czwartek, 17 października 2013

Nieobecność!

HeJkA!
Jak możecie się domyślić po powitaniu to ja - Shervana
Chcę Was uprzejmie poinformować, iż, aż wyjeżdżam.
Proszę w tym czasie nie wysyłać opowiadań na moją pocztę i nie spamować mi bym odpisała.
Wyjeżdżam 18 października o godzinie 7:00 z Krakowa gdzie jedzie się 2 godziny, więc będę musiała wstać 4 co na pewno nie poprawi mi humoru ._.
Wracam 24 października, ale na kompie będę pewnie 25.
Wątpie, bym miała kontakt z Internetem < nie biorę laptopa, komórki nie mam >, więc nie będę odwiedzać watahy.
Możecie uznać, że zginę na ten czas, a zmartwychwstane 25.
Choć Wy i tak w większości nie żyjecie...
No to,
papa!

Wasza Samica Alpha
Shervana 
oraz inne jej wilki:
Raven i Suray

środa, 16 października 2013

Od Kinaj'a cd historii Dejli

Zaraz zazcznie płakać... Niech nie zaczyna płakać, bo ja też się rozbecz,ę a to będzie dziwne... Dobra musze wziąść się w garść... I ją... No... Pocieszyć...
- Dejla... Nie płacz.. Ja mam po prostu różne myśli... Wszystko się ułoży... Jak to się potoczy to zobaczymy w praktyce... Teraz nie myślmy o tym co by było gdyby - przytuliłem ją po przyjacielsku i ruszyliśmy dalej... Szliśmy przez chwilę w milczeniu potem ja coś palnąłem i zaczęła się rozmowa. Szliśmy w sumie niedługo kiedy 2 wilki przecięły nam drogę... Nie były duże.. Wyglądały jak  szczeniaki w fazie zabawy. Zatrzymały się na chwile kiedy nas zobaczyły
- Hej Dejla i... - powiedziały chórkiem
- Kinaj -powiedziałem z uśmiechem na mordzie, a maluchy pobiegły dalej
Wnioskuję z tego iż jesteśmy już niedaleko... To była chyba moja najdłuższa droga, w której na nic się nie naraziłem... Jestem z siebie taki dumny xD


< Dejla? to już tu czy cos mu się pomerdało? ;) >

Od Emersit'a cd historii Shervany

Shervana pojawia się w powietrzu i spadła. Wiem, że nie będzie taka sama. Będzie... inna. Traci przytomność. Waruję obok niej i czekam. Po prostu czekam.

Kilka godzin później

Kiedy ona się obudzi? A jeżeli się nie obudzi? - myślę z przerażeniem. Co, jeżeli się nie obudzi? Zaczynam ją trącać nosem, mówić, krzyczeć, skakać wokół i błagać. Ale Shervana się nie budzi.
~ I nie ma zamiaru tego robić - mówi mi lodowata część nieskalanego umysłu.
~ Nie! - jestem przerażony inteligencją i sensem jego słów. - Obudzi się, potrzebuje czasu!
Mam wrażenie, że on rzuca mi pełne pożałowania spojrzenie.
~ Durniu, czy ty wierzysz?! Czy wierzysz w te brednie?!
Upadam.
~ Nie, nie wierzę.
Uśmiecha się w ciemności.

Godzinę później

Nie, ona MUSI się obudzić. Minęło już wystarczająco dużo czasu.
~ Ona się nie obudzi. - mówi Głos, bezczelnie beztrosko liżąc łapę.
- Ona się obudzi! - warczę. - Ona się obudzi.
A on znowu zaczyna.
~ I Ty w to wierzysz?... Ehh... Głupku, Ty w to wierzysz.
Nie upadnę.
~ Tak. - mówię z przerażającą mocą. - Ja w to wierzę.
On ucieka. Niech nie wraca. Uśmiecham się pod nosem. A Shervana się budzi.

<Shervana?>

Od Shervany cd historii Emersit'a

Wybrał. Czułam to, gdy mnie pojawił się Cień i skinął łbem. W moim sercu poczułam ciepłe uczucie, a potem na moim futrze pojawiły się dwie krople. Słone krople. Łzy Emersit'a.
- Wracam! - wołam na cały głos. - Do Ciebie!
"kochany" - kończę w myślach. Potem czuję jakby niewidzialna dłoń mnie wyciągnęła i ląduje na twardej ziemii. Widzę jeszcze uciekające wspomnienia i zmiejający się charakter, a potem mdleje...

< Em? >

wtorek, 15 października 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Leżę, myśląc o tym, ile czasu zajmie mi zgnicie. Nagle czuję taki ból w skroniach, że zaczynam uderzać głową w kamienną posadzkę i wyć ile sił w płucach. Kiedy wszystko ustaje, w moim umyśle zakwita wiadomość. Wiadomość od Shervany. To nie pomaga. Jak?! Jak wybrać, jak...?! Opadłem na kamień. N i e  m o g ę, i nie umiem wybrać. A może nie chcę? Chwytam kamień "kredowy" i zaczynam rysować nim po kamiennej posadzce. Rysuję z taką pasją, taką gracją, takim... wyczuciem, że zajmuje mi to kilkadziesiąt minut. Dokładnie wiem, gdzie, jak i jakiej długości narysować kolejną linię, ale nie wiem po co. Kiedy jest idealna, zajmuję się kolejną. Niespodziewanie rysunek zaczyna zajmować coraz więcej miejsca. Biegam, dobierając idealne miejsca, na kolejne linie. Nie umiem już objąć wzrokiem całego rysunku. Teraz - teraz czas na ostatnią linię. Z nabożeństwem podchodzę do miejsca, które jest JEJ miejscem. Ostatni zgrzyt kamienia - nie kamienia, mojego pazura, kamień właśnie zmienił się w piasek. Teraz wiem, że skończyłem, i zrobiłem to co miałem i musiałem zrobić. Et pojawia się pod postacią ptaka i porywa mnie wysoko, wysoko pod sufit. Teraz widzę, widzę co narysowałem. Dwie kryształowe łzy spadają z wysokości dokładnie nad nos narysowanej Shervany. Wiem... wiem, że...
Wybrałem.

