jeszcze parę razy uderzyć, ale odskoczyłam. Spojrzałam na niego gniewnie, ale on nic sobie z tego nie robił. - A tę krew na podłodze będziesz potem sprzątać, kochana. - ja na samą myśl zwymiotowałam do tej miski co wcześniej. On się wzdrygnął z obrzydzenia. - I to naczynie też będziesz myć. Weź ją do celi. - tym razem wadera, ale potężna wzięła mnie do mojego "mieszkanka" jak to nazwała.
- Jak to jest być jedyną waderą w takiej "branży"?
- Nie powinno cię to obchodzić. - rzekła sucho. - Właź. - wepchnęła mnie do pomieszczenia - Ciesz się, że masz chwilkę wolnego. - zamknęła mnie na kłódkę i odeszła. Odetchnęłam. Chwilka odpoczynku. Położyłam się. Popatrzyłam w bok. Woda. Napiłam się. Była inna niż zwykle. Czysta. Czułam podstęp. Ale nie myślałam nawet o tym, tylko zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Nie mogłam, cały czas dręczyły mnie czarne myśli. Zatęskniłam za Kinajem. Czułam się winna, że podałam ten bicz. Mogłam nim uderzyć tego... Kairo, właśnie, Kairo. W sumie, to mogłam uciec. Ale wtedy miałabym wyrzuty sumienia, że zostawiłam sama Kinaja. Myślałam intensywnie o tym jak spotkać się z Kinajem, aby razem obmyślić plan i uciec. Zaczęłam odzyskiwać pewność siebie. Chodziłam tam i z powrotem po celi. Gdyby tak "podlizywać się" Kairo, być "grzeczną" tak aby szybko powiedzmy awansować, a gdy zdobędzie moje zaufanie uwolnić Kinaja i uciec? Nie, to głupie, przecież to by trwało, trwało i trwało i po paru miesiącach dopiero moglibyśmy się wydostać. A może Kinaj coś wcześniej wymyśli? Usiadłam z nadmiaru pomysłów. Czułam, że za niedługo to wszystko się skończy i będzie dobrze. Miałam nadzieję, że to nie tylko przeczucie, ale na prawdę tak się stanie...
<Kinaj?>
wtorek, 16 grudnia 2014
Od Fazie cd historii Kinaj
Nie mogłam nic zrobić. Gdy ciągneli mnie po ziemi, to było dla mnie za dużo. Zemdlałam
[...]
- Ile jeszcze będziesz spała? – spytał donośnie stojący nademną jeden z wilków-olbrzymów. W ciągu paru sekund otrzeźwiałam i przypomniałam sobie co się działo wcześniej. Rozejrzałam się. Kinaja ze mną nie było. Byłam w ciemnej celi sama. Spróbowałam się podnieść, ale natychmiast upadłam i wykrzywiłam z powodu przeszywającego bólu dochodzącego z nadgarstka.
- Oj, nie uciekniesz, gołąbeczku. – po tych jego słowach zabuzowało we mnie.
- Po co ci tu jestem? Po co ci Kinaj? Dlaczego nas zabrałeś? My nic nie zrobiliśmy! Masz nas wypuścić, ty, ty...
- Nie gruchaj tak, gołąbeczku, bo zaraz ci może tego głosiku zabraknąć. – powiedział i przycisnął mnie do ściany trzymając za gardło. Ledwo co mogłam oddychać. Po chwili puścił. Opadłam bezwładnie na ziemię.
- Czy będę mogła go jeszcze zobaczyć? – spytałam szeptem roniąc łzy i kaszląc.
- Może. – powiedział.
- Gdzie jest? – zapytałam cicho
- Po co się tak o niego troszczysz?
- Bo mogę. – warknęłam ze łzami w oczach. Zwinęłam bardzo delikatnie obolałe ciało w kłębek.
- Myślisz, że będziesz tak leżeć cały dzień?
- Nie. – on wyraźnie się źdiwił. W tym momencie już nie płakałam, ale ryczałam.
- Przestań! – krzyknął i uderzył w bok. Wiedziałam, że w tym momencie nie wygram. Poddałam się. Nie było w tym momencie sensu walczyć. Byłąm rozdarta. Siorbałam nosem, ale się trochę uspokoiłam. – Zaraz tu przyjdę. – rzekł stanowczo i odszedł zamykając „klatkę”. Rozciągnęłam szyję by napić się trochę wody. (zanieczyszczonej, ale zawsze coś...) Potem znowu położyłam głowę na zimną posadzkę. Czekałam posłusznie.
<Kinaj? Przepraszam, że dopiero teraz, ale ten tydzień był przerypany jeśli chodzi o naukę ;-;>
[...]
- Ile jeszcze będziesz spała? – spytał donośnie stojący nademną jeden z wilków-olbrzymów. W ciągu paru sekund otrzeźwiałam i przypomniałam sobie co się działo wcześniej. Rozejrzałam się. Kinaja ze mną nie było. Byłam w ciemnej celi sama. Spróbowałam się podnieść, ale natychmiast upadłam i wykrzywiłam z powodu przeszywającego bólu dochodzącego z nadgarstka.
- Oj, nie uciekniesz, gołąbeczku. – po tych jego słowach zabuzowało we mnie.
- Po co ci tu jestem? Po co ci Kinaj? Dlaczego nas zabrałeś? My nic nie zrobiliśmy! Masz nas wypuścić, ty, ty...
- Nie gruchaj tak, gołąbeczku, bo zaraz ci może tego głosiku zabraknąć. – powiedział i przycisnął mnie do ściany trzymając za gardło. Ledwo co mogłam oddychać. Po chwili puścił. Opadłam bezwładnie na ziemię.
- Czy będę mogła go jeszcze zobaczyć? – spytałam szeptem roniąc łzy i kaszląc.
- Może. – powiedział.
- Gdzie jest? – zapytałam cicho
- Po co się tak o niego troszczysz?
- Bo mogę. – warknęłam ze łzami w oczach. Zwinęłam bardzo delikatnie obolałe ciało w kłębek.
- Myślisz, że będziesz tak leżeć cały dzień?
- Nie. – on wyraźnie się źdiwił. W tym momencie już nie płakałam, ale ryczałam.
- Przestań! – krzyknął i uderzył w bok. Wiedziałam, że w tym momencie nie wygram. Poddałam się. Nie było w tym momencie sensu walczyć. Byłąm rozdarta. Siorbałam nosem, ale się trochę uspokoiłam. – Zaraz tu przyjdę. – rzekł stanowczo i odszedł zamykając „klatkę”. Rozciągnęłam szyję by napić się trochę wody. (zanieczyszczonej, ale zawsze coś...) Potem znowu położyłam głowę na zimną posadzkę. Czekałam posłusznie.
<Kinaj? Przepraszam, że dopiero teraz, ale ten tydzień był przerypany jeśli chodzi o naukę ;-;>
niedziela, 7 grudnia 2014
Od Fazie cd historii Kinaj
Cholerna gałąź. Na początku nie wiedziałam co robić. Czy cierpieć razem z
moim nowym znajomym, czy uciekać, czy krzyczeć. Postanowiłam uciekać.
