Od rana wraz z Kowu (jeden z strażników) byliśmy w sali tortur. Co jakiś czas przyprowadzali do nas nowych więźniów którym została wymierzona kara w tej sali.Ja tu dowodziłem ale wszystkie prace wykonywał Kowu. Ja tylko sporadycznie sprawdzałem jak mu idzie. Nagle do sali weszła wadera. Z początku nie przyglądałem się jej a nawet to olałem. Ktoś już wspominał że mamy tu wadery. Ale kiedy zaczęła kręcić się po sali spojrzałem na nią i bez problemu rozpoznałem kto to. Fazie?! Co ona tu robi? Byłem zły. Nie wiedziałem co ona kombinuje ale byłem pewny że nie wyjdzie jej to na dobre.
- Ej, gdzie jest Kinaj - zwróciła się do mnie. Uśmiechnąłem sie kpiąco.
- Kim jesteś - spytałem srogo. Była ode mnie dużo niższa ale mimo to pewna siebie.
- Gdzie Kinaj? - powtóżyła
- Po co ci to wiedzieć?
- Kairo kazał go przyprowadzić - mówiła dalej pewna siebie.
- Nie wydaje mi się... Z resztą Kinaj' a nie ma... - powiedziałem i zaśmiałem się kpiąco. - A ty lepiej wracaj do celi jeśli ci życie miłe - szepnąłem tak aby tylko ona usłyszała. Widac było że nie wiedziała co myśleć.
- Haru, ma racje... Powinnaś wracać do celi... Fazie! - warknął basior stojący w drzwiach. Wadera odwróciła sie niepewnie aby sprawdzić kto to. To był Kairo przyduszający Gretę do ściany. Fazie nie wiedziała co ma robić. W jej oczach widać było strach i złość. Za drzwiami stało kilku strażników. Kairo posłał ich aby pojmali Fazie. Ona zaczęła się wycofywać i szczerzyć kły, gotowa do ataku. Rozbawiło to basiora który puścił Gretę a ta upadła na ziemię. Wyjął swój pilot który sterował obrożami. Nacisnął kilka guzików, pokręcił pokrętła i wcisnął duży czerwony guzik. Greta zwinęła się z bólu a Fazie padła na ziemię. Przeszedł je elektryczny wstrząs idący od obroży. Były chwilowo sparaliżowane.
- Głupie... Szczególnie ty Greto... Powinnaś wiedzieć że z obrożą elektryczną obrożą nie da się stąd uciec. Aaaa... No tak... myślałaś że uda ci się ją zdjąć.! No to szczyt głupoty! Nikt jej nie zdejmie oprócz mnie! - powiedział z pogardą. - Aha... Spróbuj jej powiedzieć słowo na temat Kinaj' a a osobiście dopilnuje żeby ona jak i ty umarł w potwornych męczarniach... A co do ciebie Fazie... Nie szukaj go! I tak nie znajdziesz... - warknął. - zabrać je! Fazie do północnego,a Grete do południowego skrzydła! Do cel 15 i 987! Pilnować pod stopniem 6!...
< Fazie? I czo teraz xD 6 to wysoki poziom pilnowaniabo skala jest od 1-10 i 10 to ten najwyższy ;) >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Kinaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Kinaj. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 kwietnia 2015
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Od Kinaj' a cd historii Fazie
Jeden ze sługusów Kairo zaprowadził mnie do pokoju. Był uprzejmy i sprawiał wrażenie jakby się bał. Wprowadził mnie do środka i oprowadził po całym terenie. Byłem raptem kilka drzwi dalej od pokoju naczelnika. Wychodząc osiłek powiedział krótko
- Kolacja za 30 minut. Jadalnia znajduje sie 2 pię...- zaczął tłumaczyć ale mu przerwałem
- Doskonale wiem jak tam dojść - warknąłem krótko. On skinął tylko głowa i wyszedł. Tu trzeba być szorstkim, wrednym i przebiegłym aby przetrwać. Te 30 minut minęło zanim się obejrzałem. Zszedłem do jadalni. Siadłem przy pierwszym lepszym stole między przeciętnymi strażnikami. Kairo wezwał mnie do siebie gestem łapy. Siedział przy stole wraz z głównymi dowódcami straży.
- Słucham - powiedziałem krótko stając koło niego. Kairo również gestem łapy wygonił od stołu jednego z siedzących obok niego wilków i kazał mi zasiąść na tym miejscu. Jest to praktycznie niespotykane jeśli chodzi o "zwykłych strażników" bo tu praktycznie nie ma awansów. Przysługuje ci rola jaka miał twój ojciec i nie da sie tego zmienić.
- W końcu jestreś synem naszego pana... Nie możesz siedzieć przy zwykłym stole.
- Masz mnie za zdrajce - szepnąłem. - On pewnie też
- Krwii nie zmienisz... Ale nie myśl że oddam ci moją role! O tym zadecyduje twój ojciec. - Jak to?! Ojciec?! Nie chce go tu... Byłem wściekły na samą myśl o nim ale nie dałem tego po sobie poznać. Zaczęła sie kolacja. Jako że siedziałem przy stole naczelnika dostawaliśmy większe porcje niż zwykli. Kiedy kolacja dobiegła końca Kairo wstał powiedział kilka słów organizacyjnych, między innymi o tym który oddział gdzie sprawuje kontrole, o której jest cisza nocna i o której śniadanie a potem wyrzucił wszystkich poza siedzącymi przy naszym stole z sali. Kiedy zwyki opuścili jadalnie Kairo dalej stał.
- Za 15 minut w sali narad. - powiedział krótko i to wystarczyło żeby wszyscy wstali i popędzili w wyznaczone miejsce. Wszyscy oprócz mnie. - Ciebie tez sie to tyczy - powiedział szorstko
- Ale... Nie rozumiem. Czemu od razu stawiasz mnie tak wysoko?
- Bo mimo zdrady tobie ufam tu najbardziej...
- Jak to?!
- Jeszcze się pytasz? Stary przyjacielu - uśmiechnął się - a teraz marsz do sali narad - warknął, a ja ruszyłem tam z Kairo' em u boku. Weszliśmy do sali. Na środku stał ogromny stół a przy nim wilki towarzyszące nam przy kolacji. Wszyscy wstali kiedy Kairo przekroczył próg. Spotkanie troche trwało bo naczelnik musiał wyznaczyć wszystkim zadania na najbliższy czas, Objaśnić który oddział gdzie idzie i kto czym sie zajmuje. Potem zastanawiali sie nad sprawami więźniów i wymierzaniem im kar oraz kilkoma jutrzejszymi egzekucjami.
- Haru... Ty cały jutrzejszy dzień spędzisz w sali selupu - kiwnąłem głową na znak że zrozumiałem rozkaz. Kairo wygłosił jeszcze kilka zdań po czym odesłał nas do pokoi.
Następnego dnia rano według rozkazu udałem się do sali selupu...
<Fazie? czo to za sala ;-; pamiętaj że Kinaj wygląda zupełnie inaczej i ma nawet inaczej na imie więc trudno będzie go rozpoznać :P z reszta... czy on będzie chciał uciec xD >
- Kolacja za 30 minut. Jadalnia znajduje sie 2 pię...- zaczął tłumaczyć ale mu przerwałem
- Doskonale wiem jak tam dojść - warknąłem krótko. On skinął tylko głowa i wyszedł. Tu trzeba być szorstkim, wrednym i przebiegłym aby przetrwać. Te 30 minut minęło zanim się obejrzałem. Zszedłem do jadalni. Siadłem przy pierwszym lepszym stole między przeciętnymi strażnikami. Kairo wezwał mnie do siebie gestem łapy. Siedział przy stole wraz z głównymi dowódcami straży.
- Słucham - powiedziałem krótko stając koło niego. Kairo również gestem łapy wygonił od stołu jednego z siedzących obok niego wilków i kazał mi zasiąść na tym miejscu. Jest to praktycznie niespotykane jeśli chodzi o "zwykłych strażników" bo tu praktycznie nie ma awansów. Przysługuje ci rola jaka miał twój ojciec i nie da sie tego zmienić.
- W końcu jestreś synem naszego pana... Nie możesz siedzieć przy zwykłym stole.
- Masz mnie za zdrajce - szepnąłem. - On pewnie też
- Krwii nie zmienisz... Ale nie myśl że oddam ci moją role! O tym zadecyduje twój ojciec. - Jak to?! Ojciec?! Nie chce go tu... Byłem wściekły na samą myśl o nim ale nie dałem tego po sobie poznać. Zaczęła sie kolacja. Jako że siedziałem przy stole naczelnika dostawaliśmy większe porcje niż zwykli. Kiedy kolacja dobiegła końca Kairo wstał powiedział kilka słów organizacyjnych, między innymi o tym który oddział gdzie sprawuje kontrole, o której jest cisza nocna i o której śniadanie a potem wyrzucił wszystkich poza siedzącymi przy naszym stole z sali. Kiedy zwyki opuścili jadalnie Kairo dalej stał.
- Za 15 minut w sali narad. - powiedział krótko i to wystarczyło żeby wszyscy wstali i popędzili w wyznaczone miejsce. Wszyscy oprócz mnie. - Ciebie tez sie to tyczy - powiedział szorstko
- Ale... Nie rozumiem. Czemu od razu stawiasz mnie tak wysoko?
- Bo mimo zdrady tobie ufam tu najbardziej...
- Jak to?!
- Jeszcze się pytasz? Stary przyjacielu - uśmiechnął się - a teraz marsz do sali narad - warknął, a ja ruszyłem tam z Kairo' em u boku. Weszliśmy do sali. Na środku stał ogromny stół a przy nim wilki towarzyszące nam przy kolacji. Wszyscy wstali kiedy Kairo przekroczył próg. Spotkanie troche trwało bo naczelnik musiał wyznaczyć wszystkim zadania na najbliższy czas, Objaśnić który oddział gdzie idzie i kto czym sie zajmuje. Potem zastanawiali sie nad sprawami więźniów i wymierzaniem im kar oraz kilkoma jutrzejszymi egzekucjami.
- Haru... Ty cały jutrzejszy dzień spędzisz w sali selupu - kiwnąłem głową na znak że zrozumiałem rozkaz. Kairo wygłosił jeszcze kilka zdań po czym odesłał nas do pokoi.
Następnego dnia rano według rozkazu udałem się do sali selupu...
<Fazie? czo to za sala ;-; pamiętaj że Kinaj wygląda zupełnie inaczej i ma nawet inaczej na imie więc trudno będzie go rozpoznać :P z reszta... czy on będzie chciał uciec xD >
niedziela, 5 kwietnia 2015
Od Kinaj' a do Cruel
Przechadzałem się nocą po lesie. Księżyc świecił ale nie dawał zbyt mocnego światła przez co ledwo widziałem gdzie idę. Nie obchodziło mnie to za bardzo... Dojdę gdzie dojdę i tak jakoś wrócę a nie mogę spać więc nic do stracenia. No okazało się że mam jednak coś do stracenia bo wychodząc na polanę spotkałem sie oko w oko z pewnnym gryfem. Ten jegomość ma mi za złe pewien żart a dokładniej pewnego dnia przywiązałem jego ogon do drzewa. Kiedy ten chciał odlecieć zaplątany ogon cofnął go i zaliczyl nie przyjemne spotkanie z drzewem. Można powiedzieć że nasze relacje nie są przyjazne bo od tamtego czasu jeszcze nie zdążył dać mi nauczki. Co więc genialny ja postanowił zrobić? Użyć swojej wspaniałej superszybkości i uciec gdzie pieprz rośnie. No nie przesadzajmy nie będę się nawet do niego przymierzał bo mam za co oberwać poza tym koleś jest ode mnie 2 razy wyższy. Jeden jego ruch i nie żyje. Miejmy odrobinę rozsądku... Wracając.... Biegłem sobie z tą superszybkością i w głowie mi się nie mieściło że ktoś może stać mi na drodze. Takim oto sposobem stratowałem niewinną białą waderę która niefartownie trafiła na drogę mojego biegu. Jakby tego było mało, biegłem z górki przez co kiedy uderzyłem w wadere obydwoje sturlaliśmy się na sam dół. Ale! To nie koniec. Da samym dole pagórka stało sobie jezioro... Nie dało sie go ominąć. W rezultacie moja głupota spowodowała to że ja i wadera wylądowaliśmy w jeziorze. Chyba nie będzie zbyt zadowolona...
<Cruel? Co ty na to? xD przeciez wszyscy uwielbiaja byc tratowani, zrzucani z góry i wrzucani do jeziora przez obcego basiora ;) >
sobota, 4 kwietnia 2015
Od Kinaj cd historii Fazie
Banda zbirów wyprowadziła waderę z kopalni. Kairo został i kazał swoim bestią trzymać mnie aż nie da im znać. Kiedy minęło sporo czasu odkąd zniknęła za rogiem basior pozwolił im mnie puścić. Oczywiście nie byli delikatni i wręcz rzucili mną o ziemię. Nie zdążyłem się nawet podnieść bo od razu Kairo złapał mnie za szyje i przydusił do ściany. - Myślisz że ze mną wygrasz?! Jesteś żałosny! I co... Ona na pewno nie wie jaki jesteś naprawdę? Nie wie nawet jak wyglądasz!
- To nie twoja sprawa! - warknąłem ledwo mogąc cokolwiek wydusić. Basior przydusił mnie jeszcze mocniej.
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - warknął i zluzował uścisk a ja bezwładnie upadłem na ziemie. - Zabrać go do celi! - warknął, a osiłki od razu się na mnie rzuciły. Związali mnie tak samo jak kiedy byłem w klatce (tz. wszystie łapy razem) i zawlekli do celi tak że ciągle jechałem po ziemi to bokiem to łapami. Droga zajęła parę minut, wystarczająco bym zdarł sobie bok o liczne skałki. Wrzucili mnie do celi. Musiała byc baaardzo głęboko pod ziemią bo nie postarali się za bardzo z tym związywaniem. Przednie łapy skuli mi razem i przyczepili łańcuchem do sufitu tak że unosiły się tak z pół metra nad ziemią. Tylne łapy zostawili wolne. Nie powiem nie była to za wygodna pozycja ale i nie jakaś bardzo wyczerpująca. Za to aby dostać się/wyjść z mojej celi trzeba było przejść przez 3 pary żelaznych drzwi, każde coraz mocniejsze. Nie wiedziałem ile mam czasu do kolejnego "zadania" ale nie chciałem marnować czasu. W pamięci utkwiły mi słowa Kairo " Trzeba było myśleć o tym wcześniej". Nasunęły mi bowiem pewien plan. Jest to jedyny w miare rozsądny i możliwy do zrealizowania plan więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Chyba tylko w ten sposób mogłem ocalić życie...
