Odkąd pamiętam mieszkałem w jaskini. Nie mam co za dużo pamiętać bo w końcu mam tylko 6 miesięcy a przynajmniej tak mówili rodzice. Przychodzili do mnie raz na jakiś czas, ale przecież jestem wilkiem, muszę sobie radzić sam. Zacząłem się uczyć chodzić. Pewnego razu przyszła do mnie mama
- Mamo? Pokazać ci coś? – zapytałem radośnie
- No dobra… - powiedziała bez większej radości. Chyba nie była dzisiaj w nastroju. Nie przejąłem się tym zbytnio i pokazałem czego się nauczyłem. Zrobiłem kilka kroków potykając się co jakiś czas ale i tak byłem dumny z siebie że prawie umiem – Świetnie! Jutro idziemy na spacer!
- Naprawdę? – spytałem pełen zachwyty i szczęścia.
- Tak. – powiedziała krótko i wyszła. Szybko poszedłem spać żeby czas szybciej minął i żebym miał dużo siły na kolejny dzień.
***kolejny dzień
Obudził mnie promień słońca wpadający do jaskini. Od razu zerwałem się na równe nogi i chodziłem w ta i z powrotem czekając na mamę i ćwicząc przy tym chodzenie. Nie długi czas upłynął a u wejścia do jaskini stała mama
- Chodź! – powiedziała krótko, a ja radośnie wyszedłem z jaskini. Szliśmy w milczeniu cały dzień z kilkoma krótkimi przerwami. Mama ciągle zmieniała kierunek ale w końcu była dorosła. Na pewno wie co robi. W pewnym momencie zatrzymała się.
- Czekaj tu na mnie! Zaraz wrócę – powiedziała prosto, a ja grzecznie wysłuchałem jej prośby i usiadłem. Mama wbiegła w krzaki a ja obserwowałem jak odbiega. Nie było to dla mnie dziwne. Może coś ją zainteresowało? Mijał czas, minuty, godziny, niebo stawało się coraz ciemniejsze. Moje małe oczka zaczęły się zamykać i postanowiłem się przespać.
*** noc
Obudziło mnie szturchanie cudzą łapą w moje ramie. Uchyliłem lekko powieki
- Mama? – spytałem cicho
- Nie… Ale trochę nie bezpiecznie jest spać samemu w lesie nocą – powiedział jakiś wysoki głosik definitywnie należący do samiczki.
<Shikka? Zostałaś mianowana małą szturchającą samiczką default smiley :d >
niedziela, 5 kwietnia 2015
Nowy wilk!
Powitajmy nowego członka watahy!
Oto Noah :) Witaj w naszych skromnych progach szczeniaczku <3
Oto Noah :) Witaj w naszych skromnych progach szczeniaczku <3
Od Chion' a
Przechadzałem się po lasach wokół naszego siedliska wypatrując niebezpieczeństw. A raczej nudząc się okropnie. Od wielu dni nic się nie działo, a na dodatek z nieba sypał śnieg. Wiosną. I to wcale nie była moja wina! Przeskoczyłem nad zamarzniętym strumykiem, który przepływał na północ od jaskini Alf i przycupnąłem na głazie, z którego był idealny widok na naszą polanę, ale nikt, kto akurat przez nią przechodził nie mógł mnie zauważyć. Ułożyłem się jak najbardziej wygodnie, co było raczej mało możliwe i zająłem się rozglądaniem po okolicy. Po drugiej stronie, w wąwozie z któego czasami korzystałem zauważyłem drugiego strażnika, lecz ze względu na odległość jaka nas dzieliła, nie mogłem go rozpoznać. Księżyc przesuwał się na zachód, co chwilę znikając za grubymi chmurami, z których przestał już sypać śnieg.
- Ekhem. - usłyszałem za sobą i skoczyłem na równe łapy, skacząc do przodu i odwracając się, by dojrzyć kto za mną stał. Jak mogłem tak łatwo dać się zaskoczyć?!