Czyż nie jestem głupia? Wiadomo, że by mnie tak czy siak złapali, bo nie
jestem najlepszą biegaczką. Błyskawicznie mnie złapali, skrępowali i
zakneblowali buzię. Nawet się nie rzucałam, bo wiedziałam, że nie
wygram. Czarny wilk szarpnął mnie za pysk i zaśmiał się.
- Dobra waderka... – rzekł cicho i szyderczo się śmiał. Spojrzałam smutnie na Kinaja, a łza sama mi poleciała. Dostałam od kogoś w łeb i światło zgasło.
[...]
- Fazie? – usłyszałam kojący głos. Otworzyłam oczy. Byłam w ciemnym pomieszczeniu, przysznurowana do drewnianych pali. Przed sobą zobaczyłam Mayę. Świetlistą zjawę. Zawsze przychodziła z pomocą. Czuła, kiedy ma do mnie przyjść, kiedy się pojawić. Uśmiechnęłam się delikatnie, jednak chwilę potem na mój łeb wkradł się grymas bólu. Morda mnie jeszcze bolała po uderzeniu. Popatrzyłam na siebie. Miałam więcej siniaków i brudu niż wcześniej.
- Maya...
- Fazie, skarbie, co się stało? – wilcza zjawa próbowała mnie przytulić, ale była tylko duchem... – Dlaczego tu jesteś?
- Chcieli zabić, ja chciałam wkroczyć, ale się nie udało i... – przerwał mi wybuch mojego płaczu.
- Kogo chcieli zabić? Kto chciał zabić?
- O-o-oni, K-kinaj-ja...
- Kochanie, spokojnie... po prostu masz dobre serce i to nie twoja wina, że się w to wpakowałaś... – nagle do sali wszedł Kinaj. Maya na jego widok okropnie się zdenerwowała.
- To jest ten Kinaj?! – wrzasnęła i już miała się na niego rzucić, gdy wszystko zniknęło. Znowu zrobiło się ciemno.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że śniłam.
<Kinaj? W każdym razie lepiej dziwne pomysły, niż brak pomysłu
Aha, i jakby co no to to opowiadanie od momentu pojawienia się
świetlanej przyjaciółki jest snem i dopiero teraz Fazie się budzi cx>
- Dobra waderka... – rzekł cicho i szyderczo się śmiał. Spojrzałam smutnie na Kinaja, a łza sama mi poleciała. Dostałam od kogoś w łeb i światło zgasło.
[...]
- Fazie? – usłyszałam kojący głos. Otworzyłam oczy. Byłam w ciemnym pomieszczeniu, przysznurowana do drewnianych pali. Przed sobą zobaczyłam Mayę. Świetlistą zjawę. Zawsze przychodziła z pomocą. Czuła, kiedy ma do mnie przyjść, kiedy się pojawić. Uśmiechnęłam się delikatnie, jednak chwilę potem na mój łeb wkradł się grymas bólu. Morda mnie jeszcze bolała po uderzeniu. Popatrzyłam na siebie. Miałam więcej siniaków i brudu niż wcześniej.
- Maya...
- Fazie, skarbie, co się stało? – wilcza zjawa próbowała mnie przytulić, ale była tylko duchem... – Dlaczego tu jesteś?
- Chcieli zabić, ja chciałam wkroczyć, ale się nie udało i... – przerwał mi wybuch mojego płaczu.
- Kogo chcieli zabić? Kto chciał zabić?
- O-o-oni, K-kinaj-ja...
- Kochanie, spokojnie... po prostu masz dobre serce i to nie twoja wina, że się w to wpakowałaś... – nagle do sali wszedł Kinaj. Maya na jego widok okropnie się zdenerwowała.
- To jest ten Kinaj?! – wrzasnęła i już miała się na niego rzucić, gdy wszystko zniknęło. Znowu zrobiło się ciemno.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że śniłam.
<Kinaj? W każdym razie lepiej dziwne pomysły, niż brak pomysłu
Aha, i jakby co no to to opowiadanie od momentu pojawienia się
świetlanej przyjaciółki jest snem i dopiero teraz Fazie się budzi cx>
sobota, 15 listopada 2014
Od Fazie cd historii Kinaja
- Rany, jest wspaniały! Przewspaniały!
- Cieszę się, że ci się podoba. To fakt, jest naprawdę ładny. Lubię sobie czasem tu przychodzić. Idziemy dalej, czy chcesz tu zostać?
- Możemy iść dalej - szliśmy dalej. Piękne były te tereny. W pewnym momencie spojrzałam pod nogi i co ujrzałam? Jaszczurki! Znowu te małe, urocze jaszczurki! Miały takie śliczne kolory...
- Cieszę się, że ci się podoba. To fakt, jest naprawdę ładny. Lubię sobie czasem tu przychodzić. Idziemy dalej, czy chcesz tu zostać?
- Możemy iść dalej - szliśmy dalej. Piękne były te tereny. W pewnym momencie spojrzałam pod nogi i co ujrzałam? Jaszczurki! Znowu te małe, urocze jaszczurki! Miały takie śliczne kolory...
Jedna nawet weszła mi na łapę i nie chciała zejść.
- Patrz, jak się mnie uczepiły - rzekłam do Kinaja i wskazałam na 6 jaszczurek krążących wokół mojej łapy. Uśmiechnął się.
- Często można tu spotkać tego typu stworzenia.
- Co masz na myśli?
- Oswojone. Właśnie w tej okolicy jest najwięcej oswojonych jaszczurek, ptaków i tak dalej...
- Hm, ciekawe - nagle na jego ramieniu usiadła piękna sowa.
- Patrz, jak się mnie uczepiły - rzekłam do Kinaja i wskazałam na 6 jaszczurek krążących wokół mojej łapy. Uśmiechnął się.
- Często można tu spotkać tego typu stworzenia.
- Co masz na myśli?
- Oswojone. Właśnie w tej okolicy jest najwięcej oswojonych jaszczurek, ptaków i tak dalej...
- Hm, ciekawe - nagle na jego ramieniu usiadła piękna sowa.
- I to jest tu normalne? - on popatrzył na mnie zdziwiony.
- A u ciebie tak nie było? - pomyślałam chwilę.
- Nie. Raczej nie.
<Kinaj? Co mi teraz pokażesz? c:>
- Nie. Raczej nie.
<Kinaj? Co mi teraz pokażesz? c:>
Od Fazie cd historii Kinaj
-Hmm... - udałam zdziwioną tą propozycją - umowa stoi. - I człapaliśmy krokiem po ścieżce usłanej brązowymi i pomarańczowymi liśćmi. W pewnym momencie ja zaczęłam skręcać w lewo, Kinaj w prawo.
- Hej, gdzie idziesz? - spytałam. On spokojnie odpowiedział:
- No, do jaskini.
- Nie, do jaskini w tę stronę.
- Nie, w tę. - chwilę myśleliśmy i przekomarzaliśmy się.
- Dobra, idziemy jak ty chcesz. Na prawo. - rzekłam.
- No. - rzekł z satysfakcją. Po paru minutkach byliśmy na miejscu.
