Ta przemiana była tylko drobnym wstępem i wytłumaczeniem dla basiora co zamierzam zrobić, nie ukazywała jednak całego planu, który upierał się co nieco na prawach fizyki, które ktoś kiedyś próbował mi wpoić i najwyraźniej nieco mu to wyszło. W takim stanie jednak trudno było mi się komunikować, nawet jeśli chodzi o telepatię bo ja działałam - nie myślałam. Uskoczyliśmy, więc razem przed kolejnym atakiem, a ja zmieniłam się w ptaka i wzleciałam dość wysoko błagając w myślach "Wytrzymaj, Em, wytrzymaj".
~ Jeszcze chwila... ~ mruknęłam do mojego partnera. ~ Musisz go zatrzymać w miejscu za chwilę.
~ Na jak długo? ~ usłyszałam w jego głosie skrywany strach.
Żeby troll ustał musiał stanąć też basior chyba, że coś wymyśli...
< Em? :3 >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Shervany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Shervany. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 listopada 2014
Od Shervany cd historii Malika
Nie trwało to długo, a ofiara sama się właściwie napatoczyła po zaledwie kilku minutach naszej wędrówki, a ten charakterystyczny zapach do nas dotarł, wypełniając nas podekscytowaniem, które zawsze towarzyszyło polowaniom. Nigdy mi się to nie znudzi. Nie ważne ile poluje, ale zawsze fascynowało mnie podkradanie się cichutko do zwierzyny, bawienie się z nią, straszenie. Nie cieszyłam się z niej śmierci, uważałam ją raczej za przymus, ale cały ten wstęp - znalezienie, wytropienie, podkradanie się, ustalanie planu i skok... Nie zapomniane uczucia.
~ Nie zajęło to długo. ~ posłałam basiorowi myśl, odwracając pysk w jego stronę, na którym widniał szeroki uśmiech.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, że nie porozumiewam się normalnie, a używam telepatii jak to robiłam w chwilach podekscytowania lub, gdy się skradaliśmy. Przez chwilę co prawda pojawił się na jego pyszczku wyraz zdziwienia, ale ja tylko przyłożyłam łapę do pyska, a potem wskazałam nim stronę gdzie kierowała się sarna. Na razie mieliśmy co innego do roboty, a przepytać może mnie później. Szybko pojął przekaz i już po chwili szliśmy powoli, kładąc swoje łapy tak, by narobiły jak najmniej hałasu, a potem sprawdziliśmy wiatr i odeszliśmy nieco w inną stronę, by zajść ofiarę idąc pod wiatr, nie ostrzegając jej wcześniej.
~ Czekaj. ~ mruknęłam po czym zmieniłam się w dość pokraczną mysz jako, że do końca nie opanowałam jeszcze zmiany w inne.
Ogon miałam nadal wilczy choć w pomniejszonej wersji, a kolor został jaki miałam jednak to teraz nie przeszkadzało - chciałam się tylko zakraść i zobaczyć czy droga wolna. Oczywiście, jak na większości polowań nie było żadnych ciekawych utrudnień, więc szybko wróciłam do towarzysza i po zmienieniu się z powrotem w siebie - skinęłam pyskiem i znów ruszyłam. Nie trwało to długo, a oboje zajadaliśmy się mięsem, którego było dość sporo, gdy wyłonił się znikąd biały dym powoli przekształcający się w gwiazdozbiór, a potem w Wodnika.
- Kto śmiał polować na terenach Gwiazdozbiorów? - warknął.
< Malik? >
~ Nie zajęło to długo. ~ posłałam basiorowi myśl, odwracając pysk w jego stronę, na którym widniał szeroki uśmiech.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, że nie porozumiewam się normalnie, a używam telepatii jak to robiłam w chwilach podekscytowania lub, gdy się skradaliśmy. Przez chwilę co prawda pojawił się na jego pyszczku wyraz zdziwienia, ale ja tylko przyłożyłam łapę do pyska, a potem wskazałam nim stronę gdzie kierowała się sarna. Na razie mieliśmy co innego do roboty, a przepytać może mnie później. Szybko pojął przekaz i już po chwili szliśmy powoli, kładąc swoje łapy tak, by narobiły jak najmniej hałasu, a potem sprawdziliśmy wiatr i odeszliśmy nieco w inną stronę, by zajść ofiarę idąc pod wiatr, nie ostrzegając jej wcześniej.
~ Czekaj. ~ mruknęłam po czym zmieniłam się w dość pokraczną mysz jako, że do końca nie opanowałam jeszcze zmiany w inne.
Ogon miałam nadal wilczy choć w pomniejszonej wersji, a kolor został jaki miałam jednak to teraz nie przeszkadzało - chciałam się tylko zakraść i zobaczyć czy droga wolna. Oczywiście, jak na większości polowań nie było żadnych ciekawych utrudnień, więc szybko wróciłam do towarzysza i po zmienieniu się z powrotem w siebie - skinęłam pyskiem i znów ruszyłam. Nie trwało to długo, a oboje zajadaliśmy się mięsem, którego było dość sporo, gdy wyłonił się znikąd biały dym powoli przekształcający się w gwiazdozbiór, a potem w Wodnika.
