Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Emersit'a. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Emersit'a. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Od Emersita cd historii Shervany

Uciekamy przez miejsca, których nie chcę nigdy pamiętać. Wyobraźcie sobie kanapkę z tabliczką czekolady, sosem salsa, chipsami i warzywami. Pokryjcie to bitą śmietaną.
Skończyliście? Świetnie.
Teraz pomnóżcie to przez 10, i zjedzcie.
W końcu padamy na jakąś dolinę, i zasypiamy od razu. Szkoda, że od razu się nie rozglądam.
Bo jest... po prostu pięknie.



<Shervana?>

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Skryłem rumieniący się policzek w śniegu, udając, że muszę się podrapać.
- Ładnie, ładnie, ale... to chyba tak... nie na zawsze, nie?
Przekrzywiła na chwilę głowę.
- Cóż, byłoby ciekawie. A swoją drogą, czy myślisz, że część mojego geniuszu przelało się do Twojej główki? - uśmiechnęła się.
Ale mi nie było do śmiechu.
Dlaczego?
Zima tak na mnie działa.
Depresja?
Schizofrenia?
Rozdwojenie jaźni - wróciłem ten drugi JA?

<Sh?>

środa, 4 grudnia 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Sam też uderzam w to... coś.
- Co do...
Nagle bariera zaczęła się do nas przybliżać.
- Cho... Chodźmy stąd, Sher!
Uciekamy, ale nagle bariera wyrasta również z drugiej strony...
- Coś czarno to widzę...
Cofamy się, póki nie dochodzimy do drugiej bariery...

<Shervana?>

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Od Emersita cd historii Shervany

Rozumiem, druhu.
- Tsa... Znaczy, że... Yyy? Ach. Znaczy się: zostaję?
Kiwa gorliwie głową.
- Zg...
Jakiś biały basior wlatuje na mnie od tyłu.



Chichocze szybko i syczy:
- Sorry... Lepiej: WIAĆ!
Nie przestaje się przy tym chichrać cicho. Ucieka. Shervana spogląda na mnie szukając wsparcia.
- Yyę?
Moje ucho zwiewa w tył, ku dziwnemu dźwiękowi. Stukot... stukot?!
- Wiej. - syczę do Shervany. - Stado. Biegnie. Bizony.
Stado zbyt szybko się zbliża... Po chwili jeden z nich wrzuca mnie na swoje rogi, bo... nie, to... Shervano-smok!

<Shervana?>

środa, 27 listopada 2013

Od Emersita cd historii Shervany

- Tak jakoś... Puść mnie, puść! Może... - mój wzrok zaszedł nagle mgłą - Niedługo zacznie padać śnieg. - mgła odeszła z moich oczu - Pójdziemy nad Zatokę Naine'ta? Co tak na mnie patrzysz?
- No... śnieg?
- Co? - zainteresowałem się. - Jaki śnieg, u licha?
- No śnieg... Mówiłeś coś o śniegu!
- O śniegu?! Jakim ś- ACH! Mam tak czasami! Zawieszenie w myślach i powiedzenie czegoś bezsensownego... Chociaż zazwyczaj to, co powiem, jakoś mi się przydaje... Co dokładnie mówiłem?
- "Niedługo zacznie padać śnieg" - wyrecytowała.
- Śnieg...? O rany! - podskoczyłem. - Śnieg! - Shervana pokazała gestem, abym mówił dalej. - Śnieg, zima, Święta!
Sher opadła.
- Co Ty? Zapomniałeś?
Teraz ja opadłem.
- Tak. - odwróciłem głowę. - To ja... ten, może już pójdę...
Zrobiłem krok w powietrzu.

<Shervana?>

Od Emersita cd historii Shervany

Połknąłem watę w jednej chwili, a wraz z nią... puszka! Wszystko stanęło w jednej chwili, puszki patrzyły na mnie z przerażeniem, a w moim gardle usłyszałem słabe kaszlenie. Zaraz się udusi! - przemknęło mi przez myśl. Szybko zatrzymałem czas i za pomocą wykałaczki wykrztusiłem puszka. Potem przeglądałem się chwilę dziwnej scenerii: dziesiątki puszków zatrzymanych w BARDZO dziwnych pozycjach, chichoczącą Shervanę i nienaturalną pozę puszka, którego przed chwilką wyplułem... Wszystko to wydało mi się tak niedorzeczne... że korzystając z okazji uciekłem w krzaki.

