Ta przemiana była tylko drobnym wstępem i wytłumaczeniem dla basiora co zamierzam zrobić, nie ukazywała jednak całego planu, który upierał się co nieco na prawach fizyki, które ktoś kiedyś próbował mi wpoić i najwyraźniej nieco mu to wyszło. W takim stanie jednak trudno było mi się komunikować, nawet jeśli chodzi o telepatię bo ja działałam - nie myślałam. Uskoczyliśmy, więc razem przed kolejnym atakiem, a ja zmieniłam się w ptaka i wzleciałam dość wysoko błagając w myślach "Wytrzymaj, Em, wytrzymaj".
~ Jeszcze chwila... ~ mruknęłam do mojego partnera. ~ Musisz go zatrzymać w miejscu za chwilę.
~ Na jak długo? ~ usłyszałam w jego głosie skrywany strach.
Żeby troll ustał musiał stanąć też basior chyba, że coś wymyśli...
< Em? :3 >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Emergeda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Emergeda. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 listopada 2014
wtorek, 18 listopada 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Moje spojrzenie nadal było utkwione w miejscu gdzie zniknęła Yes, gdy zapadnia ponownie się zamknęła pogrążając nas w półmroku tej... piwnicy? Pewnie, gdybym była tutaj sama to byłby to ostatnie co widziałam w swoim krótkim życiu bo maczuga trolla niechybnie się ku mnie zbliżała i ocalił mnie tylko skok, który wykonał mój partner wywracając nas przy okazji.
- Dzięki. - wydyszałam, gdy skończyliśmy się toczyć i oboje obolali powstawaliśmy.
- Lepiej się bardziej postaraj jeśli chcesz byśmy stąd cali wyszli. - uśmiechnął się lekko i uskoczył gdzieś w bok.
< Emerged? >
- Dzięki. - wydyszałam, gdy skończyliśmy się toczyć i oboje obolali powstawaliśmy.
- Lepiej się bardziej postaraj jeśli chcesz byśmy stąd cali wyszli. - uśmiechnął się lekko i uskoczył gdzieś w bok.
< Emerged? >
poniedziałek, 3 listopada 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Spojrzałam lekko w bok i ledwo powstrzymując westchnienie ulgi - dostrzegłam tam mojego partnera. Nie zostawił mnie, nigdy mnie nie zostawi. Przecież obiecał. Poczułam się pewniej, a mój pysk powędrował do góry gdzie latał ognik powoli zmieniając się w wilka. Co prawda nie była to realistyczna iluzja, ale jedynie wilczy kształt stworzony jakby z iskier, ale i tak wykazywało to zainteresowanie gośćmi czyli nami.
- Sądzisz, że taka ofiara wystarczy? - spytała, robiąc wokół mnie kółko, a na koniec delikatnie ocierając się o mnie ogonem i powodując, że całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Wiem, że wystarczy. - powiedziałam, akcentując pierwsze słowa. - Znam Cię, Yes.
- Może i tak, ale każdy się zmienia. Zresztą pokażę Wam coś. - zachichotała, a potem podłoga pod nami się zapadła i spadliśmy do jej spiżarni gdzie ujrzeliśmy...
< Em? >
- Sądzisz, że taka ofiara wystarczy? - spytała, robiąc wokół mnie kółko, a na koniec delikatnie ocierając się o mnie ogonem i powodując, że całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Wiem, że wystarczy. - powiedziałam, akcentując pierwsze słowa. - Znam Cię, Yes.
- Może i tak, ale każdy się zmienia. Zresztą pokażę Wam coś. - zachichotała, a potem podłoga pod nami się zapadła i spadliśmy do jej spiżarni gdzie ujrzeliśmy...
< Em? >
niedziela, 2 listopada 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Czułam jak wszystkie mięśnie basiora napinają się, a ona cały sztywnieje i patrzy w skupieniu na wnętrze chatki. Widok, do którego się już całkiem przyzwyczaiłam i choć wydaje się to dziwne to kiedyś czułam to się spokojnie i bezpiecznie. Wśród tej całej krwi, kości, szczątek jakiejś zwierzyny i tego wszystkiego co było porozrzucane wokół w nieładzie. Jednak to samo nie było najdziwniejsze... Nad nami unosił się czerwony ognik od czasu do czasu wysyłając "błyskawice" w kierunku jakiś części bestii, które kiedyś żyły. Teraz tylko od czasu do czasu podnosiła się oderwana noga, toczące się gdzieś oko i za sprawą promienia od dziwnego światła - kurczyło się jakby wyssano z niej wszystko co się dało. Krew, mięso.
- Yes... - zaczęłam, by zwrócić na siebie uwagę.
Ognik na moment przybrał kształt wilczego pyska, który patrzył na nas po czym znów stał się bezwładną kulą iskier.
- Hm?