<Ktoś?>
- Ekhem. - usłyszałem za sobą i skoczyłem na równe łapy, skacząc do przodu i odwracając się, by dojrzyć kto za mną stał. Jak mogłem tak łatwo dać się zaskoczyć?!
<Ktoś?>
sobota, 4 kwietnia 2015
Od Kinaj cd historii Fazie
Banda zbirów wyprowadziła waderę z kopalni. Kairo został i kazał swoim bestią trzymać mnie aż nie da im znać. Kiedy minęło sporo czasu odkąd zniknęła za rogiem basior pozwolił im mnie puścić. Oczywiście nie byli delikatni i wręcz rzucili mną o ziemię. Nie zdążyłem się nawet podnieść bo od razu Kairo złapał mnie za szyje i przydusił do ściany. - Myślisz że ze mną wygrasz?! Jesteś żałosny! I co... Ona na pewno nie wie jaki jesteś naprawdę? Nie wie nawet jak wyglądasz!
- To nie twoja sprawa! - warknąłem ledwo mogąc cokolwiek wydusić. Basior przydusił mnie jeszcze mocniej.
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - warknął i zluzował uścisk a ja bezwładnie upadłem na ziemie. - Zabrać go do celi! - warknął, a osiłki od razu się na mnie rzuciły. Związali mnie tak samo jak kiedy byłem w klatce (tz. wszystie łapy razem) i zawlekli do celi tak że ciągle jechałem po ziemi to bokiem to łapami. Droga zajęła parę minut, wystarczająco bym zdarł sobie bok o liczne skałki. Wrzucili mnie do celi. Musiała byc baaardzo głęboko pod ziemią bo nie postarali się za bardzo z tym związywaniem. Przednie łapy skuli mi razem i przyczepili łańcuchem do sufitu tak że unosiły się tak z pół metra nad ziemią. Tylne łapy zostawili wolne. Nie powiem nie była to za wygodna pozycja ale i nie jakaś bardzo wyczerpująca. Za to aby dostać się/wyjść z mojej celi trzeba było przejść przez 3 pary żelaznych drzwi, każde coraz mocniejsze. Nie wiedziałem ile mam czasu do kolejnego "zadania" ale nie chciałem marnować czasu. W pamięci utkwiły mi słowa Kairo " Trzeba było myśleć o tym wcześniej". Nasunęły mi bowiem pewien plan. Jest to jedyny w miare rozsądny i możliwy do zrealizowania plan więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Chyba tylko w ten sposób mogłem ocalić życie...
Łapy a potem całe ciało stawały się większe. Z grzbietu zaczęły wyrastać mi skrzydła, a z głowy rogi, futro i oczy zmieniło kolor na krwisto czerwony. W rezultacie przyjąłem postać "dawnego, złego mnie"

Łapy stały się większe a całe ciało bardziej masywne i potężne przez co kajdany rozbiły się na milion małych kawałków a moje przednie łapy spokojnie opadły na ziemię. Położyłem sie na środku klatki czekając na reakcję strażników na hałas. Nie musiałem czekać zbyt długo choć chwile zajęło im otworzenie wszystkich drzwi. Oczywiście głąby nie zamknęły za sobą ani jednych. Do celi weszły 2 basiory. Byli potężni ale o głowę niżsi ode mnie. Podniosłem się aby im to udowodnić a oni nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić. Bez problemu obu ich obezwładniłem. Skułem im przednie łapy razem i przyczepiłem łańcuch tak że jedna łapa od jednego i jedna od drugiego były spięte razem i obu mogłem ciągnąć po ziemi jednym łańcuchem. Jednemu rozciąłem pazurem bok, tak aby było widać że leci mu krew. Obydwaj byli nie przytomni więc przeciągnięcie ich przez pusty korytarz nie było trudne. Jeszcze pamiętałem które ścieżki gdzie wiodą więc bez trudu doszedłem do "pokoju" naczelnika. Wyważyłem bez najmniejszego problemu drzwi. Kairo popatrzył na mnie z niedowierzaniem ale kącik jego ust uniósł się. Rzuciłem mu jego obezwładnionych osiłków pod nogi.