- Kto śmiał polować na terenach Gwiazdozbiorów? - warknął.
< Malik? >
Od Shervany cd historii Niko
Przez ten moment, gdy duch przenikał przez moje ciało myślałam, że zaraz zamarznę bo zimno przenikało do szpiku kości, ale trwało to tylko ulotną chwilę przez którą wstrzymywałam odruchowo oddech. Nie zamierzałam jednak tak łatwo odpuścić mimo, że myśl o ponownym spotkaniu się z jego niematerialnym ciałem raczej nie zachęcała.
- Dowiedzieć się więcej o Tobie. - uśmiechnęłam się lekko, zachęcająco siadając obok.
- A po co Ci to?
- A no tak z zwykłej, wilczej ciekawości. - zachichotałam. - Głupio, by było przecież teraz tak odejść, co nie? - spojrzałam na niego.
Jednak nie byłam pewna odpowiedzi.
< Niko? >
- Dowiedzieć się więcej o Tobie. - uśmiechnęłam się lekko, zachęcająco siadając obok.
- A po co Ci to?
- A no tak z zwykłej, wilczej ciekawości. - zachichotałam. - Głupio, by było przecież teraz tak odejść, co nie? - spojrzałam na niego.
Jednak nie byłam pewna odpowiedzi.
< Niko? >
wtorek, 18 listopada 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Moje spojrzenie nadal było utkwione w miejscu gdzie zniknęła Yes, gdy zapadnia ponownie się zamknęła pogrążając nas w półmroku tej... piwnicy? Pewnie, gdybym była tutaj sama to byłby to ostatnie co widziałam w swoim krótkim życiu bo maczuga trolla niechybnie się ku mnie zbliżała i ocalił mnie tylko skok, który wykonał mój partner wywracając nas przy okazji.
- Dzięki. - wydyszałam, gdy skończyliśmy się toczyć i oboje obolali powstawaliśmy.
- Lepiej się bardziej postaraj jeśli chcesz byśmy stąd cali wyszli. - uśmiechnął się lekko i uskoczył gdzieś w bok.
< Emerged? >
- Dzięki. - wydyszałam, gdy skończyliśmy się toczyć i oboje obolali powstawaliśmy.
- Lepiej się bardziej postaraj jeśli chcesz byśmy stąd cali wyszli. - uśmiechnął się lekko i uskoczył gdzieś w bok.
< Emerged? >
Od Shervany cd historii Niko
Spojrzałam na niego krytycznym wzrokiem bo jego pesymizm, wręcz odpychał od niego co musiało być uciążliwe dla tego szczeniaka jak i jego znajomych.
- Oj, nie dramatyzuj tak. - przewróciłam oczami, a potem szeroko się uśmiechnęłam. - Teraz możesz latać gdzie chcesz, podglądać znajomych, straszyć innych i niemal wszystko co chcesz! Przecież to genialne! Nie wiem na co narzekasz.
- Śmiejesz się. Nie wiesz jak to jest.
- Każda forma ma różne ciekawe aspekty tylko trzeba je odkryć! Ciało żywego wilka też nie jest idealne i może ucierpieć, a Ty nie!
- Myślisz, że to takie fajne?
- No... Tak.
< Niko? >
- Oj, nie dramatyzuj tak. - przewróciłam oczami, a potem szeroko się uśmiechnęłam. - Teraz możesz latać gdzie chcesz, podglądać znajomych, straszyć innych i niemal wszystko co chcesz! Przecież to genialne! Nie wiem na co narzekasz.
- Śmiejesz się. Nie wiesz jak to jest.
- Każda forma ma różne ciekawe aspekty tylko trzeba je odkryć! Ciało żywego wilka też nie jest idealne i może ucierpieć, a Ty nie!
- Myślisz, że to takie fajne?
- No... Tak.
< Niko? >
Od Shervany cd historii Malika
Jeszcze raz zlustrowałam basiora wzrokiem niby go testując, a także grając lekką pogardę na moim pyszczku, który jednak szybko zmienił kształt i całe to odgrywanie zastąpił uśmiech.
- Miło poznać. - skinęłam mu pyskiem. - Co tutaj porabiasz?
- Ja właściwie...
- Mhm?
Byłam ciekawa bo sama założyłam tą Watahę i nie miałam sytuacji, że nie wiem co ze sobą zrobić, albo nie znam tych terenów, więc zawsze zastanawiało mnie co czuli inni jak tutaj dołączali. Nowi...
< Malik? >
- Miło poznać. - skinęłam mu pyskiem. - Co tutaj porabiasz?
- Ja właściwie...
- Mhm?
Byłam ciekawa bo sama założyłam tą Watahę i nie miałam sytuacji, że nie wiem co ze sobą zrobić, albo nie znam tych terenów, więc zawsze zastanawiało mnie co czuli inni jak tutaj dołączali. Nowi...
< Malik? >
czwartek, 6 listopada 2014
Od Shervany cd historii Niko
Przewróciłam oczami na takie zachowanie od szczeniaka w stosunku do starszej osoby, ale nie odpuściłam jako, że mimo chodem mnie zaintrygował. Zazwyczaj takie maluchy biegają wesoło, pytają się o każdy szczegół i cieszą japę z czegokolwiek, ten zaś... był inny. Chcąc, nie chcąc - podniosłam swoje cztery litery i ruszyłam za białym wilkiem.