<Shervano-smoku?>

wtorek, 26 listopada 2013

Od Emersita cd historii Shervany

Moja i Shervano-smocza szczęki opadają jak łopaty.
- Omomocio?
Kłębek futra niemal złamał mi nos podfruwając do mnie... po czym pisnął:
- To OBRAZA GATUNKU! Jak śmiesz?! SZEREGOWI!
Co najmniej dwieście puszków "stanęło" na baczność za swoim dowódcą.
- BACZNOŚĆ! - wykrzyknęli chórem.
Dowódca przyjrzał się nam. Jego wzrok nie był już srogi... Mrugnął do mnie okiem!
- Uff... - sapnąłem z ulgą.
Omom-coś uśmiechnął się...
- ATAAAAAK!

<Sher? ;)>

poniedziałek, 25 listopada 2013

Od Emersita cd historii Shervany

Uśmiecham się od ucha do ucha.
- Eeee... Tam!
Wskazuję na Drzewo Lavil'i. Shervano-smok odwraca do mnie wilczo-smoczą głowę i patrzy na mnie ze zdumieniem.
- Emer... Już tam byliśmy.
- Oooo? - przewracam z udawanym zdziwieniem oczami. - Oo, ach tak? - drapię się po łebku. - Hmm, no tak, no to może... tam? - wskazuję na Zatokę Naine'ta.
- Czemu nie?
Wzrusza ramionami, co niemal powoduje mój upadek z jej grzbietu.
- Hej, uważaj trochę!
Uśmiecha się i wzrusza po raz drugi. Ten sam skutek.
- Ej!
- No dobra, dobra!
Ląduje, ale coś z pędem wpada na nas z boku!

<Shervana? ;P>

niedziela, 24 listopada 2013

Od Emersita cd historii Shervany

- Yeee.... Tam! - krzyczę do Shervano-smoka wskazując na Drzewo Lavil'i.
Kilkanaście minut później...
- Co wy tu robicie?! - pyta z naganą wielowiekowy chyba smok.
- My... yy, ten, no... ja jestem... - w przebłysku olśnienia przyciągam do siebie Shervano-smoka - Smoczym Jeźdźcem, oczywiście!
Stary smok przygląda mi się krytycznie, ale już z większym zaciekawieniem, niż wściekłością. Shervana za to patrzy na mnie tak, jakby miała ochotę mnie rozszarpać. Leciutko wzruszam ramionami z szarmanckim uśmiechem.
No co?

<Shervana?>

piątek, 22 listopada 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

- Znowu? Kto?
Wzrusza tylko ramionami. Chyba chce coś powiedzieć, ale huk, który nagle przetacza się przez ten dziwny świat nie pozwala jej nawet zacząć. Rozglądam się spłoszony. Spostrzegam, że jesteśmy w górach. I... że pędzi na nas lawina!
- Podskocz. - szepcze do ucha Shervanie.
Zdziwiona robi, co proszę. W tym momencie zatrzymuję czas i z łatwością pcham ją w powietrzu. Przesuwam ją w kierunku iglastego lasu za zakrętem. Siadam, wzdycham i, wykorzystując zawieszenie w czasie, przyglądam jej się uważnie. Ha, zatrzymałem ją w dobrym momencie. Śmiesznie wygląda. Ale, chwila, czy ona zmieniła fryzurę? "Włączam" czas chcąc ją o to zapytać. Lawina rusza dalej.
- Zmieniłaś fryzurę?
Przez chwilę się nie rusza, osłupiona nagłym przeniesieniem, kiedy dochodzi do siebie, patrzy na mnie z niesmakiem i odpowiada:
- Cała się zmieniłam, bystrzaku.
Szczerzę zęby w przepraszającym, nie całkiem szczerym uśmiechu.

<Sher? ;D>

środa, 20 listopada 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Po kolejnych 2 godzinach spadania i wzdychania, jestem nieźle znudzony. Ale tam, gdzie lądujemy, wcale nie jest nudno... Królowa z włócznią wywija nią z wściekłością, jeszcze nas nie zauważyła, walczy wraz ze swoim batalionem z jakimiś innymi wilkami, całkowity, niekontrolowany chaos... ruiny... jesteśmy... my jesteśmy... w Królestwie Tarota!
- To się narobiło... - syczę.

<Shervana? Całkiem spłukana z weny jestem...>

poniedziałek, 18 listopada 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Opadają mi ramiona.
- Na mnie. - bardziej mówię niż pytam. Potakuje. - A niech to... Co tu... Co tu...
Odruchowo próbuję krążyć... póki nie przypominam sobie, że wiszę w pułapce.
- A może... a może po prostu...?
Podpaliłem więzy i wyskoczyłem z pułapki. Shervana wyślizgnęła się z niej chwilkę później z zawiedzioną miną.
- Co jest?
- Myślałam o lepszych efektach specjalnych.
Prychnąłem i przewróciłem oczami.