- Co jak co, ale chyba basiory faktycznie lepiej znają się na kierunkach. - powiedziałam gdy wchodziliśmy do środka. Zaśmialiśmy się cicho. Usadowiłam się trochę głębiej niż ostatnio, ale też na mchu. Basior ułożył się troszkę dalej. Na wpół już spałam i tylko zdążyłam rzucić:
- Dobranoc.
<Kinaj?>
- Hej, gdzie idziesz? - spytałam. On spokojnie odpowiedział:
- No, do jaskini.
- Nie, do jaskini w tę stronę.
- Nie, w tę. - chwilę myśleliśmy i przekomarzaliśmy się.
- Dobra, idziemy jak ty chcesz. Na prawo. - rzekłam.
- No. - rzekł z satysfakcją. Po paru minutkach byliśmy na miejscu.
- Co jak co, ale chyba basiory faktycznie lepiej znają się na kierunkach. - powiedziałam gdy wchodziliśmy do środka. Zaśmialiśmy się cicho. Usadowiłam się trochę głębiej niż ostatnio, ale też na mchu. Basior ułożył się troszkę dalej. Na wpół już spałam i tylko zdążyłam rzucić:
- Dobranoc.
<Kinaj?>
piątek, 14 listopada 2014
Od Fazie cd historii Kinaj
Aha. Czyli koleżka ma coś z główką. Ale jest w tym coś... fascynującego? Pociągającego? Tajemniczego? Nie wiem, ale ciekawi mnie ten basior...
- To może poszukamy rozsądnego miejsca do spania? Bo naprawdę zaczyna mi być chłodno...
- Twoja jaskinia czeka. - uśmiechnął się jakby przez mgłę, bo jeszcze był przejęty tym głosem tajemniczej wadery.
- Pod warunkiem, że pójdziesz tam ze mną. Bo trochę boję się ciemności... znaczy poradziłabym sobie, ale, ale wiesz... albo nie, w końcu "wyprosiłam" cię z jaskini, teraz muszę ci pomóc znaleźć następną. - on westchnął i położył mi łapę na ramieniu.
- Na prawdę nie musisz. Dam radę sam.
- Ale im nas więcej, tym weselej, więc postaram się umilić ci drogę. Co ty na to? - uśmiechnęłam się ślicznie
<Kinaj? Proooszę? x3>
- To może poszukamy rozsądnego miejsca do spania? Bo naprawdę zaczyna mi być chłodno...
- Twoja jaskinia czeka. - uśmiechnął się jakby przez mgłę, bo jeszcze był przejęty tym głosem tajemniczej wadery.
- Pod warunkiem, że pójdziesz tam ze mną. Bo trochę boję się ciemności... znaczy poradziłabym sobie, ale, ale wiesz... albo nie, w końcu "wyprosiłam" cię z jaskini, teraz muszę ci pomóc znaleźć następną. - on westchnął i położył mi łapę na ramieniu.
- Na prawdę nie musisz. Dam radę sam.
- Ale im nas więcej, tym weselej, więc postaram się umilić ci drogę. Co ty na to? - uśmiechnęłam się ślicznie
<Kinaj? Proooszę? x3>
Od Fazie cd historii Kinaj
Zastanawiałam się co powiedzieć. Pytać, nie pytać? Czekać co się stanie? Kinaj rozglądał się ciągle dookoła. Wyglądał, jakby chciał każdy milimetr widnokręgu przeskanować wzrokiem. 'Ha, scena jak z filmu' pomyślałam. Bo nagle gościu zrywa się, biegnie, nie wiadomo czy ucieka, czy biegnie do czegoś, czy co... Ale cóż. Usiadłam i zaczęłam oglądać pierwsze gwaizdy na ściemniającym się niebie. Po minucie, czy dwóch wilk sobie o mnie przypomniał. Zerknął na mnie.
- Co tam widzisz? - spytał. Spojrzałam na niego.
- A co ty widziałeś? - zapytałam i uniosłam brew
<Kinaj? Jakieś szczególiki? x3>
- Co tam widzisz? - spytał. Spojrzałam na niego.
- A co ty widziałeś? - zapytałam i uniosłam brew
<Kinaj? Jakieś szczególiki? x3>
Od Fazie cd historii Kinaj
Parę sekund stałam w bezruchu myśląc co zrobić, lecz zdecydowałam się wrócić do wilka i powiedziałam:
- Nie możesz mi tak po prostu jej oddać. - on popatrzył na mnie zdzwiniony
- Czemu?
- Bo jest twoja. - argument bez sensu, ale coś trzeba było wymyślić. On machnął łapą
- E tam, znajdę inną. - i zaczął odchodzić. Nie mogłam tego tak zostawić. Ta jaskinia była JEGO. 'Chociaż, on nie chce, ja nie chcę, to znajdę inną.' - pomyślałam. Podbiegłam do niego i szłam u jego boku rozglądając się.
- Urodzony dżentelmen. - rzuciłam, a on zachichotał. - Ale jednak to twoja własność.
- Ale ci ją oddaję. Temat zamknięty.- uśmiechnął się do mnie.
- To... to będzie nasza. Jeśli kiedyś ktoś z nas będzie tu przechodził, to bezkarnie będzie mógł tu wejść i nocować. Zgoda? - basior udał zamyślonego po czym odparł:
- Zgoda. - szliśmy umiarkowanym krokiem przed siebie. Nic nie mówiliśmy, po czym on w końcu się odezwał:
- Kinaj.
- Fazie. Miło poznać. - odpowiedziałam grzecznie. Zrobiło mi się zimno, bo zawiał chłodny wiatr. Potrzepało mną trochę.
- Zimno, nie? - rzekł
- No, trochę. - i delikatnie się do niego przybliżyłam. Przyjemne ciepło biło z jego ciała. Szliśmy dalej.
<Kinaj? Co potem? c:>
- Nie możesz mi tak po prostu jej oddać. - on popatrzył na mnie zdzwiniony
- Czemu?
- Bo jest twoja. - argument bez sensu, ale coś trzeba było wymyślić. On machnął łapą
- E tam, znajdę inną. - i zaczął odchodzić. Nie mogłam tego tak zostawić. Ta jaskinia była JEGO. 'Chociaż, on nie chce, ja nie chcę, to znajdę inną.' - pomyślałam. Podbiegłam do niego i szłam u jego boku rozglądając się.
- Urodzony dżentelmen. - rzuciłam, a on zachichotał. - Ale jednak to twoja własność.
- Ale ci ją oddaję. Temat zamknięty.- uśmiechnął się do mnie.
- To... to będzie nasza. Jeśli kiedyś ktoś z nas będzie tu przechodził, to bezkarnie będzie mógł tu wejść i nocować. Zgoda? - basior udał zamyślonego po czym odparł:
- Zgoda. - szliśmy umiarkowanym krokiem przed siebie. Nic nie mówiliśmy, po czym on w końcu się odezwał:
- Kinaj.
- Fazie. Miło poznać. - odpowiedziałam grzecznie. Zrobiło mi się zimno, bo zawiał chłodny wiatr. Potrzepało mną trochę.