- Intrygujące, ale mógłbyś powiedzieć coś więcej?
- Może. - mruknął, nawet się nie odwracając.
Powstrzymałam się od jakiejś sarkastycznej uwagi i nadal szłam powoli koło niego, równając z nim krok i patrząc dość podejrzliwie.
- Gdzie są Twoi rodzice?
< Niko? >
- Intrygujące, ale mógłbyś powiedzieć coś więcej?
- Może. - mruknął, nawet się nie odwracając.
Powstrzymałam się od jakiejś sarkastycznej uwagi i nadal szłam powoli koło niego, równając z nim krok i patrząc dość podejrzliwie.
- Gdzie są Twoi rodzice?
< Niko? >
Od Shervany cd historii Pet'a
Widok basiora wcale mnie nie zdziwił bo już tyle spaczonych wilków się spotkało, że trudno, by coś zadziałało na mnie szokująco. Jednak pytanie o dołączenie mnie zaintrygowało, a nuda przyczyniła się do takiego rozwoju sytuacji. Spojrzałam na basiora z udawaną pogardą i niechęcią. "Zobaczymy na ile chce dołączyć do tej watahy" - pomyślałam, uśmiechając się półgębkiem przy okazji.
- To zależy?
- Od czego?
- Od różnych rzeczy. - zachichotałam i zrobiłam wokół niego kółko, muskając go ogonem pod szyją i ruszając przed siebie, w stronę odwrotną do terenów watahy.
Ten pobiegł za mną i choć widziałam, że nie może już wytrzymać to próbował nic nie mówić. Wiedział, że teraz moja kolej.
- Hm... Dobrze, dam Ci szansę. - spojrzałam na niego kątem oka po czym na chwilę je przymknęłam, a koło nas zrobiło się ciepło.
Nie jakoś gorąco, ale zwykłe, przyjemne ciepło. Takie właśnie wydobywało się z mojego ognistego portalu do innego świata, które uwielbiałam tworzyć i wskakiwać, by znaleźć się daleko, nie wiadomo gdzie.
- Wskoczysz? - zachichotałam, sama już będąc w locie.
< Pet? >
- To zależy?
- Od czego?
- Od różnych rzeczy. - zachichotałam i zrobiłam wokół niego kółko, muskając go ogonem pod szyją i ruszając przed siebie, w stronę odwrotną do terenów watahy.
Ten pobiegł za mną i choć widziałam, że nie może już wytrzymać to próbował nic nie mówić. Wiedział, że teraz moja kolej.
- Hm... Dobrze, dam Ci szansę. - spojrzałam na niego kątem oka po czym na chwilę je przymknęłam, a koło nas zrobiło się ciepło.
Nie jakoś gorąco, ale zwykłe, przyjemne ciepło. Takie właśnie wydobywało się z mojego ognistego portalu do innego świata, które uwielbiałam tworzyć i wskakiwać, by znaleźć się daleko, nie wiadomo gdzie.
- Wskoczysz? - zachichotałam, sama już będąc w locie.
< Pet? >
Od Shervany cd historii Malika
Miły, jesienny wiatr znów zawiał, a ja westchnęłam cicho. Dziś po raz kolejny była moja kolej na obchód terenów czyli jak zwykle: wywlekanie się z cieplutkiej nory za pomocą mojego partnera oczywiście. Gdyby nie to to, bym pewnie spała nawet jakby naszą watahę spadał akurat deszcz meteorytów. No może bez przesady, ale całe zarządzanie robiło się już nudne.
- Po co wymyśliłam te durne obchody? - prychnęłam, a potem ruchem pyska poprawiłam grzywę, która cały czas próbowała się zaprzyjaźnić z moim okiem.
Wiem, że to ja ściągnęłam na siebie tą odpowiedzialność, ale tak czy siak też chciałam się kiedyś rozerwać,a oprócz kilku wilków, z którymi udało mi się już zbratać to większość się mnie bała, albo czuła ten głupi respekt. Momentami miałam ochotę zmienić się w innego wilka, by z kimś się normalnie zaprzyjaźnić. Bez durnej uległości i innych pierdół. Z cichym westchnieniem znów poprawiłam grzywę, która opadła razem z moim pyskiem. W tym właśnie momencie to poczułam. Zapach wilka, swojski choć nie umiałam go dokładnie z jakimś wilkiem zidentyfikować.
- Nowy... - powiedziałam cicho pod nosem, niedosłyszalnie dla innych. - Wreszcie jakaś rozrywka. - uśmiechnęłam się półgębkiem po czym ruszyłam w stronę krzaków.
Miałam ochotę coś porobić, a skoro nadarzyła się idealna okazja to grzechem, by było jej nie wykorzystać, prawda? Szłam, więc bezszelestnie, ostrożnie stawiając łapy i czując pod nimi każdy szczegół. Dopiero jednak w połowie drogi zrozumiałam jaki popełniłam błąd i przeklnęłam w myślach swoją głupotę. Zapomniałam dokładnie zapamiętać miejsca gdzie jest wilk, a stałam tak, że nie mogłam go dokładnie wyczuć i on mnie też, a okrążyć go tak, by jego woń leciała z wiatrem się nie dało. Za dużo nieokrytych miejsc. Postanowiłam jednak spróbować i sprężyłam swoje mięśnie do skoku, a potem go wykonałam już wcześniej krzycząc:
- Mam Cię!
