- Coś podobnego, ja również. No, może nie tak znowu dopiero co. Kilka dni temu, jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Bo wiesz, jestem pół... - zamilkłam. Taki basior jak on, lepiej niech nie wie o mojej postaci.
- Jesteś pół... co? - dociekał.
- Jestem pół... Jestem pół... Eh, wiesz co powiem to inaczej: jestem Exie-xcie. - dokończyłam ze ściśniętym gardłem, przestraszona jak zareaguje...
< Ekavir? >
sobota, 30 listopada 2013
Od Ekavir'a cd historii Shervany
- Może jednak sam pozwiedzam tereny. - uśmiechnąłem się.
Shervana skinęła łbem.
- Jak tam chcesz...
Wyszedłem z jej jaskini. Od razu ujrzałem jakąś wilczycę. Jej futro przypominało mi kolor śniegu, a jej loki były... same w sobie niezwykłe. Patrzyłem na nią jak zaczarowany. W końcu poczuła na sobie mój wzrok i zwróciła się do mnie.
- Witaj. Jak masz na imię?
- Jestem Ekavir. A Ty?
- Laicha. Co tu robisz?
- Ja... Dopiero co dołączyłem do watahy...
<Laicha?>
Shervana skinęła łbem.
- Jak tam chcesz...
Wyszedłem z jej jaskini. Od razu ujrzałem jakąś wilczycę. Jej futro przypominało mi kolor śniegu, a jej loki były... same w sobie niezwykłe. Patrzyłem na nią jak zaczarowany. W końcu poczuła na sobie mój wzrok i zwróciła się do mnie.
- Witaj. Jak masz na imię?
- Jestem Ekavir. A Ty?
- Laicha. Co tu robisz?
- Ja... Dopiero co dołączyłem do watahy...
<Laicha?>
piątek, 29 listopada 2013
Od Ines cd historii Killa
Byłam trochę zdziwione tym co przed chwilą zrobił basior. W sumie to kompletnie się tego nie spodziewałam... Mimo jego wariacji nadal starałam się zachować powagę, ale... zdałam sobie sprawę z tego że ostatni miesiąc, albo i dłużej był dla mnie bardzo ciężki i smutny w związku z czym przez ten czas byłam bardzo mało kreatywna. Poczułam wewnątrz miłe ciepełko które okazało się tylko rozpałką w piecu mojej głupawki. Zaczęłam leciutko uginać łapki przez co całe moje ciało chodziło w górę, w dół, w górę, w dół, w górę, w dół, w górę, w dół, w górę, w dół, w górę, w dół, w górę, w dół itd. Miałam nagłą potrzebę zużycia nadmiaru energii i rozpoczęły się wariacje! Biegałam i skakałam w kółko po pagórku, ogółem pewnie zbiegłam i wbiegłam ze trzy razy, krzycząc:
- ŁIIIIIIIIIIIIIIII!!!!
- ŁUŁ! ŁUŁ! ŁUŁ! ŁUŁ!
- JJJUUUUUUUUUUUUUUPPIIIIIIIIIIII!
I tym podobne. Basior spoglądał na mnie dziwnym wzrokiem a ja biegałam w kółko, lecz teraz już mniejsze niż z początku. Wbiegłam na szczyt pagórka, po czym nagle stanęłam, popatrzyłam w dół i odbiegłam w tył znikając basiorowi z zasięgu wzroku. Urwałam OGROMNY liść - mojej wielkości, po czym wróciłam na szczyt, gdzie stał zdezorientowany basior. Popatrzyłam na niego z tego typu miną :

Po czym położyłam liść na trawę, wskoczyłam na niego i zjechałam krzycząc:
- BZIUM! BZIUM! BZIUM! BZIUM!