- Zimno, nie? - rzekł
- No, trochę. - i delikatnie się do niego przybliżyłam. Przyjemne ciepło biło z jego ciała. Szliśmy dalej.
<Kinaj? Co potem? c:>
wtorek, 4 listopada 2014
Od Dejli cd historii Kinaja
-A z jakiej racji? - zapytał ponurym głosem Eter. Jego oczy zabłysnęły gniewem.
-Szanowny Panie Eterze naprawdę potrzebujemy tu wejść... Chociaż ten jeden raz. Panie Eterze, bardzo Pana proszę - spojrzałam na strażnika błagalnym wzrokiem.
-A co ja z tego będę miał? - zapytał. - A zresztą, Kinaj... Wiesz jakie są zasady!
-Eter, do cholery! Wolisz nas nie wpuścić, niż mieć na sumieniu mnie i młodą waderę, która ma całe życie przed sobą?! - warknął Kinaj.
-Właźcie, ale nigdy więcej się tu nie pojawiaj, Kinaj!
Brama się otworzyła, a moim oczom ukazał się niesamowity obraz. Coś, po czym chodziliśmy było wielkim, białym, puszystym obłokiem, a niebo było niesamowicie błękitne. Obraz ten zapierał dech w piersiach. Było tak pięknie, że już nie miało się ochoty wychodzić... Zobaczyłam tam nie tylko białe obłoki i niebo, ale też różne złote elementy krajobrazu: drzewa, krzaki, góry, jeziora i wiele innych.
-Zostań tu - Kinaj wskazał na wysokie, złote krzaki. - Schowaj się tam. Niedługo wrócę.
-Kina...
-Żadnych pytań - przerwał. - Wrócę.
Posłuchałam basiora, nie chciałam jeszcze bardziej psuć mu humoru. Położyłam się i czekałam, aż w końcu usłyszałam jego głos. Poprosił mnie, żebym wyszła i poszliśmy do jakiegoś dziwnego miejsca. Kompletnie nie wiedziałam w jakim celu, ale cóż... Znowu zostawił mnie samą, ale za chwilę wrócił...
-Kinaj... Możesz mi w końcu...
-Że mam ci wyjaśnić o co chodzi? - zapytał spokojnie.
-Tak. Byłoby miło, bo nie dość, że jestem poza terenami watahy od dłuższego czasu, to jeszcze nic mi nie chcesz powiedzieć. Zawsze unikasz tego tematu... Powiedz mi, proszę... Jestem gotowa na najgorsze - wyjaśniłam.
<Kinaj? Mam nadzieję, że nic nie zepsułam XD>
-Szanowny Panie Eterze naprawdę potrzebujemy tu wejść... Chociaż ten jeden raz. Panie Eterze, bardzo Pana proszę - spojrzałam na strażnika błagalnym wzrokiem.
-A co ja z tego będę miał? - zapytał. - A zresztą, Kinaj... Wiesz jakie są zasady!
-Eter, do cholery! Wolisz nas nie wpuścić, niż mieć na sumieniu mnie i młodą waderę, która ma całe życie przed sobą?! - warknął Kinaj.
-Właźcie, ale nigdy więcej się tu nie pojawiaj, Kinaj!
Brama się otworzyła, a moim oczom ukazał się niesamowity obraz. Coś, po czym chodziliśmy było wielkim, białym, puszystym obłokiem, a niebo było niesamowicie błękitne. Obraz ten zapierał dech w piersiach. Było tak pięknie, że już nie miało się ochoty wychodzić... Zobaczyłam tam nie tylko białe obłoki i niebo, ale też różne złote elementy krajobrazu: drzewa, krzaki, góry, jeziora i wiele innych.
-Zostań tu - Kinaj wskazał na wysokie, złote krzaki. - Schowaj się tam. Niedługo wrócę.
-Kina...
-Żadnych pytań - przerwał. - Wrócę.
Posłuchałam basiora, nie chciałam jeszcze bardziej psuć mu humoru. Położyłam się i czekałam, aż w końcu usłyszałam jego głos. Poprosił mnie, żebym wyszła i poszliśmy do jakiegoś dziwnego miejsca. Kompletnie nie wiedziałam w jakim celu, ale cóż... Znowu zostawił mnie samą, ale za chwilę wrócił...
-Kinaj... Możesz mi w końcu...
-Że mam ci wyjaśnić o co chodzi? - zapytał spokojnie.
-Tak. Byłoby miło, bo nie dość, że jestem poza terenami watahy od dłuższego czasu, to jeszcze nic mi nie chcesz powiedzieć. Zawsze unikasz tego tematu... Powiedz mi, proszę... Jestem gotowa na najgorsze - wyjaśniłam.
<Kinaj? Mam nadzieję, że nic nie zepsułam XD>
niedziela, 2 listopada 2014
Od Fazie
[Dzień dołączenia do watahy]
Miło, że gdy dołączyłam do tej watahy, od początku roześmiana to nie patrzono na mnie jak na wariatkę. Jak w jednej z poprzednich. Ale przeszłość to przeszłość, można o niej zapomnieć. Oczywiście nie można zapomnieć o tacie, mamie, o braciszkach, siostrzyczkach... Kiedyś jeszcze ich odwiedzę.
Szłam, bacznie rozglądając się po okolicy, by po pierwsze: odnaleźć się w tym terenie, a po drugie: znaleźć miejsce do spania na potem. Oczywiście nie pogardziłabym również spotkaniem z innym wilkiem, ale głównym celem wyprawy było trochę poznać teren. Ostrożnie stąpałam po ziemi, nie chcąc podeptać paru uroczych, małych jaszczurek, które chyba mnie polubiły, bo szły za mną już od jakiegoś czasu. Nie napotkałam się narazie na nikogo, a przecież popołudnie to chyba pora, gdy nie siedzi się w norach, jaskiniach, tylko wychodzi się na zewnątrz... ale może się mylę. Może tu inne zwyczaje. Nie przejmując się niczym (no, może oprócz tych jaszczurek) i beztrosko wędrowałam od krzewu, do krzewu, od drzewa do drzewa, podskakując radośnie co jakiś czas.
[...] Po długiej wędrówce znalazłam wreszcie jakąś fajną jaskinię. Była pora, podczas której zaraz się miało zmierzchać. Napiłam się wody, pożegnałam się z jaszczurkami, które ciągle, wiernie mi towarzyszyły, a teraz swoimi maciupeńkimi nóżeczkami pouciekały do swoich malutkich domków. Weszłam do jaskini i zmęczona położyłam się na grubej warstwie mchu. Zamknęłam oczy. Nagle z głębi jaskini usłyszałam głos:
- Ym, cześć? - otworzyłam oczy i obróciłam się szybko
- O, cześć! Nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka... Przeszkadzam, czy coś? - spytałam wilka, nie tracąc uśmiechu z twarzy.
<Kinaj?>
Miło, że gdy dołączyłam do tej watahy, od początku roześmiana to nie patrzono na mnie jak na wariatkę. Jak w jednej z poprzednich. Ale przeszłość to przeszłość, można o niej zapomnieć. Oczywiście nie można zapomnieć o tacie, mamie, o braciszkach, siostrzyczkach... Kiedyś jeszcze ich odwiedzę.