Jak zwykle nie wysilała się na żadne dłuższe wypowiedzi bez potrzeby. To do niej trzeba było tworzyć niemal monologi, a zaszczytem było jak wogóle odpowiedziała. Oczywiście jak miało się ze sobą ofiarę to wszystko się zmieniało. Emerged nadal nic jednak nie rozumiał i patrzył na mnie żądając wyjaśnień. Nie mogłam nic zrobić jednak, Yes wyczuwała telepatię i potrafiła się włamać na "prywatny kanał" i podsłuchiwać, a bardzo nie lubiła jak się o niej mówiło bez jej zgody.
- Mamy ofiarę. - powiedziałam, a zza moich pleców wynurzył się feniks trzymany za pomocą telekinezy.
Ognik zrobił gest, który znałam już jako skinienie pyskiem, głową, łbem czy jak to tam nazwać. Wyciągnęłam ptaka jak najdalej od nas po czym cicho szepnęłam:
- Odsuń się lepiej. - sama robiąc to samo.
Nie zdążyliśmy jednak zrobić za dużo kroków, gdy znów pojawiła się "błyskawica" o mocy tak wielkiej, że aż wypuściłam zwierzę z ucisku telekinezy, a ono bezwładnie spadło na ziemię gdzie drgało nieco pod wpływem tego co robiły z nią iskry.
- Nie patrz tam. - odezwał się po raz pierwszy Emerged, czując, że drżę.
Posłuchałam go, dziękując mu w myślach. Choć widziałam to wiele razy to jednak ta moc i zło, które się tam kryło było nie do wytrzymania. Wiedziałam, że gdybym podniosła wzrok to zobaczyłabym jak ciało powoli znika, a zostaje tylko kilka marnych kości. Cała krew, skóra, mięso... Yes wysysała z nich energię tak, że znikały z naszego świata, a cała ich Energia Życiowa była przekazana do ognika. Tylko dzięki temu przeżyła tyle lat, że pamięta same początki.
- Czego chciałaś, Uczennico? - zwróciła się do mnie, a my oboje podnieśliśmy wzrok.
Ja z rumieńcami starałam się unikać wzroku Em'a, który patrzył na mnie z niedowierzaniem. Pewnie myślał, że robiłam to samo, że chciałam być jak ona. To nie było tak, ja nie mogłam tego wytłumaczyć, ale nie mogłam się też cofnąć. To czy zostanie czy nie było decyzją tylko i wyłącznie jego.
- Potrzebuję pomocy...
< Em? Ja nigdy nie mam planu xD Wszystko zależy od weny, możesz to poprowadzić jak chcesz ;3 >
- Yes... - zaczęłam, by zwrócić na siebie uwagę.
Ognik na moment przybrał kształt wilczego pyska, który patrzył na nas po czym znów stał się bezwładną kulą iskier.
- Hm?
Jak zwykle nie wysilała się na żadne dłuższe wypowiedzi bez potrzeby. To do niej trzeba było tworzyć niemal monologi, a zaszczytem było jak wogóle odpowiedziała. Oczywiście jak miało się ze sobą ofiarę to wszystko się zmieniało. Emerged nadal nic jednak nie rozumiał i patrzył na mnie żądając wyjaśnień. Nie mogłam nic zrobić jednak, Yes wyczuwała telepatię i potrafiła się włamać na "prywatny kanał" i podsłuchiwać, a bardzo nie lubiła jak się o niej mówiło bez jej zgody.
- Mamy ofiarę. - powiedziałam, a zza moich pleców wynurzył się feniks trzymany za pomocą telekinezy.
Ognik zrobił gest, który znałam już jako skinienie pyskiem, głową, łbem czy jak to tam nazwać. Wyciągnęłam ptaka jak najdalej od nas po czym cicho szepnęłam:
- Odsuń się lepiej. - sama robiąc to samo.
Nie zdążyliśmy jednak zrobić za dużo kroków, gdy znów pojawiła się "błyskawica" o mocy tak wielkiej, że aż wypuściłam zwierzę z ucisku telekinezy, a ono bezwładnie spadło na ziemię gdzie drgało nieco pod wpływem tego co robiły z nią iskry.
- Nie patrz tam. - odezwał się po raz pierwszy Emerged, czując, że drżę.
Posłuchałam go, dziękując mu w myślach. Choć widziałam to wiele razy to jednak ta moc i zło, które się tam kryło było nie do wytrzymania. Wiedziałam, że gdybym podniosła wzrok to zobaczyłabym jak ciało powoli znika, a zostaje tylko kilka marnych kości. Cała krew, skóra, mięso... Yes wysysała z nich energię tak, że znikały z naszego świata, a cała ich Energia Życiowa była przekazana do ognika. Tylko dzięki temu przeżyła tyle lat, że pamięta same początki.
- Czego chciałaś, Uczennico? - zwróciła się do mnie, a my oboje podnieśliśmy wzrok.