Łapy a potem całe ciało stawały się większe. Z grzbietu zaczęły wyrastać mi skrzydła, a z głowy rogi, futro i oczy zmieniło kolor na krwisto czerwony. W rezultacie przyjąłem postać "dawnego, złego mnie"

Łapy stały się większe a całe ciało bardziej masywne i potężne przez co kajdany rozbiły się na milion małych kawałków a moje przednie łapy spokojnie opadły na ziemię. Położyłem sie na środku klatki czekając na reakcję strażników na hałas. Nie musiałem czekać zbyt długo choć chwile zajęło im otworzenie wszystkich drzwi. Oczywiście głąby nie zamknęły za sobą ani jednych. Do celi weszły 2 basiory. Byli potężni ale o głowę niżsi ode mnie. Podniosłem się aby im to udowodnić a oni nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić. Bez problemu obu ich obezwładniłem. Skułem im przednie łapy razem i przyczepiłem łańcuch tak że jedna łapa od jednego i jedna od drugiego były spięte razem i obu mogłem ciągnąć po ziemi jednym łańcuchem. Jednemu rozciąłem pazurem bok, tak aby było widać że leci mu krew. Obydwaj byli nie przytomni więc przeciągnięcie ich przez pusty korytarz nie było trudne. Jeszcze pamiętałem które ścieżki gdzie wiodą więc bez trudu doszedłem do "pokoju" naczelnika. Wyważyłem bez najmniejszego problemu drzwi. Kairo popatrzył na mnie z niedowierzaniem ale kącik jego ust uniósł się. Rzuciłem mu jego obezwładnionych osiłków pod nogi.
- No, no... Nie myślałem że jeszcze cię zobaczę w tej postaci. HARU.- zaśmiał się - Ale nie myśl że wystarczy zmienić postać żeby nie być już zdrajcą!
- Nie zdradziłem was! - krzyknąłem
- Nie! A niby jak wyjaśnisz ucieczkę, zmianę postaci i twoje całe życie po odejściu?!
- Nic nie rozumiesz?! Chciałem dorwać matkę!
- Nie kłam! Zabili ją na twoich oczach!- warknął wrednie Kairo
- Nie prawda! Kazała mi iść znaleźć ojca! Byłem wtedy dzieckiem co miałem zrobić? Powiedziała że wszystko w porządku! Chciałem iść po ojca żeby coś zrobił. Nie wiedziałem że było za późno! Uświadomiłem to sobie dopiero lata później. Chciałem wrócić ale nie mogłem. Uważaliście mnie za zdrajce! Gdybym tu przybył zabilibyście mnie bez słowa!
- Dlaczego miałbym ci wierzyć?!- warknął pogardliwie. Wskazałem łapą na 2 omdlałe wilki.
- Gdybym was zdradził nie byłbym w stanie skrzywdzić żadnej istoty!
- Hmmm... A więc co teraz zamierzasz?
- Chce do was dołączyć.
- Myślisz że to takie proste? I tak ci nie ufam!
- Jak każdemu - rzuciłem zgryźliwie i obydwaj zaczęliśmy się śmiać.
- W sumie racja... Niech ci będzie... Ale nie myśl sobie to tamto! Najpierw sprawdzimy na ile to co mówisz jest prawdą!
- Co mam zrobić?
- Na razie będziesz wykonywał wszystkie moje rozkazy! - warknął i zagwizdał. Wtem do "pokoju weszło kilku basiorów i przygwoździli mnie do ziemi. Było ich zbyt wielu żebym dał sobie z nimi radę.- Mówiłem że nikomu nie ufam.
- Sprytnie... - warknąłem. jeden z oprychów przytrzymał mi kuffe tak że nie mogłem się ruszyć a drugi zapiął mi coś na szyi. Kiedy to zrobił wszystkie zbiry które mnie trzymały puściły i wyszły. - Co to jest?! - warknąłem podnosząc się
- Obroża. Taką samą mają wszystkie sługusy. Wystarczy jeden niewłaściwy ruch, coś co mi się nie spodoba a zostaniesz porażony prądem. Nie da się tego zdjąć i nie da się z tym uciec.
- Jak śmiesz? Ja powinienem tu rządzić!
- Ale nie rządzisz. Trzeba było myśleć o tym wcześniej!...
<Fazie? Sorka że tak dłuuuugo ale w zamian za to troszeczkę się rozpisałam ;) Kinaj zły? :O Pamietaj tylko ze wygląda zupełnie inaczej czyli Fazie go nie pozna :P >
- To nie twoja sprawa! - warknąłem ledwo mogąc cokolwiek wydusić. Basior przydusił mnie jeszcze mocniej.
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - warknął i zluzował uścisk a ja bezwładnie upadłem na ziemie. - Zabrać go do celi! - warknął, a osiłki od razu się na mnie rzuciły. Związali mnie tak samo jak kiedy byłem w klatce (tz. wszystie łapy razem) i zawlekli do celi tak że ciągle jechałem po ziemi to bokiem to łapami. Droga zajęła parę minut, wystarczająco bym zdarł sobie bok o liczne skałki. Wrzucili mnie do celi. Musiała byc baaardzo głęboko pod ziemią bo nie postarali się za bardzo z tym związywaniem. Przednie łapy skuli mi razem i przyczepili łańcuchem do sufitu tak że unosiły się tak z pół metra nad ziemią. Tylne łapy zostawili wolne. Nie powiem nie była to za wygodna pozycja ale i nie jakaś bardzo wyczerpująca. Za to aby dostać się/wyjść z mojej celi trzeba było przejść przez 3 pary żelaznych drzwi, każde coraz mocniejsze. Nie wiedziałem ile mam czasu do kolejnego "zadania" ale nie chciałem marnować czasu. W pamięci utkwiły mi słowa Kairo " Trzeba było myśleć o tym wcześniej". Nasunęły mi bowiem pewien plan. Jest to jedyny w miare rozsądny i możliwy do zrealizowania plan więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Chyba tylko w ten sposób mogłem ocalić życie...
Łapy a potem całe ciało stawały się większe. Z grzbietu zaczęły wyrastać mi skrzydła, a z głowy rogi, futro i oczy zmieniło kolor na krwisto czerwony. W rezultacie przyjąłem postać "dawnego, złego mnie"

Łapy stały się większe a całe ciało bardziej masywne i potężne przez co kajdany rozbiły się na milion małych kawałków a moje przednie łapy spokojnie opadły na ziemię. Położyłem sie na środku klatki czekając na reakcję strażników na hałas. Nie musiałem czekać zbyt długo choć chwile zajęło im otworzenie wszystkich drzwi. Oczywiście głąby nie zamknęły za sobą ani jednych. Do celi weszły 2 basiory. Byli potężni ale o głowę niżsi ode mnie. Podniosłem się aby im to udowodnić a oni nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić. Bez problemu obu ich obezwładniłem. Skułem im przednie łapy razem i przyczepiłem łańcuch tak że jedna łapa od jednego i jedna od drugiego były spięte razem i obu mogłem ciągnąć po ziemi jednym łańcuchem. Jednemu rozciąłem pazurem bok, tak aby było widać że leci mu krew. Obydwaj byli nie przytomni więc przeciągnięcie ich przez pusty korytarz nie było trudne. Jeszcze pamiętałem które ścieżki gdzie wiodą więc bez trudu doszedłem do "pokoju" naczelnika. Wyważyłem bez najmniejszego problemu drzwi. Kairo popatrzył na mnie z niedowierzaniem ale kącik jego ust uniósł się. Rzuciłem mu jego obezwładnionych osiłków pod nogi.
- No, no... Nie myślałem że jeszcze cię zobaczę w tej postaci. HARU.- zaśmiał się - Ale nie myśl że wystarczy zmienić postać żeby nie być już zdrajcą!
- Nie zdradziłem was! - krzyknąłem
- Nie! A niby jak wyjaśnisz ucieczkę, zmianę postaci i twoje całe życie po odejściu?!
- Nic nie rozumiesz?! Chciałem dorwać matkę!
- Nie kłam! Zabili ją na twoich oczach!- warknął wrednie Kairo
- Nie prawda! Kazała mi iść znaleźć ojca! Byłem wtedy dzieckiem co miałem zrobić? Powiedziała że wszystko w porządku! Chciałem iść po ojca żeby coś zrobił. Nie wiedziałem że było za późno! Uświadomiłem to sobie dopiero lata później. Chciałem wrócić ale nie mogłem. Uważaliście mnie za zdrajce! Gdybym tu przybył zabilibyście mnie bez słowa!
- Dlaczego miałbym ci wierzyć?!- warknął pogardliwie. Wskazałem łapą na 2 omdlałe wilki.
- Gdybym was zdradził nie byłbym w stanie skrzywdzić żadnej istoty!
- Hmmm... A więc co teraz zamierzasz?
- Chce do was dołączyć.
- Myślisz że to takie proste? I tak ci nie ufam!
- Jak każdemu - rzuciłem zgryźliwie i obydwaj zaczęliśmy się śmiać.
- W sumie racja... Niech ci będzie... Ale nie myśl sobie to tamto! Najpierw sprawdzimy na ile to co mówisz jest prawdą!
- Co mam zrobić?
- Na razie będziesz wykonywał wszystkie moje rozkazy! - warknął i zagwizdał. Wtem do "pokoju weszło kilku basiorów i przygwoździli mnie do ziemi. Było ich zbyt wielu żebym dał sobie z nimi radę.- Mówiłem że nikomu nie ufam.
- Sprytnie... - warknąłem. jeden z oprychów przytrzymał mi kuffe tak że nie mogłem się ruszyć a drugi zapiął mi coś na szyi. Kiedy to zrobił wszystkie zbiry które mnie trzymały puściły i wyszły. - Co to jest?! - warknąłem podnosząc się
- Obroża. Taką samą mają wszystkie sługusy. Wystarczy jeden niewłaściwy ruch, coś co mi się nie spodoba a zostaniesz porażony prądem. Nie da się tego zdjąć i nie da się z tym uciec.
- Jak śmiesz? Ja powinienem tu rządzić!
- Ale nie rządzisz. Trzeba było myśleć o tym wcześniej!...
<Fazie? Sorka że tak dłuuuugo ale w zamian za to troszeczkę się rozpisałam ;) Kinaj zły? :O Pamietaj tylko ze wygląda zupełnie inaczej czyli Fazie go nie pozna :P >
wtorek, 23 grudnia 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
Ledwo mogłem otworzyć oczy. Całe moje ciało było poranione i obolałe. Z trudem uniosłem powieki. Tym razem nie dali mi zbyt dużo swobody. Miałem związane ze sobą przednie łapy razem i te z tyłu też (po dwie łapki tak dla jasności ;) ), a wszystkie razem były przykute jednym łańcuchem do ściany. Generalnie... Mogłem tylko leżeć na boku. I tak nie byłem w stanie zrobić dużo więcej. Postarałem się rozejrzeć po pomieszczeniu. Było zupełnie inne niż to w którym wylądowałem ostatnio. Było małe, nie miało okien, a drzwi stanowiła zamknięta na 3 spusty krata. Ale jakby tego było mało, czegoś, a raczej kogoś brakowało - Fazie. Leżałem tak na pół przytomny i zamartwiałem się tym co mogli jej zrobić. Minął jakiś czas... nie wiem ile a nawet nie mogłem tego określić w przybliżeniu... Po prostu straciłem rachubę. Drzwi do celi otworzyły się i stanął przede mną ogromny basior. To był Kairo - ten sam wilk który porwał mnie i Fazie.
- Czego chcesz?! - warknąłem przez ramie ostro.
- Jak się zwracasz do swojego pana?! - warknął i kopnął mnie w poranione od bicza plecy. - Jestem tu naczelnikiem! Zwracaj się z szacunkiem jeśli ci życie miłe!
- O widzę że teraz byle szczenie może dostać tytuł naczelnika! - warknąłem
- Milcz! - krzyknął. - Chyba że nie chcesz jej już zobaczyć!
- Gdzie ona jest?! - obróciłem się w jego stronę. Byłem wściekły
- A skąd wiesz że w ogóle jest?!
- Co jej zrobiliście?!
- My? Ależ nic... To twoja zasługa! Więc pamiętaj! Jeśli ty się nie słuchasz ona cierpi!
- Nie możesz tego robić!
- A kto mi zabroni?! TY?! - zaśmiał się - jeśli chcesz jej pomóc, to lepiej rób co ci każę! A teraz do roboty! Myślisz, że będziesz się obijał?! - krzyknął, a ja nic nie odpowiedziałem. Kairo gestem przywołał tu czterech strażników. Rzucili się na mnie i zaczęli przewiązywać liny, przekładać kajdany i coś tam tworzyli. Nie widziałem za dużo bo jeden z nich tak mnie trzymał że zasłaniał widok na cokolwiek. W rezultacie na każdej z łap miałem kajdany. Te od przednich łap były ze sobą połączone łańcuchem o długości z 20cm, tak samo jak tynie. Dodatkowo prawa tylna była skuta z prawą przednią łańcuchem tak że kiedy stałem normalnie byl napięty. Z lewą stroną było tak samo. Generalnie nie mogłem biec i jedyne co to wolno a nawet bardzo wolno chodzić. Ledwo trzymałem się na nogach ale nie dałem tego po sobie poznać. Aha... jeszcze coś... Od każdej kajdany na każdej łepie odchodził dodatkowy łańcuch który trzymał jeden strażnik. W sumie było 4 strażników czyli po jednym na łapę plus doszło jeszcze czterech, dwóch szło przed nami a dwóch za nami. W skrócie obstawa ze wszystkich stron. Ta cała brygada zaprowadziła mnie do jakiejś dziwnej kopalni. Było tam pełno różnych stworzeń takich jak ogry, gryfy itp. Wszystkie skute łańcuchami i wszystkie coś wykopywały, nosiły, albo były bite batem. Zaprowadzono mnie na puste stanowisko gdzie stał tylko nadzorujący prace basior z czteroosobową obsadą strażników. Ci nowi strażnicy zamienili się ze starymi (wzięli od nich łańcuchy) i teraz to oni sprawowali nade mną piecze.
- No proszę! Czy to nie ten wielki Haru? " Duma naszego narodu, przyszły władca?! " - warknął złośliwie - i co ci z tego tytułu przyszło! Mogłeś mieć to wszystko, żyć z honorem i szacunkiem, a wybrałeś zdradę... Głupcze!
- Teraz żyje z honorem! A wy nie wiecie nawet co znaczy to słowo!
