Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Alby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Alby. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Alby cd historii Ayame

- Ej, patrz, obudziła się. – zawołała mnie cicho Mistaki. Podeszłam bliżej do wilczycy.
- Och, wspaniale. – szepnęłam – Cześć, jestem Alba. Dowiedziałam się od Mistaki wszystkiego. – powiedziałam spokojnie
- Cześć... Ayame. – przywitała się zaspanym głosem. Podałam jej miskę z wodą. Podziękowała i wzięła parę łyków, a następnie przeszła w pozycję siedzącą.
- Kail jeszcze nie wrócił. – orzekła Mistaki przyglądając się dziwnemu wężowi przy waderze
- Boli cię coś? – zapytałam
- Tylko trochę głowa... reszta jest w porządku. – uśmiechnęła się nieśmiało – A wiesz może czemu zemdlałam? – zwróciła się w stronę Misi wyraźnie zainteresowanej towarzyszem Ayame
- Nie wiem, po prostu słabo ci się zrobiło. Ale wszyscy wyszli z tego cali, tylko nie do końca wiadomo co z Kailem. Ale raczej da sobie radę, dzielny chłopak. – zaśmiała się kotka.
- Jak się nazywa towarzysz? – spytałam i wskazałam na węża
- La Sirp. – odparła – Może to dziwne, ale potrafię z nim rozmawiać.
- Czemu dziwne? Właśnie fajne. Chciałabym tak rozmawiać ze zwierzętami... – rozmarzyłam się
- Hej, pewnie masz inne ciekawe moce.
- Ach, właśnie. Nie ruszaj się przez chwilę i nic nie mów. – poprosiłam i położyłam łapy na jej łebku. Skupiłam się mocno i zanuciłam w głowie jedną pieśń, która miała ją uleczyć. Po chwili zdjęłam łapy. – Jeszcze cię boli głowa?
- Ym... nie. – odparła wilczyca – Nieźle. – pochwaliła mnie, co spowodowało, że delikatnie się zarumieniłam
- Ych, Misa? – powiedziała po chwili Aya. Kotka droczyła się z La Sirpem. Całe szczęście, że była właśnie w postaci ducha, a nie tej „zmaterializowanej”, bo inaczej już by była przez niego pogryziona.
- Taak? – odparła natychmiast poważniejąc
- Węże nie lubią chyba takich zabaw, wiesz? – powiedziałam do Mistaki

<Ayame/Kail/Mistaki?>

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Alby cd historii Kail' a

- Eee... – przekrzywiłam łebek – co?
- Idiotka, idiotka, idiotka. – powiedziała do siebie Mistaki pacając się w głowę. Chyba zrozumiałam, o co jej chodzi.
- Słuchaj, Kail to dzielny basior. Da sobie jakoś radę. – powiedziałam pocieszająco
- Wiem, wiem... ale... ych. Poróbmy coś. – zażądała spoglądając na mnie
- Niech tak się stanie. Co masz ochotę porobić? – spytałam
- Cokolwiek. – położyła się na grzbiecie unosząc tylne łapki do góry i przyglądając się im
- Zaraz wracam. – uśmiechnęłam się i ruszyłam do mojej skrytki na zioła. Gdy byłam na miejscu wzięłam zioła potrzebne do wykonania jakiejś uspakajającej herbatki, maseczki i może czegoś tam jeszcze. Zrobimy z Misą babski wieczorek. Powróciłam spokojnym krokiem do kotki. Ona właśnie zamiatała ogonkiem przed jaskinią.
- Już jestem! – zawołałam radośnie. Ona obróciła się w moją stronę z uśmiechem – Masz jakiś kociołek? – zapytałam, a ta zrobiła ździwioną minę
- A po co ci kociołek?
- Zobaczysz, moja miła. – zachichotałam. Ta przeskanowała mnie wzrokiem, ale posłusznie dała mi garnuszek. Zebrałam najbliższe gałązki i zapaliłam je. Mistaki pomogła mi zbudować stelaż, by kociołek się trzymał nad ogniem. Rozmawiałyśmy luźno w międzyczasie. Do kociołka wlałam trochę wody, dodałam parę różnych ziółek i w magiczny sposób powstała pyszna herbatka. Sklonowałam miseczkę podarowaną przez Misę i przelałam zawartość kociołka do dwóch w ten sposób powstałych misek. Gdy upajałam się zapachem i smakiem napoju, tworzyłam również maseczkę na łebek. Na początku Mistaki nie wiedziała o co mi chodzi mówiąc „maseczka” i myślała, że seplenię i chciałam powiedzieć „miseczka”. Nie pasowało jej jednak „nałożymy potem tę miseczkę na łepek.”. Spowodowało to u nas głośny śmiech.
Teraz potrzebowałam więcej składników. Wsadziłam do kociołka wszystkie zioła, ale potrzebowałam jeszcze paru innych rzeczy. Poprosiłam Mistaki, by podała mi garść owoców, które wcześniej nazbierałyśmy. Mikstura od razu zgęstniała, jednak nie aż tak, by można ją było już nakładać. Zdjęłam na chwilę kociołek z ognia i ruszyłyśmy na poszukiwania rośliny, z której wydzielał się charakterystyczny olejek idealny do zagęszczenia i dodania pięknego zapachu maseczce. Okazało się, że rośnie tuż za jaskinią, więc nie musiałyśmy długo szukać. Po chwili wszystko było gotowe, by oficjalnie rozpocząć babski wieczorek. Zastanawiałam się tylko, czy nie stworzyć może jeszcze trochę alkoholu, ale o chwili uznałam, że bez przesady, musimy zostać odrobinę poważne.