Ja z rumieńcami starałam się unikać wzroku Em'a, który patrzył na mnie z niedowierzaniem. Pewnie myślał, że robiłam to samo, że chciałam być jak ona. To nie było tak, ja nie mogłam tego wytłumaczyć, ale nie mogłam się też cofnąć. To czy zostanie czy nie było decyzją tylko i wyłącznie jego.
- Potrzebuję pomocy...
< Em? Ja nigdy nie mam planu xD Wszystko zależy od weny, możesz to poprowadzić jak chcesz ;3 >
wtorek, 14 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Zadrżałam nieco po czym nieznacznie wskazałam w kierunku chatki.
- Trzeba tam iść.
Wzieliśmy co było nam potrzebne, a po trwającej dość długo ciszy podczas której oboje staraliśmy sobie wytłumaczyć, że to było potrzebne - Em zapytał:
- Kto tam mieszka?
- Nie da się tego wytłumaczyć. - pokręciłam delikatnie pyskiem. - Osoba stara jak świat, zdająca się wiedzieć wszystko, ale nie ingerująca w świat. Trochę jak jakaś bogini jednak, gdy pozna się ją lepiej to jest to zupełnie co innego... - mówiłam coraz ciszej.
< Em? >
- Trzeba tam iść.
Wzieliśmy co było nam potrzebne, a po trwającej dość długo ciszy podczas której oboje staraliśmy sobie wytłumaczyć, że to było potrzebne - Em zapytał:
- Kto tam mieszka?
- Nie da się tego wytłumaczyć. - pokręciłam delikatnie pyskiem. - Osoba stara jak świat, zdająca się wiedzieć wszystko, ale nie ingerująca w świat. Trochę jak jakaś bogini jednak, gdy pozna się ją lepiej to jest to zupełnie co innego... - mówiłam coraz ciszej.
< Em? >
niedziela, 12 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Mimo, że ptak był widoczny jak na dłoni to nie mogłam na niego patrzeć. Przypominał mi o tym co mamy zrobić, czego dokonać.
~ Nie mogę. ~ mruknęłam do basiora, cofając się lekko.
Szybko jednak poczułam jego łapę na moim barku i spojrzałam w oczy. Skinął mi nieco pyskiem, dodając w myślach:
~ Musimy, Sher.
Chciałam coś dodać, jakiś rozsądny argument, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zwłaszcza, że choroba znów się o siebie upomniała, a ja poczułam kłujący ból. Moje oczy znów się skupiły na celu, a łapy zaczęły nerwowo gmerać po ziemii jak zawsze przy polowaniu. Wiedziałam, że mój partner tak jak i ja lustruje wzrokiem ptaka jednak to ja dostrzegłam to na co czekaliśmy.
~ Ptak ma młode.Wraca do nich co jakiś czas, próbuje udawać, że nie ma potomstwa jednak widać, że znika co jakiś czas w tamtych krzakach. ~ wskazałam cicho i delikatnie pokazując je.
~ Musimy zaatakować jak zawraca. ~ błyskawicznie zrozumiał, a ja potwierdziłam to w ciszy.
Teraz, albo nigdy.
< Em? >
~ Nie mogę. ~ mruknęłam do basiora, cofając się lekko.
Szybko jednak poczułam jego łapę na moim barku i spojrzałam w oczy. Skinął mi nieco pyskiem, dodając w myślach:
~ Musimy, Sher.
Chciałam coś dodać, jakiś rozsądny argument, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zwłaszcza, że choroba znów się o siebie upomniała, a ja poczułam kłujący ból. Moje oczy znów się skupiły na celu, a łapy zaczęły nerwowo gmerać po ziemii jak zawsze przy polowaniu. Wiedziałam, że mój partner tak jak i ja lustruje wzrokiem ptaka jednak to ja dostrzegłam to na co czekaliśmy.
~ Ptak ma młode.Wraca do nich co jakiś czas, próbuje udawać, że nie ma potomstwa jednak widać, że znika co jakiś czas w tamtych krzakach. ~ wskazałam cicho i delikatnie pokazując je.
~ Musimy zaatakować jak zawraca. ~ błyskawicznie zrozumiał, a ja potwierdziłam to w ciszy.
Teraz, albo nigdy.
< Em? >
środa, 8 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Spojrzałam w oczy mojego partnera i westchnęłam, czując przy tym kłujący ból w klatce piersiowej i tylko siłą woli powstrzymując się od jęku, który wyrywał się ze mnie. Byłam świadoma, że to co robimy jest złe, ale nie chciałam umierać. Robiłam co prawda dobrą minę do złej gry, ale tak naprawdę cała sytuacja mnie przerażała, a wejście do tego durnego domku już samo w sobie było koszmarem, który potrafił nawiedzać mnie w snach. Nie sądziłam, że kiedyś dojdzie do ponownego spotkania...
- Też tego nie chce. - powiedziałam, mrugając szybko oczami, by nie uleciały z nich łzy. - Ale to jedyny sposób.