Szłam, bacznie rozglądając się po okolicy, by po pierwsze: odnaleźć się w tym terenie, a po drugie: znaleźć miejsce do spania na potem. Oczywiście nie pogardziłabym również spotkaniem z innym wilkiem, ale głównym celem wyprawy było trochę poznać teren. Ostrożnie stąpałam po ziemi, nie chcąc podeptać paru uroczych, małych jaszczurek, które chyba mnie polubiły, bo szły za mną już od jakiegoś czasu. Nie napotkałam się narazie na nikogo, a przecież popołudnie to chyba pora, gdy nie siedzi się w norach, jaskiniach, tylko wychodzi się na zewnątrz... ale może się mylę. Może tu inne zwyczaje. Nie przejmując się niczym (no, może oprócz tych jaszczurek) i beztrosko wędrowałam od krzewu, do krzewu, od drzewa do drzewa, podskakując radośnie co jakiś czas.
[...] Po długiej wędrówce znalazłam wreszcie jakąś fajną jaskinię. Była pora, podczas której zaraz się miało zmierzchać. Napiłam się wody, pożegnałam się z jaszczurkami, które ciągle, wiernie mi towarzyszyły, a teraz swoimi maciupeńkimi nóżeczkami pouciekały do swoich malutkich domków. Weszłam do jaskini i zmęczona położyłam się na grubej warstwie mchu. Zamknęłam oczy. Nagle z głębi jaskini usłyszałam głos:
- Ym, cześć? - otworzyłam oczy i obróciłam się szybko
- O, cześć! Nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka... Przeszkadzam, czy coś? - spytałam wilka, nie tracąc uśmiechu z twarzy.
<Kinaj?>
poniedziałek, 13 października 2014
Od Dejli cd historii Kinja
-Kinaj! W końcu cię znalazłam! - krzyknęłam sapiąc. - Co się stało? Ducha zobaczyłeś czy co?
-Już sam nie wiem co to było - zamyślił się. - To wszystko jest takie dziwne.-Ale co jest dziwne? - zapytałam.
-Wszystko...
Zastanowiłam się chwilę. Ani on, ani ja nie wiedzieliśmy o co właściwie chodzi... Jakieś dziwne postacie. To wszystko było takie niezrozumiałe i nielogiczne. Kinaj siedział zamyślony, więc położyłam się obok niego. Zamknęłam oczy i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam...
Sen był jeszcze dziwniejszy niż otaczająca ostatnio mnie i Kinaja, nieznana kraina. Bo odkąd uciekliśmy smokom, pałętamy się nie wiadomo gdzie. Ale wróćmy do snu:
''Najpierw ganiałam się z Kinajem po jakiejś słonecznej polance, gdy nagle zerwał się wiatr, z początku delikatny, ale za chwilę przeobraził się w silne, mocne wiatrzysko. Niebo dotychczas błękitne, teraz było zasnute czarnymi, nieprzyjemnymi chmurami. Usłyszałam przerażające wycie Kinaja, a kiedy spojrzałam na niego, spanikowałam. Basior przybrał potężną, czarną posturę. Na głowie pojawiły się baranie rogi. Końce jego długiej sierści zapłonęły krwistą czerwienią. Pazury stały się długie i ostre niczym najlepsza brzytwa, które jednym pociągnięciem mogłyby doprowadzić do śmierci najsilniejszego basiora. A oczy zabłysnęły oślepiającym światłem, tak okropnym, że wilk miałby traumę do końca życia.
Kinajowi zaczęła towarzyszyć bardzo mroczna postać. Sylwetką przypominała człowieka. Była ubrana w czarne szaty, niewidoczna była jej twarz. W ręku trzymała potężny, srebrny miecz.
Spojrzałam z przerażeniem na te postaci i ruszyłam pędem do przodu, by uciec od tego. Jednak kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że złe demony doganiają mnie. Biegłam ile miałam sił w łapach, ale basior był szybszy. Jednym susem skoczył na mnie i powalił na morką ziemię. Podniósł łapę i jednym, zwinnym ruchem przeciągnął pazur po moim policzku, rysując na nim dziwny znak. Taki sam jaki on miał na jednej ze swoich łap. Za chwilę podeszła do mnie zmora i wyszeptała jakiej zaklęcie, po czym uniosła miecz i ugodziła mnie nim prosto w serce. Poczułam przeszywający ból, a po tym był tylko błysk. '' Obudziłam się przerażona. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że krzyczę. Kinaj skoczył na równe łapy.
-Co się stało?! - zapytał czujnie.
-Miałam okropny sen... - wyszeptałam.
-Co to znaczy? - chciał wiedzieć. Opowiedziałam mu cały sen od początku do końca, a on uważnie słuchał i dokładnie go analizował.
<Kinaj? To teraz ty się wykaż xD>
sobota, 11 października 2014
Od Dejli cd historii Kinaj
-Kinaj... Wszystko dobrze? - próbowałam zachować spokój.
-Nie wiem... Nie wiem o co tu chodzi - odezwał się zdezorientowany. Byliśmy totalnie zbici z tropu.
-Dejla, a ty coś z tego ogarniasz? - zapytał.
-No właśnie nie... W ogóle jaka historia? Co to za wadera i co to za zmora? - powiedziałam cicho. Ten znak jakby wywołał 'czarne coś'. Gdy ją zobaczyłam gwałtownie cofnęłam się do tyłu i wpadłam na Kinaja.
-Nie wiecie może gdzie zostawiłam moje czerwone szpilki i wieczorową, seksowną, białą sukienkę? - zapytała. Zakłopotana spojrzałam na mojego towarzysza. - Widzę, że nie wiecie... No nic. Pa! - dodała. I rozpłynęła się w mgle. Niespodziewanie zerwał się silny wiatr i pchnął nas w przepaść. straciliśmy grunt pod łapami.
-Kinaj! Złap mnie za łapę! - krzyknęłam.
-To nic nie da!
-Zaufaj mi! - krzyknęłam błagalnie i posłucha mnie. Szybko stworzyłam wokół nas wodną kulę ochronną i polecieliśmy w górę. Gdy poczuliśmy się bezpiecznie zniszczyłam kulę.
-Kinaj? Wiesz może o co tu chodzi? Co za historia? - zapytałam.
<Kinaj? Sorry, że takie krótkie, ale nie mam pomysłu>
-Nie wiem... Nie wiem o co tu chodzi - odezwał się zdezorientowany. Byliśmy totalnie zbici z tropu.
-Dejla, a ty coś z tego ogarniasz? - zapytał.
-No właśnie nie... W ogóle jaka historia? Co to za wadera i co to za zmora? - powiedziałam cicho. Ten znak jakby wywołał 'czarne coś'. Gdy ją zobaczyłam gwałtownie cofnęłam się do tyłu i wpadłam na Kinaja.
-Nie wiecie może gdzie zostawiłam moje czerwone szpilki i wieczorową, seksowną, białą sukienkę? - zapytała. Zakłopotana spojrzałam na mojego towarzysza. - Widzę, że nie wiecie... No nic. Pa! - dodała. I rozpłynęła się w mgle. Niespodziewanie zerwał się silny wiatr i pchnął nas w przepaść. straciliśmy grunt pod łapami.