<Kail? Albo Mistaki? default smiley xd>

wtorek, 17 lutego 2015

Od Alby cd hisotii Kail' a

- Teraz to już z nim nie wygrasz. Uparty, że ja nie mogę. – bąknęła Mistaki. W ciągu tego dnia nieco lepiej ją poznałam i trochę się z nią zżyłam.
- Jak możesz z nim na codzień wytrzymać? – zadrwiłam
- Czasem jest na prawdę trudno, na serio. – odpowiedziała kotka i potrząsnęła głową. Wpatrywałam się w Kaila oddalającego się pokracznie.
- O co mu wogóle chodzi? – spytałam wracając do zbierania owoców
- Ech, on ma swoje sprawy, które są tak zakręcone, że czasem nawet ja ich do końca nie rozumiem. – usiadła przy wejściu do jaskini. – Wystarczy, nie zbieraj już. – powiedziała cicho. Koszyk wypełniony owocami wstawiłam do wnętrza jaskini, a potem usiadłam obok Mistaki, która westchnęła głęboko.
- Co jest? – spytałam widząc, że Misi markotnieje
- Nic... – odrzekła wymijająco, a ja próbowałam otulić ją ramieniem, co było wyjątkowo trudne, bo aktualnie przybywała w postaci ducha. – Bo ja po prostu chcę dla Kaila jak najlepiej, a nie mam pojęcia jak mu pomóc. Wiele rzeczy mogłabym zmienić, ale jak? – mówiła powoli i smutnie
- Kail ma jakieś tam swoje poglądy na różne sprawy, których nie dasz rady zmienić. Pozatym widzę, że starasz się mu pomagać. Ale on sam jest już dorosły i chyba potrafi sam decydować o sobie. Myślę, że nie możesz przekroczyć pewnej granicy, bo uwierz mi, sporo dla niego robisz. – powiedziałam z uśmiechem, ale jej ciągle nie poprawił się humor. – Jest coś do roboty? – spytałam
- Raczej nie. – odpowiedziała. Weszłam trochę wgłąb jaskini poszukać czegoś mimo wszystko. Wszystko było jednak raczej wysprzątane, więc wróciłam do kota.
- Tak wogóle to mam iść? Bo tak tu jestem od jakichś dwudziestu czterech godzin i...
- Nie, nie, zostań. – odrzekła i spojrzała w moją stronę. – Alba, mam pomysł. – powiedziała z błyskiem w oczach
- Słucham panią.
- Ja pójdę za nim. Tak, żeby mnie nie zobaczył. Spróbuję jakoś go tu przyciągnąć, bo ja się o niego boję. Albo nie, po prostu będę w pobliżu. Tak więc nawet na łapę* mi będzie jak tu zostaniesz.
- Ale proszę, zrób to tak, aby nikt się o niczym nie dowiedział. Tylko ja i ty. – powiedziałam, a ona skinęła łebkiem na tak. Uśmiechnęła się dziarsko, stała się niewidzialna i... i nie wiem co, bo była niewidzialna. Zasiadłam przy wejściu do jaskini i zaczęłam „wzrastać” kwiatki. Zawsze fajnie jest sobie przypomnieć dawno nieużywane moce.

<Kail? *Mówi się, że coś jest na rękę, to u wilków chyba będzie że coś jest na łapę default smiley :d>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Alby cd historii Kail' a

- Alba? – usłyszałam głosik z wnętrza jaskini
- Ach, tu jestem. – powiedziałam i odwróciłam się w stronę Mistaki.
- Chodź. – szybkim krokiem wyszła z jaskini
- Co jest? – spytałam kotkę i poszłam za nią
- Chodzi o Kaila. On... nocami się włóczy... um, nie ważne, chodź. – rozporządziła i przyśpieszyła kroku, a ja za nią. Szłyśmy szybko (albo nawet biegłyśmy) w ciszy przez jakiś czas. W końcu kotka zauważyła wilka i zawołała – Tam jest! – pokazała łapką na leżącego wilczura. Był nim Kail. Podeszłyśmy do niego. Cały był posiniaczony, jego jedna łapa krwawiła, a sam był ledwo żywy. Ten widok na chwilę odebrał mi mowę, a potem jednocześnie chciałam zapytać czy bardzo go boli, co mam robić i co mu się stało. Mimo wszystko wybrałam jeszcze inną opcję. Wzięłam go na grzbiet, mimo że próbował zaprzeczyć i chciał iść sam, co było pomysłem bardzo śmiesznym.
- Prowadź, nie pamiętam drogi. – rzekłam do Mistaki, a ona pokiwała głową i pospiesznie wróciła do jaskini. A ja oczywiście musiałam za nią pędzić. Bardzo mało mówiłam. Myślałam o Kailu i o tym, co mu się stało. Czarne myśli siedziały w mojej głowie. Weszliśmy do jaskini. Delikatnie położyłam wilka na posłaniu z mchu. Mistaki biegała tam i spowrotem nie wiedząc co robić, a ja magią próbowałam tamować ranę na łapie, łagodzić zadrapania, ale moje moce były zdecydowanie za małe. On natomiast nie odzywał się. Czułam, że wszystko go boli, ale nie okazywał tego. Przypomniałam sobie coś.
- Kail, zaraz wracam. Nie ruszaj się i staraj się trzymać łapę w górze. Kocie, pilnuj go. – powiedziałam spokojnie i biegiem rzuciłam się w stronę mojej „skrytki” na zioła i mikstury, przy rzece. Biegłam starając się zapamiętać drogę. Na szczęście trafiłam do tego miejsca, wzięłam wszystko, co mogłoby się przydać, by chociaż trochę zmniejszyć ból Kaila. Zdyszana, z różnymi rzeczami w pysku biegłam spowrotem do jaskini poturbowanego. Wbiegłam nagle do owej jaskini. Mistaki przestraszyła się, ale posłusznie oddaliła się trochę, pozwalając mi pomóc skrzydlatemu. Polewałam rany miksturami i wcierałam w nie zioła tak szybko jak mogłam. Po parunastu minutach z tych największych ran już nie sączyła się krew, a te mniejsze stały się jeszcze mniejsze. Westchnęłam i oddaliłam się nieco w głąb jaskini. Byłam z siebie trochę... dumna. Basior wstał. Syknął, łapa jeszcze go bolała. W jaskini było cicho i... dziwnie. Tak jakby każdy się bał czegokolwiek powiedzieć.
- Nie współczuj mi. – powiedział w końcu Kail. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zasłoniłam mu buzię.
- Nie ma za co. - uśmiechnęłam się delikatnie.