- Zamknij się! - warknął i walnął mnie łapą po mordzie. - Bierz się do roboty! Kop tutaj i wypełnij to wiadro węglem! Masz na to 2 godziny, albo surowa kara cię czeka!! - wskazał wiadro i odszedł. Nie było to duże wiadro, ale patrząc na ilość węgla w tej kopalni to nie należało do najlżejszych zadań. Zważając na to ze co chwilę byłem bity batem przez strażników. Po jakiś 30 min te oszołomy wymyśliły sobie lepszą zabawę... Zorientowali się że jeśli jeden pociągnie za łańcuch, pociągnie mnie za łapę i się wywalę. Śmieszyło ich to do rozpuku i wywalali mnie co 2 min, po czym bili batem i narzekali że za wolno wstaje i że nie pracuje. Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił (niemal dosłownie), a ja miałem prawie całe wiadro. No brakowało mi może z 5 kamieni żeby je wypełnić. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast nadzorującego, przylazł tu naczelnik.
- Czego chcesz?! - powiedziałem podirytowany i dostałem od strażników batem
- Jak się odnosisz do pana? - warknął jeden z dryblasów - pokłoń się! - ale ja nawet nie drgnąłem. . - Ty bezczelny! Pokłoń się! - warknął powtórnie, a ja w ręcz przeciwnie.... Uniosłem głowę. - Gnido! - razem z innym trzymającym łańcuch od moich przednich łap, pociągnęli za oba tak że chcąc nie chcąc pokłoniłem się. Spojrzałem na Kairo morderczym wzrokiem a ten strzelił mi łapą prosto w twarz i delikatnie się uśmiechnął. Wyprostowałem się, a on spojrzał na moje wiadro.
- To wszystko? - powiedział z ironią w głosie
- Jest prawie pełne. - warknąłem i nawet nie spostrzegłem się kiedy ten złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany.
- Miało być PEŁNE czy PRAWIE PEŁNE?! - krzyknął. - Chyba cię nauczę co to znaczy PEŁNE! - krzyknął mi prosto w twarz - Gdzie jest niewolnica? - warknął do osiłka który mu towarzyszył.
- Która niewolnica? - spytał przerażony strażnik
- A która idioto? Moja służąca!
- Wysłałeś ją panie po bicz...
- To niech mi go w końcu przyniesie! - warknął. Osiłek miał jakiś dziwny pilot, pad... nie wiem jak to określić... Na którym było mnóstwo różnych guzików i pokręteł. Poprzekręcał coś i powciskał.
- Z-z-zaraz przyniesie panie - powiedział nie pewnie
- No ja myślę! - krzyknął Kairo. Basior już chwilę temu puścił uchwyt na mojej szyi i pozwolił mi opaść na ziemię. Strażnicy szybko kazali mi wstać i minęło raptem kilka minut kiedy zza zakrętu wyłoniła się postać wadery.
- Nareszcie jesteś pomiataczko! - warknął. Dopiero teraz zobaczyłem twarz wilczycy. Ona zatrzymała się. Wymieniliśmy spojrzenia. Nie mogłem w to uwierzyć. Ona chyba też nie do końca. Zatrzymała się ze zdziwienia i stała jak wryta patrząc na mnie. Dlaczego? Dlaczego, ona? Pytałem sam siebie w myślach, patrząc na Fazie trzymającą w pysku bicz. Miała na szyi jakąś dziwną obroże, ale nie była skuta. Była wolna. Mogła uciec w każdej chwili.
- Fazie! Co ty wyprawiasz! Uciekaj! - krzyknąłem. Po jej policzku spłynęła łza, ale nie ruszyła się. Nagle guziki na obroży zaświeciły, a przez waderę przeszedł elektryczny wstrząs. Ugięła się z bólu i zapiszczała cicho.
- Do mnie sługusie! - warknął groźnie Kairo. Wadera niechętnie wykonała polecenie. Podeszła do niego i położyła bicz u jego stup. Nic nie rozumiałem. Basior podniósł bicz i wymierzył mi dwa strzały w plecy. - To za podżeganie do buntu! - warknął. Skinął tylko głową, a trzej strażnicy którzy z nim przyszli rzucili się na waderę i przygwoździli ją do podłoża. Ona nawet nie stawiała oporu. Jeden z nich trzymał Fazie za obrożę a dwójka pozostałych trzymała ją za łapy. Nagle z ziemi "wyrosły" (pojawiły się) kajdany które oplotły łapy wadery i złapały za obrożę. Samica była rozciągnięta na wszystkie strony i przykuta tak że mogła tylko leżeć na brzuchu. Nie mogłem nic zrobić. Strażnicy wiedzieli że mogę chcieć jej pomóc dlatego obezwładnili mnie i przycisnęli do ziemi zanim w ogóle spostrzegłem się co się dzieje.
- A to za brak posłuszeństwa wobec pana! - warknął Kairo i zaczął okładać nieruchomą waderę biczem. Widziałem na jej mordce ból jaki jej to sprawiało. To nie sprawiedliwe! Czemu każą cierpieć jej za moje winy!?
- Stop! Przestańcie - powiedziałem błagalnie - Dajcie jej spokój! To moja kara! Nie jej! - Krzyczałem. Kairo walnął mnie batem po policzku.
- Następnym razem zastanów się nad konsekwencjami! - warknął i walnął Fazie jeszcze 4 razy. Wtedy kajdany które przyciskały ją do podłogi zniknęły.
- Tylko pamiętaj skarbeczku... - szepnął jej do ucha Kairo - Jeśli ty będziesz nie posłuszna jego czeka o wiele większa kara...
<Fazie? I co dalej? Sorka ze tak długo trochę mi wypadło z głowy to opko ;) >
- Czego chcesz?! - warknąłem przez ramie ostro.
- Jak się zwracasz do swojego pana?! - warknął i kopnął mnie w poranione od bicza plecy. - Jestem tu naczelnikiem! Zwracaj się z szacunkiem jeśli ci życie miłe!
- O widzę że teraz byle szczenie może dostać tytuł naczelnika! - warknąłem
- Milcz! - krzyknął. - Chyba że nie chcesz jej już zobaczyć!
- Gdzie ona jest?! - obróciłem się w jego stronę. Byłem wściekły
- A skąd wiesz że w ogóle jest?!
- Co jej zrobiliście?!
- My? Ależ nic... To twoja zasługa! Więc pamiętaj! Jeśli ty się nie słuchasz ona cierpi!
- Nie możesz tego robić!
- A kto mi zabroni?! TY?! - zaśmiał się - jeśli chcesz jej pomóc, to lepiej rób co ci każę! A teraz do roboty! Myślisz, że będziesz się obijał?! - krzyknął, a ja nic nie odpowiedziałem. Kairo gestem przywołał tu czterech strażników. Rzucili się na mnie i zaczęli przewiązywać liny, przekładać kajdany i coś tam tworzyli. Nie widziałem za dużo bo jeden z nich tak mnie trzymał że zasłaniał widok na cokolwiek. W rezultacie na każdej z łap miałem kajdany. Te od przednich łap były ze sobą połączone łańcuchem o długości z 20cm, tak samo jak tynie. Dodatkowo prawa tylna była skuta z prawą przednią łańcuchem tak że kiedy stałem normalnie byl napięty. Z lewą stroną było tak samo. Generalnie nie mogłem biec i jedyne co to wolno a nawet bardzo wolno chodzić. Ledwo trzymałem się na nogach ale nie dałem tego po sobie poznać. Aha... jeszcze coś... Od każdej kajdany na każdej łepie odchodził dodatkowy łańcuch który trzymał jeden strażnik. W sumie było 4 strażników czyli po jednym na łapę plus doszło jeszcze czterech, dwóch szło przed nami a dwóch za nami. W skrócie obstawa ze wszystkich stron. Ta cała brygada zaprowadziła mnie do jakiejś dziwnej kopalni. Było tam pełno różnych stworzeń takich jak ogry, gryfy itp. Wszystkie skute łańcuchami i wszystkie coś wykopywały, nosiły, albo były bite batem. Zaprowadzono mnie na puste stanowisko gdzie stał tylko nadzorujący prace basior z czteroosobową obsadą strażników. Ci nowi strażnicy zamienili się ze starymi (wzięli od nich łańcuchy) i teraz to oni sprawowali nade mną piecze.
- No proszę! Czy to nie ten wielki Haru? " Duma naszego narodu, przyszły władca?! " - warknął złośliwie - i co ci z tego tytułu przyszło! Mogłeś mieć to wszystko, żyć z honorem i szacunkiem, a wybrałeś zdradę... Głupcze!
- Teraz żyje z honorem! A wy nie wiecie nawet co znaczy to słowo!
- Zamknij się! - warknął i walnął mnie łapą po mordzie. - Bierz się do roboty! Kop tutaj i wypełnij to wiadro węglem! Masz na to 2 godziny, albo surowa kara cię czeka!! - wskazał wiadro i odszedł. Nie było to duże wiadro, ale patrząc na ilość węgla w tej kopalni to nie należało do najlżejszych zadań. Zważając na to ze co chwilę byłem bity batem przez strażników. Po jakiś 30 min te oszołomy wymyśliły sobie lepszą zabawę... Zorientowali się że jeśli jeden pociągnie za łańcuch, pociągnie mnie za łapę i się wywalę. Śmieszyło ich to do rozpuku i wywalali mnie co 2 min, po czym bili batem i narzekali że za wolno wstaje i że nie pracuje. Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił (niemal dosłownie), a ja miałem prawie całe wiadro. No brakowało mi może z 5 kamieni żeby je wypełnić. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast nadzorującego, przylazł tu naczelnik.
- Czego chcesz?! - powiedziałem podirytowany i dostałem od strażników batem
- Jak się odnosisz do pana? - warknął jeden z dryblasów - pokłoń się! - ale ja nawet nie drgnąłem. . - Ty bezczelny! Pokłoń się! - warknął powtórnie, a ja w ręcz przeciwnie.... Uniosłem głowę. - Gnido! - razem z innym trzymającym łańcuch od moich przednich łap, pociągnęli za oba tak że chcąc nie chcąc pokłoniłem się. Spojrzałem na Kairo morderczym wzrokiem a ten strzelił mi łapą prosto w twarz i delikatnie się uśmiechnął. Wyprostowałem się, a on spojrzał na moje wiadro.
- To wszystko? - powiedział z ironią w głosie
- Jest prawie pełne. - warknąłem i nawet nie spostrzegłem się kiedy ten złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany.
- Miało być PEŁNE czy PRAWIE PEŁNE?! - krzyknął. - Chyba cię nauczę co to znaczy PEŁNE! - krzyknął mi prosto w twarz - Gdzie jest niewolnica? - warknął do osiłka który mu towarzyszył.
- Która niewolnica? - spytał przerażony strażnik
- A która idioto? Moja służąca!
- Wysłałeś ją panie po bicz...
- To niech mi go w końcu przyniesie! - warknął. Osiłek miał jakiś dziwny pilot, pad... nie wiem jak to określić... Na którym było mnóstwo różnych guzików i pokręteł. Poprzekręcał coś i powciskał.
- Z-z-zaraz przyniesie panie - powiedział nie pewnie
- No ja myślę! - krzyknął Kairo. Basior już chwilę temu puścił uchwyt na mojej szyi i pozwolił mi opaść na ziemię. Strażnicy szybko kazali mi wstać i minęło raptem kilka minut kiedy zza zakrętu wyłoniła się postać wadery.
- Nareszcie jesteś pomiataczko! - warknął. Dopiero teraz zobaczyłem twarz wilczycy. Ona zatrzymała się. Wymieniliśmy spojrzenia. Nie mogłem w to uwierzyć. Ona chyba też nie do końca. Zatrzymała się ze zdziwienia i stała jak wryta patrząc na mnie. Dlaczego? Dlaczego, ona? Pytałem sam siebie w myślach, patrząc na Fazie trzymającą w pysku bicz. Miała na szyi jakąś dziwną obroże, ale nie była skuta. Była wolna. Mogła uciec w każdej chwili.
- Fazie! Co ty wyprawiasz! Uciekaj! - krzyknąłem. Po jej policzku spłynęła łza, ale nie ruszyła się. Nagle guziki na obroży zaświeciły, a przez waderę przeszedł elektryczny wstrząs. Ugięła się z bólu i zapiszczała cicho.
- Do mnie sługusie! - warknął groźnie Kairo. Wadera niechętnie wykonała polecenie. Podeszła do niego i położyła bicz u jego stup. Nic nie rozumiałem. Basior podniósł bicz i wymierzył mi dwa strzały w plecy. - To za podżeganie do buntu! - warknął. Skinął tylko głową, a trzej strażnicy którzy z nim przyszli rzucili się na waderę i przygwoździli ją do podłoża. Ona nawet nie stawiała oporu. Jeden z nich trzymał Fazie za obrożę a dwójka pozostałych trzymała ją za łapy. Nagle z ziemi "wyrosły" (pojawiły się) kajdany które oplotły łapy wadery i złapały za obrożę. Samica była rozciągnięta na wszystkie strony i przykuta tak że mogła tylko leżeć na brzuchu. Nie mogłem nic zrobić. Strażnicy wiedzieli że mogę chcieć jej pomóc dlatego obezwładnili mnie i przycisnęli do ziemi zanim w ogóle spostrzegłem się co się dzieje.
- A to za brak posłuszeństwa wobec pana! - warknął Kairo i zaczął okładać nieruchomą waderę biczem. Widziałem na jej mordce ból jaki jej to sprawiało. To nie sprawiedliwe! Czemu każą cierpieć jej za moje winy!?
- Stop! Przestańcie - powiedziałem błagalnie - Dajcie jej spokój! To moja kara! Nie jej! - Krzyczałem. Kairo walnął mnie batem po policzku.
- Następnym razem zastanów się nad konsekwencjami! - warknął i walnął Fazie jeszcze 4 razy. Wtedy kajdany które przyciskały ją do podłogi zniknęły.
- Tylko pamiętaj skarbeczku... - szepnął jej do ucha Kairo - Jeśli ty będziesz nie posłuszna jego czeka o wiele większa kara...
<Fazie? I co dalej? Sorka ze tak długo trochę mi wypadło z głowy to opko ;) >
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
Moje powieki były ciężkie, bardzo ciężkie. Nie wiedziałem gdzie jestem ani co się ze mną dzieje. Wiedziałem tyle, że to nie jest miłe miejsce. Mimo bólu głowy i wszystkiego postarałem się otworzyć oczy. Wszystko było rozmazane ale juz po chwili odzyskałem ostrość. Rozejrzałem się. Byłem w ciemnej celi, w oknach były kraty, a w rogu pomieszczenia jedna miska napełniona do połowy nie za czysta wodą. Popatrzyłem w drugą stronę i na moje nieszczęście ujrzałem tam znajomą waderę...
- Fazie! - krzyknąłem, a raczej wydałem z siebie dziwny odgłos w połowie tylko przypominający jej imię. Chciałem wstać ale odezwał się żołądek w który zostałem brutalnie kopnięty. Mimo to jako tako wstałem jęcząc cicho z bólu i podbiegłem, a raczej pokracznie potruchtałem, najszybszym możliwym tępem do wadery. Potrząsłem nią
- Fazie! - powiedziałem. Byłem załamany... Jak mogłem dać im ją złapać?! Nie mogę w to uwierzyć! Powinienem walczyć a ja się poddałem. - Fazie! - wadera lekko drgnęła
- Ki - kinaj? Gdzie, gdzie ja jstem - powiedziała dość nie wyraźnie.