- No, no... Nie myślałem że jeszcze cię zobaczę w tej postaci. HARU.- zaśmiał się - Ale nie myśl że wystarczy zmienić postać żeby nie być już zdrajcą!
- Nie zdradziłem was! - krzyknąłem
- Nie! A niby jak wyjaśnisz ucieczkę, zmianę postaci i twoje całe życie po odejściu?!
- Nic nie rozumiesz?! Chciałem dorwać matkę!
- Nie kłam! Zabili ją na twoich oczach!- warknął wrednie Kairo
- Nie prawda! Kazała mi iść znaleźć ojca! Byłem wtedy dzieckiem co miałem zrobić? Powiedziała że wszystko w porządku! Chciałem iść po ojca żeby coś zrobił. Nie wiedziałem że było za późno! Uświadomiłem to sobie dopiero lata później. Chciałem wrócić ale nie mogłem. Uważaliście mnie za zdrajce! Gdybym tu przybył zabilibyście mnie bez słowa!
- Dlaczego miałbym ci wierzyć?!- warknął pogardliwie. Wskazałem łapą na 2 omdlałe wilki.
- Gdybym was zdradził nie byłbym w stanie skrzywdzić żadnej istoty!
- Hmmm... A więc co teraz zamierzasz?
- Chce do was dołączyć.
- Myślisz że to takie proste? I tak ci nie ufam!
- Jak każdemu - rzuciłem zgryźliwie i obydwaj zaczęliśmy się śmiać.
- W sumie racja... Niech ci będzie... Ale nie myśl sobie to tamto! Najpierw sprawdzimy na ile to co mówisz jest prawdą!
- Co mam zrobić?
- Na razie będziesz wykonywał wszystkie moje rozkazy! - warknął i zagwizdał. Wtem do "pokoju weszło kilku basiorów i przygwoździli mnie do ziemi. Było ich zbyt wielu żebym dał sobie z nimi radę.- Mówiłem że nikomu nie ufam.
- Sprytnie... - warknąłem. jeden z oprychów przytrzymał mi kuffe tak że nie mogłem się ruszyć a drugi zapiął mi coś na szyi. Kiedy to zrobił wszystkie zbiry które mnie trzymały puściły i wyszły. - Co to jest?! - warknąłem podnosząc się
- Obroża. Taką samą mają wszystkie sługusy. Wystarczy jeden niewłaściwy ruch, coś co mi się nie spodoba a zostaniesz porażony prądem. Nie da się tego zdjąć i nie da się z tym uciec.
- Jak śmiesz? Ja powinienem tu rządzić!
- Ale nie rządzisz. Trzeba było myśleć o tym wcześniej!...
<Fazie? Sorka że tak dłuuuugo ale w zamian za to troszeczkę się rozpisałam ;) Kinaj zły? :O Pamietaj tylko ze wygląda zupełnie inaczej czyli Fazie go nie pozna :P >
- To nie twoja sprawa! - warknąłem ledwo mogąc cokolwiek wydusić. Basior przydusił mnie jeszcze mocniej.
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - warknął i zluzował uścisk a ja bezwładnie upadłem na ziemie. - Zabrać go do celi! - warknął, a osiłki od razu się na mnie rzuciły. Związali mnie tak samo jak kiedy byłem w klatce (tz. wszystie łapy razem) i zawlekli do celi tak że ciągle jechałem po ziemi to bokiem to łapami. Droga zajęła parę minut, wystarczająco bym zdarł sobie bok o liczne skałki. Wrzucili mnie do celi. Musiała byc baaardzo głęboko pod ziemią bo nie postarali się za bardzo z tym związywaniem. Przednie łapy skuli mi razem i przyczepili łańcuchem do sufitu tak że unosiły się tak z pół metra nad ziemią. Tylne łapy zostawili wolne. Nie powiem nie była to za wygodna pozycja ale i nie jakaś bardzo wyczerpująca. Za to aby dostać się/wyjść z mojej celi trzeba było przejść przez 3 pary żelaznych drzwi, każde coraz mocniejsze. Nie wiedziałem ile mam czasu do kolejnego "zadania" ale nie chciałem marnować czasu. W pamięci utkwiły mi słowa Kairo " Trzeba było myśleć o tym wcześniej". Nasunęły mi bowiem pewien plan. Jest to jedyny w miare rozsądny i możliwy do zrealizowania plan więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Chyba tylko w ten sposób mogłem ocalić życie...