<Shervana?>

poniedziałek, 14 października 2013

Od Shervany cd historii Emersit'a

Gdy tylko pojawiam się w książce, w moim umyśle pojawiają się miliony informacji. Potrafię dokładnie opisać całe moje dzieciństwo, co kiedy myślałam i robiłam. Razem z tymi informacjami doszła do mnie inna. Jestem w książce, która jest moją biografią, magiczną biografią, którą każdy posiada. Pisana jest od narodzin, aż do śmierci, przez magiczne pióra, które rodzą się z Tobą. Skryb, który był z nami w komnacie, był Strażnikiem. Niestety słabo spełnił swą rolę. Moja biografia została przerwana i nie mogłam wyjść, jednak wtedy podszedł do mnie cień...
- Jestem posłańcem Twojego Demona.
- Czego chce? - pytam, a w moich oczach pojawiają się łzy. Przecież już nigdy nie ucieknę stąd i nie zobaczę Emersit'a! - Pożegnać się?
- Wyjątkowo chce Ci pomóc. Gdy jesteś tu uwięziona, on nie może nic zrobić. Jest częścią Ciebie, ale nie Tobą.
- Czyli może stąd wyjść?
- Tak, ale nie jest materialny i nie może przeniknąć do ciała Nienaznaczonego.
- Ale... Może telepatycznie przekazać coś Em'owi?
Skinął głową i dodał:
- A co chcesz przekazać?
- Którą połowe mnie woli. - odwracam wzrok i spoglądam na kartkę, która jest podłogą ciemnego pomieszczenia.
Przedarta na pół, dzieli mnie na dwie różne istoty, a mogę wyjść za pomocą Demona, ale tylko jako jedna z mnie. Nie wiem skąd to wiem, nie wiem czemu wyczuwam kryjącą się w cieniu drugą mnie, ale skinieniem głowy przywołuje ją do siebie.
- Czas na ostateczne pożegnanie. - mówię.
- Tak. Tylko jedna z nas wyjdzie. - szczerzy się.
- Idź, cieniu. - mruczę i patrzę w ciemność.
Teraz basior decyduje, które wspomnienia mam zachować i, które cechy...

< Emersit? >

Od Emersit'a cd historii Shervany

Słyszę okropny rumor tysięcy łap. Zaczynam wściekle drapać w barierę.
- Shervana! Słyszysz?
W tej samej chwili bariera opada, a ja widzę martwego Naix'a i... nieprzytomną Shervanę. Nic poza tym. Z westchnieniem ją podnoszę, kiedy nagle... świat znika!

Pojawia się przed nami kilka sekund później. Shervana się budzi. Jesteśmy w przestronnej, jasnej hali...



Wygląda podobnie, ale na jej końcu stoi stary stół skryby <czy jak mu tam>. Za nim stoi naj: -starszy, -bardziej pomarszczony i -bardziej sędziwy staruszek, jakiego widziałem. Ma zakręconą bródkę, okular na lewym oku i coś pisze wielkim, czarnym piórem na pergaminie. Po chwili zauważa nas, leżących żałośnie na środku sali. Shervana zrywa się i biegnie w jego stronę. Nagle okazuje się, że jest strasznie daleko... Przewracam oczami i biegnę za nią. Starzec przy stole patrzy na nas ze smutkiem i zaskoczeniem. Następnie... rzuca między nas księgą. Kiedy ląduje, otwiera się... Jest całkiem pusta! I nie ma tytułu! Shervana dalej wściekle biegnie przed siebie. Będąc kilka metrów od książki... zaczynają wyrastać na niej... kontury! Takie jak w rysunkach! W końcu, kiedy jest już koło książki, ona... staje się ilustracją w niej!
- Shervana!
Staruszek wyskakuje zza biurka i biegnie do książki... rzucam się do biegu. Jesteśmy równie blisko... Teraz widzę, pusta księga w magiczny sposób zapisała się... były w niej wszystkie informacje o Shervanie. Te piękne rysunki... Ta białoruda sierść... Te zielone oczy... Ryczę z wściekłością, pokonując ostatnie metry od książki. Starzec jest równie szybki, co ja. Nie, z pewnością na takiego nie wygląda.Chwytam księgę, czytając jednocześnie jej tytuł. Proste: "Shervana". Basior chwyta i ciągnie za książkę. Zaciskam zęby. Nie odpuszczę. Nigdy. Wściekle szarpię książkę. Kilka minut tej bezszelestnej bitwy, i... kartki latają jak puch... książka... rozerwała się. Starzec patrzy na nią smętnie. Patrzę na nią z przerażeniem. Upadając, otwiera się na dużym rysunku Shervany... przedartym na pół.
- Nie wróci. - szepcze starzec.
Wpatruję się w ilustrację. Co on mówi? Nie wróci?!
- Shervana! - syczę. Opuszczam głowę i warczę - Shervana.
Basior nie broni się. Leży już martwy. Podnoszę głowę.
- Nie wróci! - wrzeszczę demonicznie.
Jak to możliwe. W końcu wyję:
- Shervanaaaa!

<Shervana?>

Obserwatorzy