Zakończyłam mój triumfalny zjazd z mordką w kałuży, ale i tak było fajnie w końcu się rozerwać. Powtórzyłam zjazd jeszcze kilka razy, szczerze mówiąc jakieś trzydzieści, a Kill bawił się razem ze mną. W pewnym momęcie znalazłam jeszcze zabawniejszy sposób zjeżdżania. Wskoczyłam basiorowi na plecy a on nie spodziewając się gwałtownego obciążenia walnął o ziemie i razem sobie zjechaliśmy, choć jemu się to chyba mniej podobało. Powtórzyliśmy czynność kilka razy zamieniając się rolą liścia, gdyż on nalegał, a ja wolałam pierwotną wersję. W czasie pewnego zjazdu, kiedy akurat Kill miał rolę liścia, wpadłam na genialny plan. W czasie zjazdu co jakieś pięć sekund tworzyłam portal który przenosił nas na pagórek w innym świecie. Przebrnęliśmy przez jakieś 10 światów : słodkości < słodycze, słodycze everywhere >, ogrów < jeden za nami biegł >, smoków < prawie w nas jeden wpadł, ale stworzyłam kolejny portal >, księżniczek < hemm... no jakby to ująć... były wszędzie! >, tęczy < zamiast pagórka zjeżdżaliśmy po tęczy <3 >, ogórków < kiszonych >, ziemniaków < jedna do nas zagadał... miała na imię Otylia ;) > , różowości < jedna wielka pustka. nic prócz różowego :3 >, długopisów < cały świat był zbudowany z długopisów różnych wielkości >. Tworząc ostatni portal dostałam od jednego długopisu, małym długopisem w łeb co troszkę mnie zdekoncentrowało przez co przeniosłam nas troszeczkę nieprecyzyjnie. Zamiast jechać po pagórku, jechaliśmy mordkami po ziemi, a dokładniej to Kill jechał xD Kiedy się podnieśliśmy rozejrzałam się dookoła. Okazało się że znaleźliśmy się w świecie...
< Kill... Długie opo ale w końcu jej odbiło ;) a teraz wymyslaj gdzie się znaleźliśmy ;)) >
- ŁIIIIIIIIIIIIIIII!!!!
- ŁUŁ! ŁUŁ! ŁUŁ! ŁUŁ!
- JJJUUUUUUUUUUUUUUPPIIIIIIIIIIII!
I tym podobne. Basior spoglądał na mnie dziwnym wzrokiem a ja biegałam w kółko, lecz teraz już mniejsze niż z początku. Wbiegłam na szczyt pagórka, po czym nagle stanęłam, popatrzyłam w dół i odbiegłam w tył znikając basiorowi z zasięgu wzroku. Urwałam OGROMNY liść - mojej wielkości, po czym wróciłam na szczyt, gdzie stał zdezorientowany basior. Popatrzyłam na niego z tego typu miną :

Po czym położyłam liść na trawę, wskoczyłam na niego i zjechałam krzycząc:
- BZIUM! BZIUM! BZIUM! BZIUM!
Zakończyłam mój triumfalny zjazd z mordką w kałuży, ale i tak było fajnie w końcu się rozerwać. Powtórzyłam zjazd jeszcze kilka razy, szczerze mówiąc jakieś trzydzieści, a Kill bawił się razem ze mną. W pewnym momęcie znalazłam jeszcze zabawniejszy sposób zjeżdżania. Wskoczyłam basiorowi na plecy a on nie spodziewając się gwałtownego obciążenia walnął o ziemie i razem sobie zjechaliśmy, choć jemu się to chyba mniej podobało. Powtórzyliśmy czynność kilka razy zamieniając się rolą liścia, gdyż on nalegał, a ja wolałam pierwotną wersję. W czasie pewnego zjazdu, kiedy akurat Kill miał rolę liścia, wpadłam na genialny plan. W czasie zjazdu co jakieś pięć sekund tworzyłam portal który przenosił nas na pagórek w innym świecie. Przebrnęliśmy przez jakieś 10 światów : słodkości < słodycze, słodycze everywhere >, ogrów < jeden za nami biegł >, smoków < prawie w nas jeden wpadł, ale stworzyłam kolejny portal >, księżniczek < hemm... no jakby to ująć... były wszędzie! >, tęczy < zamiast pagórka zjeżdżaliśmy po tęczy <3 >, ogórków < kiszonych >, ziemniaków < jedna do nas zagadał... miała na imię Otylia ;) > , różowości < jedna wielka pustka. nic prócz różowego :3 >, długopisów < cały świat był zbudowany z długopisów różnych wielkości >. Tworząc ostatni portal dostałam od jednego długopisu, małym długopisem w łeb co troszkę mnie zdekoncentrowało przez co przeniosłam nas troszeczkę nieprecyzyjnie. Zamiast jechać po pagórku, jechaliśmy mordkami po ziemi, a dokładniej to Kill jechał xD Kiedy się podnieśliśmy rozejrzałam się dookoła. Okazało się że znaleźliśmy się w świecie...