- Ee... no jakby ci to powiedzieć... - zacząłem, ale wadera otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju - Co się dzieje?! Gdzie my jesteśmy - powiedziała nerwowo
- Fazie... Spokojnie - położyłem jej łapę na ramieniu - Nic ci nie będzie... Spokojnie... Damy radę... Obiecuję.... Wyciągnę cię stąd - wadera trochę się uspokoiła. Ku mojemu zdziwieniu nie byliśmy związani ani nic w tym stylu. o trochę poobijani ale cali. Może stwierdzili że ich klatki są na tyle dobre że nie damy im rady? No mniejsza z tym, ważne że mamy jakikolwiek komfort. Wadera się uspokoiła kiedy oczywiście musieli zniszczyć to strażnicy którzy gwałtownie otworzyli drzwi. Wadera zaczęła sybciej oddychać a ja stanąłem między nią a ochroniarzami. Były to trzy wilki o bardzo rozbudowanej posturze, dużo więksi ode mnie. Jednak się nie bałem. Teraz bardziej liczyło się bezpieczeństwo Fazie
- Bohater się znalazł! - warknął jeden z nich - Najpierw zdrajca, a teraz struga bohatera! A to ci dopiero! - zaśmiał się złowrogo. Wtem do sali wkroczył naczelnik. Było to bydle jeszcze większe od tych trzech młokosów.
- No proszę, proszę... Kogo my tu mamy! Haru! - powiedział z nienawiścią w głosie, ale tu, było to normalne. Jego wielka łapa złapała mnie za szyję, podniosła i przycisnęła do ściany. - Ty masz czelność stawać między mną a waderą?! Ty gnido! I tak zrobię co chcę! Tak z tobą jak i z nią! - krzyknął. - A jak jeszcze ci się nie wiesz to przypomnę ci jak działa system tutaj! - przyisnął mocniej tak że ledwo mogłem oddychać. - Zabrać go na biczowanie! Jeden bicz za każdy miesiąc który minął od jego zdrady! - minęly jakieś 3 lata... Sądzę że będzie tego dużo. Zerknął na waderę. - A skoro ona jest taka ważna to dla niej tyle samo biczów! - krzyknął, a ja aż kipiałem ze złości. Może mnie torturować ale łapy precz od niewinnej wader!
- Nie! - warknąłem i drapnąłem naczelnika po łapie, a ten automatycznie rozluźnił uchwyt.
- Jak śmiesz?! - krzyknął i drapnął mnie w bok. - w takim razie! Dla ciebie dwa razy tyle! Oduczy cię to sprzeciwiania! - krzyknął i kopnął mnie tak że walnąłem w ścianę. - A wy do roboty - warknął na strażników - za 10 min. chce ich widzieć na arenie tortur! A ja powiem wszystkim że zaraz zaczynamy spektakl! - strażnicy wzięli mnie za fraki i rzucili w stronę wyjścia. Fazie została kopnięta aby się ruszyła. Już po chwili szliśmy wąskim korytarzem. przede mną szło 3 młokosów, za mną również 3 za nimi Fazie a za nią kolejna trójka. Postanowiłem że to dobry moment aby zacząć działać. Rzuciłem się na strażników z przodu i skutecznie powaliłem 2 z nich. Trójka któa szła za mną rzuciła się ale już po chwili byłem tylko ja kontra dwóch. pozostała trójka pilnowała Fazie. Jeden z nich dołączył do ataku na mnie, a ja ponosząc niewielkie obrażenia w walce z trojgiem powaliłem wszystkich. Zostało dwóch. Jedne z nich rzucił się na mnie, drugi zaczął związywać Fazie. Byłem wściekły. Rzuciłem się na obu ale zaraz po tym z obu stron korytarza prybyło jeszcze około 50 strażników, uzbrojonych w paralizatory i tego typu urządzenia. Powaliłem może jeszcze ze 2 ale kiedy ta banda się na mnie rzuciła i dostałem paralizatorem nie miałem jak się ruszyć. Zostałem związany i mogłem tylko patrzeć jak rzucają sie z tymi paralizatorami na waderę. Po chwili ona też była związana. Mieliśmy splecione przednie łapy razem i tylne razem a potem wszystkie łączone razem i obwiązane sznurem. W takich warunkach nie mogliśmy iść a paraliż i tak dalej trwał. Byliśmy ciągnięci na boku przez korytarz który miał bardzo szorstkie podłoże i już ono kaleczyło nasze ciała. Po chwili byliśmy juz na arenie. oczywiście damy mają pierwszeństwo. Ale jak dla mnie po prostu wiedzieli że po tylu uderzeniach ile mnie czeka mogę stracić przytomność a zależalo im bym widział ból wadery. Została przykłuta łańcuchami do podłoża i najwidoczniej odzyskała czucie bo mogła się poruszać. Zrobili to wszystko tak że jej łapy były praktycznie bez ruchu, sztywno przykute do podłoża. Musiała stać, bo nie mogła zgiąć łap. Jedyny ruch jaki mogła wykonaj to gibać się we wszystkie strony, nie ruszając z miejsca łap. Jeśli chodzi o mni co jakiś czas byłem traktowany paralizatorem więc nie mogłem się ruszać. i oglądałem tylko jak wadera dostaje biczem z mojej winy. Po po 20 biczu wadera ledwo się trzymała, a po 26 padła na ziemię łamiąc nadgarstek. Aż stąd widziałem jak kość się łamie bo tak wykrzywiła łapę że be tego się nie obejdzie. Mimo że wadery byłą nie przytomna, albo... ledwo przytomna, dokończyli "serię". Widziałem jak wynoszą bezwładne, zakrwawione ciało samicy, ale wiedziałem że to dopiero początek tego co nas czeka...
<Fazie? Trochę... ten, teges, zemdlałaś xd i chyba ci cali strażnicy ograniczą nam luzu xD >
- Fazie! - krzyknąłem, a raczej wydałem z siebie dziwny odgłos w połowie tylko przypominający jej imię. Chciałem wstać ale odezwał się żołądek w który zostałem brutalnie kopnięty. Mimo to jako tako wstałem jęcząc cicho z bólu i podbiegłem, a raczej pokracznie potruchtałem, najszybszym możliwym tępem do wadery. Potrząsłem nią
- Fazie! - powiedziałem. Byłem załamany... Jak mogłem dać im ją złapać?! Nie mogę w to uwierzyć! Powinienem walczyć a ja się poddałem. - Fazie! - wadera lekko drgnęła
- Ki - kinaj? Gdzie, gdzie ja jstem - powiedziała dość nie wyraźnie.
- Ee... no jakby ci to powiedzieć... - zacząłem, ale wadera otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju - Co się dzieje?! Gdzie my jesteśmy - powiedziała nerwowo
- Fazie... Spokojnie - położyłem jej łapę na ramieniu - Nic ci nie będzie... Spokojnie... Damy radę... Obiecuję.... Wyciągnę cię stąd - wadera trochę się uspokoiła. Ku mojemu zdziwieniu nie byliśmy związani ani nic w tym stylu. o trochę poobijani ale cali. Może stwierdzili że ich klatki są na tyle dobre że nie damy im rady? No mniejsza z tym, ważne że mamy jakikolwiek komfort. Wadera się uspokoiła kiedy oczywiście musieli zniszczyć to strażnicy którzy gwałtownie otworzyli drzwi. Wadera zaczęła sybciej oddychać a ja stanąłem między nią a ochroniarzami. Były to trzy wilki o bardzo rozbudowanej posturze, dużo więksi ode mnie. Jednak się nie bałem. Teraz bardziej liczyło się bezpieczeństwo Fazie
- Bohater się znalazł! - warknął jeden z nich - Najpierw zdrajca, a teraz struga bohatera! A to ci dopiero! - zaśmiał się złowrogo. Wtem do sali wkroczył naczelnik. Było to bydle jeszcze większe od tych trzech młokosów.
- No proszę, proszę... Kogo my tu mamy! Haru! - powiedział z nienawiścią w głosie, ale tu, było to normalne. Jego wielka łapa złapała mnie za szyję, podniosła i przycisnęła do ściany. - Ty masz czelność stawać między mną a waderą?! Ty gnido! I tak zrobię co chcę! Tak z tobą jak i z nią! - krzyknął. - A jak jeszcze ci się nie wiesz to przypomnę ci jak działa system tutaj! - przyisnął mocniej tak że ledwo mogłem oddychać. - Zabrać go na biczowanie! Jeden bicz za każdy miesiąc który minął od jego zdrady! - minęly jakieś 3 lata... Sądzę że będzie tego dużo. Zerknął na waderę. - A skoro ona jest taka ważna to dla niej tyle samo biczów! - krzyknął, a ja aż kipiałem ze złości. Może mnie torturować ale łapy precz od niewinnej wader!
- Nie! - warknąłem i drapnąłem naczelnika po łapie, a ten automatycznie rozluźnił uchwyt.
- Jak śmiesz?! - krzyknął i drapnął mnie w bok. - w takim razie! Dla ciebie dwa razy tyle! Oduczy cię to sprzeciwiania! - krzyknął i kopnął mnie tak że walnąłem w ścianę. - A wy do roboty - warknął na strażników - za 10 min. chce ich widzieć na arenie tortur! A ja powiem wszystkim że zaraz zaczynamy spektakl! - strażnicy wzięli mnie za fraki i rzucili w stronę wyjścia. Fazie została kopnięta aby się ruszyła. Już po chwili szliśmy wąskim korytarzem. przede mną szło 3 młokosów, za mną również 3 za nimi Fazie a za nią kolejna trójka. Postanowiłem że to dobry moment aby zacząć działać. Rzuciłem się na strażników z przodu i skutecznie powaliłem 2 z nich. Trójka któa szła za mną rzuciła się ale już po chwili byłem tylko ja kontra dwóch. pozostała trójka pilnowała Fazie. Jeden z nich dołączył do ataku na mnie, a ja ponosząc niewielkie obrażenia w walce z trojgiem powaliłem wszystkich. Zostało dwóch. Jedne z nich rzucił się na mnie, drugi zaczął związywać Fazie. Byłem wściekły. Rzuciłem się na obu ale zaraz po tym z obu stron korytarza prybyło jeszcze około 50 strażników, uzbrojonych w paralizatory i tego typu urządzenia. Powaliłem może jeszcze ze 2 ale kiedy ta banda się na mnie rzuciła i dostałem paralizatorem nie miałem jak się ruszyć. Zostałem związany i mogłem tylko patrzeć jak rzucają sie z tymi paralizatorami na waderę. Po chwili ona też była związana. Mieliśmy splecione przednie łapy razem i tylne razem a potem wszystkie łączone razem i obwiązane sznurem. W takich warunkach nie mogliśmy iść a paraliż i tak dalej trwał. Byliśmy ciągnięci na boku przez korytarz który miał bardzo szorstkie podłoże i już ono kaleczyło nasze ciała. Po chwili byliśmy juz na arenie. oczywiście damy mają pierwszeństwo. Ale jak dla mnie po prostu wiedzieli że po tylu uderzeniach ile mnie czeka mogę stracić przytomność a zależalo im bym widział ból wadery. Została przykłuta łańcuchami do podłoża i najwidoczniej odzyskała czucie bo mogła się poruszać. Zrobili to wszystko tak że jej łapy były praktycznie bez ruchu, sztywno przykute do podłoża. Musiała stać, bo nie mogła zgiąć łap. Jedyny ruch jaki mogła wykonaj to gibać się we wszystkie strony, nie ruszając z miejsca łap. Jeśli chodzi o mni co jakiś czas byłem traktowany paralizatorem więc nie mogłem się ruszać. i oglądałem tylko jak wadera dostaje biczem z mojej winy. Po po 20 biczu wadera ledwo się trzymała, a po 26 padła na ziemię łamiąc nadgarstek. Aż stąd widziałem jak kość się łamie bo tak wykrzywiła łapę że be tego się nie obejdzie. Mimo że wadery byłą nie przytomna, albo... ledwo przytomna, dokończyli "serię". Widziałem jak wynoszą bezwładne, zakrwawione ciało samicy, ale wiedziałem że to dopiero początek tego co nas czeka...
<Fazie? Trochę... ten, teges, zemdlałaś xd i chyba ci cali strażnicy ograniczą nam luzu xD >
czwartek, 4 grudnia 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
- No to tu możesz się tym nacieszyć - powiedziałem żartobliwie. - Jest ich tu od groma! - zerknąłem na sowę siedzącą na moim ramieniu. - Co jest mała? - spytałem żartobliwie sowę, a ta dziobnęła mnie w plecy i odleciała
- Chyba, nie chce być nazywana małą - zaśmiała się Fazie. Ale jak dla mnie wydawało sie to trochę dziwne... Miałem jakieś złe przeczucia... Sowy nie latają i nie dziobią innych tak sobie... Ale może trochę przewrażliwiony jestem...
- Może ma gorszy dzień - uśmiechnąłem się - A jak tam twoje jaszczurki? - spytałem i zbliżyłem się aby pogłaskać jedną z nich, a ta uciekła w krzaki kiedy tylko wyciągnąłem łapę w jej stronę.
- Heh... A może to ty masz gorszy dzień? - zaśmiała się. To już było dziwne... Może faktycznie coś jest ze mną nie tak... Naraz zleciało się tu pełno ptaków które osiadły się na gałęziach i zastąpiły korony okolicznych drzew, przbiegły najróżniejsze stworzenia zamieszkujące te lasy: sarny, zające, gady itp.
- O matko! Ile ich tu! Jakie słodkie! Czemu u mnie tak nie było? - powiedziała Fazie z zachwytem.
- Fazie... To nawet tu nie jest normalne... - gestem poleciłem żeby stanęła za mną - bliżej krzaków. Wykonała moją sugestię. Staliśmy tak w bez ruchu jeszcze chwilę kiedy rozległ się odgłos... To było coś w stylu wielkiego głośnego gongu. Wtem wszystkie te stworzenia rzuciły się na nas a ściślej mówiąc na mnie. Zaczęły drapać, gryźć, dziobać itp.
- Uciekaj! - krzyknąłem do wadery która pobiegła kawałek w głąb lasu. Zwierzaki nawet się tym nie przejęły. Im chodziło o mnie. Skutecznie kilka odepchnąłem, powaliłem itp, ale było ich tak dużo że nawet moja super szybkość nie dała rady. Po licznych obrażeniach straciłem siły i zwierzęta przewróciły mnie, przygwoździły do ziemi, tak że nie miałem żadnego ruchu.
