poniedziałek, 3 listopada 2014

Nowy basior!

Czołem, Elemental!

Od Hind Gaaf Lok

Zbliżało się popołudnie było gdzieś tak koło godziny 14. Liści z każdym dniem opadało co raz to więcej i więcej by w końcu drzewa na parę miesięcy straciły swoje korony i stały się wielkimi nagimi gałęźmi, które w nocy mogą postraszyć nie jednego szczeniaka, gdyż w tedy wyobraźnia o takich godzinach u maluchów najbardziej działa i pobudza przede wszystkim kiedy to im się opowie jakieś straszne historyjki. Siedziałem sobie na swojej małej polance w samotności, od czasu do czasu przychodziły do mnie jakieś lekko ranne wilki, albo chore. Jako iż byłem medykiem tej watahy miałem swój obowiązek pomóc im...mej rodzinie mimo iż nie byliśmy z krwi to jednak w pewnym rodzaju rodziną. Uśmiechnąłem się do siebie samego, w aktualnej chwili radowałem się swoimi promieniami słonecznymi, które mnie ogrzewały i jednocześnie karmiły. Delikatnie również podczas takiego o to posiłku się świeciłem, a dokładniej moje złotawe znamiona. To dzięki memu słońcu miałem swoją energię i siłę by pomagać innym jak potrzebowali tego. Nigdy z nikim nie miałem żadnych zwad, a jak już to zawsze szło to jakoś w łatwy sposób wytłumaczyć. W pewnej chwili moja delikatna poświata zaczęła znikać co znaczyło iż byłem pełen pozytywnej słonecznej energii. Uśmiechnąłem się szeroko i postanowiłem się przejść po lesie. W pewnej chwili ciut za bardzo się zamyśliłem i nie spostrzegłem to kiedy opuściłem przypadkowo tereny Watahy. Szedłem jeszcze tak z mały kawałek, kiedy to się w końcu zorientowałem gdzie jestem. Rozejrzałem się szybko i postanowiłem powrócić na swoje tereny przytykając nos do ziemi i idąc za swym zapachem. W pewnej chwili coś poczułem i to bardzo nie daleko. Cierpiące zwierzę, które było najwidoczniej męczone jeszcze...żyło i powoli słabło...Ruszyłem w danym kierunku skąd poczułem tą śmierć. W pewnej chwili kiedy doszedłem do tego miejsca schowałem się w krzakach i popatrzyłem na to co robiła pewna wadera. Zamiast zabić dane zwierzę znęcała się i torturowała je. Cała była zakrwawiona krwią tego stworzenia. Po mym ciele przeszły nieprzyjemne ciarki i poczułem wyraźnie iż może stanowić nie małe niebezpieczeństwo szczególnie dla mnie. Dla wilka, który innym pomaga...nie walczy i woli przede wszystkich dobro. Powoli się wycofałem kiedy niechcący nadepnąłem na pewna gałązkę. Wadera się spojrzała w mym kierunku przymrużając oczy. Ja sie w tym czasie bardziej skuliłem z nadzieją iż mnie nie zauważy. Rozejrzałem się szybko czy nie ma czegoś lepszego do kryjówki i kiedy spojrzałem iż nie ma już wadery tam gdzie siedziała przed chwilą, przełknąłem ciężko ślinę i szybko sie obróciłem by pobiec w swoja stronę kiedy to zobaczyłem iż ta wadera właśnie stała za mną. Patrzyła na mnie z wielka agresją z rządzą mordu. Skuliłem bardziej ogon jak i uszy. Cofałem się powoli w tym.
-Umm...h-hej? - powiedział bardziej przestraszonym głosem.


<Ivy c: >

Od Shervany cd historii Emergeda

Spojrzałam lekko w bok i ledwo powstrzymując westchnienie ulgi - dostrzegłam tam mojego partnera. Nie zostawił mnie, nigdy mnie nie zostawi. Przecież obiecał. Poczułam się pewniej, a mój pysk powędrował do góry gdzie latał ognik powoli zmieniając się w wilka. Co prawda nie była to realistyczna iluzja, ale jedynie wilczy kształt stworzony jakby z iskier, ale i tak wykazywało to zainteresowanie gośćmi czyli nami.
- Sądzisz, że taka ofiara wystarczy? - spytała, robiąc wokół mnie kółko, a na koniec delikatnie ocierając się o mnie ogonem i powodując, że całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Wiem, że wystarczy. - powiedziałam, akcentując pierwsze słowa. - Znam Cię, Yes.
- Może i tak, ale każdy się zmienia. Zresztą pokażę Wam coś. - zachichotała, a potem podłoga pod nami się zapadła i spadliśmy do jej spiżarni gdzie ujrzeliśmy...