Okazało się, że z tym się nieco pospieszyłam bo przez moje zapominalstwo i nie ustalenia współrzędnych basiora - skoczyłam obok niego, a potem zaśmiałam się nerwowo.
- Po co wymyśliłam te durne obchody? - prychnęłam, a potem ruchem pyska poprawiłam grzywę, która cały czas próbowała się zaprzyjaźnić z moim okiem.
Wiem, że to ja ściągnęłam na siebie tą odpowiedzialność, ale tak czy siak też chciałam się kiedyś rozerwać,a oprócz kilku wilków, z którymi udało mi się już zbratać to większość się mnie bała, albo czuła ten głupi respekt. Momentami miałam ochotę zmienić się w innego wilka, by z kimś się normalnie zaprzyjaźnić. Bez durnej uległości i innych pierdół. Z cichym westchnieniem znów poprawiłam grzywę, która opadła razem z moim pyskiem. W tym właśnie momencie to poczułam. Zapach wilka, swojski choć nie umiałam go dokładnie z jakimś wilkiem zidentyfikować.
- Nowy... - powiedziałam cicho pod nosem, niedosłyszalnie dla innych. - Wreszcie jakaś rozrywka. - uśmiechnęłam się półgębkiem po czym ruszyłam w stronę krzaków.
Miałam ochotę coś porobić, a skoro nadarzyła się idealna okazja to grzechem, by było jej nie wykorzystać, prawda? Szłam, więc bezszelestnie, ostrożnie stawiając łapy i czując pod nimi każdy szczegół. Dopiero jednak w połowie drogi zrozumiałam jaki popełniłam błąd i przeklnęłam w myślach swoją głupotę. Zapomniałam dokładnie zapamiętać miejsca gdzie jest wilk, a stałam tak, że nie mogłam go dokładnie wyczuć i on mnie też, a okrążyć go tak, by jego woń leciała z wiatrem się nie dało. Za dużo nieokrytych miejsc. Postanowiłam jednak spróbować i sprężyłam swoje mięśnie do skoku, a potem go wykonałam już wcześniej krzycząc:
- Mam Cię!
Okazało się, że z tym się nieco pospieszyłam bo przez moje zapominalstwo i nie ustalenia współrzędnych basiora - skoczyłam obok niego, a potem zaśmiałam się nerwowo.
- To miał być taki żarcik.
< Malik? xD >
poniedziałek, 3 listopada 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Spojrzałam lekko w bok i ledwo powstrzymując westchnienie ulgi - dostrzegłam tam mojego partnera. Nie zostawił mnie, nigdy mnie nie zostawi. Przecież obiecał. Poczułam się pewniej, a mój pysk powędrował do góry gdzie latał ognik powoli zmieniając się w wilka. Co prawda nie była to realistyczna iluzja, ale jedynie wilczy kształt stworzony jakby z iskier, ale i tak wykazywało to zainteresowanie gośćmi czyli nami.
- Sądzisz, że taka ofiara wystarczy? - spytała, robiąc wokół mnie kółko, a na koniec delikatnie ocierając się o mnie ogonem i powodując, że całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Wiem, że wystarczy. - powiedziałam, akcentując pierwsze słowa. - Znam Cię, Yes.
- Może i tak, ale każdy się zmienia. Zresztą pokażę Wam coś. - zachichotała, a potem podłoga pod nami się zapadła i spadliśmy do jej spiżarni gdzie ujrzeliśmy...
< Em? >
- Sądzisz, że taka ofiara wystarczy? - spytała, robiąc wokół mnie kółko, a na koniec delikatnie ocierając się o mnie ogonem i powodując, że całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Wiem, że wystarczy. - powiedziałam, akcentując pierwsze słowa. - Znam Cię, Yes.
- Może i tak, ale każdy się zmienia. Zresztą pokażę Wam coś. - zachichotała, a potem podłoga pod nami się zapadła i spadliśmy do jej spiżarni gdzie ujrzeliśmy...
< Em? >
niedziela, 2 listopada 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Czułam jak wszystkie mięśnie basiora napinają się, a ona cały sztywnieje i patrzy w skupieniu na wnętrze chatki. Widok, do którego się już całkiem przyzwyczaiłam i choć wydaje się to dziwne to kiedyś czułam to się spokojnie i bezpiecznie. Wśród tej całej krwi, kości, szczątek jakiejś zwierzyny i tego wszystkiego co było porozrzucane wokół w nieładzie. Jednak to samo nie było najdziwniejsze... Nad nami unosił się czerwony ognik od czasu do czasu wysyłając "błyskawice" w kierunku jakiś części bestii, które kiedyś żyły. Teraz tylko od czasu do czasu podnosiła się oderwana noga, toczące się gdzieś oko i za sprawą promienia od dziwnego światła - kurczyło się jakby wyssano z niej wszystko co się dało. Krew, mięso.
- Yes... - zaczęłam, by zwrócić na siebie uwagę.