- Sher... - basior wyciągnął w moją stronę łapę i delikatnie musnął mój policzek.
Potem odwrócił wzrok, a ja wyczułam cichą rezygnację i równocześnie zgodę. Mimo chodem odwróciłam się w stronę lasu i poruszyłam nosem wdychając jego zapachy. Wyczułam tyle zwierząt, emocji, przeżyć, a potem poczułam wielką skruchę jakbym już zrobiłam coś złego. Wtedy go wyczułam. Młody feniks.
< Em? >
- Też tego nie chce. - powiedziałam, mrugając szybko oczami, by nie uleciały z nich łzy. - Ale to jedyny sposób.
- Sher... - basior wyciągnął w moją stronę łapę i delikatnie musnął mój policzek.
Potem odwrócił wzrok, a ja wyczułam cichą rezygnację i równocześnie zgodę. Mimo chodem odwróciłam się w stronę lasu i poruszyłam nosem wdychając jego zapachy. Wyczułam tyle zwierząt, emocji, przeżyć, a potem poczułam wielką skruchę jakbym już zrobiłam coś złego. Wtedy go wyczułam. Młody feniks.
< Em? >
poniedziałek, 6 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Jedyną osobą, która w tym momencie mogła mi pomóc był ktoś kogo nie zamierzałam więcej widzieć. Spotkałam się z nią raz w życiu, ale nie mogłabym powiedzieć, że to najlepszy dzień w życiu. Jej dom zresztą, który już wyłaniał się zza krzaków już mógł zniechęcić wilka do wejścia tam. Wszechobecny smród zgnilizny i krwi, wygląd jakby ktoś go napadł, a po dotknięciu potrafił się rozpaść pod łapą. Zauważyłam wzrok Em'a i spróbowałam się delikatnie do niego uśmiechnąć, ale wtedy przypomniałam sobie jeszcze o czymś, a grymas pojawił się na moim pysku zamiast wcześniej zamierzonego uśmiechu.
- Zapomniałam o ofiarze.
- Ofiarze? - basior delikatnie przekrzywił łepek, domagając się dokładniejszej odpowiedzi, której udzieliłam z cichym westchnieniem:
- Tak, im większa tym lepsza. W dodatku potrzebuje magicznych mocy, więc... trzeba by było zabić jednorożca, smoka lub coś takiego. - skrzywiłam się.
< Em? Brak veny ._. >
- Zapomniałam o ofiarze.
- Ofiarze? - basior delikatnie przekrzywił łepek, domagając się dokładniejszej odpowiedzi, której udzieliłam z cichym westchnieniem:
- Tak, im większa tym lepsza. W dodatku potrzebuje magicznych mocy, więc... trzeba by było zabić jednorożca, smoka lub coś takiego. - skrzywiłam się.
< Em? Brak veny ._. >
piątek, 1 sierpnia 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
- Dziękuje. - zwróciłam się do Hind'a, a on oddalił się pospiesznie.
Wtedy przyszedł do mnie Em. Strapiony i widać było, że nie spał za dużo albo wcale. Bał się o mnie, a ja musiałam go zmartwić jeszcze bardziej.
- Sher...
- Nie wie co mi jest. - odpowiedziałam na niezadane pytanie. - Coś na mnie musiało tak zadziałać. Czar jakiś.
- Ale jaki? Można coś na to poradzić?
- Nie wiem. Trzeba, by było spytać się kogoś kto wie więcej od innych wilków...
< Em? >
Wtedy przyszedł do mnie Em. Strapiony i widać było, że nie spał za dużo albo wcale. Bał się o mnie, a ja musiałam go zmartwić jeszcze bardziej.
- Sher...
- Nie wie co mi jest. - odpowiedziałam na niezadane pytanie. - Coś na mnie musiało tak zadziałać. Czar jakiś.
- Ale jaki? Można coś na to poradzić?
- Nie wiem. Trzeba, by było spytać się kogoś kto wie więcej od innych wilków...
< Em? >
wtorek, 29 lipca 2014
Od Hind Gaaf Lok cd historii Emergeda
Mocno zaskoczony takim nagłym ukazaniem się Sher i Emergeda leżących obok mnie. Kiedy Em wykrzyknął moje imię, moje ciało całe zadrżało i w sobie poczułem dziwny silny nie pokój i w tej chwili nadal zdziwiony, lecz już szybko ogarniając sytuację podbiegł do Sher i Em'a.
-Co się stało!? - Spytałem na szybko oceniając stan Sher, Wyczułem iż powoli ciśnienie krwi słabło podobnie oddech stawał się coraz bardziej płytki, jej metabolizm co chwilę słabł.
<Em?> (Sorki, że tyle, ale dosłownie nie wiem co tu napisać i nie wiem co jej jest :I, a nie chcę wymyślać.)