<Kail? :3>

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Alby cd historii Kaila

Obudziłam się wcześnie rano. Do jaskini wdarł się zimny wiatr. Nie chciało mi się nigdzie przenosić, bo było mi bardzo wygodnie, ale jeśli nie chciałam zmarznąć to musiałam się przekokosić głębiej w jaskinię. Leniwie otworzyłam oczy i powłóczyłam łapami tam, gdzie wiatr nie docierał. Położyłam się tam i zamknęłam oczy. Po chwili sobie coś uświadomiłam. W chwili otrzeźwiałam i otworzyłam szeroko oczy.
- Kail? - wstałam i wyjrzałam z jaskini. Było jeszcze ciemno. - Kail? - powiedziałam trochę głośniej. Usłyszałam mruknięcie i ziewnięcie. Nie miałam pojęcia skąd dochodzi. Kaila nie było. Zaniepokoiłam się. Rozejrzałam się jeszcze raz. Nikogo nie zauważyłam.
- Och, Alba. - usłyszałam znajomy głos. Przedemną wyłonił się kot.
- Gdzie jest Kail? - zapytałam niespokojnie
- On, on, on zaraz wróci. Poszedł się chyba załatwić. – powiedziała Mistaki, a ja odetchnęłam.
- No tak, a ja odrazu się przeraziłam, że coś się stało... ach, chyba jestem nadopiekuńcza. – powiedziałam spokojnie. Ona popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem.
- Martwiłaś się o niego?
- Znaczy, ten, no... trochę. – oblałam się rumieńcem. – Teraz już nie zasnę. Pójdę może coś upolować?
- Nie, nie! Zostań. Spróbuj zasnąć. – jej twarzyczka wyrażała jakby przerażenie.
- Um, ok. Ale mówię, że nie zasn...
- Spróbuj. – przerwała i rozpłynęła się w powietrzu.
- No dobra. – odrzekłam. Położyłam się i skubałam mech na ścianie. Wiedziałam, że nie zasnę. Znowu wrócił do mnie niepokój. Kail nie wracał. Najciszej jak tylko mogłam wstałam i wyjrzałam czy nie ma go gdzieś przy jaskini. Nie. Usiadłam przed wejściem do jaskini i zaczęłam się zastanawiać gdzie może być.

<Kail?>

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Alby cd historii Kaila

- Ym, tak... skąd wiesz, że to ja? – spytałam.
- Takie przeczucie.
- I wiesz, chciałam tylko powiedzieć dziękuję, bo... bo mogłabym zrobić coś bardzo złego i, i po prostu, no, dzięki. A tak w ogóle co ja tu... – rozglądnęłam się. – Byłam pewna, że szłam do mojej jaskini. 
- Cóż, jak widać chyba jesteśmy na siebie skazani. – obrócił się w moją stronę i ironicznie się uśmiechnął. 
- Co się szczerzysz?
- A tak jakoś – powiedział i westchnął.
- To ja już chyba pójdę, czy coś...
- Nie, możesz zostać. Robi się ciemno, jeszcze się zgubisz.
- Ale... chociaż, dobra. – rzuciłam nieśmiały uśmiech. – Zaraz wracam. – powiedziałam i poczułam jego wzrok na mnie oddalającej się nieco. Podeszłam do najbliższego krzaka z jagodami i nazbierałam ich trochę. Po chwili wróciłam do Kaila i położyłam owoce na jakimś większym kamieniu. – Kolację podano.
- Ach, nie musiałaś. – rzekł i jadł powoli razem ze mną.
- Mam nadzieję, że lubisz jagody.
- Cóż, nie są to moje ulubione owoce, ale chętnie parę zjem. – jedliśmy w ciszy. Nie wiem, czy była niezręczna, chyba nie. Myślałam o Kailu. Musi mieć dobre serce. Uśmiechała, się pod nosem.
- Teraz ty się szczerzysz.
- Bywa. – spojrzałam na niego.

<Kail?>

środa, 17 grudnia 2014

Od Alby cd historii Kaila

Nieźle mi to namieszało głowie. Nagle on otworzył mi oczy. Wstałam i poszłam trochę dalej, ale nie w stronę siostry. Położyłam się a łzy same wypływały mi z oczu. Przez ostatnie miesiące źle się ze mną działo. Czułam, że coś ze mną nie tak. Same do mojego mózgu wdarły się wspomnienia z dzieciństwa, ale nie te złe, tylko dobre. Poczułam ogromne wyrzuty sumienia, że chciałam zamordować Midilene. Co mi przyszło do tego łba? Ugh... ona po prostu chciała pomóc swojej watasze... miliony myśli kłebiły się w mojej głowie. Poczułam na sobie czyiś wzrok. Nade mną stał Kail.
- Gdy będziesz czegoś potrzebował, to... zresztą co byś chciał od takiej idiotki... – powiedziałam i wybuchnęłam płaczem.
- Przestań.
- Możesz już iść. Jakoś sobie poradzę. – po tych słowach zawyłam smutno.
- Jeśli wolisz zostać sama... – rzekł i odszedł. Nie wiedziałam, czy wróci. Nie obchdziło mnie to. Jedyne co mnie obchodziło, to mój charakter. Kiedy stałam się taka... zła? Niedobra? Nie, to złe określenia. Rozmyślałam nad sobą przez długi czas. Gdy słońce zaczęło schodzić na dół wstałam i włóczyłam swoimi łapami w stronę jaskini. Miałam totalnego doła.