Łapy a potem całe ciało stawały się większe. Z grzbietu zaczęły wyrastać mi skrzydła, a z głowy rogi, futro i oczy zmieniło kolor na krwisto czerwony. W rezultacie przyjąłem postać "dawnego, złego mnie"

Łapy stały się większe a całe ciało bardziej masywne i potężne przez co kajdany rozbiły się na milion małych kawałków a moje przednie łapy spokojnie opadły na ziemię. Położyłem sie na środku klatki czekając na reakcję strażników na hałas. Nie musiałem czekać zbyt długo choć chwile zajęło im otworzenie wszystkich drzwi. Oczywiście głąby nie zamknęły za sobą ani jednych. Do celi weszły 2 basiory. Byli potężni ale o głowę niżsi ode mnie. Podniosłem się aby im to udowodnić a oni nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić. Bez problemu obu ich obezwładniłem. Skułem im przednie łapy razem i przyczepiłem łańcuch tak że jedna łapa od jednego i jedna od drugiego były spięte razem i obu mogłem ciągnąć po ziemi jednym łańcuchem. Jednemu rozciąłem pazurem bok, tak aby było widać że leci mu krew. Obydwaj byli nie przytomni więc przeciągnięcie ich przez pusty korytarz nie było trudne. Jeszcze pamiętałem które ścieżki gdzie wiodą więc bez trudu doszedłem do "pokoju" naczelnika. Wyważyłem bez najmniejszego problemu drzwi. Kairo popatrzył na mnie z niedowierzaniem ale kącik jego ust uniósł się. Rzuciłem mu jego obezwładnionych osiłków pod nogi.
- No, no... Nie myślałem że jeszcze cię zobaczę w tej postaci. HARU.- zaśmiał się - Ale nie myśl że wystarczy zmienić postać żeby nie być już zdrajcą!
- Nie zdradziłem was! - krzyknąłem
- Nie! A niby jak wyjaśnisz ucieczkę, zmianę postaci i twoje całe życie po odejściu?!
- Nic nie rozumiesz?! Chciałem dorwać matkę!
- Nie kłam! Zabili ją na twoich oczach!- warknął wrednie Kairo
- Nie prawda! Kazała mi iść znaleźć ojca! Byłem wtedy dzieckiem co miałem zrobić? Powiedziała że wszystko w porządku! Chciałem iść po ojca żeby coś zrobił. Nie wiedziałem że było za późno! Uświadomiłem to sobie dopiero lata później. Chciałem wrócić ale nie mogłem. Uważaliście mnie za zdrajce! Gdybym tu przybył zabilibyście mnie bez słowa!
- Dlaczego miałbym ci wierzyć?!- warknął pogardliwie. Wskazałem łapą na 2 omdlałe wilki.
- Gdybym was zdradził nie byłbym w stanie skrzywdzić żadnej istoty!
- Hmmm... A więc co teraz zamierzasz?
- Chce do was dołączyć.
- Myślisz że to takie proste? I tak ci nie ufam!
- Jak każdemu - rzuciłem zgryźliwie i obydwaj zaczęliśmy się śmiać.
- W sumie racja... Niech ci będzie... Ale nie myśl sobie to tamto! Najpierw sprawdzimy na ile to co mówisz jest prawdą!
- Co mam zrobić?
- Na razie będziesz wykonywał wszystkie moje rozkazy! - warknął i zagwizdał. Wtem do "pokoju weszło kilku basiorów i przygwoździli mnie do ziemi. Było ich zbyt wielu żebym dał sobie z nimi radę.- Mówiłem że nikomu nie ufam.