< Kill... Długie opo ale w końcu jej odbiło ;) a teraz wymyslaj gdzie się znaleźliśmy ;)) >
Od Shervany cd historii Ekavir'a
Mówiąc, to odwróciłam się i udałam, że grazmole coś pazurem na korze, która leżała na półce skalnej, ale nie wytrzymałam i roześmiałam się, na co basior popatrzył na mnie dziwnie.
- No co? - uśmiechnęłam się. - Dobija mnie to jak wilki poważnieją, gdy ze mną rozmawiają.
- Załatwiamy dość ważną sprawę... - zdziwił się Ekavir.
- Do naszej watahy, każdy może dołączyć, przecież nie wywale ich nawet nie poznając. Owszem później jak ktoś mnie wkurzy to tak, ale na pewno nie teraz.
- Czyli należę już do watahy?
- Mhm. - uśmiechnęłam się ponownie. - Oprowadzić Cię, czy wolisz, by ktoś inny to zrobił?
< Ekavir? >
- No co? - uśmiechnęłam się. - Dobija mnie to jak wilki poważnieją, gdy ze mną rozmawiają.
- Załatwiamy dość ważną sprawę... - zdziwił się Ekavir.
- Do naszej watahy, każdy może dołączyć, przecież nie wywale ich nawet nie poznając. Owszem później jak ktoś mnie wkurzy to tak, ale na pewno nie teraz.
- Czyli należę już do watahy?
- Mhm. - uśmiechnęłam się ponownie. - Oprowadzić Cię, czy wolisz, by ktoś inny to zrobił?
< Ekavir? >
Od Ekavir'a - Jak dołączyłem?
Wciąż zastanawiałem się. Czemu jestem pół wilkiem - pół duchem. Nie pamiętam co się działo nim się obudziłem. A gdy to zrobiłem już takim byłem. Zaprzestałem rozmyślać, aby wsłuchać się w cudny świergot ptaków. Znajdowałem się wówczas przed jaskinią Alfy, Shervany. Czekałem aż skończy robić coś ważnego, aby w końcu przyjąć mnie do watahy. Przyszła po mnie szybciej niż się spodziewałem. Zaprosiła mnie do jaskini.
- A więc tak... Zacznijmy od tego jak masz na imię?
- Jestem Ekavir. - odparłem suchym tonem.
Zwykle używałem go do ważnych uroczystości itd. A to można było uznać za coś ważnego.
- Acha... Dobrze... Ja jestem Shervana.
<Svervana?>
- A więc tak... Zacznijmy od tego jak masz na imię?
- Jestem Ekavir. - odparłem suchym tonem.
Zwykle używałem go do ważnych uroczystości itd. A to można było uznać za coś ważnego.
- Acha... Dobrze... Ja jestem Shervana.
<Svervana?>
Nowe wilki!
- Witajcie! - zawołałam stając na skale i szykując się do przedstawiania nowych członków stada. - Oto dołączają do nas kolejne wilki!
- Valeria! - pokazałam waderę, która chciała wejść na głaz tak jak jej wcześniej powiedziałam, ale potknęła się, a cała wataha wybuchła śmiechem.

- Ekavir! - tym razem wskazałam na pół-ducha, który pomagał wstać niezdarze.
Gdy wadera stała na czterech łapach, pociągnął ją delikatnie i razem stanęli za mną na głazie. Oboje się przywitali, a wataha odkrzyknęła chórem:
- Witajcie!
- Witajcie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