-Co się stało!? - Spytałem na szybko oceniając stan Sher, Wyczułem iż powoli ciśnienie krwi słabło podobnie oddech stawał się coraz bardziej płytki, jej metabolizm co chwilę słabł.
<Em?> (Sorki, że tyle, ale dosłownie nie wiem co tu napisać i nie wiem co jej jest :I, a nie chcę wymyślać.)
sobota, 26 lipca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Powoli podnieśliśmy się na cztery łapy. Basior odwrócił wzrok na chwilę, by odnaleźć się w otoczeniu, zaś ja nadal na niego patrzyłam. Na kogoś kto nadał barw mojemu życiu, komuś kto mnie osłaniał. Nawet przed taką idiotyczną rzeczą jak chłodny wiatr w ponury dzień, a tak robił teraz. Zbierał całe zimno, dla mnie. Tak myśląc przyglądałam się jego sierści, kiedy jakiś ból sprawił, że pisnęłam:
- Em!
Kolana się pode mną ugięły. Czułam się jakby coś rozrywało moje wnętrzności. Co się dzieje?!
< Em? Jak co to nie rodzi tylko jakaś choroba. >
- Em!
Kolana się pode mną ugięły. Czułam się jakby coś rozrywało moje wnętrzności. Co się dzieje?!
< Em? Jak co to nie rodzi tylko jakaś choroba. >
środa, 2 lipca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Początkowy strach przed reakcją i niepewność zniknęły. Całkowicie. Druga połowa, od której wcześniej odeszła teraz powróciła i połączyła się z nią niewidzialną nicią. Razem byli niezniszczalni, razem mogli wszystko.
- Na pewno tego chcesz? - upewnił się jeszcze Em, jak to mam w zwyczaju.
Zaś ja go pocałowałam. Po prostu. On rozumie mnie w końcu bez słów.
< Em? :3 >
- Na pewno tego chcesz? - upewnił się jeszcze Em, jak to mam w zwyczaju.
Zaś ja go pocałowałam. Po prostu. On rozumie mnie w końcu bez słów.
< Em? :3 >
wtorek, 1 lipca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Mój wzrok zamarł na chwilę w miejscu gdzie jeszcze tak niedawno znikał ogon mojego ukochanego. Wiedziałam, że nie jest to powód do rozpaczy, że nie powinnam tak na to patrzeć, ale po moim pysku spłynęła samotna kropla. Łza. Nie wiedziałam co robić, nie byłam pewna czego chce. Watahą potrafię rządzić, potrafię rozpatrywać sprawy ogólne, a swoje własne? Dotyczące swojego szczęścia?
- Jestem durną idiotką. - warknęłam, uderzając łapą w ziemię i niemal w tym samym czasie słysząc znajome skrzeczenie.
Kain.
~ Beksa lala nad sobą się użala. ~ zarechotał w moim umyśle, zataczając powolne kręgi i siadając na moim ramieniu.
Na chwilę zamarło mi serce. Chciałam z kimś porozmawiać jednak nie wiem czy mój towarzysz byłby najlepszy w tym momencie.
~ Kain, proszę. ~ mruknęłam cicho w umyśle.
~ No przecież żartuje. ~ skupie mnie delikatnie. ~ O co chodzi?
Wtedy opowiedział o wszystkim. Wylało się to ze mnie, już samym tym wydarzeniem pozwalając mi odzyskać jasność umysłu i móc znów się skupić na słowach sokoła:
~ To jaki w tym problem? Albo chcesz mieć bachory albo nie.
~ No właśnie nie jestem tego pewna!
~ Ja, bym raczej chciał. ~ zerknęłam na niego zdziwiona, ale on tylko udawał przygłupa. ~ Nic nie mówiłem przecież.
Wzruszyłam ramionami.
- Chyba powinnam znaleźć Em'a. - mruknęłam, a mój towarzysz skinął tylko łbem i odleciał.
Podjęłam decyzję. Chce tego.
< Em? >
- Jestem durną idiotką. - warknęłam, uderzając łapą w ziemię i niemal w tym samym czasie słysząc znajome skrzeczenie.
Kain.
~ Beksa lala nad sobą się użala. ~ zarechotał w moim umyśle, zataczając powolne kręgi i siadając na moim ramieniu.
Na chwilę zamarło mi serce. Chciałam z kimś porozmawiać jednak nie wiem czy mój towarzysz byłby najlepszy w tym momencie.
~ Kain, proszę. ~ mruknęłam cicho w umyśle.
~ No przecież żartuje. ~ skupie mnie delikatnie. ~ O co chodzi?
Wtedy opowiedział o wszystkim. Wylało się to ze mnie, już samym tym wydarzeniem pozwalając mi odzyskać jasność umysłu i móc znów się skupić na słowach sokoła:
~ To jaki w tym problem? Albo chcesz mieć bachory albo nie.
~ No właśnie nie jestem tego pewna!