<Kail? A co do tego zabójstwa, to przepraszam, głupia ja myślałam że tak będzie ok, ale i tak dzielnie z tego wybrnęłaś xD>

wtorek, 16 grudnia 2014

Od Alby cd historii Kail' a

Patrzyłam na tą scenę z podziwem. Wadery całkowicie oszołomione tą sytuacją nie miały pojęcia co robić. Szyszki zadawały im obrażenia.
- Nie wiedziałem, że będzie tak prosto. – powiedział i ruszył w stronę lasu, ale skutecznie omijając „pociski”. Biegł długo. W końcu się zatrzymał przy strumyku. Zsunęłam się z jego grzbietu i zębami rozerwałam liny krępujący moje łapy. On zdysany usiadł przy strumieniu nie odzywając się.
- Um, nie wiedziałam, że... że jesteś taki odważny i... i po prostu... dziękuję. – wciągu tych paru minut nagle polubiłam tego wilka, którego wcześniej nie darzyłam sympatią, że nawet bym sobie nigdy nie pomyślała, że tak sprawa się potoczy. On tylko rzucił:
- Nie ma sprawy.
- Jest! Przecież uratowałeś mnie. To jest ten „brak sprawy”?
- Och, przestań.
- Nie. – powiedziałam uśmiechnięta. On na mnie popatrzył. Zerwał się delikatny wiatr. On jeszcze dyszał.
- Jeśli mogłabym ci się kiedykolwiek odwdzięczyć, to daj znać. – zauważyłam na jego pysku cień uśmieszku, czyli tak zwana rzadkość. Nagle spoważniał. Popatrzył za mnie.
- Jak się czujesz? – spytał
- Już dobrze.
- Boli cię coś?
- Nie... a co?
- To wiem jak możesz mi pomóc. Po prostu wyobraź sobie, że to nie jest twoja siostra, tylko jakiś wróg. Będziesz wiedziała co robić. Patrz. – wskazał łapą za mnie. Odwróciłam się. Moja siostra szła tu kulejąc. Zrozumiałam słowa Kaila. Miałam ją zabić. Miałam już powiedzieć „ale”, jednak powstrzymałam się. Nie miałam innego wyjścia, musiałam to zrobić. Wstałam powoli i wzięłam ostry kamień leżący obok mnie. Szłam powoli w jej stronę i próbowałam zrozumieć to, co się zaraz stanie. Gdy była odemnie parę kroków powiedziałam:
- Ostatnie słowo. – ona ździwiła się, a jej oczy zaszły łzami. Sztucznymi. Uczucie smutku u niej było udawane. Myślała, że tego nie zrobię. – Ostatnie słowo. Chyba, że nie chcesz. – ona nic nie mówiła. Sztuczne łzy kapały z jej pomarańczowych oczu. Uderzyłam ją łapą, aby upadła. Tak też się stało. Ździwiona popatrzyła na mnie. Na prawdę nie spodziewała się, co się zaraz stanie. Podniosłam łapę z kamieniem. Jej twarz w tym momencie pokazywała prawdziwy strach. Jednak po chwili delikatnie się uśmiechnęła i zamknęła oczy.
- Kocham cię. – szepnęła.
- Co?
- Kocham. – łzy lały jej się ciurkiem. Uśmiechała się szeroko. Oddychałam bardzo szybko. Wiedziałam, że jak teraz tego nie zrobię, to potem stchórzę. Podniosłam łapę jeszcze wyżej i wbiłam kamień w okolice jej serca. Wydała ostatni głośny oddech. Patrzyłam na nią w bezruchu. Zasnęła. Na zawsze. Wróciłam ze spuszczonym łbem do Kaila. Położyłam się patrząc w wodę. Kail patrzył na mnie. Po chwili zwinęłam się w kłębek. Schowałam głowę za łapami. Wypuściłam parę łez. Ale nie miałam wyrzutów sumienia. Musiało się tak stać. Po prostu musiało.

<Kail?>

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Alby cd historii Kaila

Pozwoliłam mu wyjść. Po parunastu sekundach złapały mnie jednak wyrzuty sumienia. Wybiegłam za nim i powiedziałam:
- Znaczy możesz tu przenocować, a ja sobie pójdę gdzieś indziej, albo mogę ci zna...
- DAM RADĘ – przerwał dziwnym tonem. Wróciłam do jaskini. Nie to nie. Przeszukałam skały w poszukiwaniu nowego mchu na posłanie. Niewiele go znalazłam, ale jednak. Gdy to zrobiłam zaczęło mi się nudzić. Spojrzałam smutno na ostatnie liście na drzewach. Za niedługo zima. Usiadłam patrząc na zamierającą przyrodę. Trwałam cicho w zadumie.
- Czyli nie pomożesz? – spytał głos. Rozglądnęłam się. Siostra. Kurff... Westchnęłam głośno. Chyba nic mnie tu nie trzyma. Chyba mogę iść.
- Idę z tobą. – powiedziałam, a ona uśmiechnęła się szeroko a jej w jej oczach wydawało mi się, że zabłysła zawiść.
- Wspaniale. Za mną. – powiedziała i dumnym krokiem szła we właściwą stronę. Stąpałam za nią. Niczego nie było mi żal. Cały czas nie myślałam o tym gdzie idę, bo byłam pewna, że Midilene mnie dobrze prowadzi. W którymś momencie gwałtownie się zatrzymała. Prawie na nią wpadłam. Gdy się rozglądnęłam byłyśmy... w jakimś szczerym polu. – Ale jesteś głupiutka siostrzyczko. – powiedziała groźnie. Zatkało mnie. – Jak tą watahę mogły odwiedzić złe duchy, skoro w lasach porozwieszane są ich odstraszacze, hm? – cóż, nie pomyślałam o tym... – A teraz i tak nam pomożesz. Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak jesteś nam potrzebna. Wiesz ile płacą znawcy za takie piękne świecące oczka? Albo za tak jedwabiste futerko? – mówiąc to zbliżała się do mnie.
- Chcesz mnie zabić? – spytałam cicho. Ona zahihotała.
- Och, jesteś taka śmieszna, Albinko. Miałabym cię tak po prostu zabić? To by było za proste. Najpierw cię trochę potorturuję, skarbeńku. Deboma, Kanna! Do mnie! – krzyknęła a z wysokich traw wysunęły się dwie głowy. 