- STOP! - rozległ się okrzyk i wielki czarny kruk stanął obok mnie. Dookoła niego wzniósł się czarny dym i kruk przeobraził się w ogromnego czarnego wika
oto on :

- Haru, Haru, Haru.... - zwrócił się do mnie cmokając.
- Kairo... - warknąłem srogo
- Myślałeś że jak zmienisz postać i imię to cię nie znajdziemy?! Zdrajco! - warknął i przejechał mi ostrymi pazurami po poliku.
- Dla mnie to komplement... Być zdrajcą takich jak wy! - warknąłem
- Zdrajcą takich jak MY! Jesteś dokładnie taki sam!
- Nie jestem! Nigdy nie byłem i nie będę!
- Milcz! - krzyknął i kopnął mnie w brzuch. - Marna gnido! - jego obrazy nie robiły na mnie wrażenie. Bardziej martwiłem się o to żeby nie zorientowali się że podróżuję z Fazie. Nie wybaczę sobie jeśli ją znajdą. - Ktoś bardzo chciał się z tobą spotkać! A wiesz kto taki?!
- Po mojej śmierci! - krzyknąłem i wyszczerzyłem kły.
- To się da załatwić - warknął - zwiążcie mu tę paszczę... I tak nie ma nic do gadania. - Rzuciło się na mnie około 15 różnych stworzeń. Ściskały mi łeb i mimo moich starań po chwili miałem związaną paszczę. Mogłem mówić ale na pewno nie otworzę mordy na tyle żeby kogoś ugryźć. - No i co? Miło?! No dobra... Koniec tej zabawy! Związać go! przednie łapy i tylnie skuć kajdanami a potem wszystkie razem związać! mordę zostawcie związaną! Aby nie było zbędnych nie porozumień... A potem do wora z nim! - rzuciła się na mnie cała zgraja zwierzaków. Niektóre mnie dziobały, gryzły, drapały, inne za ten czas wykonywały polecenia. Miałem już skute i związane łapy kiedy mieli mnie wsadzać do wora. Wtem rozległ się szelest dobiegający z krzaków. Fazie najwyraźniej stanęła na jakiejś gałązce i zdemaskowała się.
- O... Widzę że masz towarzystwo! Idealnie! Kolejna ofiara do prac...
- Uciekaj! - krzyknąłem z całych sił które tylko mi pozostały. Kairo' wi się to nie spodobało więc przyłożył mi solidnego kopniaka w głowę. Usłyszałem tylko jego wypowiedź "Brać ją" a potem zapanowała ciemność...
<Fazie? Ale akcja się stworzyła xd Matko jakie ja mam chore pomysły xD >
- Chyba, nie chce być nazywana małą - zaśmiała się Fazie. Ale jak dla mnie wydawało sie to trochę dziwne... Miałem jakieś złe przeczucia... Sowy nie latają i nie dziobią innych tak sobie... Ale może trochę przewrażliwiony jestem...
- Może ma gorszy dzień - uśmiechnąłem się - A jak tam twoje jaszczurki? - spytałem i zbliżyłem się aby pogłaskać jedną z nich, a ta uciekła w krzaki kiedy tylko wyciągnąłem łapę w jej stronę.
- Heh... A może to ty masz gorszy dzień? - zaśmiała się. To już było dziwne... Może faktycznie coś jest ze mną nie tak... Naraz zleciało się tu pełno ptaków które osiadły się na gałęziach i zastąpiły korony okolicznych drzew, przbiegły najróżniejsze stworzenia zamieszkujące te lasy: sarny, zające, gady itp.
- O matko! Ile ich tu! Jakie słodkie! Czemu u mnie tak nie było? - powiedziała Fazie z zachwytem.
- Fazie... To nawet tu nie jest normalne... - gestem poleciłem żeby stanęła za mną - bliżej krzaków. Wykonała moją sugestię. Staliśmy tak w bez ruchu jeszcze chwilę kiedy rozległ się odgłos... To było coś w stylu wielkiego głośnego gongu. Wtem wszystkie te stworzenia rzuciły się na nas a ściślej mówiąc na mnie. Zaczęły drapać, gryźć, dziobać itp.
- Uciekaj! - krzyknąłem do wadery która pobiegła kawałek w głąb lasu. Zwierzaki nawet się tym nie przejęły. Im chodziło o mnie. Skutecznie kilka odepchnąłem, powaliłem itp, ale było ich tak dużo że nawet moja super szybkość nie dała rady. Po licznych obrażeniach straciłem siły i zwierzęta przewróciły mnie, przygwoździły do ziemi, tak że nie miałem żadnego ruchu.
- STOP! - rozległ się okrzyk i wielki czarny kruk stanął obok mnie. Dookoła niego wzniósł się czarny dym i kruk przeobraził się w ogromnego czarnego wika
oto on :

- Haru, Haru, Haru.... - zwrócił się do mnie cmokając.
- Kairo... - warknąłem srogo
- Myślałeś że jak zmienisz postać i imię to cię nie znajdziemy?! Zdrajco! - warknął i przejechał mi ostrymi pazurami po poliku.
- Dla mnie to komplement... Być zdrajcą takich jak wy! - warknąłem
- Zdrajcą takich jak MY! Jesteś dokładnie taki sam!
- Nie jestem! Nigdy nie byłem i nie będę!
- Milcz! - krzyknął i kopnął mnie w brzuch. - Marna gnido! - jego obrazy nie robiły na mnie wrażenie. Bardziej martwiłem się o to żeby nie zorientowali się że podróżuję z Fazie. Nie wybaczę sobie jeśli ją znajdą. - Ktoś bardzo chciał się z tobą spotkać! A wiesz kto taki?!
- Po mojej śmierci! - krzyknąłem i wyszczerzyłem kły.
- To się da załatwić - warknął - zwiążcie mu tę paszczę... I tak nie ma nic do gadania. - Rzuciło się na mnie około 15 różnych stworzeń. Ściskały mi łeb i mimo moich starań po chwili miałem związaną paszczę. Mogłem mówić ale na pewno nie otworzę mordy na tyle żeby kogoś ugryźć. - No i co? Miło?! No dobra... Koniec tej zabawy! Związać go! przednie łapy i tylnie skuć kajdanami a potem wszystkie razem związać! mordę zostawcie związaną! Aby nie było zbędnych nie porozumień... A potem do wora z nim! - rzuciła się na mnie cała zgraja zwierzaków. Niektóre mnie dziobały, gryzły, drapały, inne za ten czas wykonywały polecenia. Miałem już skute i związane łapy kiedy mieli mnie wsadzać do wora. Wtem rozległ się szelest dobiegający z krzaków. Fazie najwyraźniej stanęła na jakiejś gałązce i zdemaskowała się.
- O... Widzę że masz towarzystwo! Idealnie! Kolejna ofiara do prac...
- Uciekaj! - krzyknąłem z całych sił które tylko mi pozostały. Kairo' wi się to nie spodobało więc przyłożył mi solidnego kopniaka w głowę. Usłyszałem tylko jego wypowiedź "Brać ją" a potem zapanowała ciemność...
<Fazie? Ale akcja się stworzyła xd Matko jakie ja mam chore pomysły xD >
sobota, 15 listopada 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
- Dobranoc - uśmiechnąłem się do waderki. Długo nie mogłem zasnąć ale w końcu się udało.
*** < następnego dnia>
Wstałem skoro świt i poszedłem poszukać czegoś do jedzenia. Kiedy wróciłem z koszem pełnym owoców i jakims tam jeleniem na plecach, wadera już nie spała.
- Gdzie ty byłeś? Myślałam że mnie zostawiłeś.
- Spokojnie... Poszedłem tylko po śniadanie. - zrzuciłem wszystko na ziemię i dodałem - smacznego. Zjedliśmy aż do syta i jeszcze dużo z tego zostało. Odpoczęliśmy chwile po czym rzuciłem
- To co? Gotowa na wycieczkę? - uśmiechnąłem się, a wadera odwzajemniła mój gest.
- Jasne! - powiedziała radośnie
- No to w drogę! - powiedziałem radośnie i udałem sie w stronę wyjścia z jaskini. Wadera dołączył do mnie i szliśmy ramie w ramię. Przechodziliśmy przez różne drogi i lasy aż doszliśmy tu...

- I jak ci się podoba? To wodospady Niajaki - uśmiechnąłem się...
<Fazie? Lool xd duzo juz tych opo xD>
*** < następnego dnia>
Wstałem skoro świt i poszedłem poszukać czegoś do jedzenia. Kiedy wróciłem z koszem pełnym owoców i jakims tam jeleniem na plecach, wadera już nie spała.
- Gdzie ty byłeś? Myślałam że mnie zostawiłeś.
- Spokojnie... Poszedłem tylko po śniadanie. - zrzuciłem wszystko na ziemię i dodałem - smacznego. Zjedliśmy aż do syta i jeszcze dużo z tego zostało. Odpoczęliśmy chwile po czym rzuciłem
- To co? Gotowa na wycieczkę? - uśmiechnąłem się, a wadera odwzajemniła mój gest.
- Jasne! - powiedziała radośnie
- No to w drogę! - powiedziałem radośnie i udałem sie w stronę wyjścia z jaskini. Wadera dołączył do mnie i szliśmy ramie w ramię. Przechodziliśmy przez różne drogi i lasy aż doszliśmy tu...

- I jak ci się podoba? To wodospady Niajaki - uśmiechnąłem się...
<Fazie? Lool xd duzo juz tych opo xD>
piątek, 14 listopada 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
- Umówimy się tak... Ja cie odprowadzę do twojej jaskini a potem poczłapię sobie do bliżej nie określonego gdzieś... Okej
- No ale wiesz... Bo..,. - widziałem że nie bardzo chce żebym ją zostawiał więc stwierdziłem malą zmianę planów, ale... nich sie jeszcze troszkę wysili - Bo jak sobie teraz pójdziesz to zanim znajdziesz jaskinie to... będzie już późno i... - troche kręciła więc stwierdziłem iż powiem jej mój plan B
- To może plan B? Odprowadzę cię do jaskini, zostanę na tą noc, a jutro pokaże ci trochę z ciekawszych miejsc w wataszce? Zgoda? - z jednej strony widziałem że myśl o samotnym spędzeniu nocy nie była dla wadery zbyt fajna a z drugiej strony... Nie chciałem zostawiać jej samej, w nowym miejscu więc posłużę jej za przewodnika - To jak bedzie? - uśmiechnąłem sie półgębkiem
<Fazie? I co? Ta wersja lepsza? xD >
- No ale wiesz... Bo..,. - widziałem że nie bardzo chce żebym ją zostawiał więc stwierdziłem malą zmianę planów, ale... nich sie jeszcze troszkę wysili - Bo jak sobie teraz pójdziesz to zanim znajdziesz jaskinie to... będzie już późno i... - troche kręciła więc stwierdziłem iż powiem jej mój plan B
- To może plan B? Odprowadzę cię do jaskini, zostanę na tą noc, a jutro pokaże ci trochę z ciekawszych miejsc w wataszce? Zgoda? - z jednej strony widziałem że myśl o samotnym spędzeniu nocy nie była dla wadery zbyt fajna a z drugiej strony... Nie chciałem zostawiać jej samej, w nowym miejscu więc posłużę jej za przewodnika - To jak bedzie? - uśmiechnąłem sie półgębkiem
<Fazie? I co? Ta wersja lepsza? xD >
Od Kinaj cd historii Fazie
- Nic... To znaczy... To trochę skomplikowane bo sam do końca nie wiem...
- Ale jak to? Coś sie stało?
- Nie, ale... To troche dzibo od jakiegoś czasu słyszę jak woła mnie pewna wadera. Czasem radośnie a czasem to wołanie o pomoc i ilekroć staram się dowiedzieć kto to, ona znika...
- Chyba nie rozumiem
- A żebym ja to rozumiał...
<Fazie? On widzi jakieś duchy i wgl xDD takie tam 6 zmysł xD nie no ja tu cos wykminiłam xD>
- Ale jak to? Coś sie stało?
- Nie, ale... To troche dzibo od jakiegoś czasu słyszę jak woła mnie pewna wadera. Czasem radośnie a czasem to wołanie o pomoc i ilekroć staram się dowiedzieć kto to, ona znika...
- Chyba nie rozumiem
- A żebym ja to rozumiał...
<Fazie? On widzi jakieś duchy i wgl xDD takie tam 6 zmysł xD nie no ja tu cos wykminiłam xD>
Od Kinaj cd historii Fazie
Długo trwała cisza ale nie była nie zręczna... Po prostu wędrowaliśmy. Postanowiłem zacząć rozmowę.
- Nie widziałem cię tu wcześniej, co prawda rzadko przebywam w jednym miejscu ale...
- No tak... Dołączyłam nie dawno - uśmiech nie schodził jej z twarzy. To dobrze, im więcej śmiechu tym lepsze samopoczucie.
- Słuchaj... Ja na prawdę nie potrzebuje tej jaskini - uśmiechnąłem się - wiem że może ci być z tym trochę dziwnie, ale ja nie przebywam w jednym miejscu zbyt długo i po prostu stwierdziłem że dziś prześpię się tu a jutro mogę być nawet w innym świecie... Weź ją, mnie się raczej nie przyda - puściłem do niej oczko
- Ale... Jak to? Nie chciałbyś mieć domu... rodziny itd?
- Wiesz... Prowadzę raczej koczowniczy tryb życia - zaśmiałem się - Ale dosyć o tym... To skąd po... - urwałem. Mina nagle mi spoważniała, postawiłem uszy i zacząłem nasłuchiwać. Znowu to samo...
- Kinaj! - znowu ten głos... Niby nie znajomy ale jednak. Wyraźnie dochodził z północy. Pognałem w tamtą stronę. Musze się w końcu dowiedzieć o co chodzi! Oczywiście nie zapomniałem o mojej towarzyszce i nie biegłem super szybkością by tam mogła mnie dogonić. Nie zna tych terenów a ja nie chce żeby się zgubiła bo te okolice mają swoje zagadki... Tak czy siak mknąłem przez krzaki i omijałem drzewa. Trafiłem na polankę. Na drugim jej końcu stała wadera. Była dorosła i biała, tak jak mgła. Zaśmiała się na mój widok i wbiegła w las.
- Czekaj! Stój! Wracaj!- krzyknąłem i rzuciłem się w jej stronę. Jenak byłem za wolny. Wadera ponownie rozpłynęła sie w powietrzu. Zacząłem węszyć z nadzieją że jest gdzieś nie daleko, ale myliłem się. Za ten czas dołączyła już moja nowo poznana towarzyszka...