~ Ja, bym raczej chciał. ~ zerknęłam na niego zdziwiona, ale on tylko udawał przygłupa. ~ Nic nie mówiłem przecież.
Wzruszyłam ramionami.
- Chyba powinnam znaleźć Em'a. - mruknęłam, a mój towarzysz skinął tylko łbem i odleciał.
Podjęłam decyzję. Chce tego.
< Em? >
Od Vendetty cd historii Emergeda
- Więc kiedy możemy zacząć? Kiedy będziesz mógł mnie uczyć? - uniosłam brew.
- Jesteś ambitna. - stwierdził.
- I zdeterminowana. - dodałam, a on przewrócił oczami.
- I skromna. - dodał. - Szczerze to nie wiem kiedy możemy zacząć. - powiedział niepewnie, a ja lekko zdenerwowana zmierzyłam go wzrokiem.
Szłam tyłem i patrzyłam się wprost w jego oczy, a on szedł na mnie również patrząc się w oczy.
- Wiem, że masz wiele spraw związanych z watahą .Wiem jaka to odpowiedzialność. Zawsze mogę Ci pomóc wiem coś o tym. - uśmiechnęłam się.
- Serio? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak. Mogę co nieco trenować wilki. W razie czasu wojny, czy gotowości. Chodzi mi tylko o atak i obronę.
- Ja miałem Ciebie trenować. Zgodziłem się Ci pomóc, a teraz Ty chcesz trenować i proponujesz mi pomoc? - powiedział niepewnie.
- Tak. - odpowiedziałam energicznie.
W pewnym momencie poczułam jak grunt pod łapami się obsuwa. Wzięłam głęboki wdech i chwyciłam Emert'a, a on spadł ze wzgórza razem ze mną. Spadając z góry przeplataliśmy się przez siebie, a kiedy już się stoczyliśmy spojrzeliśmy na siebie i nastała chwila ciszy, którą po krótkiej chwili przerwał nasz śmiech. Em był cały w błocie, ja pewnie też, ale on miał jeszcze gałązkę za uchem.
- Em... Emert. - nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Moja łapa skierowała się w stronę pyszczka Emerged'a, a następnie zza jego ucha wyciągnęłam gałązkę.- Miałeś to za uchem. - uśmiechnęłam się.
Poczułam jak się rumienie. Pierwszy raz w życiu. To było strasznie krępujące uczucie. I znowu ta cisza.
- Co się stało, że spadłaś?-zapytał, mrużąc oczy i powoli wstając, ja szłam powoli za nim
- Po prostu poszłam za daleko.
- Ale jakoś zawsze byłaś skoncentrowana i taka skupiona. Wątpię czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się coś podobnego.
- Masz rację sama nie wiem. - myśląc wbiłam wzrok w ziemie, a po chwili już znałam przyczynę i spojrzałam na Em'a.
Poczułam znów to okropne uczucie. Skrępowanie.
- Nie chce kłamać. Nie będę. To nie leży w mojej naturze. - powiedziałam twardo. - To chyba przez Twoją obecność. Nie chodzi mi o to, że mam na myśli coś złego. Bo twoja obecność sprawia mi wiele uśmiechu. Uśmiechu, który nigdy wcześniej nie pojawiał się tak często w jednym miesiącu, a tu to wszystko jednego dnia i dziękuje Ci za to. Ale tylko przy tobie się tak dekoncentruje i nie wiem dlaczego...
< Em? >
- Jesteś ambitna. - stwierdził.
- I zdeterminowana. - dodałam, a on przewrócił oczami.
- I skromna. - dodał. - Szczerze to nie wiem kiedy możemy zacząć. - powiedział niepewnie, a ja lekko zdenerwowana zmierzyłam go wzrokiem.
Szłam tyłem i patrzyłam się wprost w jego oczy, a on szedł na mnie również patrząc się w oczy.
- Wiem, że masz wiele spraw związanych z watahą .Wiem jaka to odpowiedzialność. Zawsze mogę Ci pomóc wiem coś o tym. - uśmiechnęłam się.
- Serio? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak. Mogę co nieco trenować wilki. W razie czasu wojny, czy gotowości. Chodzi mi tylko o atak i obronę.
- Ja miałem Ciebie trenować. Zgodziłem się Ci pomóc, a teraz Ty chcesz trenować i proponujesz mi pomoc? - powiedział niepewnie.
- Tak. - odpowiedziałam energicznie.
W pewnym momencie poczułam jak grunt pod łapami się obsuwa. Wzięłam głęboki wdech i chwyciłam Emert'a, a on spadł ze wzgórza razem ze mną. Spadając z góry przeplataliśmy się przez siebie, a kiedy już się stoczyliśmy spojrzeliśmy na siebie i nastała chwila ciszy, którą po krótkiej chwili przerwał nasz śmiech. Em był cały w błocie, ja pewnie też, ale on miał jeszcze gałązkę za uchem.