To było dla mnie za dużo wrażeń. Zemdlałam.
[...]
Otworzyłam oczy. Rozejrzałam się sennie. Byłam prawie całkiem ogolona, brzydka, brudna, obolała i jeszcze związana. I byłam dalej na tym polu, gdzie nikt by mnie nie usłyszał ani znalazł. Ugh... chwilę potem zobaczyłam wystającą ponad trawę głowę Kaila patrzącego na mnie. On to się kur*a mać wszędzie przypałęta.

<Kail? Siostra kontratakuje xD>

czwartek, 4 grudnia 2014

Od Alby cd historii Kail' a

- Och, rozumiem... – powiedziałam i trochę posmutniałam. Bo nie wiedziałam co mam robić, czy mam za nim iść i próbować nawiązać kontakt, czy zostawić go z tym wszystkim i nie wracać.
- Dziękuję, że próbowałaś z nim gadać i ten, no ale ma powiedzmy zły dzień. To ja już będę lecieć, bo zaraz się jeszcze gdzieś zgubi... - kotka mówiąc to była trochę zmieszana, chociaż to nie jej wina. Nawet nie jego, ani moja. Tak wyszło. Pożegnałam się ze zwierzakiem, a on stał się niewidzialny i gdzieś sobie tam poleciał. Wzięłam głęboki wdech. Może kiedyś się jeszcze zobaczymy. Z opuszczoną głową zaprzątaną różnymi myślami szłam powoli w stronę jaskini. Nigdzie mi się nie spieszyło. Chodziłam od drzewa do drzewa patrząc ciągle na glebę. Czas mi się dłużył i dłużył, a mi coraz bardziej się nudziło. W końcu doszłam do upragnionej jaskini. Usłyszałam z głębi jakieś dźwięki. Powoli i bezszelestnie skradałam się, by zobaczyć kto to. Jakież było moje ździwienie, gdy zobaczyłam tam Kaila. On mnie jeszcze nie widział. Nie miałam pojęcia czy wyjść, czy się z nim przywitać i udawać, że się nie znamy, czy kulturalnie wyprosić, czy co...
- To znowu ty. – powiedziałam bez emocji. Basior zastrzygł uszami.
- Kto to? – pytając wstał.
- Ja. – powiedziałam wyjaniając się. On wydał dźwięk w stylu „ugh.” I powiedział:
- Czy ty mnie śledzisz?
- Ja? Skądże. I wiesz, tak się składa, że tu mieszkam, ale możesz tu narazie być jeśli chcesz. – mówiłam cały czas bez jakichkolwiek emocji.

<Kail?>

sobota, 29 listopada 2014

Od Alby cd historii Kaila

- Chodźmy... - zastanawiałam się chwilę - Chodźmy tam. - Wskazałam łapą na wschód, gdzie mieściła się niebieska łąka.
- Czyli...?
- Zobaczysz. - powiedziałam tajemniczo i się zaśmiałam, z czego Kail nie był do końca zadowolny. Nie wiem czemu, ale polubiłam go. Szliśmy w umiarkowanym tempie, a ja co jakiś czas pokazywałam mu różne rodzaje roślin i omawiałam je. Po pewnym czasie widocznie mu się to znudziło, więc po prostu szliśmy.
- Widzisz tam, to niebieskie?
- Tak, a co?
- To tam idziemy. - myślałam, że go to trochę zainteresuje, ale chyba się pomyliłam. - Trzy, dwa jeden, kto pierwszy! - zawołałam, żeby go trochę go rozchmurzyć i rzuciłam się przed siebie, ale on był nieugięty i szedł takim tempem jak wcześniej. - Hej, co jest? - wróciłam do niego i zapytałam, bo coś z nim było ewidentnie nie tak.

<Kail? Ps. wiem co czujesz z tą nauką ;-;>

czwartek, 20 listopada 2014

Od Alby cd historii Kail' a

Próbowałam się uspokoić. Nie dało się. Pierwszy raz odkąd pamiętam nie mogę się opanować. Leżałam tak i jeszcze chwilę łkałam. Po paru minutach podniosłam głowę.
- Co ty tu...! – przestraszyłam się, bo obok mnie siedział Kail. Po cholerę się do mnie przyczepił. Czy tam ja do niego, nie ważne. Nie wyglądał na zadowolonego widząc mnie w takim stanie i bynajmniej nie chciał mnie pocieszyć. Milczał. – Długo jeszcze tu będziesz siedział? – spytałam zażenowana
- Ym, no, znaczy ten, no... – chyba chciał mnie pocieszyć. I udało się, bo ten bełkot był taki uroczy... zachichotałam
- Cicho. - Otarłam mokre poliki i wstałam. Otrzepałam się z liści i ziemi, przypadkowo sporo tych brudów opadło na basiora.
- Uważaj troszkę... – powiedział i nieco delikatniej się otrzepał.
- A ona... poszła? – spytałam
- Kto? A, ta. Nie wiem. Polazłem za tobą. – och, musiał...? No trudno. Już prawie zapomniałam o tej całej sprawie i trochę wypogodniałam.
- Pokazać ci tutejsze okolice, Kail?