-Kinaj! Złap mnie za łapę! - krzyknęłam.
-To nic nie da!
-Zaufaj mi! - krzyknęłam błagalnie i posłucha mnie. Szybko stworzyłam wokół nas wodną kulę ochronną i polecieliśmy w górę. Gdy poczuliśmy się bezpiecznie zniszczyłam kulę.
-Kinaj? Wiesz może o co tu chodzi? Co za historia? - zapytałam.
<Kinaj? Sorry, że takie krótkie, ale nie mam pomysłu>
Od Dejli cd historii Kinaja
Bez zastanowienia rzuciłam się w przepaść, ale najpierw szybko stworzyłam wodną kulę ochronną. Dogoniłam spadającą waderę i wpuściłam ją do kuli. Naszą taflę ochronną pokierowałam na górę, w stronę Kinaja. Wprowadziła nieznajomą na powietrze.
- Dziękuję ci, odważna, młoda wilczyco - powiedziała uradowana.
- Nie ma za co dziękować... Przecież to święta zasada każdego wilka, aby ratować innych w potrzebie - uśmiechnęłam się.
- Jej! Dejla, podziwiam cię... - odezwał się Kinaj, który stał jak wryty.
- Widzisz... Czasem trzeba docenić dziewczynę - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Dobrze mówi twoją koleżanka, Kinuś - odezwała się wadera.
- Dobrze, a teraz o co tu chodzi? Wydaję mnie się, że się znacie... Powiem wprost. Widziałam łzy pani i Kinaja, widziałam jak pędził na ratunek, słyszałam coś o szukaniu tatusia. Naprawę nie jest to moja sprawa, ale chcę wiedzieć kogo pomogłam uratować... - wyjaśniłam spokojnie.
<Kinaj? Mam nadzieję, że nie zniszczyłam ci planu...>
- Dziękuję ci, odważna, młoda wilczyco - powiedziała uradowana.
- Nie ma za co dziękować... Przecież to święta zasada każdego wilka, aby ratować innych w potrzebie - uśmiechnęłam się.
- Jej! Dejla, podziwiam cię... - odezwał się Kinaj, który stał jak wryty.
- Widzisz... Czasem trzeba docenić dziewczynę - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Dobrze mówi twoją koleżanka, Kinuś - odezwała się wadera.
- Dobrze, a teraz o co tu chodzi? Wydaję mnie się, że się znacie... Powiem wprost. Widziałam łzy pani i Kinaja, widziałam jak pędził na ratunek, słyszałam coś o szukaniu tatusia. Naprawę nie jest to moja sprawa, ale chcę wiedzieć kogo pomogłam uratować... - wyjaśniłam spokojnie.
<Kinaj? Mam nadzieję, że nie zniszczyłam ci planu...>
piątek, 10 października 2014
Od Dejli cd historii Kinaj
-Jasne! - krzyknęłam. Skakaliśmy po gumowych kaczuszkach tyle ile się
dało. Było super! Niestety zmęczenie okazało się silniejsze.
Podskoczyłam ostatni raz i padłam na trampolinę.
-Co jest? Nie dajesz rady? - zaśmiał się.
-Taa, chciałbyś! Po prostu mi się znudziło... - zmyśliłam dla żartów.
-Hue! Widzę, że kłamiesz - uśmiechnął się.
-A pokazać ci, że nie? - też zaczęłam się śmiać. Skoczyłam. Miałam już wylądować, kiedy gumowe kaczuszki zniknęły i spadliśmy na ziemię. Wykorzystałam sytuację.
-Widzisz! Nie wymiękam, umiem zniknąć gumowe kaczki - zaśmiałam się.
-No, no!
Wtedy zza czerwonego drzewa wyszedł Batman! Jego strój lśnił niczym woda.
-Witajcie, wilczy przyjaciele! Zaiste błogosławię was! - rzekł donośnym i poważnym głosem.
-Ej ty, gejos! Ten strój to nowy? - Zapytał go Kinaj.
-Nie! Wyprany w Perłolu! - odpowiedział. Wybuchnęliśmy z Kinajem śmiechem. -Wiele już widziałem, ale gadające wilki to nowość.
-A widziałeś takie czary? - zapytałam i wyczarowałam wodną kulę, którą rzuciłam w Batmana.
-O ja! Ale magia! Hue! - Batman oniemiał. - Czarujące wilki!
-No! A teraz pokaż co ty umiesz... - odezwał się Kinaj. Batman przytaknął. Zaczął tańczyć balet, potem zarapował coś o USA, a na koniec wyrecytował Inwokację. Dusiłam się ze śmichu, Kinaj zresztą też.
-Ale poczekajcie, koledzy! To nie wszystko! - uśmiechnął się Bat. Złapał Kinaja w pasie i uniósł go tak, że pysk basiora był na wysokości jego ust. - Wiem, że mnie pragniesz! - zaśmiał się szyderczo i spróbował go pocałować, ale Kinaj zaczął się szarpać.
-Nieee! Puść mnie, geju! Wszystko, ale nie gejostwo! Puszczaj! - darł się wniebogłosy. Nie wiedząc czy się śmiać czy płakać, wykrzyknęłam zaklęcie:
-Bum szakalaka beybe, giń Batmanie!
Nagle gej zniknął, a Kinaj wyraźnie spokojniejszy opadł powoli na ziemię.
-Dzięki - podziękował.
-Nie ma za co... Ale wiesz co ci powiem? Fajnego masz kolegę... Taki napalony na ciebie! - zaśmiałam się.
<Kinaj?>
-Co jest? Nie dajesz rady? - zaśmiał się.
-Taa, chciałbyś! Po prostu mi się znudziło... - zmyśliłam dla żartów.
-Hue! Widzę, że kłamiesz - uśmiechnął się.
-A pokazać ci, że nie? - też zaczęłam się śmiać. Skoczyłam. Miałam już wylądować, kiedy gumowe kaczuszki zniknęły i spadliśmy na ziemię. Wykorzystałam sytuację.
-Widzisz! Nie wymiękam, umiem zniknąć gumowe kaczki - zaśmiałam się.
-No, no!
Wtedy zza czerwonego drzewa wyszedł Batman! Jego strój lśnił niczym woda.
-Witajcie, wilczy przyjaciele! Zaiste błogosławię was! - rzekł donośnym i poważnym głosem.
-Ej ty, gejos! Ten strój to nowy? - Zapytał go Kinaj.
-Nie! Wyprany w Perłolu! - odpowiedział. Wybuchnęliśmy z Kinajem śmiechem. -Wiele już widziałem, ale gadające wilki to nowość.
-A widziałeś takie czary? - zapytałam i wyczarowałam wodną kulę, którą rzuciłam w Batmana.
-O ja! Ale magia! Hue! - Batman oniemiał. - Czarujące wilki!
-No! A teraz pokaż co ty umiesz... - odezwał się Kinaj. Batman przytaknął. Zaczął tańczyć balet, potem zarapował coś o USA, a na koniec wyrecytował Inwokację. Dusiłam się ze śmichu, Kinaj zresztą też.