- Sprytnie... - warknąłem. jeden z oprychów przytrzymał mi kuffe tak że nie mogłem się ruszyć a drugi zapiął mi coś na szyi. Kiedy to zrobił wszystkie zbiry które mnie trzymały puściły i wyszły. - Co to jest?! - warknąłem podnosząc się
- Obroża. Taką samą mają wszystkie sługusy. Wystarczy jeden niewłaściwy ruch, coś co mi się nie spodoba a zostaniesz porażony prądem. Nie da się tego zdjąć i nie da się z tym uciec.
- Jak śmiesz? Ja powinienem tu rządzić!
- Ale nie rządzisz. Trzeba było myśleć o tym wcześniej!...
<Fazie? Sorka że tak dłuuuugo ale w zamian za to troszeczkę się rozpisałam ;) Kinaj zły? :O Pamietaj tylko ze wygląda zupełnie inaczej czyli Fazie go nie pozna :P >
Od Ines cd historii Kill' a
- Ale... Jako to? Chcesz mnie zostawić? - wydukałam ledwo co. Nie mogłam w to uwierzyć. Czemu?
-P... - chciał coś powiedzieć Kill ale zaraz mu przerwałąm.
- Dobrze! Proszę bardzo! Leć sobie! Zostaw mnie tu - wybuchłam płaczem i od niechcenia stworzyłam portal. Byłam zła, nie wiedziałam co robię i dokąd prowadzi portal. Kail objął mnie skrzydłem i rzucił groźne spojrzenie Kill' owi, a ja wtuliłam się w futro brata płacząc. Kill stał i patrzył w portal. Widać było że nie jest przekonany i zbiera myśli. Wtedy z portalu ktoś wyskoczył. Nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam na portal i z niedowierzaniem. Stał tam wielki czarny wilk. Miał czerwone znamiona i ślady krwi na futrze. Ale to nie była jego krew.. Jedno spojrzenie wystarczyło żebyśmy ja jak i Kail go poznali. Jedno spojrzenie wystarczyło żeby lęk przeszedł nas od stup do głów...

(po prawej -> czarny xD )
- Rakta - szepnęłam...
<Kill? I co teraz i co teraz xD Rakta przybył? Ale po co :o powodzenia ^^ PS sooooorcia że nie pisałam ale wataha ogółem jakoś tak upadła, jeszcze w tym roku pisze egzamin więc w ogóle ;-; ale znalazłam chwile, wena przybyła i mam nadzieje że czesciej bede znajdować takie chwile ;) >
-P... - chciał coś powiedzieć Kill ale zaraz mu przerwałąm.
- Dobrze! Proszę bardzo! Leć sobie! Zostaw mnie tu - wybuchłam płaczem i od niechcenia stworzyłam portal. Byłam zła, nie wiedziałam co robię i dokąd prowadzi portal. Kail objął mnie skrzydłem i rzucił groźne spojrzenie Kill' owi, a ja wtuliłam się w futro brata płacząc. Kill stał i patrzył w portal. Widać było że nie jest przekonany i zbiera myśli. Wtedy z portalu ktoś wyskoczył. Nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam na portal i z niedowierzaniem. Stał tam wielki czarny wilk. Miał czerwone znamiona i ślady krwi na futrze. Ale to nie była jego krew.. Jedno spojrzenie wystarczyło żebyśmy ja jak i Kail go poznali. Jedno spojrzenie wystarczyło żeby lęk przeszedł nas od stup do głów...

(po prawej -> czarny xD )
- Rakta - szepnęłam...
<Kill? I co teraz i co teraz xD Rakta przybył? Ale po co :o powodzenia ^^ PS sooooorcia że nie pisałam ale wataha ogółem jakoś tak upadła, jeszcze w tym roku pisze egzamin więc w ogóle ;-; ale znalazłam chwile, wena przybyła i mam nadzieje że czesciej bede znajdować takie chwile ;) >
Od Diego c.d. historii Terry
Wyczułem napięcie w jej głosie. Coś zaczęło dziać się dziać z powietrzem i ziemią wokół wadery.