Ognik na moment przybrał kształt wilczego pyska, który patrzył na nas po czym znów stał się bezwładną kulą iskier.
- Hm?
Jak zwykle nie wysilała się na żadne dłuższe wypowiedzi bez potrzeby. To do niej trzeba było tworzyć niemal monologi, a zaszczytem było jak wogóle odpowiedziała. Oczywiście jak miało się ze sobą ofiarę to wszystko się zmieniało. Emerged nadal nic jednak nie rozumiał i patrzył na mnie żądając wyjaśnień. Nie mogłam nic zrobić jednak, Yes wyczuwała telepatię i potrafiła się włamać na "prywatny kanał" i podsłuchiwać, a bardzo nie lubiła jak się o niej mówiło bez jej zgody.
- Mamy ofiarę. - powiedziałam, a zza moich pleców wynurzył się feniks trzymany za pomocą telekinezy.
Ognik zrobił gest, który znałam już jako skinienie pyskiem, głową, łbem czy jak to tam nazwać. Wyciągnęłam ptaka jak najdalej od nas po czym cicho szepnęłam:
- Odsuń się lepiej. - sama robiąc to samo.
Nie zdążyliśmy jednak zrobić za dużo kroków, gdy znów pojawiła się "błyskawica" o mocy tak wielkiej, że aż wypuściłam zwierzę z ucisku telekinezy, a ono bezwładnie spadło na ziemię gdzie drgało nieco pod wpływem tego co robiły z nią iskry.
- Nie patrz tam. - odezwał się po raz pierwszy Emerged, czując, że drżę.
Posłuchałam go, dziękując mu w myślach. Choć widziałam to wiele razy to jednak ta moc i zło, które się tam kryło było nie do wytrzymania. Wiedziałam, że gdybym podniosła wzrok to zobaczyłabym jak ciało powoli znika, a zostaje tylko kilka marnych kości. Cała krew, skóra, mięso... Yes wysysała z nich energię tak, że znikały z naszego świata, a cała ich Energia Życiowa była przekazana do ognika. Tylko dzięki temu przeżyła tyle lat, że pamięta same początki.
- Czego chciałaś, Uczennico? - zwróciła się do mnie, a my oboje podnieśliśmy wzrok.
Ja z rumieńcami starałam się unikać wzroku Em'a, który patrzył na mnie z niedowierzaniem. Pewnie myślał, że robiłam to samo, że chciałam być jak ona. To nie było tak, ja nie mogłam tego wytłumaczyć, ale nie mogłam się też cofnąć. To czy zostanie czy nie było decyzją tylko i wyłącznie jego.
- Potrzebuję pomocy...
< Em? Ja nigdy nie mam planu xD Wszystko zależy od weny, możesz to poprowadzić jak chcesz ;3 >
- Yes... - zaczęłam, by zwrócić na siebie uwagę.
Ognik na moment przybrał kształt wilczego pyska, który patrzył na nas po czym znów stał się bezwładną kulą iskier.
- Hm?
Jak zwykle nie wysilała się na żadne dłuższe wypowiedzi bez potrzeby. To do niej trzeba było tworzyć niemal monologi, a zaszczytem było jak wogóle odpowiedziała. Oczywiście jak miało się ze sobą ofiarę to wszystko się zmieniało. Emerged nadal nic jednak nie rozumiał i patrzył na mnie żądając wyjaśnień. Nie mogłam nic zrobić jednak, Yes wyczuwała telepatię i potrafiła się włamać na "prywatny kanał" i podsłuchiwać, a bardzo nie lubiła jak się o niej mówiło bez jej zgody.
- Mamy ofiarę. - powiedziałam, a zza moich pleców wynurzył się feniks trzymany za pomocą telekinezy.
Ognik zrobił gest, który znałam już jako skinienie pyskiem, głową, łbem czy jak to tam nazwać. Wyciągnęłam ptaka jak najdalej od nas po czym cicho szepnęłam:
- Odsuń się lepiej. - sama robiąc to samo.
Nie zdążyliśmy jednak zrobić za dużo kroków, gdy znów pojawiła się "błyskawica" o mocy tak wielkiej, że aż wypuściłam zwierzę z ucisku telekinezy, a ono bezwładnie spadło na ziemię gdzie drgało nieco pod wpływem tego co robiły z nią iskry.
- Nie patrz tam. - odezwał się po raz pierwszy Emerged, czując, że drżę.
Posłuchałam go, dziękując mu w myślach. Choć widziałam to wiele razy to jednak ta moc i zło, które się tam kryło było nie do wytrzymania. Wiedziałam, że gdybym podniosła wzrok to zobaczyłabym jak ciało powoli znika, a zostaje tylko kilka marnych kości. Cała krew, skóra, mięso... Yes wysysała z nich energię tak, że znikały z naszego świata, a cała ich Energia Życiowa była przekazana do ognika. Tylko dzięki temu przeżyła tyle lat, że pamięta same początki.
- Czego chciałaś, Uczennico? - zwróciła się do mnie, a my oboje podnieśliśmy wzrok.
Ja z rumieńcami starałam się unikać wzroku Em'a, który patrzył na mnie z niedowierzaniem. Pewnie myślał, że robiłam to samo, że chciałam być jak ona. To nie było tak, ja nie mogłam tego wytłumaczyć, ale nie mogłam się też cofnąć. To czy zostanie czy nie było decyzją tylko i wyłącznie jego.