< Em? >

Oto Diego!


To jest Diego! Od dzisiaj jest jednym z nas!
Powitajcie go brawami!

niedziela, 2 listopada 2014

Od Kinaj cd historii Dejli

- To nie możliwe... Ale z drugiej strony to mogło jej się po prostu przyśnić... Z nadmiaru wrażeń... Nie! To nie możliwe... To był on... Muerte!!!! - łaziłem w tą i z powrotem mrucząc pod nosem, w końcu zatrzymałem się i zwróciłem się do wadery - Jesteś pewna ze właśnie to ci się przyśniło? że ten wilk... to znaczy ja był czerwony, miał rogi i w ogóle?!
- No tak... Tak było... - powiedziała trochę nie pewnie, zacząłem nerwowo łazić w kółko.
- To by miało sens... Te wizje, duchy i ten sen... Znaleźli mnie! Ale jak... Po tylu latach?!
- Kinaj... - powiedziała łagodnie wadera żeby mnie uspokoić ale nie udało jej się - Coś się stało - spytałą niewinnie.
- Tak! To znaczy... Nie - no nie mogłem jej tego powiedzieć... Bo jak... " Hej Dejla, bo widzisz znalazł mnie taki seryjny morderca i chce nas pozabijać, ale nie martw się będzie dobrze!" Przecież to absurdalne!
- Kinaj... Ja widzę że coś się dzieje...
- Musimy stąd uciekać! - krzyknąłem bez zastanowienia - Ale to bez sensu... dokąd?! Przecież to duchy! znajdą nas wszędzie! Chociaż... Aleo! Tam nie mają wstępu... Tak jak ja... Ale to nasze jedyne wyjście!
- Co?! Kinaj... opanuj się
- Nie ma na to czasu! - stworzyłem portal - Za mną! - krzyknąłem i wskoczyłem w portal, a wadera zaraz za mną. Znaleźliśmy się w krainie gdzie wstęp mają tylko dobre dusze a wszystko co złe nie może nawet marzyć o zobaczeniu bramy... Tylko jakby tu obejść strażnika... Przecież wyczai że jestem jednym z nich...
Staliśmy przed ogromną złotą bramą. Generalnie wszytsko było białe albo złote. Bramy pilnował Eter. Najsurowszy koleś jakiego znam i nie sądze aby tak po prostu dał mi tam wejść. Ogólnie panuje tutaj taka zasada że każda kobieta ma tu wstęp jeśli nikogo nie zabiła. Z samcami jest gorzej bo jeśli kiedykolwiek takowy pan miał na swych łapach krew innej istoty bram była na wielki przed nim zamknięta. Podeszliśmy do ogromnego białego wilka stojącego na straży (Eter).
- Eter! Sto lat się nie widzieliśmy!
- Haru - warknął gniewnie - czego tu chcesz?! Myślisz że jak zmienisz postać to oszukasz wszechwiedzącego Eter' a?!- aha... zapomniałem dodać... Gość zna wszystkich, widzi wszystko i wie wszystko.... Nie ma przed nim tajemnic. - Masz czelność jeszcze tu przyłazić?! Ostatni raz widziałem cię tutaj jak razem z bandą Muerte chcieliście zniszczyć to miejsce!
- Ej, ej, ej... chyba powinieneś wiedzieć że wyparłem się tych... - nie dokończyłem bo wiedziałem że Eter dobrze wiedział o kogo mi chodzi. Byłem strasznie wkórzony... Dobrze wie że się zmieniłem i że Dejla nic nie wie o mojej przeszłości więc po co o tym wspomina
- Ale jak sobię dobrze przypominam... Nie masz tu wstępu z wiadomych powodów...
- Eter... My musimy tu wejść!...