<Shervana?>

Od Emersit'a cd historii Shervany

Walczę, tu, w środku. W końcu udaje mi się przejąć władzę nad swoim ciałem.
- Sher-vana...
Upadam.

~~ Jakiś czas później ~~

Coś mi podrażnia wąsy. Przestań, przestań, ja chcę spać.... Daj mi już odpłynąć... Odginam wargę i warczę cicho. Przestań, przestań! W końcu otwieram oczy. Wisimy... Shervana, Kain, Et i ja... w... na mój pazur, co my robimy w sieci?

<Shervana? Brak weny . _ .>

wtorek, 12 listopada 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Kurczowo trzymam się ostatnich strzępków świadomości...
- Znam... Cię...
Existere rozgląda się, a potem na jego pysk wpływa szyderczy uśmiech. Zaś ja próbuję dalej...
- Znam... Cię... Eurosie... Błagam, pomóż... mi...
Z twarzy Existere'a odchodzi uśmiech i Demon szepcze:
- Znamy go? Nie, My go nie znamy, on kłamie. Kłamie, kłamie, Exitere, on kłamie... On chce Nas oszukać! On chce się Nas pozbyć, on chce Nas zniszczyć! My mu pokażemy, że nas nie pokona, My mu pokażemy, oj, tak, tak!
Uśmiecha się upiornie, po czym...

<Shervana? Euros?>

poniedziałek, 11 listopada 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Demon? Rozmawiać? Shervana już odeszła, wiem o tym. Eures wciąż ucieka przede mną wzrokiem. O czym chce ze mną rozmawiać? Nie wiem, czekam. Ale on jest cicho. Nic nie mówi. Zapada niezręczna cisza...
- Eee... No... - nie wiem co powiedzieć. - Yyy... Ty... Eee... Da się, eee... No, Demon może stać się... eee... normalnym wilkiem?
- Może. - ma głęboki i niespodziewanie wysoki głos.
- Jak?
Opuszcza nisko głowę i mamrocze:
- Musi zabić wilka, z którym dzieli umysł.
Shervanę?!
- Ale Ty tego nie zrobisz, nie? - pytam nerwowo.
Ciągle nie patrzy mi w oczy.
- Nie. Ale przejdźmy do sprawy... - podnosi wzrok. - Muszę Ci coś powiedzieć, to ważne... Słuchaj, nie będę powtarzać...
Coś we mnie od dłuższego czasu rwie mnie ku Demonowi. O co chodzi? Nagle zaczynam rozumieć. Existere! Zbyt blisko innego Demona! W ostatnich przebłyskach świadomości Eures otwiera usta, a po chwili zamyka je i patrzy na mnie z przerażeniem... rzucam się na niego... nie Existere to robi... "Nie!" krzyczę i odpływam...



<Shervana?>

poniedziałek, 4 listopada 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Demona?
- Jakiego Demona?
- Euresa. - Shervana wydawała się przybita. Uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Co jest? Straszny? Śmieszny? Strasznie śmieszny? No mów, u licha!
Cień uśmiechu przemknął przez jej twarz.
- On... on...

<Shervana? Sorry, brak weny...>

środa, 30 października 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

- No, tak, tak... Ale jak niby?
- No... trudno... i niebezpiecznie...
- Cóż, trudno - nic to! Niebezpiecznie - tym bardziej nic to! - uśmiecham się. - Ale skoro tak, to czemu Ty właściwie tego nie zrobiłaś? Przecież Ty też żyjesz z Demonem, Ty też masz przez niego trudności... Nie rozumiem.

<Sher?>

Od Emersit'a cd historii Shervany

Patrzę w jej duże i głębokie, zielone oczy.
- Najszczersza.
Cały szczęśliwy dzień upływa nam jak szalony strumień. Wieczorem pytam bezgłośnie, gdyż rozumie mnie bez słów:
Ja... czy jesteśmy razem?
Jesteśmy.
I po wypowiedzeniu tych bezgłośnych słów, ja... gwałtownie podnoszę się w powietrze, jak obwiązany sznurem... zamykam oczy i słyszę krzyk Shervany... zwisam bezwładnie, jak trzymany niewidzialną ręką za pierś... Czuję, jak moje oczy i łapy płoną...

Oczami Et...

Wychylam głowę zza krzaka i... oczom nie wierzę! Emersit, Emersit zawieszony w powietrzu! Jest ułożony jak przybity do krzyża, z przednimi łapami rozłożonymi szeroko, a tylne ściśle do siebie przylegają! Otwiera oczy... białe, świetliste oczy... 

Emersit'a...