<Kail, oprowadzić? :3>

sobota, 15 listopada 2014

Od Alby cd historii Kaila

- Ach, Kail, dam radę, nie musisz się w to mieszać... - powiedziałam
- A kim ty do cholery jesteś? Zostaw mnie! To sprawa między mną, a Albą! - zawrzeszczała Midilene
- Jeśli jej nic nie zrobisz. - odpoiedział Kail spokojnie
- A co mam jej zrobić? Puść mnie!
- Puść ją Kail - jak mogłam nie wyczuć podstępu w tym, że niewidzialny kot mnie pyta gdzie idę? Argh... niepotrzebnie się pytałam go o cokolwiek...
- A jeśli ci coś zrobi? - jednak miło, że chciał mi pomóc.
- To nie będzie twoja wina. - posłusznie odszedł od mojej siostry.
- Namyśliłaś się? - powiedziała nieco spokojniej
- Ile mam czasu na zastanowienie?
- Nie masz. Trzeba działać teraz.
- A dlaczego mam ci pomagać?
- Dlaczego? Dlaczego masz pomóc swojej rodzinie? Która cię tak kocha? Która...
- Która kazała mi się wynosić? Która we mnie nie wierzyła?! Teraz mam tak po prostu jej pomóć?!?! - wrzeszczałam na nią. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
- Alb, ty nic nie rozumiesz... - westchnęła smętnie.
- Ja wszystko rozumiem. Uwierz. I pewnie będziecie mi kazać tam zostać, tak? Nie chcę tam wracać. Nigdy, przenigdy! - łzy lały mi się ciurkiem. Ona patrzyła na mnie z pokerowym wyrazem twarzy. Nie wiedziałam co myśleć. Jedyne co mi przychodziło do głowy, to szepnięcie:
- Przepraszam... - i pędem uciekłam w głąb lasu. Chciałam się zgubić. Chciałam nie istnieć. Chciałam się zabić. Chciałam nigdy więcej nikomu się nie pokazywać. Gdy biegłam przewróciłam się potykając się o kamień. Zwinęłam się w mały, biały, pobrudzony kłębuszek i płakałam jak dziecko. Naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło...

<Kail? Alba się załamała ;-;>

Od Alby cd historii Kail' a

To trochę wyjaśniało. Ale tylko trochę. Uroczy, latający, półwidzialny kot, ciągnący za ogon wilka. To wyglądało przekomicznie, jednak ja tego dnia wstałam lewą łapą, więc nie chciało mi się śmiać.
- Czyli to z nim rozmawiałeś, ta? - zapytałam, żeby się upewnić, bo chyba nieznanego wilka by półwidzialny kot za ogon nie ciągnął.
- Z nią, co najwyżej... strasznie uparta jest, ale ja na prawdę już idę.
- Jeśli chcesz. - powiedziałam z niechęcią, jednak po chwili dodałam - Nie widziałam cię tu nigdy, a często tędy przechodzę. Jesteś tu nowy?
- Tak, a teraz idę... Cześć. - odwrócił się i odszedł. Nie miałam zbytniego zamiaru ciągle za nim gonić. Postanowiłam kontynuować swą wędrówkę w kierunku rzeki, gdy usłyszałam za sobą szept
- Musisz mu wybaczyć. On taki jest. - rozglądnęłam się gwałtownie - Hej, spokojnie! To ja, ten kot.
- A, ty. Dzięki za próby poznania go ze mną, ale on chyba takiego zamiaru nie ma. A chciałam mu pokazać okolicę, pomóc się tu odnaleźć... - westchnęłam
- Hm, a dokąd idziesz?
- Napić się wody z rzeki. Tam. - wskazałam łapą w stronę rzeki
- Aha. To ja wracam do Kail' a. Cześć! Tylko nikomu o mnie nie mów, zgoda?
- Możesz mi zaufać.
- Dzięki! - rzucił i już go, czy tam jej (chyba) przy mnie nie było. Szłam powoli i miarowo. Po drodze nazbierałam kilka ziół. Gdy byłam już przy rzece i położyłam zioła w skrytce w krzaku napiłam się. Woda była zimna i ożeźwiająca, czyli taka jaka powinna być. Nagle poczułam zapach, który już znałam, ale nie pamiętałam skąd... Postanowiłam znaleźć źródło zapachu, lecz to raczej on, znalazł mnie...
- Albina! - zawrzeszczał radośnie wysoki wilk stojący przedemną. Zaczął mnie ściskać, a ja dobrze nie zdążyłam zobaczyć jego twarzy
- Hej, czekaj, kto ty? - odsunęłam się
- Albusia, nie pamiętasz mnie? - przyjrzałam się twarzy, to moja siostra. Wstrętna, okropna, siostra.
- Midilene, co ty tu do cholery robisz?
- Ej, grzeczniej, siostrunia! Potrzebuję twojej pomocy!
- Ty? Mojej? Odwal się odemnie raz na zawsze! - ona popatrzyła na mnie smętnie
- O co ci chodzi? Dobra, przejdźmy do sedna. Mianowicie...
- Nie-chcę-tego-słuchać. Zrozumiałaś? - jej pomarańczowe oczy błysnęły złością
- Masz mnie wysłuchać! Twoja rodzina cię potrzbuje! Na naszą watahę napadnęły złe duchy. Ty byłaś jedyną szamanką u nas. Tylko ty potrafisz je wypędzić! Musisz nam pomóc! Inaczej nas pokonają! - i co ja miałam zrobić? Byłam między młotem, a kowadłem. Albo zostanę tu i skażę tamtą watahę na śmierć, albo pomogę moim wrogom, którzy potem pewnie mi każą wrócić do rodziny... W końcu cała tamta wataha jest dla mnie jednym, wielkim wrogiem. - No, to idziesz? - spytała - szybciej się decyduj, ślamazaro!
- Myślę!
- To myśl szybciej, albo ja ci pomogę! - podniosła groźnie łapę w górę. Nagle zobaczyłam, że tej scenie przygląda się Kail.