-Nie chciałem cię przestraszyć albo być natrętny... ja tylko - język zaczął mi się plątać. Nie miałem pojęcia co powiedzieć. W dodatku napięcie w otoczeniu ciągle rosło.
-Kim jesteś?!- zapytała ponownie wilczyca.
- Diego. -odpowiedziałem najmilszym tonem na jaki mogłem się wtedy zdobyć. Wilczyca milczała, najwyraźniej zastanawiając się co powinna teraz zrobić. Poczułem się trochę niepewnie. Coś w tej waderze wywoływało u mnie niepokój.
-A ty jesteś? - zapytałem nie wytrzymując już dłużej tego milczenia. Napięcie w powietrzu zelżało, ale wilczyca wciąż była spięta. Stała sztywno z pazurami wbitymi w ziemię i mięśniami przygotowanymi do ataku.
< Terry? Tylko go nie zabijaj default smiley xd Witam w watasze! 😊>
-Nie chciałem cię przestraszyć albo być natrętny... ja tylko - język zaczął mi się plątać. Nie miałem pojęcia co powiedzieć. W dodatku napięcie w otoczeniu ciągle rosło.
-Kim jesteś?!- zapytała ponownie wilczyca.
- Diego. -odpowiedziałem najmilszym tonem na jaki mogłem się wtedy zdobyć. Wilczyca milczała, najwyraźniej zastanawiając się co powinna teraz zrobić. Poczułem się trochę niepewnie. Coś w tej waderze wywoływało u mnie niepokój.
-A ty jesteś? - zapytałem nie wytrzymując już dłużej tego milczenia. Napięcie w powietrzu zelżało, ale wilczyca wciąż była spięta. Stała sztywno z pazurami wbitymi w ziemię i mięśniami przygotowanymi do ataku.
< Terry? Tylko go nie zabijaj default smiley xd Witam w watasze! 😊>
wtorek, 17 lutego 2015
Od Alby cd hisotii Kail' a
- Teraz to już z nim nie wygrasz. Uparty, że ja nie mogę. – bąknęła
Mistaki. W ciągu tego dnia nieco lepiej ją poznałam i trochę się z nią
zżyłam.
- Jak możesz z nim na codzień wytrzymać? – zadrwiłam
- Czasem jest na prawdę trudno, na serio. – odpowiedziała kotka i potrząsnęła głową. Wpatrywałam się w Kaila oddalającego się pokracznie.
- O co mu wogóle chodzi? – spytałam wracając do zbierania owoców
- Ech, on ma swoje sprawy, które są tak zakręcone, że czasem nawet ja ich do końca nie rozumiem. – usiadła przy wejściu do jaskini. – Wystarczy, nie zbieraj już. – powiedziała cicho. Koszyk wypełniony owocami wstawiłam do wnętrza jaskini, a potem usiadłam obok Mistaki, która westchnęła głęboko.
- Co jest? – spytałam widząc, że Misi markotnieje
- Nic... – odrzekła wymijająco, a ja próbowałam otulić ją ramieniem, co było wyjątkowo trudne, bo aktualnie przybywała w postaci ducha. – Bo ja po prostu chcę dla Kaila jak najlepiej, a nie mam pojęcia jak mu pomóc. Wiele rzeczy mogłabym zmienić, ale jak? – mówiła powoli i smutnie
- Kail ma jakieś tam swoje poglądy na różne sprawy, których nie dasz rady zmienić. Pozatym widzę, że starasz się mu pomagać. Ale on sam jest już dorosły i chyba potrafi sam decydować o sobie. Myślę, że nie możesz przekroczyć pewnej granicy, bo uwierz mi, sporo dla niego robisz. – powiedziałam z uśmiechem, ale jej ciągle nie poprawił się humor. – Jest coś do roboty? – spytałam
- Raczej nie. – odpowiedziała. Weszłam trochę wgłąb jaskini poszukać czegoś mimo wszystko. Wszystko było jednak raczej wysprzątane, więc wróciłam do kota.
- Tak wogóle to mam iść? Bo tak tu jestem od jakichś dwudziestu czterech godzin i...