Czuję, jak moje usta otwierają się i mówię cicho, prawie szepczę, ale mój głos jest głośny...
- Teraz... teraz jestem! Ja, Existere... ja ISTNIEJĘ! I jestem DEMONEM! Demonem... - przeciw sobie wskazałem na Shervanę - przez CIEBIE! A właściwie dzięki Tobie, Shervano... Ja... ja... - nie potrafiłem powiedzieć "dziękuję".
Opadłem, moje oczy przestały lśnić i stałem się prawdziwym sobą: Emersit'em. Shervana nie wydusiła z siebie słowa.
- Ja... mam w sobie Demona!
- Przepraszam!
- To czasem się przydaje, Shervana! Spokojnie.
Przytuliłem ją. Spojrzała na mnie szklistymi oczami. Uśmiechnąłem się ciepło i zachichotałem. Wracaliśmy do domu. Do watahy.

Ale mimo wszystko, jednak boję się tego Demona. Teraz mój umysł jest jego domem...

  

<Shervana?> 

wtorek, 29 października 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

- Mhm.
Kiwam głową, a później odwracam mordkę w stronę Auegiliauesa.
- Dobrze, Auegiliauesie, my będziemy się zmywać.
Gigantyczny ogr szczerzy kły w uśmiechu.
- Jeszcze raz Ci dziękuję. Naprawdę, nie wiem, co stało by się z moją przyjaciółką, jeśli nie ty.
- Oh, nie takie rzeczy Auegiliaues robił... No, już, zmykajcie, teraz pomagam wiewiórce Renacie!
- Oczywiście, już idziemy!
Odbiegamy wraz z Shervaną. Gnamy przez łąkę. Ohh, nie pamiętam, kiedy tak bardzo czułem żywą, ciepłą i radosną ziemię pod stopami! Kiedy radowałem się tak szczerze widokiem Shervany! Nieskalanej, żywej i zdrowej Shervany. Gnamy prędzej niż gepard. Gnamy do domu.

Zmrok wita nas w połowie drogi. Zatrzymujemy się na radosnej łące. Usypiamy.

Cała łąka budzi się w jednej sekundzie, jak podpalona ogniem. Shervana też. Obserwujemy jak dzienne, zaspane stworzenia wychodzą ze swych nor, a nocne wystawiają głowy z traw. Czekamy.
Bezgłośna kula światła przecina powietrze. To biała błyskawica bez grzmotu. Błyskawica poprzedzająca... poprzedzająca...! Tak! WIEM!

I znów wszystko usypia, wraz z nami.

Około trzeciej, czwartej...

- Shervana... Shervana!
Szturcham waderę i śpiewam:
- Wstawaj, już czas!
- Czas na co?... - mamrocze.
- Musimy wyjść z lasu!
I znów gnamy, nie całkiem jeszcze obudzeni, przez gęste zarośla. Szybciej, szybciej!
Pół godziny później wydostajemy się z lasu. Hamuję czym prędzej.
- Kilka minut, kilka minut!
- Kilka minut do czego?
- Do piątej!
- I co z tego?
- Zobaczysz.
4.58. Czas płynie wolno... 4.59...
- Spójrz, Shervana, spójrz!
5.00! Niebo rozbłyska na różowo. Najpiękniejszy dzień w roku, Demergi - czytała moja starsza siostra, pierwsza z moich opiekunek - to Dzień Różowego Nieba. I niech po stokroć dziękuje niebiosom stworzenie, które je zobaczy.
Teraz rozumiem, dlaczego.
Fale różu smagają różowe chmury i gonią szczęśliwe ptaki, szybujące jak po wacie cukrowej. Najpiękniejszy dzień w roku, najpiękniejszym w życiu. Shervana, tak jak ja, przez kilka sekund stoi i wpatruje się w niebo otwartymi szeroko oczami, a po chwili zaczyna się śmiać. Tak brzmi śmiech szczęścia - myślę i również chichoczę. Teraz śmieje się cała łąka, łąka doświadczająca cudu.

Kilka godzin później, gdy niebo już blaknie, czuję, że coś teraz wiem. Coś, co jest dużo ważniejsze niż jak najpiękniejszy cud. Moje serce przyspiesza rytm, a ja otwieram usta i śpiewam:
Insanio Te amo, Shervana, 
nequeo sine Te vivere.

<Shervana?>

poniedziałek, 28 października 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Wiem, że to Sher to zrobiła, nie Demon. Ale co robić, co robić? Zacząłem dreptać w kółko.
- Oj, oj, ojojoj.... - mruczałem.
Co tu robić, co tu robić?
- Wiem! - wrzasnąłem.
Po czym zaniosłem ją do domu Auegiliauesa Uoelinininininusa!

<Sher? Brak weny ._.>

Obserwatorzy