- Potrzebuję pomocy...
< Em? Ja nigdy nie mam planu xD Wszystko zależy od weny, możesz to poprowadzić jak chcesz ;3 >
wtorek, 14 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Zadrżałam nieco po czym nieznacznie wskazałam w kierunku chatki.
- Trzeba tam iść.
Wzieliśmy co było nam potrzebne, a po trwającej dość długo ciszy podczas której oboje staraliśmy sobie wytłumaczyć, że to było potrzebne - Em zapytał:
- Kto tam mieszka?
- Nie da się tego wytłumaczyć. - pokręciłam delikatnie pyskiem. - Osoba stara jak świat, zdająca się wiedzieć wszystko, ale nie ingerująca w świat. Trochę jak jakaś bogini jednak, gdy pozna się ją lepiej to jest to zupełnie co innego... - mówiłam coraz ciszej.
< Em? >
- Trzeba tam iść.
Wzieliśmy co było nam potrzebne, a po trwającej dość długo ciszy podczas której oboje staraliśmy sobie wytłumaczyć, że to było potrzebne - Em zapytał:
- Kto tam mieszka?
- Nie da się tego wytłumaczyć. - pokręciłam delikatnie pyskiem. - Osoba stara jak świat, zdająca się wiedzieć wszystko, ale nie ingerująca w świat. Trochę jak jakaś bogini jednak, gdy pozna się ją lepiej to jest to zupełnie co innego... - mówiłam coraz ciszej.
< Em? >
niedziela, 12 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Mimo, że ptak był widoczny jak na dłoni to nie mogłam na niego patrzeć. Przypominał mi o tym co mamy zrobić, czego dokonać.
~ Nie mogę. ~ mruknęłam do basiora, cofając się lekko.
Szybko jednak poczułam jego łapę na moim barku i spojrzałam w oczy. Skinął mi nieco pyskiem, dodając w myślach:
~ Musimy, Sher.
Chciałam coś dodać, jakiś rozsądny argument, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zwłaszcza, że choroba znów się o siebie upomniała, a ja poczułam kłujący ból. Moje oczy znów się skupiły na celu, a łapy zaczęły nerwowo gmerać po ziemii jak zawsze przy polowaniu. Wiedziałam, że mój partner tak jak i ja lustruje wzrokiem ptaka jednak to ja dostrzegłam to na co czekaliśmy.
~ Ptak ma młode.Wraca do nich co jakiś czas, próbuje udawać, że nie ma potomstwa jednak widać, że znika co jakiś czas w tamtych krzakach. ~ wskazałam cicho i delikatnie pokazując je.
~ Musimy zaatakować jak zawraca. ~ błyskawicznie zrozumiał, a ja potwierdziłam to w ciszy.
Teraz, albo nigdy.
< Em? >
~ Nie mogę. ~ mruknęłam do basiora, cofając się lekko.
Szybko jednak poczułam jego łapę na moim barku i spojrzałam w oczy. Skinął mi nieco pyskiem, dodając w myślach:
~ Musimy, Sher.
Chciałam coś dodać, jakiś rozsądny argument, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zwłaszcza, że choroba znów się o siebie upomniała, a ja poczułam kłujący ból. Moje oczy znów się skupiły na celu, a łapy zaczęły nerwowo gmerać po ziemii jak zawsze przy polowaniu. Wiedziałam, że mój partner tak jak i ja lustruje wzrokiem ptaka jednak to ja dostrzegłam to na co czekaliśmy.
~ Ptak ma młode.Wraca do nich co jakiś czas, próbuje udawać, że nie ma potomstwa jednak widać, że znika co jakiś czas w tamtych krzakach. ~ wskazałam cicho i delikatnie pokazując je.
~ Musimy zaatakować jak zawraca. ~ błyskawicznie zrozumiał, a ja potwierdziłam to w ciszy.
Teraz, albo nigdy.
< Em? >
środa, 8 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Spojrzałam w oczy mojego partnera i westchnęłam, czując przy tym kłujący ból w klatce piersiowej i tylko siłą woli powstrzymując się od jęku, który wyrywał się ze mnie. Byłam świadoma, że to co robimy jest złe, ale nie chciałam umierać. Robiłam co prawda dobrą minę do złej gry, ale tak naprawdę cała sytuacja mnie przerażała, a wejście do tego durnego domku już samo w sobie było koszmarem, który potrafił nawiedzać mnie w snach. Nie sądziłam, że kiedyś dojdzie do ponownego spotkania...
- Też tego nie chce. - powiedziałam, mrugając szybko oczami, by nie uleciały z nich łzy. - Ale to jedyny sposób.
- Sher... - basior wyciągnął w moją stronę łapę i delikatnie musnął mój policzek.
Potem odwrócił wzrok, a ja wyczułam cichą rezygnację i równocześnie zgodę. Mimo chodem odwróciłam się w stronę lasu i poruszyłam nosem wdychając jego zapachy. Wyczułam tyle zwierząt, emocji, przeżyć, a potem poczułam wielką skruchę jakbym już zrobiłam coś złego. Wtedy go wyczułam. Młody feniks.