< Dejla?? I co teraz xd muszą się gdzieś schować ;) a ja tu wykminiłam plan xD więc rób co chcesz xD mogą się tam dostać ale nie muszą tak czy siak będzie dobrze ;) za nie długo powiem ci o co chodzi ;) A tak wgl... sory że tak długo totalnie mi wypadłoz głowy to opo ;) >

Od Fazie

[Dzień dołączenia do watahy]
Miło, że gdy dołączyłam do tej watahy, od początku roześmiana to nie patrzono na mnie jak na wariatkę. Jak w jednej z poprzednich. Ale przeszłość to przeszłość, można o niej zapomnieć. Oczywiście nie można zapomnieć o tacie, mamie, o braciszkach, siostrzyczkach... Kiedyś jeszcze ich odwiedzę.
Szłam, bacznie rozglądając się po okolicy, by po pierwsze: odnaleźć się w tym terenie, a po drugie: znaleźć miejsce do spania na potem. Oczywiście nie pogardziłabym również spotkaniem z innym wilkiem, ale głównym celem wyprawy było trochę poznać teren. Ostrożnie stąpałam po ziemi, nie chcąc podeptać paru uroczych, małych jaszczurek, które chyba mnie polubiły, bo szły za mną już od jakiegoś czasu. Nie napotkałam się narazie na nikogo, a przecież popołudnie to chyba pora, gdy nie siedzi się w norach, jaskiniach, tylko wychodzi się na zewnątrz... ale może się mylę. Może tu inne zwyczaje. Nie przejmując się niczym (no, może oprócz tych jaszczurek) i beztrosko wędrowałam od krzewu, do krzewu, od drzewa do drzewa, podskakując radośnie co jakiś czas.
[...] Po długiej wędrówce znalazłam wreszcie jakąś fajną jaskinię. Była pora, podczas której zaraz się miało zmierzchać. Napiłam się wody, pożegnałam się z jaszczurkami, które ciągle, wiernie mi towarzyszyły, a teraz swoimi maciupeńkimi nóżeczkami pouciekały do swoich malutkich domków. Weszłam do jaskini i zmęczona położyłam się na grubej warstwie mchu. Zamknęłam oczy. Nagle z głębi jaskini usłyszałam głos:
- Ym, cześć? - otworzyłam oczy i obróciłam się szybko
- O, cześć! Nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka... Przeszkadzam, czy coś? - spytałam wilka, nie tracąc uśmiechu z twarzy.

<Kinaj?>

Od Aiyanny cd historii Faas Fokun

Gdy dotarliśmy na miejsce ujrzałam źródło energii watahy. Jej serce. Szmaragd leżał nieruchomo na mojej piersi nie świecił się ani nie reagował tak jak w górach.
- To światło jest...-powiedziałam-niesamowite. Czuję od niego moc silniejszą niż od czegokolwiek. Wiele dusz jest z nim związanych. Pewnie wszystkie wilki tej watahy. Podobnie jak stworzenia i rośliny z jej terenów... Niesamowite. Deamon by oddał by moc by móc zobaczyć to i prowadzić nad tym badania...-Obeszłam wokoło energii oglądając wszystko co tam było. Zauważyłam białe półprzezroczyste kamieniami z runami, które co chwila zmieniały swoje położenie. Natomiast złote runy zamieniały się raz na dziesięć-dwadzieścia kombinacji.

Światło zmieniało się nie świeciło cały czas jednakowo.
-Kim jest ten Deamon?-zapytał Faas
-Jednym z Shinigami. Nie wyrusza po sąd i ścięcia. Zajmuje się badaniem źródeł magi, chce badać takie miejsca jak te. Bardzo dużo wie na ich tematy.
-Rozumiem-powiedział i doszedł do mnie- Opowiedziałabyś by mi więcej o tej pracy Shinigami?
-Nie mogę wyjawić za dużo. Zajmujemy się pilnowaniem śmierci. Czyli żeby każdy umarł kiedy jest mu pisane. Dosłownie. A potem sądzimy dusze ścinamy jeżeli są złe jak nie to zostawiamy.
-A co się potem z nimi dzieje?
-Tego powiedzieć już nie mogę. Sąd jest bardzo ważny. Dla wielu wydaje się niesprawiedliwy ale nie im o tym decydować.
-Mhm- powiedział basior najwidoczniej zaciekawiony słuchaniem.
-A co do kryształu...To nic się z nim nie dzieje. Nie reaguje. Nie wiem czemu...

<Faas?>

Obserwatorzy