- Em... Emert. - nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Moja łapa skierowała się w stronę pyszczka Emerged'a, a następnie zza jego ucha wyciągnęłam gałązkę.- Miałeś to za uchem. - uśmiechnęłam się.
Poczułam jak się rumienie. Pierwszy raz w życiu. To było strasznie krępujące uczucie. I znowu ta cisza.
- Co się stało, że spadłaś?-zapytał, mrużąc oczy i powoli wstając, ja szłam powoli za nim
- Po prostu poszłam za daleko.
- Ale jakoś zawsze byłaś skoncentrowana i taka skupiona. Wątpię czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się coś podobnego.
- Masz rację sama nie wiem. - myśląc wbiłam wzrok w ziemie, a po chwili już znałam przyczynę i spojrzałam na Em'a.
Poczułam znów to okropne uczucie. Skrępowanie.
- Nie chce kłamać. Nie będę. To nie leży w mojej naturze. - powiedziałam twardo. - To chyba przez Twoją obecność. Nie chodzi mi o to, że mam na myśli coś złego. Bo twoja obecność sprawia mi wiele uśmiechu. Uśmiechu, który nigdy wcześniej nie pojawiał się tak często w jednym miesiącu, a tu to wszystko jednego dnia i dziękuje Ci za to. Ale tylko przy tobie się tak dekoncentruje i nie wiem dlaczego...
< Em? >
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Również moje uszka nieco oklapły, a na pysku pojawił się rumieniec. Pytanie takie proste, sama do niego dążyłam, innym przychodziło tak łatwo odpowiedzieć "tak", a ja? Alpha, która powinna dawać przykład? Nie mogłam się przełamać. Powiedzieć tak otwarcie. Po prostu się zgodzić. Chciałam jakoś naokoło do tego dojść, ale wyszło tylko:
- Ja... - nabrałam powietrza, po czym wypuściłam je z westchnieniem. - ... nie wiem.
< Em? Nie ułatwiłam Ci zadania xD >
- Ja... - nabrałam powietrza, po czym wypuściłam je z westchnieniem. - ... nie wiem.
< Em? Nie ułatwiłam Ci zadania xD >
niedziela, 29 czerwca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Zajrzałam w jego oczy, a na moim pysku widać było lekki smutek. Sama nie wiedziałam dlaczego, co się ze mną dzieje.
- Dziwnie się czuje... - urwałam też na chwilę. - Normalne pary już zaczęły myśleć o szczeniakach, a my? Jak głupi uganiamy się to tu to tam, a teoretycznie to nam powinno na tym szczególnie zależeć.
- Przeszkadza Ci to?
- Nie, ale... - zwiesiłam łebek. - Nie wiem jak inni o nas myślą.
< Em? Zero weny, głowa boli, mózg śpi . _ . >
- Dziwnie się czuje... - urwałam też na chwilę. - Normalne pary już zaczęły myśleć o szczeniakach, a my? Jak głupi uganiamy się to tu to tam, a teoretycznie to nam powinno na tym szczególnie zależeć.
- Przeszkadza Ci to?
- Nie, ale... - zwiesiłam łebek. - Nie wiem jak inni o nas myślą.
< Em? Zero weny, głowa boli, mózg śpi . _ . >
czwartek, 26 czerwca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
- Moją odpowiedź chyba też znasz. - dotknęłam jego noska moim, chichocząc lekko, na co odpowiedział miłym pomrukiem z głębi gardła. - Chcesz coś porobić, mój koteczku?
Tym razem on wydobył z siebie dźwięk, bardzo podobny do śmiechu dwunogów, ale inny. Rzadko spotkany, a jak dla mnie cudny.
- Nie wiem sam. Chwila odpoczynku, by się przydała.
- Racja. - skinęłam mu łebkiem, a moje wargi powędrowały w górę jak to często mi się przy nim zdarzało. - Nie sądziłam, że bycie Alphą jest takie trudne.
Odwzajemnił gest:
- A ja nie sądziłem, że będzie tak bardzo pochłaniać moją partnerkę i mnie?
- Brakuje Ci mnie? - zerknęłam i zagłębiłam się w jego oczkach. - Teraz mamy swój czas. - machnęłam moim ogonem, delikatnie go smyrając.
< Em? Dziwnie wyszło . _ . >
wtorek, 22 kwietnia 2014
Od Vendetty cd historii Emergeda
- Pochodzę z pewnego plemienia. Konkretnie Plemienia Ognia.Wiem, że potrafisz nim władać i to wcale nie najgorzej, zależy mi na twoich lekcjach. Chyba,że tchórzysz...
- Nie, ale jak mi wiadomo Ty też nie głupio nim władasz, więc po co?
- Nie ważne. - odpuściłam.
- Ważne, dla Ciebie, a w takim razie i dla mnie. - uniosłam brew.
- Wzruszający tekst. Widać, że potrafisz tworzyć niestworzone historie, więc i przemówienia. Co sprawia, że jesteś świetnym przywódcą. - zaśmiałam się.