- Nie, nie, zostań. – odrzekła i spojrzała w moją stronę. – Alba, mam pomysł. – powiedziała z błyskiem w oczach
- Słucham panią.
- Ja pójdę za nim. Tak, żeby mnie nie zobaczył. Spróbuję jakoś go tu przyciągnąć, bo ja się o niego boję. Albo nie, po prostu będę w pobliżu. Tak więc nawet na łapę* mi będzie jak tu zostaniesz.
- Ale proszę, zrób to tak, aby nikt się o niczym nie dowiedział. Tylko ja i ty. – powiedziałam, a ona skinęła łebkiem na tak. Uśmiechnęła się dziarsko, stała się niewidzialna i... i nie wiem co, bo była niewidzialna. Zasiadłam przy wejściu do jaskini i zaczęłam „wzrastać” kwiatki. Zawsze fajnie jest sobie przypomnieć dawno nieużywane moce.
<Kail? *Mówi się, że coś jest na rękę, to u wilków chyba będzie że coś jest na łapę
>
- Jak możesz z nim na codzień wytrzymać? – zadrwiłam
- Czasem jest na prawdę trudno, na serio. – odpowiedziała kotka i potrząsnęła głową. Wpatrywałam się w Kaila oddalającego się pokracznie.
- O co mu wogóle chodzi? – spytałam wracając do zbierania owoców
- Ech, on ma swoje sprawy, które są tak zakręcone, że czasem nawet ja ich do końca nie rozumiem. – usiadła przy wejściu do jaskini. – Wystarczy, nie zbieraj już. – powiedziała cicho. Koszyk wypełniony owocami wstawiłam do wnętrza jaskini, a potem usiadłam obok Mistaki, która westchnęła głęboko.
- Co jest? – spytałam widząc, że Misi markotnieje
- Nic... – odrzekła wymijająco, a ja próbowałam otulić ją ramieniem, co było wyjątkowo trudne, bo aktualnie przybywała w postaci ducha. – Bo ja po prostu chcę dla Kaila jak najlepiej, a nie mam pojęcia jak mu pomóc. Wiele rzeczy mogłabym zmienić, ale jak? – mówiła powoli i smutnie
- Kail ma jakieś tam swoje poglądy na różne sprawy, których nie dasz rady zmienić. Pozatym widzę, że starasz się mu pomagać. Ale on sam jest już dorosły i chyba potrafi sam decydować o sobie. Myślę, że nie możesz przekroczyć pewnej granicy, bo uwierz mi, sporo dla niego robisz. – powiedziałam z uśmiechem, ale jej ciągle nie poprawił się humor. – Jest coś do roboty? – spytałam
- Raczej nie. – odpowiedziała. Weszłam trochę wgłąb jaskini poszukać czegoś mimo wszystko. Wszystko było jednak raczej wysprzątane, więc wróciłam do kota.
- Tak wogóle to mam iść? Bo tak tu jestem od jakichś dwudziestu czterech godzin i...
- Nie, nie, zostań. – odrzekła i spojrzała w moją stronę. – Alba, mam pomysł. – powiedziała z błyskiem w oczach
- Słucham panią.
- Ja pójdę za nim. Tak, żeby mnie nie zobaczył. Spróbuję jakoś go tu przyciągnąć, bo ja się o niego boję. Albo nie, po prostu będę w pobliżu. Tak więc nawet na łapę* mi będzie jak tu zostaniesz.
- Ale proszę, zrób to tak, aby nikt się o niczym nie dowiedział. Tylko ja i ty. – powiedziałam, a ona skinęła łebkiem na tak. Uśmiechnęła się dziarsko, stała się niewidzialna i... i nie wiem co, bo była niewidzialna. Zasiadłam przy wejściu do jaskini i zaczęłam „wzrastać” kwiatki. Zawsze fajnie jest sobie przypomnieć dawno nieużywane moce.
<Kail? *Mówi się, że coś jest na rękę, to u wilków chyba będzie że coś jest na łapę
>
Subskrybuj:
Posty (Atom)