-Ale poczekajcie, koledzy! To nie wszystko! - uśmiechnął się Bat. Złapał Kinaja w pasie i uniósł go tak, że pysk basiora był na wysokości jego ust. - Wiem, że mnie pragniesz! - zaśmiał się szyderczo i spróbował go pocałować, ale Kinaj zaczął się szarpać.
-Nieee! Puść mnie, geju! Wszystko, ale nie gejostwo! Puszczaj! - darł się wniebogłosy. Nie wiedząc czy się śmiać czy płakać, wykrzyknęłam zaklęcie:
-Bum szakalaka beybe, giń Batmanie!
Nagle gej zniknął, a Kinaj wyraźnie spokojniejszy opadł powoli na ziemię.
-Dzięki - podziękował.
-Nie ma za co... Ale wiesz co ci powiem? Fajnego masz kolegę... Taki napalony na ciebie! - zaśmiałam się.
<Kinaj?>
czwartek, 9 października 2014
Od Dejli cd historii Kinaja
Spojrzałam na Kinaja... Niby szedł, ale coś nadal mnie niepokoiło. Miał skupiony wyraz pyska, stał jak totalna ciota. Zapewniał mnie, że jest dobrze, ale chyba nie do końca tak było.
-Ej, Kinaj! Dajesz radę czy mam odesłać cię do watahy? - zapytałam.
-Cichaj... Daję radę - zaśmiał się.
-No to dawaj idziesz do mnie - odbiegłam kawałek i humor bardzo mi się poprawił.
-Czekaj - uśmiechnął się i próbował iść. Był zbyt pewny siebie, chyba nie chciał okazać mi swojej bezradności.
-No liczę na ciebie - podpuszczałam go. Spróbował do mnie podbiec. Na początku mu to wychodziło, ale po chwili jego łapy rozjechały się na cztery strony świata tuż przede mną. Zaczęłam się śmiać jak szalona, a on razem ze mną.
-Kinaj, wilk gąsienica - nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Widzę, że humorek dopisuje - uśmiechnął się, po czym wstał, otrzepał się i klepnął mnie w bok. - Berek! - krzyknął i zaczął uciekać. Nagle wróciły mu zmysły. Biegał sprintem w koło mnie. Próbowałam go dogonić, ale był za szybki.
-Czyżby nagle siły wróciły? - spojrzałam na niego i goniłam go ile miałam sił w łapach. Zaczął robić slalom między drzewami, a potem przebiegł przez dużą kałużę. Ganialiśmy się dość długo, oboje byliśmy zmęczeni, ale nie poddaliśmy się. Nagle potknął się o niewielki kamień i przewrócił się na grzbiet. Podjęłam szybką decyzję. Skok! Byłam za blisko i za szybko biegłam, żeby się zatrzymać. Więc jednym zgrabnym susem przeskoczyłam nad basiorem. Wylądowałam i położyłam się kawałek dalej. Zaczęliśmy się śmiać. Rozejrzałam się dokoła, widok ten jeszcze bardziej podniósł mój poziom śmiechu.
-Kinaj, czy ty widzisz to otoczenie? - chichotałam.
Spojrzał na krajobraz i również dostrzegł, że wokół nas stoją żółte, gumowe kaczuszki do kąpieli. Nie były one zwyczajne, były to kaczki giganty.
<Kinaj? Co na to powiesz?>
-Ej, Kinaj! Dajesz radę czy mam odesłać cię do watahy? - zapytałam.
-Cichaj... Daję radę - zaśmiał się.
-No to dawaj idziesz do mnie - odbiegłam kawałek i humor bardzo mi się poprawił.
-Czekaj - uśmiechnął się i próbował iść. Był zbyt pewny siebie, chyba nie chciał okazać mi swojej bezradności.
-No liczę na ciebie - podpuszczałam go. Spróbował do mnie podbiec. Na początku mu to wychodziło, ale po chwili jego łapy rozjechały się na cztery strony świata tuż przede mną. Zaczęłam się śmiać jak szalona, a on razem ze mną.
-Kinaj, wilk gąsienica - nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Widzę, że humorek dopisuje - uśmiechnął się, po czym wstał, otrzepał się i klepnął mnie w bok. - Berek! - krzyknął i zaczął uciekać. Nagle wróciły mu zmysły. Biegał sprintem w koło mnie. Próbowałam go dogonić, ale był za szybki.
-Czyżby nagle siły wróciły? - spojrzałam na niego i goniłam go ile miałam sił w łapach. Zaczął robić slalom między drzewami, a potem przebiegł przez dużą kałużę. Ganialiśmy się dość długo, oboje byliśmy zmęczeni, ale nie poddaliśmy się. Nagle potknął się o niewielki kamień i przewrócił się na grzbiet. Podjęłam szybką decyzję. Skok! Byłam za blisko i za szybko biegłam, żeby się zatrzymać. Więc jednym zgrabnym susem przeskoczyłam nad basiorem. Wylądowałam i położyłam się kawałek dalej. Zaczęliśmy się śmiać. Rozejrzałam się dokoła, widok ten jeszcze bardziej podniósł mój poziom śmiechu.
-Kinaj, czy ty widzisz to otoczenie? - chichotałam.
Spojrzał na krajobraz i również dostrzegł, że wokół nas stoją żółte, gumowe kaczuszki do kąpieli. Nie były one zwyczajne, były to kaczki giganty.
<Kinaj? Co na to powiesz?>
środa, 8 października 2014
Od Dejli cd historii Kinaj
Wylądowaliśmy w pięknym, ale nieznanym nam miejscu.

-Nie wiem... - powiedziałam cicho. Rozglądałam się zdumiona. Nie wiem jak długo to trwało, ale nagle oprzytomniałam i spojrzałam na Kinaja.
-O matko! Kinaj! - wrzasnęłam. Mój towarzysz leżał na wpół przytomny na ziemi. Był cały siny. - Jezu... Kinaj! Słyszysz mnie?! Halo!
-Szłysz... - wymamrotał. - Dejla? Co się ze mną dzieje? Pomóż mi, proszę...
-Staram się... Oddychaj głęboko i spokojnie. Nie zamykaj oczu - wydawałam komendy. - Nie usypiaj. Kinaj!
Oddychanie trochę poskutkowało. Przybrał normalną barwę, ale nadal do końca nie kontaktował. Dotknęłam jego boku, był strasznie rozpalony. Przywołałam chłodny deszcz, aby schłodzić basiora. Po chwili Kinaj był trochę chłodniejszy.
-Kinaj... - powiedziałam spokojnie. - Słyszysz mnie?
-Słabo... - szepnął i stracił przytomność.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Przerażona zaczęłam potrząsać nim. Krzyczałam. Byłam sama w miejscu, którego nie znałam z umierającym basiorem.