<Fazie? Kinaj zdurniał xD>
czwartek, 13 listopada 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
Łaziłem cały dzień szukając czegoś ciekawego, ale dzisiaj było tak jakoś nudno... Nic się nie działo a ta nuda tak mnie przytłaczała że nie chcialo mi się nic wymyślać więc poszedłem wcześniej poszukać jakiejś jaskini w której mógłbym odpocząć... Sen wydał mi się w tym wypadku najrozsądniejszym wyjściem ale gdy już znalazłem jaskinię po prostu nie mogłem zasnąć... Zacząłem rozmyślać o tych wszystkich dziwnych zdarzeniach otaczających mnie ostatnio.... Kiedy ktoś wkroczył do przejętej na ten czas przeze mnie jaskini. Była to dość młoda wadera. Nie chciałem tak chamsko powiedzieć że sory ale to moja jaskinia bo raczej nie należy do takiego typu...
- nie przeszkadzasz - uśmiechnąłem się delikatnie - ja i tak często zmieniam... "miejsce zamieszkania" - powiedziałem wychodząc z głębi jaskini i udałem się powolnym tempem w stronę wyjścia. Kiedy mijałem waderę dodałem - rozgość się... Jest twoja... A i radzę powędrować kawałek w głąb... Możesz znaleźć coś ciekawego - uśmiechnąłem się i dalej wywlekałem się z jaskini.
< Fazie? Sory że tak późno ale totalnie zapomniałam o tym opo ;) >
- nie przeszkadzasz - uśmiechnąłem się delikatnie - ja i tak często zmieniam... "miejsce zamieszkania" - powiedziałem wychodząc z głębi jaskini i udałem się powolnym tempem w stronę wyjścia. Kiedy mijałem waderę dodałem - rozgość się... Jest twoja... A i radzę powędrować kawałek w głąb... Możesz znaleźć coś ciekawego - uśmiechnąłem się i dalej wywlekałem się z jaskini.
< Fazie? Sory że tak późno ale totalnie zapomniałam o tym opo ;) >
czwartek, 6 listopada 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
- Dejla... To jest dla mnie trudne bo... Nie do końca wszystko pamiętam i ... -zacząłem trochę kłopotliwie
- Kinaj... Możesz mi powiedzieć...
- Bo widzisz... Ja nie pochodzę z twojego świata...
- Jak to z mojego?!
- No... Urodziłem się gdzie indziej i... To nie były dobre okolice... Panoszy się tam zło, morderstwa są na porządku dziennym a nienawiść rządzi wilkami... - wydusiłem z trudem... - Dejla ja... - urwałem, coś przykuło moją uwagę. Zatrzepotałem uszami i podniosłem je do góry. To były silne drgania... Jakby stado... czegoś na nas biegło... - Dejla... - powiedziałem jak wryty patrząc w kierunku źródła drgań. - Uciekaj!! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem (ale na tyle wolno aby wadera mogła mnie dogonić) w stronę bramy. To oni! Bo kto inny atakował by to miejsce?! - Musimy poinformować Eter' a! - krzyknąłem
- Ale... On wie wszystko... O czym chcesz go informować?! - spytała wadera
- Ich nie zobaczy... Są poza jego zmysłami... - biegliśmy dalej. Bez postoju. Zajęło nam to chwilę i już znaleźliśmy się kolo Eter' a
- Eter! - krzyknąłem jeszcze z odległości kilku metrów, ale kiedy ten się odwrócił byłem z nim oko w oko. - Idą tu!
- Kto? - zapytał ze spokojem
- No oni...
- Muerte?! - rozgniewał się
- Ee... No... Tak...
- To ty go tu ściągnąłeś! - warknął na mnie
- Nie, nie... Ale musisz zamkn... - nie mogłem skończyć bo jego gigantyczna łapa chwyciła mnie za szyję i przygwoździła do muru
- Ty!!! Kłamco! Nikczemny zdrajco! Potrzebny wam był ratunek?! Bzdura! To był podstęp - już chciała przywalić mi tym wielkim łapskiem ale w ostatnim momencie kopnąłem go w taki śmieszny nerw koło łokcia któy powoduje zgięcie ręki przez co automatycznie rozluźnił ucisk, a ja zsunąłem się po ścianie. Wiedziałem że nie ma sensu z nim walczyć bo jest o wiele silniejszy i nmie chciałem mieć z nim na pieńku... Znaczy... Bardziej na pieńku...
- Eter... Porozmawiajmy na spokojnie - zebrałem się szybko i z bezpiecznej odległości obserwowałem basiora - To nie moja wina! Dawno porzuciłem tych morderców! Nie jestem taki jak oni!
- Wiesz co?! Mówisz jak Twoja matka! Ale ona miała serce! A ty ściągnąłeś na nas zagładę! Była by tobą zawiedziona!
- Ja nic nie zrobiłem! - warknąłem, ale zaraz dotarło do mnie co powiedział. - moja... matka? Ale... - z mojego głosu totalnie zniknęła pewność siebie... Ale ja przecież nie mam matki...
- Jak to nie głupcze?! - warknął. A no tak... umie też czytać w myślach co często jest irytujące... - Nic nie pamiętasz - powiedział jakby z pożałowaniem... Ziemia zaczęła drgać... Byli blisko...
- Uruchamiaj te tarczę! - krzyknąłem
- To nic nie da!
- Czemu im tak zależy?!
- Chodzi o zemstę!
- Ale jaką zemstę... O co chodzi!?
- O zemstę na tobie! Chodzi im o ciebie! - stałem jak wryty... O mnie?! O zemstę?! Są dolni zniszczyć tą krainę żeby mnie dopaść?!
- Tak! - warknął Eter. Wiedziałem że muszę to zrobić.. nie będę narażał tylu wilków żeby ocalić siebie...
- Dejla... - zwróciłem się do wadery - Zostań tu... Tutaj będziesz bezpieczna... - odwróciłem się do Eter' a - Zajmij się nią i odeślij do watahy kiedy będzie bezpiecznie - odwróciłem się ku wyjściu
- Kinaj?! Co ty robisz? - powiedziała Dejla... może preczówała że zrobię coś głupiego bo słyszałem w jej głosie niepewność i smutek
- On chce się oddać w ich ręce - mruknął do Dejli ze spuszczonym łbem...
<Dejla?? Dam, dam, dam xD I co teraz? I co teraz? Pójdzie? Nie pójdzie xD Póścisz go? Wykminisz coś innego? Wybór należy do ciebie ;) >
- Kinaj... Możesz mi powiedzieć...
- Bo widzisz... Ja nie pochodzę z twojego świata...
- Jak to z mojego?!
- No... Urodziłem się gdzie indziej i... To nie były dobre okolice... Panoszy się tam zło, morderstwa są na porządku dziennym a nienawiść rządzi wilkami... - wydusiłem z trudem... - Dejla ja... - urwałem, coś przykuło moją uwagę. Zatrzepotałem uszami i podniosłem je do góry. To były silne drgania... Jakby stado... czegoś na nas biegło... - Dejla... - powiedziałem jak wryty patrząc w kierunku źródła drgań. - Uciekaj!! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem (ale na tyle wolno aby wadera mogła mnie dogonić) w stronę bramy. To oni! Bo kto inny atakował by to miejsce?! - Musimy poinformować Eter' a! - krzyknąłem
- Ale... On wie wszystko... O czym chcesz go informować?! - spytała wadera
- Ich nie zobaczy... Są poza jego zmysłami... - biegliśmy dalej. Bez postoju. Zajęło nam to chwilę i już znaleźliśmy się kolo Eter' a
- Eter! - krzyknąłem jeszcze z odległości kilku metrów, ale kiedy ten się odwrócił byłem z nim oko w oko. - Idą tu!
- Kto? - zapytał ze spokojem
- No oni...
- Muerte?! - rozgniewał się
- Ee... No... Tak...
- To ty go tu ściągnąłeś! - warknął na mnie
- Nie, nie... Ale musisz zamkn... - nie mogłem skończyć bo jego gigantyczna łapa chwyciła mnie za szyję i przygwoździła do muru
- Ty!!! Kłamco! Nikczemny zdrajco! Potrzebny wam był ratunek?! Bzdura! To był podstęp - już chciała przywalić mi tym wielkim łapskiem ale w ostatnim momencie kopnąłem go w taki śmieszny nerw koło łokcia któy powoduje zgięcie ręki przez co automatycznie rozluźnił ucisk, a ja zsunąłem się po ścianie. Wiedziałem że nie ma sensu z nim walczyć bo jest o wiele silniejszy i nmie chciałem mieć z nim na pieńku... Znaczy... Bardziej na pieńku...
- Eter... Porozmawiajmy na spokojnie - zebrałem się szybko i z bezpiecznej odległości obserwowałem basiora - To nie moja wina! Dawno porzuciłem tych morderców! Nie jestem taki jak oni!
- Wiesz co?! Mówisz jak Twoja matka! Ale ona miała serce! A ty ściągnąłeś na nas zagładę! Była by tobą zawiedziona!
- Ja nic nie zrobiłem! - warknąłem, ale zaraz dotarło do mnie co powiedział. - moja... matka? Ale... - z mojego głosu totalnie zniknęła pewność siebie... Ale ja przecież nie mam matki...
- Jak to nie głupcze?! - warknął. A no tak... umie też czytać w myślach co często jest irytujące... - Nic nie pamiętasz - powiedział jakby z pożałowaniem... Ziemia zaczęła drgać... Byli blisko...
- Uruchamiaj te tarczę! - krzyknąłem
- To nic nie da!
- Czemu im tak zależy?!
- Chodzi o zemstę!
- Ale jaką zemstę... O co chodzi!?
- O zemstę na tobie! Chodzi im o ciebie! - stałem jak wryty... O mnie?! O zemstę?! Są dolni zniszczyć tą krainę żeby mnie dopaść?!
- Tak! - warknął Eter. Wiedziałem że muszę to zrobić.. nie będę narażał tylu wilków żeby ocalić siebie...
- Dejla... - zwróciłem się do wadery - Zostań tu... Tutaj będziesz bezpieczna... - odwróciłem się do Eter' a - Zajmij się nią i odeślij do watahy kiedy będzie bezpiecznie - odwróciłem się ku wyjściu
- Kinaj?! Co ty robisz? - powiedziała Dejla... może preczówała że zrobię coś głupiego bo słyszałem w jej głosie niepewność i smutek
- On chce się oddać w ich ręce - mruknął do Dejli ze spuszczonym łbem...
<Dejla?? Dam, dam, dam xD I co teraz? I co teraz? Pójdzie? Nie pójdzie xD Póścisz go? Wykminisz coś innego? Wybór należy do ciebie ;) >
niedziela, 2 listopada 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
- To nie możliwe... Ale z drugiej strony to mogło jej się po prostu przyśnić... Z nadmiaru wrażeń... Nie! To nie możliwe... To był on... Muerte!!!! - łaziłem w tą i z powrotem mrucząc pod nosem, w końcu zatrzymałem się i zwróciłem się do wadery - Jesteś pewna ze właśnie to ci się przyśniło? że ten wilk... to znaczy ja był czerwony, miał rogi i w ogóle?!
- No tak... Tak było... - powiedziała trochę nie pewnie, zacząłem nerwowo łazić w kółko.
- To by miało sens... Te wizje, duchy i ten sen... Znaleźli mnie! Ale jak... Po tylu latach?!
- Kinaj... - powiedziała łagodnie wadera żeby mnie uspokoić ale nie udało jej się - Coś się stało - spytałą niewinnie.
- Tak! To znaczy... Nie - no nie mogłem jej tego powiedzieć... Bo jak... " Hej Dejla, bo widzisz znalazł mnie taki seryjny morderca i chce nas pozabijać, ale nie martw się będzie dobrze!" Przecież to absurdalne!
- Kinaj... Ja widzę że coś się dzieje...
- Musimy stąd uciekać! - krzyknąłem bez zastanowienia - Ale to bez sensu... dokąd?! Przecież to duchy! znajdą nas wszędzie! Chociaż... Aleo! Tam nie mają wstępu... Tak jak ja... Ale to nasze jedyne wyjście!
- Co?! Kinaj... opanuj się
- Nie ma na to czasu! - stworzyłem portal - Za mną! - krzyknąłem i wskoczyłem w portal, a wadera zaraz za mną. Znaleźliśmy się w krainie gdzie wstęp mają tylko dobre dusze a wszystko co złe nie może nawet marzyć o zobaczeniu bramy... Tylko jakby tu obejść strażnika... Przecież wyczai że jestem jednym z nich...
Staliśmy przed ogromną złotą bramą. Generalnie wszytsko było białe albo złote. Bramy pilnował Eter. Najsurowszy koleś jakiego znam i nie sądze aby tak po prostu dał mi tam wejść. Ogólnie panuje tutaj taka zasada że każda kobieta ma tu wstęp jeśli nikogo nie zabiła. Z samcami jest gorzej bo jeśli kiedykolwiek takowy pan miał na swych łapach krew innej istoty bram była na wielki przed nim zamknięta. Podeszliśmy do ogromnego białego wilka stojącego na straży (Eter).
- Eter! Sto lat się nie widzieliśmy!
- Haru - warknął gniewnie - czego tu chcesz?! Myślisz że jak zmienisz postać to oszukasz wszechwiedzącego Eter' a?!- aha... zapomniałem dodać... Gość zna wszystkich, widzi wszystko i wie wszystko.... Nie ma przed nim tajemnic. - Masz czelność jeszcze tu przyłazić?! Ostatni raz widziałem cię tutaj jak razem z bandą Muerte chcieliście zniszczyć to miejsce!
- Ej, ej, ej... chyba powinieneś wiedzieć że wyparłem się tych... - nie dokończyłem bo wiedziałem że Eter dobrze wiedział o kogo mi chodzi. Byłem strasznie wkórzony... Dobrze wie że się zmieniłem i że Dejla nic nie wie o mojej przeszłości więc po co o tym wspomina
- Ale jak sobię dobrze przypominam... Nie masz tu wstępu z wiadomych powodów...
- Eter... My musimy tu wejść!...
< Dejla?? I co teraz xd muszą się gdzieś schować ;) a ja tu wykminiłam plan xD więc rób co chcesz xD mogą się tam dostać ale nie muszą tak czy siak będzie dobrze ;) za nie długo powiem ci o co chodzi ;) A tak wgl... sory że tak długo totalnie mi wypadłoz głowy to opo ;) >
- No tak... Tak było... - powiedziała trochę nie pewnie, zacząłem nerwowo łazić w kółko.
- To by miało sens... Te wizje, duchy i ten sen... Znaleźli mnie! Ale jak... Po tylu latach?!
- Kinaj... - powiedziała łagodnie wadera żeby mnie uspokoić ale nie udało jej się - Coś się stało - spytałą niewinnie.
- Tak! To znaczy... Nie - no nie mogłem jej tego powiedzieć... Bo jak... " Hej Dejla, bo widzisz znalazł mnie taki seryjny morderca i chce nas pozabijać, ale nie martw się będzie dobrze!" Przecież to absurdalne!
- Kinaj... Ja widzę że coś się dzieje...