< Em? >
- Też tego nie chce. - powiedziałam, mrugając szybko oczami, by nie uleciały z nich łzy. - Ale to jedyny sposób.
- Sher... - basior wyciągnął w moją stronę łapę i delikatnie musnął mój policzek.
Potem odwrócił wzrok, a ja wyczułam cichą rezygnację i równocześnie zgodę. Mimo chodem odwróciłam się w stronę lasu i poruszyłam nosem wdychając jego zapachy. Wyczułam tyle zwierząt, emocji, przeżyć, a potem poczułam wielką skruchę jakbym już zrobiłam coś złego. Wtedy go wyczułam. Młody feniks.
< Em? >
poniedziałek, 6 października 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Jedyną osobą, która w tym momencie mogła mi pomóc był ktoś kogo nie zamierzałam więcej widzieć. Spotkałam się z nią raz w życiu, ale nie mogłabym powiedzieć, że to najlepszy dzień w życiu. Jej dom zresztą, który już wyłaniał się zza krzaków już mógł zniechęcić wilka do wejścia tam. Wszechobecny smród zgnilizny i krwi, wygląd jakby ktoś go napadł, a po dotknięciu potrafił się rozpaść pod łapą. Zauważyłam wzrok Em'a i spróbowałam się delikatnie do niego uśmiechnąć, ale wtedy przypomniałam sobie jeszcze o czymś, a grymas pojawił się na moim pysku zamiast wcześniej zamierzonego uśmiechu.
- Zapomniałam o ofiarze.
- Ofiarze? - basior delikatnie przekrzywił łepek, domagając się dokładniejszej odpowiedzi, której udzieliłam z cichym westchnieniem:
- Tak, im większa tym lepsza. W dodatku potrzebuje magicznych mocy, więc... trzeba by było zabić jednorożca, smoka lub coś takiego. - skrzywiłam się.
< Em? Brak veny ._. >
- Zapomniałam o ofiarze.
- Ofiarze? - basior delikatnie przekrzywił łepek, domagając się dokładniejszej odpowiedzi, której udzieliłam z cichym westchnieniem:
- Tak, im większa tym lepsza. W dodatku potrzebuje magicznych mocy, więc... trzeba by było zabić jednorożca, smoka lub coś takiego. - skrzywiłam się.
< Em? Brak veny ._. >
Od Shervany cd historii Kimiko
- My, my, my! - krzyknęłam głośno do dziwnego osobnika, uważając to za jedyną opcję ratunku dla nas.
- To gdzie podać? - spytał.
- Do łapy.
- Macie związane.
- No to... - potrząsnęłam łapami. - ... ten teges. Pomóż.
Marchewka zamyśliła się na dłuższą chwilę po czym rozwiązała nas i dała przesyłkę.
- Dziękuję bar... - urwałam, gdy broń została w nas wymierzona.
Snajper uśmiechnął się do nas szeroko.
- Ale co pan robi?
- Nic... - zachichotał po czym rzucił szorstko. - Łapy do góry.
- Ale, ale... czemu? Czemu teraz?
- Bo bezbronnych nie wypada. - znów zachichotał i lufą wskazał drzwi, w wymownym geście.
Po drodze udało nam się zobaczyć jeszcze wielki bałagan i krew, która majestatycznie spływała z ścian po czym wyszliśmy na zewnątrz gdzie oślepiło nas dziwne światło...
< Kimiko? >
- To gdzie podać? - spytał.
- Do łapy.
- Macie związane.
- No to... - potrząsnęłam łapami. - ... ten teges. Pomóż.
Marchewka zamyśliła się na dłuższą chwilę po czym rozwiązała nas i dała przesyłkę.
- Dziękuję bar... - urwałam, gdy broń została w nas wymierzona.
Snajper uśmiechnął się do nas szeroko.
- Ale co pan robi?
- Nic... - zachichotał po czym rzucił szorstko. - Łapy do góry.
- Ale, ale... czemu? Czemu teraz?
- Bo bezbronnych nie wypada. - znów zachichotał i lufą wskazał drzwi, w wymownym geście.
Po drodze udało nam się zobaczyć jeszcze wielki bałagan i krew, która majestatycznie spływała z ścian po czym wyszliśmy na zewnątrz gdzie oślepiło nas dziwne światło...
< Kimiko? >
piątek, 1 sierpnia 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
- Dziękuje. - zwróciłam się do Hind'a, a on oddalił się pospiesznie.
Wtedy przyszedł do mnie Em. Strapiony i widać było, że nie spał za dużo albo wcale. Bał się o mnie, a ja musiałam go zmartwić jeszcze bardziej.
- Sher...
- Nie wie co mi jest. - odpowiedziałam na niezadane pytanie. - Coś na mnie musiało tak zadziałać. Czar jakiś.
- Ale jaki? Można coś na to poradzić?
- Nie wiem. Trzeba, by było spytać się kogoś kto wie więcej od innych wilków...
< Em? >
Wtedy przyszedł do mnie Em. Strapiony i widać było, że nie spał za dużo albo wcale. Bał się o mnie, a ja musiałam go zmartwić jeszcze bardziej.
- Sher...