- Przestań, bo się zarumienię. - powiedział z nutą sarkazmu.
- O, nawet szybko wykrywasz ton drugiego wilka, co ułatwia ci rozmowę z nim. Dobry jesteś. - ponownie odparłam z sarkazmem.
- Pochlebiasz mi, ale koniec wiemy, że jestem boski. - zaśmiał się.
- Może i jesteś... - panowała chwila powagi, ale później pewnie się uśmiechnęłam.
- To co może mnie oprowadzisz, żebym miała skąd Cię straszyć.
< Em? >
- Nie, ale jak mi wiadomo Ty też nie głupio nim władasz, więc po co?
- Nie ważne. - odpuściłam.
- Ważne, dla Ciebie, a w takim razie i dla mnie. - uniosłam brew.
- Wzruszający tekst. Widać, że potrafisz tworzyć niestworzone historie, więc i przemówienia. Co sprawia, że jesteś świetnym przywódcą. - zaśmiałam się.
- Przestań, bo się zarumienię. - powiedział z nutą sarkazmu.
- O, nawet szybko wykrywasz ton drugiego wilka, co ułatwia ci rozmowę z nim. Dobry jesteś. - ponownie odparłam z sarkazmem.
- Pochlebiasz mi, ale koniec wiemy, że jestem boski. - zaśmiał się.
- Może i jesteś... - panowała chwila powagi, ale później pewnie się uśmiechnęłam.
- To co może mnie oprowadzisz, żebym miała skąd Cię straszyć.
< Em? >
Od Shervany cd historii Emergeda
... całą watahę. Wszyscy byli w jednym miejscu, na wielu pyskach można było zobaczyć przerażenie, ale zagrożenia już nie było. Już nie.
~ Jak mi ulżyło. ~ szepnęłam do Em'a, kierując się w dół.
Nie pikowałam, nie było potrzeby już się spieszyć. Robiłam powolne koła, aż wylądowałam koło basiora i otarłam się o jego szyję pyskiem, by na chwilę poczuć jego zapach, który potrafił mnie ukoić nawet w najgorszych sytuacjach.
- Mi też. - szepnął mi do ucha.
Zaś ja całkowicie wtuliłam się w niego. Nie chciałam go puszczać.
~ Jak ich wytropiłeś? ~ spytałam telepatycznie, nie chcąc otwierać pyska.
< Em? Kiedyś prosiłeś o chwilę spokoju w opo xD >
~ Jak mi ulżyło. ~ szepnęłam do Em'a, kierując się w dół.
Nie pikowałam, nie było potrzeby już się spieszyć. Robiłam powolne koła, aż wylądowałam koło basiora i otarłam się o jego szyję pyskiem, by na chwilę poczuć jego zapach, który potrafił mnie ukoić nawet w najgorszych sytuacjach.
- Mi też. - szepnął mi do ucha.
Zaś ja całkowicie wtuliłam się w niego. Nie chciałam go puszczać.
~ Jak ich wytropiłeś? ~ spytałam telepatycznie, nie chcąc otwierać pyska.
< Em? Kiedyś prosiłeś o chwilę spokoju w opo xD >
Od Vendetty cd historii Emergeda
Chwile stałam i patrzyłam jak odchodzi. Przekrzywiłam głowę, ale poszłam za nim.
- Myślisz, że zaprzyjaźnię się z jakimiś wilkami, a później pójdę z nimi na parapetówkę? Ja Cię znam.
- Tak, przed chwilą się przedstawiłem.
- Śmieszne. Nie bądź głupkiem. Chce abyś mnie trenował. - on mnie zignorował szedł dalej. Rzuciłam się na niego. Odepchął mnie bez wysiłku.
- Masz jeszcze refleks. - zaśmiałam się, otrzepując z piachu.- Nie chce błagać...
- To poproś
- A zgodzisz się? - zmierzyłam go wzrokiem.
- Nie wiem, zastanowię się.
- Zastanawiaj się szybciej. - stanęłam przednim znikąd, blokując mu drogę i patrząc w oczy.
< Em? >
- Myślisz, że zaprzyjaźnię się z jakimiś wilkami, a później pójdę z nimi na parapetówkę? Ja Cię znam.
- Tak, przed chwilą się przedstawiłem.
- Śmieszne. Nie bądź głupkiem. Chce abyś mnie trenował. - on mnie zignorował szedł dalej. Rzuciłam się na niego. Odepchął mnie bez wysiłku.
- Masz jeszcze refleks. - zaśmiałam się, otrzepując z piachu.- Nie chce błagać...
- To poproś
- A zgodzisz się? - zmierzyłam go wzrokiem.
- Nie wiem, zastanowię się.
- Zastanawiaj się szybciej. - stanęłam przednim znikąd, blokując mu drogę i patrząc w oczy.
< Em? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)