Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od The Ring'a. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od The Ring'a. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 stycznia 2014

Od The Ringa cd historii Moonshine

Stanąłem nieźle skołowany. Rose? Ta hiperaktywna wadera która kiedyś się do mnie przyczepiła? Ta sama, która podniecała się tym, że jestem duchem i upolowałem jelenia? Otrząsnąłem się i uznałem, że na dwie godziny przybiorę materialną postać.
-A więc...Moonshine - powiedziałem już łagodniejszym głosem - myślałem, że każdy ucieknie przed moim wyciem, a zwłaszcza taka różowa panienka jak ty - dodałem już mniej uprzejmie.
-Wiesz co? Idź sobie w kij - odmruknęła, po czym przerażona spojrzała na zachodzące słońce. Przypomniałem sobie, że ponoć zachód słońca źle działa na duchy.

<Moonshine?>

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Od The Ring'a

Las był dzisiaj wyjątkowo mroczny i nieprzewidywalny. Wyczuwałem każdy najdrobniejszy szelest, każdy krzyk mordowanego stworzenia. Tak, było tu niebezpiecznie. Dokładnie tak, jak lubię. Lodowaty wiatr przeszywał moje niematerialne ciało. Wzniosłem pysk w górę i wydałem z siebie przeraźliwy okrzyk, okrzyk duszy uwolnionej z wieloletniego zniewolenia. Rozejrzałem się wokół siebie dzikim wzrokiem. Wszystko uciekło ode mnie. Stałem teraz sam, w sercu nieprzeniknionej, mroźnej puszczy. Usłyszałem jak skrada się do mnie jakiś wilk z watahy.

< Emmm.... jakiś wilk z watahy xd? >

niedziela, 1 grudnia 2013

Od The Ring'a cd historii Rose

- Jesteś trochę nadaktywna, ale chyba już mówiłem to jakieś trzysta razy - mruknąłęm pod nosem.
Kątem oka dostrzegłem ogrooomnego jelenia pędzącego w naszą stronę.
-To chyba król jakiś, bo ma koronę, co nie co nie co nie??? - irytującym głosem mówiła Rose, w tym samym czasie kiedy ja zamarłem ze strachu i mimowolnie poleciałem w zaświaty.
Patrząc z góry widziałem Rose, której nie mogłem już pomóc

< Rose? >

poniedziałek, 28 października 2013

Od The Ring'a

Spokojnie chodziłem sobie po lasku oglądając swoje czarne jak węgiel łapy. Zastanawiałem się, co by się stało gdybym wytarzał łapę w węglu. Zmieniłoby to coś? A może nie mogę dotykać węgla? A może zyskam super moce... Muszę znaleźć węgiel aby się o tym przekonać! Wszedłem do pobliskiej jaskini, po czym ujrzałem małego przestraszonego króliczka siedzącego w głębi. Kiedy tylko skupiłem na nim swój wzrok mały zaczął się powiększać, wyrosły mu wielkie pazury, oczy zrobiły się żółte jak u węża...i po chwili stałem przed ogromnym obrzydliwym mutantem w którym nie było nic z króliczka. Miałem właśnie przypomnieć sobie, że jestem niematerialny ale usłyszałem za sobą krzyk jakiegoś wilka ze stada.

<Ktoś ze stada?>

sobota, 19 października 2013

od The Ring'a cd historii Rose

-Jeżeli chcesz coś rzeczywiście upolować, to może przestać skakać jak opętana- cicho powiedziałem, po czym wyskoczyłem z krzaków i jednym ruchem łapy uśmierciłem zwierzę. Rose patrzyła na mnie szeroko otwartymi ślepiami, jakby nigdy w życiu nie widziała ducha polującego na jelenia.

środa, 9 października 2013

Od The Ring'a

Chodziłem sobie po lesie wpół zmaterializowany. Łapy zagłębiały mi się w śnieg po same kostki <o ile wilk ma kostki >. Myślałem o… niczym szczególnym. Moją uwagę przykuł mały, filetowy kwiatuszek wystający spod śniegu gdy nagle…
- Hej, siemano! Ojeja, w życiu nie widziałam równie przerażającego ducha, takiego jak ty! Jak cię zwą? – wrzeszczała do mnie biała wadera.

- The Ring. Mów mi po prostu Ring – odburknąłem – a ty? Jak masz na imię?

-Mam na imię Rose! Co powiesz na polowanie?! Zgódź się, zgódź się, zgódź się! – krzyczała, już się zbliżając.
-Mhm. Może być. Ale żeby od razu dotarło – mam partnerkę – zamruczałem, po czym poszedłem za waderą która…

<Rose?>

piątek, 4 października 2013

Od The Ring'a

Tej nocy poczułem się na siłach, aby zmaterializować się i pójść do moich szczeniaków. Poleciałem (wciąż w dusznej postaci) do jaskini w której niegdyś żyłem. Wleciałem do środka. Zauważyłem szczeniaki leżące na ziemi i smacznie chrapiące. Ale Blue nie było.
"Fajnie zajmuje się dziećmi" - pomyślałem - "Muszę z nią o tym pogadać, jak już łaskawie się zjawi". Moje dzieci leżały obok siebie. Andrea słodko spała przykryta ramieniem Ralfiego. Był to cudowny widok. Zmaterializowałem się i zacząłem szturchać Ralfiego.
-Hmmmm? Niedźwiedź?! Niedźwiedziu, gdzie jesteś?!- wykrzyczał zaspany Ralfi.
-Syneczku kochany, to ja - twój ojciec. Twój kochający ojciec - łzy poleciały mi z oczu podczas tego spotkania. Ralfi siedział na ziemi i patrzył na mnie wielkimi oczami pełnymi łez.
-Tata? Ja cię nigdy nie widziałem! Ten niedźwiedź...ja go kiedyś...- i właśnie w tym momencie się rozpłakał. Andrea, wyczuwając przez sen nieobecność brata obudziła się i także rozpłakała się ze wzruszenia. wziąłem obydwa szczeniaki w ramiona i zakręciłem się wokół. Niestety, nagle przestałem być materialny i szczeniaki wyleciały mi z łap i trzasnęły łbami o ścianę. Po czym znów zasnęły.
"No nic. Przyjdę kiedy indziej" - pomyślałem, odlatując. Po drodze zauważyłem Blue wracającą z herbatki u znajomej. Ależ nieodpowiedzialna z niej matka!



Obserwatorzy