-Kinaj! Proszę cię! Nie umieraj! Nie możesz! Błagam... Nie zostawiaj mnie tu! Nie teraz... Nie tu... Kinaj... Polubiłam cię i to bardzo przez te wszystkie przygody. Chyba się w tobie zakochałam... Wiem, teraz nie ma to znaczenia, teraz liczy się twoje życie... Proszę... - wtuliłam się w jego futro, żeby nie czuł się samotnie w tak trudnych chwilach. Być może ostatnich. Nie mogłam nic więcej zrobić oprócz modlenia się i błagania. Leżałam tak wtulona w niego i rozpłakałam się na dobre... Nie wiem ile przepłakałam, ale nie poczułam nawet jak Kinaj zaczął się ruszać i otworzył oczy...
<Kinaj?>
-Nie wiem... - powiedziałam cicho. Rozglądałam się zdumiona. Nie wiem jak długo to trwało, ale nagle oprzytomniałam i spojrzałam na Kinaja.
-O matko! Kinaj! - wrzasnęłam. Mój towarzysz leżał na wpół przytomny na ziemi. Był cały siny. - Jezu... Kinaj! Słyszysz mnie?! Halo!
-Szłysz... - wymamrotał. - Dejla? Co się ze mną dzieje? Pomóż mi, proszę...
-Staram się... Oddychaj głęboko i spokojnie. Nie zamykaj oczu - wydawałam komendy. - Nie usypiaj. Kinaj!
Oddychanie trochę poskutkowało. Przybrał normalną barwę, ale nadal do końca nie kontaktował. Dotknęłam jego boku, był strasznie rozpalony. Przywołałam chłodny deszcz, aby schłodzić basiora. Po chwili Kinaj był trochę chłodniejszy.
-Kinaj... - powiedziałam spokojnie. - Słyszysz mnie?
-Słabo... - szepnął i stracił przytomność.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Przerażona zaczęłam potrząsać nim. Krzyczałam. Byłam sama w miejscu, którego nie znałam z umierającym basiorem.
-Kinaj! Proszę cię! Nie umieraj! Nie możesz! Błagam... Nie zostawiaj mnie tu! Nie teraz... Nie tu... Kinaj... Polubiłam cię i to bardzo przez te wszystkie przygody. Chyba się w tobie zakochałam... Wiem, teraz nie ma to znaczenia, teraz liczy się twoje życie... Proszę... - wtuliłam się w jego futro, żeby nie czuł się samotnie w tak trudnych chwilach. Być może ostatnich. Nie mogłam nic więcej zrobić oprócz modlenia się i błagania. Leżałam tak wtulona w niego i rozpłakałam się na dobre... Nie wiem ile przepłakałam, ale nie poczułam nawet jak Kinaj zaczął się ruszać i otworzył oczy...
<Kinaj?>
sobota, 12 lipca 2014
Od Dejli cd historii Kinaja
-Kinaj, ja nie wiem jak ty przeżyłeś te wszystkie szalone przygody... Ale wiedz, że musiałeś mieć serio, dobre pomysły na ucieczkę - cofałam się w głąb jaskini.
-Jakoś wychodziło - zaśmiał się.
Matka małych smoków robiła się coraz bardziej agresywna. Z jej ogromnych nozdrzy zaczął wydobywać się dym.
-Kinaj... Czy ona? Ona i ogień? - zapytałam przerażona.
-Chyba tak... - spojrzał na mnie przepraszająco.
-Dobra raz się żyje... - powiedziałam i spokojnie ruszyłam w stronę smoczycy.
~Spokojnie, proszę pani... Nie mamy złych zamiarów... ~ Wysłałam jej spokojne słowa falami ultradźwiękowymi.
-Dejla co ty robisz? - zapytał zdziwiony Kinaj.
-Spokojnie Kinaj.
~To co tu robicie? ~ rzekła urażona matka.
~Chcieliśmy tylko zobaczyć jak wyglądają małe smoki ~ uśmiechnęłam się.
Smoczyca wzięła głęboki oddech, a z jej nozdrzy znów wydobył się dym.
~Pani Smoczyco, niech się pani nie denerwuje. Nic złego nie zrobiliśmy ~ wyjaśniłam.
~Dobrze wybaczam... A teraz uciekajcie zanim wróci mój mąż, bo z nim tłumaczenia nie ma ~ powiedziała.
~Dziękujemy.
Spojrzałam porozumiewawczo na Kinaja i ruszyliśmy do wyjścia jaskini. Gdy nagle w wejściu stanął ON! Ojciec szmoczątek...
<Kinaj? Zginiemy? xD>
-Jakoś wychodziło - zaśmiał się.
Matka małych smoków robiła się coraz bardziej agresywna. Z jej ogromnych nozdrzy zaczął wydobywać się dym.
-Kinaj... Czy ona? Ona i ogień? - zapytałam przerażona.
-Chyba tak... - spojrzał na mnie przepraszająco.
-Dobra raz się żyje... - powiedziałam i spokojnie ruszyłam w stronę smoczycy.
~Spokojnie, proszę pani... Nie mamy złych zamiarów... ~ Wysłałam jej spokojne słowa falami ultradźwiękowymi.
-Dejla co ty robisz? - zapytał zdziwiony Kinaj.
-Spokojnie Kinaj.
~To co tu robicie? ~ rzekła urażona matka.
~Chcieliśmy tylko zobaczyć jak wyglądają małe smoki ~ uśmiechnęłam się.
Smoczyca wzięła głęboki oddech, a z jej nozdrzy znów wydobył się dym.
~Pani Smoczyco, niech się pani nie denerwuje. Nic złego nie zrobiliśmy ~ wyjaśniłam.
~Dobrze wybaczam... A teraz uciekajcie zanim wróci mój mąż, bo z nim tłumaczenia nie ma ~ powiedziała.
~Dziękujemy.
Spojrzałam porozumiewawczo na Kinaja i ruszyliśmy do wyjścia jaskini. Gdy nagle w wejściu stanął ON! Ojciec szmoczątek...
<Kinaj? Zginiemy? xD>
poniedziałek, 7 lipca 2014
Od Alex'a cd historii Ifus
Wilk wyglądał na przyjaznego. Był czarno-biały, a na szyi miał przywiązaną czerwoną chustę, skądś go kojarzyłem...
-O! Dzień dobry! - uśmiechnął się.
-Witaj! Co cię tu sprowadza? - zapytałem.
-Ach, tak przechadzałem się... Jestem Kinaj - przedstawił się. - Czy państwo nie są przypadkiem rodzicami Dejli?
-Jesteśmy - powiedziała słodkim głosem Ifus.
-Bardzo miło nam poznać, to jest moja żona Ifus, a mi na imię Alex - dodałem.
-Mi również miło.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym zapadła niezręczna cisza...
Kinaj? Ifus?
-O! Dzień dobry! - uśmiechnął się.
-Witaj! Co cię tu sprowadza? - zapytałem.
-Ach, tak przechadzałem się... Jestem Kinaj - przedstawił się. - Czy państwo nie są przypadkiem rodzicami Dejli?
-Jesteśmy - powiedziała słodkim głosem Ifus.
-Bardzo miło nam poznać, to jest moja żona Ifus, a mi na imię Alex - dodałem.
-Mi również miło.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym zapadła niezręczna cisza...
Kinaj? Ifus?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