<Kail? Co to się porobiło... >

Od Alby cd historii Kail' a

Patrzyłam na wilka ze sporym zdziwieniem i mętlikiem w głowie, jednak zostałam opanowana.
- Drogi panie nieznajomy, widzę, że coś jest nie tak i pragnę pomóc.
- Nie masz w czym, możesz już iść... - odpowiedział. Odwróciłam się i przeszłam parę kroków "dla zmyły", bo po paru sekundaach stanęłam, odwróciłam się i zaczęłam:
- Czy szanowny pan nieznajomy mógłby się przynajmniej przedstawić? - on nie spodziewał się mojego powrotu, więc wzdrygnął się i spojrzał na mnie spodełba
- A po co? I tak już się nie spotkamy. - cisza. Patrzyłam na niego. Próbowałam wzbudzić u niego poczucie winy, by mi powiedział to imię, lecz moja magia u niego nie działała, tak jakby miał strasznie mocny umysł... nie wiem, podwójny? Nie zastanawiałam się dłużej, stwierdziłam, że nie będę naciskać. Może faktycznie się już nie spotkamy. Idąc w stronę rzeki, przechodząc obok niego rzuciłam cicho i mrukliwie, ale tak żeby dosłyszał:
-Albina.

<Kail? Odpowiesz, czy nie? c:>

czwartek, 6 listopada 2014

Od Alby cd historii Neyi

Czy widzę sens życia. Dobre pytanie. Zamyśliłam się.
-Hmm... chyba... chyba tak, bo... - zaplątałam się w myślach - no, po prostu widzę. Pod warunkiem, że się stara, by ten sens był. Bo jeśli się nie chce i nie wierzy, że takowy jest, to... to on zanika. A gdy chcesz, by twoje życie miało sens, to ma sens. Bo do czegoś dążysz i to daje ci siłę. Według mnie. - spojrzałam na Neyę i delikatnie się uśmiechnęłam - odpowiedź satysfakcjonuje?
- Jak najbardziej. - odrzekła. Ja wróciłam do obserwowania ptaków. Zauważyłam, że jeden mały ptaszek nie ma miejsca na gałęzi i musi usiąść na innej, która była dość daleko. (jak na skalę małego ptaka) Postanowiłam mu pomóc i sprawiłam, by gałązka urosła. Jakaż byłam szczęśliwa, gdy to pisklę spoczęło zmordowane lataniem na swoich malusieńkich skrzydełkach! I mogło teraz dołączyć się do "chórku".
- Czy ty mnie słuchasz? - nagle dobiegł do mnie głos wadery. Była trochę zdenerwowana.
- Rany, strasznie cię przepraszam, zagapiłam się okropnie... Mogłabyś proszę powtórzyć? - widocznie się zawstydziłam, a wilczyca patrzyła na mnie z wyrzutem.

<Neya? Albina taka nieogarnięta x3>

niedziela, 2 listopada 2014

Od Alby cd historii Neyi

- Ale na pewno nie zawracam ci głowy?
- Na pewno.
- Ale na pewno? - uśmiechnęłam się.
- Tak. Na sto procent.
- To dobrze. Teraz Ty mnie o coś zapytaj - wilczyca spojrzała na mnie rozbawiona, a ja obserwowałam liście trzepoczące na drzewie przez wiatr.
- A o co chciałabyś, żebym cię zapytała? - zerknęłam na nią.
- O to co chcesz o mnie wiedzieć - mój wzrok powrócił na drzewko. Neya myślała chwilę, podczas gdy parę ptaków usiadło na grubych gałęziach drzewa i świergotało radośnie. W końcu się odezwała:

<O co zapytała Neya?>

środa, 29 października 2014

Od Alby cd historii Neyi

- Może najpierw chodźmy opatrzyć tę łapę - spojrzałam na bolące miejsce, towarzyszka się zgodziła. Szłam przy niej, co chwilę czując na sobie oczy nieznajomych. Dziwne to było uczucie. Nie wiesz co sobie o Tobie myślą. Jednego byłam tylko pewna, że ta wadera jest dobrym wilkiem. Co jakiś czas mówiłyśmy coś do siebie gdy dotarłyśmy do tutejszego medyka. Po paru chwilach rana była już w bandażu, a ja się dowiedziałam, że mam nie biegać, nie skakać, nie robić gwałtownych ruchów itp., ale za parę dni będę już mogła to wszystko robić bez problemu.
- To się ze mną nie pobawisz - powiedziałam do Neyi.
- Myślisz, że nie można się bawić z chorą łapą? - odpowiedziała z uśmiechem. - Na pewno coś wymyślimy - bardzo miło mi się zrobiło. Odwzajemniłam uśmiech, podziękowałam panu medykowi i pożegnałam się z nim grzecznie.
- To gdzie idziemy, co robimy? - spytałam. Obie zastanawiałyśmy się chwilę, w końcu stwierdziłyśmy zgodnie, żeby się czegoś napić. Podeszłyśmy bez pośpiechu do źródełka i piłyśmy. Wadera piła tak łaczywie, że aż się trochę zadławiła. Kasłała, jednak oczywiście nic się nie stało. Usiadłyśmy przy źródełku i zapytałam, by rozpocząć rozmowę:
- Co zwykle robisz, tak na codzień? - spytałam pogodnie. Chciałam tę waderę trochę bardziej poznać.