- Nie wie co mi jest. - odpowiedziałam na niezadane pytanie. - Coś na mnie musiało tak zadziałać. Czar jakiś.
- Ale jaki? Można coś na to poradzić?
- Nie wiem. Trzeba, by było spytać się kogoś kto wie więcej od innych wilków...
< Em? >
sobota, 26 lipca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Powoli podnieśliśmy się na cztery łapy. Basior odwrócił wzrok na chwilę, by odnaleźć się w otoczeniu, zaś ja nadal na niego patrzyłam. Na kogoś kto nadał barw mojemu życiu, komuś kto mnie osłaniał. Nawet przed taką idiotyczną rzeczą jak chłodny wiatr w ponury dzień, a tak robił teraz. Zbierał całe zimno, dla mnie. Tak myśląc przyglądałam się jego sierści, kiedy jakiś ból sprawił, że pisnęłam:
- Em!
Kolana się pode mną ugięły. Czułam się jakby coś rozrywało moje wnętrzności. Co się dzieje?!
< Em? Jak co to nie rodzi tylko jakaś choroba. >
- Em!
Kolana się pode mną ugięły. Czułam się jakby coś rozrywało moje wnętrzności. Co się dzieje?!
< Em? Jak co to nie rodzi tylko jakaś choroba. >
środa, 2 lipca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Początkowy strach przed reakcją i niepewność zniknęły. Całkowicie. Druga połowa, od której wcześniej odeszła teraz powróciła i połączyła się z nią niewidzialną nicią. Razem byli niezniszczalni, razem mogli wszystko.
- Na pewno tego chcesz? - upewnił się jeszcze Em, jak to mam w zwyczaju.
Zaś ja go pocałowałam. Po prostu. On rozumie mnie w końcu bez słów.
< Em? :3 >
- Na pewno tego chcesz? - upewnił się jeszcze Em, jak to mam w zwyczaju.
Zaś ja go pocałowałam. Po prostu. On rozumie mnie w końcu bez słów.
< Em? :3 >
wtorek, 1 lipca 2014
Od Shervany cd historii Emergeda
Mój wzrok zamarł na chwilę w miejscu gdzie jeszcze tak niedawno znikał ogon mojego ukochanego. Wiedziałam, że nie jest to powód do rozpaczy, że nie powinnam tak na to patrzeć, ale po moim pysku spłynęła samotna kropla. Łza. Nie wiedziałam co robić, nie byłam pewna czego chce. Watahą potrafię rządzić, potrafię rozpatrywać sprawy ogólne, a swoje własne? Dotyczące swojego szczęścia?
- Jestem durną idiotką. - warknęłam, uderzając łapą w ziemię i niemal w tym samym czasie słysząc znajome skrzeczenie.
Kain.
~ Beksa lala nad sobą się użala. ~ zarechotał w moim umyśle, zataczając powolne kręgi i siadając na moim ramieniu.
Na chwilę zamarło mi serce. Chciałam z kimś porozmawiać jednak nie wiem czy mój towarzysz byłby najlepszy w tym momencie.
~ Kain, proszę. ~ mruknęłam cicho w umyśle.
~ No przecież żartuje. ~ skupie mnie delikatnie. ~ O co chodzi?
Wtedy opowiedział o wszystkim. Wylało się to ze mnie, już samym tym wydarzeniem pozwalając mi odzyskać jasność umysłu i móc znów się skupić na słowach sokoła:
~ To jaki w tym problem? Albo chcesz mieć bachory albo nie.
~ No właśnie nie jestem tego pewna!
~ Ja, bym raczej chciał. ~ zerknęłam na niego zdziwiona, ale on tylko udawał przygłupa. ~ Nic nie mówiłem przecież.
Wzruszyłam ramionami.
- Chyba powinnam znaleźć Em'a. - mruknęłam, a mój towarzysz skinął tylko łbem i odleciał.
Podjęłam decyzję. Chce tego.
< Em? >
- Jestem durną idiotką. - warknęłam, uderzając łapą w ziemię i niemal w tym samym czasie słysząc znajome skrzeczenie.
Kain.
~ Beksa lala nad sobą się użala. ~ zarechotał w moim umyśle, zataczając powolne kręgi i siadając na moim ramieniu.
Na chwilę zamarło mi serce. Chciałam z kimś porozmawiać jednak nie wiem czy mój towarzysz byłby najlepszy w tym momencie.
~ Kain, proszę. ~ mruknęłam cicho w umyśle.
~ No przecież żartuje. ~ skupie mnie delikatnie. ~ O co chodzi?
Wtedy opowiedział o wszystkim. Wylało się to ze mnie, już samym tym wydarzeniem pozwalając mi odzyskać jasność umysłu i móc znów się skupić na słowach sokoła:
~ To jaki w tym problem? Albo chcesz mieć bachory albo nie.
~ No właśnie nie jestem tego pewna!
~ Ja, bym raczej chciał. ~ zerknęłam na niego zdziwiona, ale on tylko udawał przygłupa. ~ Nic nie mówiłem przecież.
Wzruszyłam ramionami.
- Chyba powinnam znaleźć Em'a. - mruknęłam, a mój towarzysz skinął tylko łbem i odleciał.
Podjęłam decyzję. Chce tego.
< Em? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)