- Musimy stąd uciekać! - krzyknąłem bez zastanowienia - Ale to bez sensu... dokąd?! Przecież to duchy! znajdą nas wszędzie! Chociaż... Aleo! Tam nie mają wstępu... Tak jak ja... Ale to nasze jedyne wyjście!
- Co?! Kinaj... opanuj się
- Nie ma na to czasu! - stworzyłem portal - Za mną! - krzyknąłem i wskoczyłem w portal, a wadera zaraz za mną. Znaleźliśmy się w krainie gdzie wstęp mają tylko dobre dusze a wszystko co złe nie może nawet marzyć o zobaczeniu bramy... Tylko jakby tu obejść strażnika... Przecież wyczai że jestem jednym z nich...
Staliśmy przed ogromną złotą bramą. Generalnie wszytsko było białe albo złote. Bramy pilnował Eter. Najsurowszy koleś jakiego znam i nie sądze aby tak po prostu dał mi tam wejść. Ogólnie panuje tutaj taka zasada że każda kobieta ma tu wstęp jeśli nikogo nie zabiła. Z samcami jest gorzej bo jeśli kiedykolwiek takowy pan miał na swych łapach krew innej istoty bram była na wielki przed nim zamknięta. Podeszliśmy do ogromnego białego wilka stojącego na straży (Eter).
- Eter! Sto lat się nie widzieliśmy!
- Haru - warknął gniewnie - czego tu chcesz?! Myślisz że jak zmienisz postać to oszukasz wszechwiedzącego Eter' a?!- aha... zapomniałem dodać... Gość zna wszystkich, widzi wszystko i wie wszystko.... Nie ma przed nim tajemnic. - Masz czelność jeszcze tu przyłazić?! Ostatni raz widziałem cię tutaj jak razem z bandą Muerte chcieliście zniszczyć to miejsce!
- Ej, ej, ej... chyba powinieneś wiedzieć że wyparłem się tych... - nie dokończyłem bo wiedziałem że Eter dobrze wiedział o kogo mi chodzi. Byłem strasznie wkórzony... Dobrze wie że się zmieniłem i że Dejla nic nie wie o mojej przeszłości więc po co o tym wspomina
- Ale jak sobię dobrze przypominam... Nie masz tu wstępu z wiadomych powodów...
- Eter... My musimy tu wejść!...
< Dejla?? I co teraz xd muszą się gdzieś schować ;) a ja tu wykminiłam plan xD więc rób co chcesz xD mogą się tam dostać ale nie muszą tak czy siak będzie dobrze ;) za nie długo powiem ci o co chodzi ;) A tak wgl... sory że tak długo totalnie mi wypadłoz głowy to opo ;) >
sobota, 11 października 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
- Nie wiem... Nic z tego nie rozumiem... Bardziej zastanawia mnie to całe "Co raz poszło w zaświaty nigdy się z nich nie wydostanie!"... Co to ma znaczyć?
- Nie wiem... - odpowiedziała wadera.
- Czuje jakbym znał tamtą wilczycę... Jakby była mi bliska. - popatrzyłem w dal. - Nie mam pojęcia kto to był... - posmutniałem
- Nie martw się... Dowiemy się kto to był!
- A niby jak?! Ona zniknęła! - krzyknąłem gniewnie, ale szybko wróciłem do normy. Nie mogłem obwiniać za to Dejli. - Przepraszam... To nie twoja wina...
- Nic się nie stało...
- Zastanawia mnie też że czarny demon powiedział, że spóźniliśmy się całe 3 lata... Co to znaczy? - zamyśliłem się.
- Kinaj! - usłyszałem głos. To była tamta wadera! Ale nie krzyczała tak jak poprzednio... Teraz była spokojna, jakby radosna.
- Słyszałaś? - zerwałem się na równe nogi
- Ale co? - spytała zdezorientowana
- Ten głos! To ona! - krzyknąłem i rzuciłem się z super szybkością w krzaki. Gnałem ile sił w łapach.
- Kinaj - znowu zawołał głos ze śmiechem. - Nie chowaj się już! I tak cię znajdę! - śmiała się. Wybiegłem na polanę. Stała tam. Popatrzyła na mnie i podbiegła wesoło
- Tu jesteś łobuziaku! - zawołała i jakby poklepała mnie po głowie ale ja nic nie poczułem. Zobaczyłem tylko jej łapę wyciągnięto w stronę mojego czoła. - Nie ładnie się tak chować! - zaśmiała się - No dobra uznajmy że wygrałeś... Musiałam cię zawołać żebyś wyszedł... To teraz ja się chowam! - krzyknęła i rzuciła się pędem w krzaki
- Czekaj! Kim ty jesteś?! - wołałem za waderą ale ona zdawała się jakby mnie nie słyszała. Wskoczyłem w krzaki za którymi zniknęła. Rozejrzałem się ale nigdzie jej nie widziałem. Zacząłem węszyć ale to też na marne. Rozpłynęła się w powietrzu. W tym momencie dołączyła do mnie Dejla...
<Delja? Żeby nie było... Nie widziałaś jej xDD>
- Nie wiem... - odpowiedziała wadera.
- Czuje jakbym znał tamtą wilczycę... Jakby była mi bliska. - popatrzyłem w dal. - Nie mam pojęcia kto to był... - posmutniałem
- Nie martw się... Dowiemy się kto to był!
- A niby jak?! Ona zniknęła! - krzyknąłem gniewnie, ale szybko wróciłem do normy. Nie mogłem obwiniać za to Dejli. - Przepraszam... To nie twoja wina...
- Nic się nie stało...
- Zastanawia mnie też że czarny demon powiedział, że spóźniliśmy się całe 3 lata... Co to znaczy? - zamyśliłem się.
- Kinaj! - usłyszałem głos. To była tamta wadera! Ale nie krzyczała tak jak poprzednio... Teraz była spokojna, jakby radosna.
- Słyszałaś? - zerwałem się na równe nogi
- Ale co? - spytała zdezorientowana
- Ten głos! To ona! - krzyknąłem i rzuciłem się z super szybkością w krzaki. Gnałem ile sił w łapach.
- Kinaj - znowu zawołał głos ze śmiechem. - Nie chowaj się już! I tak cię znajdę! - śmiała się. Wybiegłem na polanę. Stała tam. Popatrzyła na mnie i podbiegła wesoło
- Tu jesteś łobuziaku! - zawołała i jakby poklepała mnie po głowie ale ja nic nie poczułem. Zobaczyłem tylko jej łapę wyciągnięto w stronę mojego czoła. - Nie ładnie się tak chować! - zaśmiała się - No dobra uznajmy że wygrałeś... Musiałam cię zawołać żebyś wyszedł... To teraz ja się chowam! - krzyknęła i rzuciła się pędem w krzaki
- Czekaj! Kim ty jesteś?! - wołałem za waderą ale ona zdawała się jakby mnie nie słyszała. Wskoczyłem w krzaki za którymi zniknęła. Rozejrzałem się ale nigdzie jej nie widziałem. Zacząłem węszyć ale to też na marne. Rozpłynęła się w powietrzu. W tym momencie dołączyła do mnie Dejla...
<Delja? Żeby nie było... Nie widziałaś jej xDD>
Od Kinaj cd hisotrii Dejli
- Szczerze powiedziawszy... sam nie wiem... - nic nie rozumiałem... Co się stało? Kto to jest? I skąd mnie zna? Ale mimo wszystko wydawało mi się że znam ową waderę całe życie
- Ach... Kinaj... Tak się zmieniłeś przez te wszystkie lata - powiedziała nieznajoma i wyciągnęła łąpę jakby chciała mnie dotknąć ale zaraz ją cofnęła jakby sobie coś przypomniała - nie mogę... To nie powinno tak być... - nagle zaczęła szybko i gwałtownie nabierać i wypuszczać powietrze.
- Wszystko w porządku?! - wyciągnąłem łapę i już miałem dotknąć wadery kiedy coś dziwnego zaczęło się dziać. Nieznajoma zaczęła zmieniać kolor na czarny. Dookoła niej powstał dym, mgła czy coś w tym stylu. Przeobraziła się w tamtą zakapturzoną postać która zrzuciła ją z klifu.
- Co... co się dzieje?- spytałem jakby siebie po cichu i odskoczyłem od postaci.
- Ha ha ha ha! myślałeś że ją uratujesz?! Nie! - krzyknął do mnie po czym zwrócił się do Dejli - piękny gest! - powiedział wrednie - szkoda że za późno! spóźniliście się! Całe 3 lata! Nie uda wam się jej uratować! Ani innych! Co raz poszło w zaświaty nigdy się z nich nie wydostanie! - krzyknął rozgniewany. - Nie cofniecie czasu! Nie zmienicie historii!! - Dodał po czym ponownie rozpłynął się w powietrzu. Nie zostawił po sobie żadnego śladu. Nic z tego nie rozumiałem... Kto to był? Jakie zaświaty?! Czułem że tamta wadera była mi bliska, bardzo bliska, ale nie wiedziałem kto to...
<Dejla? Nie chce nic mówić ale tamta wadera już w poprzednim opo zniknęła xD Ale spoczko sprostowałąm tz. naprawiłam i nawet chyba lepsze wymyśliłam xD A i żeby było jasnę... Obydwoje ( wadera i czarne coś) zniknęli ;) >
- Ach... Kinaj... Tak się zmieniłeś przez te wszystkie lata - powiedziała nieznajoma i wyciągnęła łąpę jakby chciała mnie dotknąć ale zaraz ją cofnęła jakby sobie coś przypomniała - nie mogę... To nie powinno tak być... - nagle zaczęła szybko i gwałtownie nabierać i wypuszczać powietrze.
- Wszystko w porządku?! - wyciągnąłem łapę i już miałem dotknąć wadery kiedy coś dziwnego zaczęło się dziać. Nieznajoma zaczęła zmieniać kolor na czarny. Dookoła niej powstał dym, mgła czy coś w tym stylu. Przeobraziła się w tamtą zakapturzoną postać która zrzuciła ją z klifu.
- Co... co się dzieje?- spytałem jakby siebie po cichu i odskoczyłem od postaci.
- Ha ha ha ha! myślałeś że ją uratujesz?! Nie! - krzyknął do mnie po czym zwrócił się do Dejli - piękny gest! - powiedział wrednie - szkoda że za późno! spóźniliście się! Całe 3 lata! Nie uda wam się jej uratować! Ani innych! Co raz poszło w zaświaty nigdy się z nich nie wydostanie! - krzyknął rozgniewany. - Nie cofniecie czasu! Nie zmienicie historii!! - Dodał po czym ponownie rozpłynął się w powietrzu. Nie zostawił po sobie żadnego śladu. Nic z tego nie rozumiałem... Kto to był? Jakie zaświaty?! Czułem że tamta wadera była mi bliska, bardzo bliska, ale nie wiedziałem kto to...
<Dejla? Nie chce nic mówić ale tamta wadera już w poprzednim opo zniknęła xD Ale spoczko sprostowałąm tz. naprawiłam i nawet chyba lepsze wymyśliłam xD A i żeby było jasnę... Obydwoje ( wadera i czarne coś) zniknęli ;) >
piątek, 10 października 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
- To że mnie jakiś gej... - zacząłem trochę kłopotliwie się tłumaczyć - a z resztą nie ważne.. - powiedziałem stanowczo - Ej... słyszysz to? - spytałem zmieniając temat.
- Ale co?
- Ten krzyk...
- Jaki krzyk? Kinaj o co ci chodzi?!
- Ci, ci, ci... - mruknąłem cicho. Zacząłem węszyć i nasłuchiwać. - Tam! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem w krzaki. Co prawda nie był to mój najszybszy bieg bo wiedziałem że waderka by za mną nie nadążyła. Biegłem przed siebie. Wiedziałem że stało się coś złego... słyszałem ten wrzask... Byłem już blisko, tak blisko. Wybiegłem na wielką polanę i zobaczyłem... Nie mogłem w to uwierzyć... Polana była całkiem pusta. Nie było na niej nikogo. Nic oprócz różnych rodzajów traw. Nie wiedziałem co się stało... Słyszałem wrzask... Nie wiedziałem czyj to wrzask nie wiedziałem nawet czy to samica czy samiec. Wiedziałem tylko że potrzebuje mojej pomocy... że jest w niebezpieczeństwie... Zacząłem węszyć jak oszalały, szukać jakiegoś tropu. Dejla szybko mnie dogoniła.
- Co się dzieje Kinaj?! - spytała zdezorientowana, ale ja byłem zbyt przejęty by jej odpowiedzieć.
- Kinaj! - zawołała samica. Teraz wiedziałem że głos ten należał do samicy, nie była to jednak ta z którą podróżowałem. Krzyk dochodził zza drzew. Gdzieś w tym buszu ktoś potrzebował mojej pomocy. Ruszyłem bez większego zastanowienia. Pędziłem na ratunek nieznajomej... a może znajomej skoro zna moje imię. Biegłem i biegłem aż w końcu zaczęły nękać mnie myśli. Może tylko mi się przesłyszało? Może jestem przewrażliwiony?
- Kinaj!- znowu rozległo sie wołanie o pomoc, które rozwiało moje wątpliwości. Gnałem ile sił w łapach. Wybiegłem z buszu i natrafiłem na urwisko nad którym stała białą wadera. Była tak jasna że wydawało się iż prześwituje. Nad waderą znajdowała się czarna postać. Stałem jakieś 30m od nich.
- Kinaj! - zawołała wadera. To jej głos słyszałem - Uciekaj stąd! Szukaj tatusia! - krzyknęła. Patrzyłem na całe zdarzenie sparaliżowany. Czarna postać rzuciła mi gniewne spojrzenie przez ramię - zostaw go ty brutalu! -warknęła wadera a postać skupiła się na niej. - Uciekaj! - krzyczała a łzy płynęły jej po policzkach. Czarna postać wykonała ruch w jej stronę.
- Pożegnaj się z nią... Bo już nigdy jej nie zobaczysz! -warknął zbir po czym podniósł łapę i zadał gwałtowny cios waderze która spadła z klifu
- Nieee! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem w stronę potwora ale gdy byłem w odległości 5m od niego upiór zniknął. Rozpłynął się w powietrzu... Nie rozumiałem co się stało. Przez cały czas nie mogłem się ruszyć. Zamarłem z wrażenia a oczy mi się zaszkliły, jednak nie płakałem. Byłem na to zbyt zszokowany...
<Dejla? I co? Wymyśliłam meeega akcje :3 >
- Ale co?
- Ten krzyk...
- Jaki krzyk? Kinaj o co ci chodzi?!
- Ci, ci, ci... - mruknąłem cicho. Zacząłem węszyć i nasłuchiwać. - Tam! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem w krzaki. Co prawda nie był to mój najszybszy bieg bo wiedziałem że waderka by za mną nie nadążyła. Biegłem przed siebie. Wiedziałem że stało się coś złego... słyszałem ten wrzask... Byłem już blisko, tak blisko. Wybiegłem na wielką polanę i zobaczyłem... Nie mogłem w to uwierzyć... Polana była całkiem pusta. Nie było na niej nikogo. Nic oprócz różnych rodzajów traw. Nie wiedziałem co się stało... Słyszałem wrzask... Nie wiedziałem czyj to wrzask nie wiedziałem nawet czy to samica czy samiec. Wiedziałem tylko że potrzebuje mojej pomocy... że jest w niebezpieczeństwie... Zacząłem węszyć jak oszalały, szukać jakiegoś tropu. Dejla szybko mnie dogoniła.
- Co się dzieje Kinaj?! - spytała zdezorientowana, ale ja byłem zbyt przejęty by jej odpowiedzieć.
- Kinaj! - zawołała samica. Teraz wiedziałem że głos ten należał do samicy, nie była to jednak ta z którą podróżowałem. Krzyk dochodził zza drzew. Gdzieś w tym buszu ktoś potrzebował mojej pomocy. Ruszyłem bez większego zastanowienia. Pędziłem na ratunek nieznajomej... a może znajomej skoro zna moje imię. Biegłem i biegłem aż w końcu zaczęły nękać mnie myśli. Może tylko mi się przesłyszało? Może jestem przewrażliwiony?
- Kinaj!- znowu rozległo sie wołanie o pomoc, które rozwiało moje wątpliwości. Gnałem ile sił w łapach. Wybiegłem z buszu i natrafiłem na urwisko nad którym stała białą wadera. Była tak jasna że wydawało się iż prześwituje. Nad waderą znajdowała się czarna postać. Stałem jakieś 30m od nich.
- Kinaj! - zawołała wadera. To jej głos słyszałem - Uciekaj stąd! Szukaj tatusia! - krzyknęła. Patrzyłem na całe zdarzenie sparaliżowany. Czarna postać rzuciła mi gniewne spojrzenie przez ramię - zostaw go ty brutalu! -warknęła wadera a postać skupiła się na niej. - Uciekaj! - krzyczała a łzy płynęły jej po policzkach. Czarna postać wykonała ruch w jej stronę.
- Pożegnaj się z nią... Bo już nigdy jej nie zobaczysz! -warknął zbir po czym podniósł łapę i zadał gwałtowny cios waderze która spadła z klifu
- Nieee! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem w stronę potwora ale gdy byłem w odległości 5m od niego upiór zniknął. Rozpłynął się w powietrzu... Nie rozumiałem co się stało. Przez cały czas nie mogłem się ruszyć. Zamarłem z wrażenia a oczy mi się zaszkliły, jednak nie płakałem. Byłem na to zbyt zszokowany...
<Dejla? I co? Wymyśliłam meeega akcje :3 >
czwartek, 9 października 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
Kiedy zacząłem się śmiać moje zmysły szybko wróciły do normy. Nie wiem co było tego przyczyną ale nie będę się tym zamartwiał. Ważne że wróciły... Stwierdziłem że lepiej zainteresować się tym co nas otacza czyli polaną pełną gigantycznych kaczek do kąpieli. Jedna większa od drugiej. Postanowiłem że trzeba zbadać te interesujące przedmioty.
- Chodź! - zawołałem do wadery. - będzie fajnie - dodałem biegnąc w stronę jednej z mniejszych kaczek. Wspiąłem się na nią, a Dejla podążała za mną. Rozejrzałem się w poszukiwaniu trochę, ale nie dużo wyższej kaczki. W końcu znalazłem obiekt który się nadawał i jednym wielkim susem przeskoczyłem na wyższe "piętro". Wadera zaśmiała się po czym zrobiła to co ja. Po jakiejś trzeciej kaczce zaobserwowałem że im większa kaczka tym wyżej można było się na niej wybić. To były wielki trampoliny w kształcie kaczuszek!! Skakałem jak opętany z jednej kaczki na drugą a Dejla robiła to co ja. W końcu oboje znaleźliśmy się na najwyższej kaczce i skakaliśmy tak wysoko że czułem się jakbym latał.
- To co? kontynuujemy zabawę? - spytałem waderę tykając ją łapą i uciekając na inną kaczkę...
<Dejla? Berek na giga kaczkach xDD>
- Chodź! - zawołałem do wadery. - będzie fajnie - dodałem biegnąc w stronę jednej z mniejszych kaczek. Wspiąłem się na nią, a Dejla podążała za mną. Rozejrzałem się w poszukiwaniu trochę, ale nie dużo wyższej kaczki. W końcu znalazłem obiekt który się nadawał i jednym wielkim susem przeskoczyłem na wyższe "piętro". Wadera zaśmiała się po czym zrobiła to co ja. Po jakiejś trzeciej kaczce zaobserwowałem że im większa kaczka tym wyżej można było się na niej wybić. To były wielki trampoliny w kształcie kaczuszek!! Skakałem jak opętany z jednej kaczki na drugą a Dejla robiła to co ja. W końcu oboje znaleźliśmy się na najwyższej kaczce i skakaliśmy tak wysoko że czułem się jakbym latał.
- To co? kontynuujemy zabawę? - spytałem waderę tykając ją łapą i uciekając na inną kaczkę...
<Dejla? Berek na giga kaczkach xDD>
środa, 8 października 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
No cóż po spotkaniu ze smoczą łapą i drzewem czułem się co najmniej źle. W głowie mi buczało i ogółem moje wyostrzone zmysły padły... Nic nie widziałem ledwo co słyszałem. Jedyne co mogłem w tym wypadku zrobić to... Iść spać... A skoro moje oczy były już zamknięte to nie było trudne... Kiedy się obudziłem nadal miałem trochę zachwiane zmysły... Mimo że leżałem, czułem że coś jest nie tak... Jakbym nie dość że stracił wyostrzenie zmysłów to jeszcze mi się pogorszyły. Ale skupiłem się teraz na czym innym... Na waderze wtulającej się we mnie. Nie widziałem jej bo nie bardzo mogłem ruszyć łbem ale chyba płakała...
- Dejla? Coś się stało? - spytałem szeptem. Wadera zerwała się na równe nogi
- Kinaj! - krzyknęła i rzuciła się na mnie. - Nic ci nie jest? Bałam się że coś ci się stało! Że umierasz! - spróbowałem się podnieść ale gdy zacząłem zrozumiałem że nie dam rady więc postanowiłem przynajmniej przekręcić się na brzuch. Zrobiłem to bez większego problemy tylko trochę mi się świat zakręcił. Spojrzałem na wadere z politowaniem
- Nie martw się tak - uśmiechnąłem sie półgębkiem - zaliczałem gorsze wpadki... To nic zaraz mi przejdzie. - powiedziałem czule i spokojnie - z resztą tylko przysnąłem...
- Myślałam że coś bardzo poważnego ci się stało...
- Dejla... Nie martw się... Robie różne głupie rzeczy, ale jeszcze nigdy nie udało mi się przy tym zginąć - powiedziałem zabawnie. Rozejrzałem się dookoła. Obraz trochę mi skakał, kręcił się i rozmazywał przyruchu głowy ale nie dawałem szczególnych tego oznak. Nie chciałem dodatkowo zamartwiać Dejli. - Gdzie ja nas do jasnej ciasnej wpakowałem?! - spytałem jakby sam siebie - No nic musimy zbadać ten teren. - dodałem. Przypomniało mi się że aby zbadać teren będę musiał wstać. Nie wiem czy dam rade jak kolwiek wstać a co dopiero zamaskować moje małe problemy z główka przed waderą... Wziąłem się w garść. Wstałem najnormalniej jak tylko w tamtej chwili byłem w stanie, ale i tak wyglądało to zapewne pokracznie. Wadera na szczęście patrzyła w drugą stronę i zanim się obejrzała stałem przy niej. Łapy prawie się pode mną uginały ale jako tako stałem.
- To którędy idziemy? - spytałęm.
- Może tamtędy? - wadera wskazała jedna z drużek między drzewami.
- No dobra - powiedziałem nie pewni. Kurcze... Ja ledwo stałęm a co dopiero miałem iśc?! Wiedziałem że muszę ruszyć ale nie widziałem czy jestem w stanie podnieść łapę. Zrobiłem kilka nie zgrabnych kroków. Wzrok płatał mi figle i obracał obraz w tą i z powrotem, słuch to w ogóle inna sprawa bo słyszałęm co drugie słowo, węch był do kitu... nie mogłem określić żadnego zapachu. Czułem się jakby moje zmysły przepadły ale mimo to starałęm się zachować pozory normy. Nie chciałem zamartwiać tym wadery. Robiłem niezgrabne kroki ale jakoś szedłem. Najgorsze było to że na drodze były drzewa i za każdym razem kiedy chciałem ominąć drzewo uderzałem głową centralnie w środek pnia. No chyba nie uda mi się zamaskować wszystkiego...
<Dejla? Kinaj traci zmysły xD ale nie chce cię zamartwiać :3 taka ciapa ;)>
- Dejla? Coś się stało? - spytałem szeptem. Wadera zerwała się na równe nogi
- Kinaj! - krzyknęła i rzuciła się na mnie. - Nic ci nie jest? Bałam się że coś ci się stało! Że umierasz! - spróbowałem się podnieść ale gdy zacząłem zrozumiałem że nie dam rady więc postanowiłem przynajmniej przekręcić się na brzuch. Zrobiłem to bez większego problemy tylko trochę mi się świat zakręcił. Spojrzałem na wadere z politowaniem
- Nie martw się tak - uśmiechnąłem sie półgębkiem - zaliczałem gorsze wpadki... To nic zaraz mi przejdzie. - powiedziałem czule i spokojnie - z resztą tylko przysnąłem...
- Myślałam że coś bardzo poważnego ci się stało...
- Dejla... Nie martw się... Robie różne głupie rzeczy, ale jeszcze nigdy nie udało mi się przy tym zginąć - powiedziałem zabawnie. Rozejrzałem się dookoła. Obraz trochę mi skakał, kręcił się i rozmazywał przyruchu głowy ale nie dawałem szczególnych tego oznak. Nie chciałem dodatkowo zamartwiać Dejli. - Gdzie ja nas do jasnej ciasnej wpakowałem?! - spytałem jakby sam siebie - No nic musimy zbadać ten teren. - dodałem. Przypomniało mi się że aby zbadać teren będę musiał wstać. Nie wiem czy dam rade jak kolwiek wstać a co dopiero zamaskować moje małe problemy z główka przed waderą... Wziąłem się w garść. Wstałem najnormalniej jak tylko w tamtej chwili byłem w stanie, ale i tak wyglądało to zapewne pokracznie. Wadera na szczęście patrzyła w drugą stronę i zanim się obejrzała stałem przy niej. Łapy prawie się pode mną uginały ale jako tako stałem.
- To którędy idziemy? - spytałęm.
- Może tamtędy? - wadera wskazała jedna z drużek między drzewami.
- No dobra - powiedziałem nie pewni. Kurcze... Ja ledwo stałęm a co dopiero miałem iśc?! Wiedziałem że muszę ruszyć ale nie widziałem czy jestem w stanie podnieść łapę. Zrobiłem kilka nie zgrabnych kroków. Wzrok płatał mi figle i obracał obraz w tą i z powrotem, słuch to w ogóle inna sprawa bo słyszałęm co drugie słowo, węch był do kitu... nie mogłem określić żadnego zapachu. Czułem się jakby moje zmysły przepadły ale mimo to starałęm się zachować pozory normy. Nie chciałem zamartwiać tym wadery. Robiłem niezgrabne kroki ale jakoś szedłem. Najgorsze było to że na drodze były drzewa i za każdym razem kiedy chciałem ominąć drzewo uderzałem głową centralnie w środek pnia. No chyba nie uda mi się zamaskować wszystkiego...
<Dejla? Kinaj traci zmysły xD ale nie chce cię zamartwiać :3 taka ciapa ;)>
sobota, 4 października 2014
Od Kinaj cd historii Dejli
- No to mamy przekichane... - mruknąłem pod nosem.Ojciec był zły, bardzo zły... - Dejla... Nie ruszaj się i czekaj na mój sygnał. - powiedziałem cicho i spokojnie. Staliśmy tak przez chwilę po czym postanowiłem że to ja wykonam pierwszy ruch. Zrobiłem krok w stronę wadery powoli i cicho. Jednak smok to zauważył i jeszcze bardziej się zdenerwował.
- Wiej! - dałem jej sygnał i rozdzieliliśmy się, ja pobiegłem w lewo a ona w prawo. - Biegnij do wyjścia! - krzyknąłem ale zanim sie obejrzałem ojciec zablokował nam drogę ucieczki. - Schowaj się gdzieś! - mruknąłem do wadery i zacząłem biegać dokoła smoka, starając się odwrócić uwagę od Dejli. Nie udało mi się to jednak. Smok totalnie mnie olał i skupił swoja uwagę na znacznie wolniej poruszającej się waderze. Nie wiedziałem co mam zrobić... Smok nie zwracał na mnie uwagi. Nagle poczułem że szusty zmysł porządnie daje mi o sobie znać. W głowie zaczęło mi dudnić. - Dejla!! Padnij! - krzyknąłem tak głośno jak umiałem i rzuciłem się pędem w stronę wadery. W ostatniej chwili skoczyłem. W głowie dudniło mi tak bardzo że przez chwile nie potrafiłem zebrać myśli. Udało mi się. Zdążyłem. Tu liczyły się setne sekundy... Ogromna łapa smoka kierowana na Dejle uderzyła w mój bark z wielką siłą. Poleciłem na jakieś 10m w przód. Zrobiło mi się czarno przed oczami, ale nie zemdlałe.Wiedziałem że nie moge zostawić wadery samej. Z wielkim wysiłkiem podniosłem się
- Dejla! Za mną! - powiedziałem nie umiejąc wydusić z siebie krzyku. Nie mogąc biec przemieszczałem sie najszybszym czym w tym momencie mogłem czyli truchtem. Wszystko było rozmazane ale wiedziałem że musze dać z siebie wszystko. Dużo teraz szybsza ode mnie wadera po kilku sekundach znalazła się obok.
- Czas na plan B - wymamrotałem po czym stworzyłem portal jakieś 5m przed nami - Skacz!- zawołałem i puściłem waderę przodem. Zgrabnie wskoczyła do portalu, a ja zaraz za nią co prawda mniej zgrabnie ale jednak. No cóż... Trochę nie fortunnie złożyło sie tak, że po lewej stronie portalu ( tej po której akurat skoczyłem) znajdowało się drzewo w które dość mocno walnąłem czołem. zsunąłem się aż do ziemi. Podniosłem się z trudem i otworzyłem oczy.
- Gdzie my jesteśmy? - spytałem zagubionym głosem...
< Dejla? Sorka że tak długo nie pisałam... Wypadło mi to z głowy xD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)