<Neya?>

wtorek, 21 października 2014

Od Alby cd historii Neyi

Uniosłam się powoli. Krwawiąca łapa już tak nie bolała, gdy dowiedziałam się, że wadera nie jest zła. Jednak kulałam.
- Czyli mówisz, że dość dobrze mi szło? - zapytałam idąc za Neyą.
- Tak, naprawdę.
- Może dlatego się tak postarałam, bo wiedziałam, że pomogę innemu wilkowi - uśmiechnęłyśmy się do siebie.
- Jeszcze raz ci dziękuję.
- Nie ma sprawy - kaszlnęłam - ale... wiesz może jak opatrzyć krwawiącą łapę? Moje minimalne moce chyba nic tu nie pomogą...
- Hm, może najpierw dojdźmy do watahy, tam Ci pomogą - stwierdziłam, że to dobry pomysł, więc skinęłam głową. - A Ty jesteś tutaj nowa? Nigdy cię nie widziałam... - zaczęła.
- Tak, niedawno dołączyłam. Jesteś pierwszym wilkiem z jakim tutaj rozmawiam. I mój pobyt w watasze zapowiada się miło - popatrzyłam na nią z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Cieszę się. A jak tu dołączyłaś? - z mojej twarzy znikł uśmiech. Westchnęłam myśląc nad odpowiedzią. - Um, powiedziałam coś nie tak? - Neya zmieszała się trochę brakiem odpowiedzi
- Nie, wszystko ok, tylko... nie chcę o tym gadać - moja twarz w tym momencie wyraźnie ukazywała smutek.
- Ok, pewnie - nastała cisza. Cisza przerywana szumem liści na drzewach. Pewnie podczas tej ciszy myślałyśmy o sobie nawzajem. W końcu zapytałam:
- Wiesz jak to jest, gdy spotyka cię wielka niesprawiedliwość, a ty nic nie możesz zrobić? - znowu kaszlnęłam. Nie czekałam na odpowiedź, tylko dalej ciągnęłam - właśnie przez taką sytuację musiałam przejść. By dojść tu. By spotkać nieznaną mi waderę, by ją poznać, by żyć radośnie wśród nowopoznanych wilków, by otworzyć nowy rozdział w mojej księdze życia - spróbowałam się uśmiechnąć mimo łez w oczach. Przypomniałam sobie wszystkie szare i smutne dni. Nie mogę sobie pozwolić, by to się powtórzyło. Wadera chwilę się nie odzywała, jakby próbując zrozumieć to co powiedziałam. W końcu się odezwała:


<Neya? Ps. ta wadera ma na imię Alba, nie Alby, ale nie jestem o to zła, bo po tytule posta mogłaś tak pomyśleć ;)>

sobota, 18 października 2014

Od Alby cd historii Neyi

Wcześnie rano obudziłam się. Nie wiem czemu, ale po tak krótkim śnie byłam już wypoczęta. Powoli uniosłam się, przeciągnęłam i cicho ziewnęłam. Powolnym krokiem szłam w stronę rzeczki. Po niedługim czasie byłam już napojona. Nie byłam zbytnio głodna, więc zostawiłam tę czynność na później. Szłam bez pośpiechu przed siebie, czyli w stronę lasu, no bo co innego miałam robić? Szłam długo, nie myśląc o niczym. Trwałam w stanie dziwnej melanholii, idąc, chociaż nawet nie wiedząc dokładnie gdzie. Tak się zamyśliłam, że uderzyłam łbem w jakieś drzewo, którego kompletnie nie zauważyłam. To co miałam teraz przed oczami było takie śmieszne, rozmazane... Otrząsnęłam się i po chwili obraz znów był ostry. Wróciłam do pionu. Mimo małego bólu na czole nie doznałam większych obrażeń. Wspięłam się na drzewo, by odpocząć chwilę po w sumie długiej wędrówce. Weszłam jeszcze wyżej, prawie na sam czubek drzewa, znalazłam gruby konar i położyłam się na nim. Po niedługim czasie usłyszałam, że ktoś idzie. "Super, w końcu kogoś poznam!" - pomyślałam. Niedawno dołączyłam do watahy, więc może fajnie kogoś poznać... Zaczęłam się rozglądać i w końcu dostrzegłam ciemnego wilka idącego w tą stronę. Nie widział mnie. Był coraz bliżej. Śmiesznie było obserwować kogoś, kto nie wie nawet że jest obserwowany. Gdy już miałam zeskoczyć z drzewa, by popełzać za nim (bo myślałam, że ominie to drzewo), to ku mojemu zdziwieniu zaczął na nie wchodzić. Patrzyłam pod siebie obserwując wilka. Gdy już się usadowił, zaczął obserwować ludzi, te śmieszne kreatury. Postanowiłam się przywitać, ale nie chciałam, żeby ten wilk się przestraszył, więc nie zeszłam do niego i nie zaczęłam szeleścić liśćmi, tylko po prostu powiedziałam:
- Cześć - tak się zląkła, że aż spadła. Zaczęło mi się robić tak niewyobrażalnie głupio i przykro, poza tym ludzie go zobaczyli, a on biedny był w ślepym zaułku. Nie mogłam stać bezczynnie na oszołomionego tym co się stało wilka. Bez większego namysłu zeskoczyłam z drzewa i wybiegłam przed zaskoczonego wilka, tworząc mu powiedzmy "barierę" przed myśliwymi. Zawyłam i rzuciłam się na jednego z dwóch ludzi, biorąc na siebie konsekfencje tego czynu.
[tu była dość drastyczna scena, więc ją pominę] Jeden przerażony człowiek uciekł (pewnie dopiero zaczynał polować, nie był gotowy na atak), drugi leżał nieżywy, a ja ciężko ranna w łapę dyszałam dumna z siebie. Chwila... a gdzie drugi wilk? Pojawiły się wyrzuty sumienia. Przecież to przezemnie wszystko. Położyłam się na ziemi. Chociaż... przecież uratowałam mu życie. Ale nie musiałabym ratować gdyby nie ja, no, takie kłęby myśli były w mojej głowie. Łza zakręciła mi się w oku. Usłyszałam szelest. Podniosłam się. Widziałam tę waderę zmierzającą w moją stronę.

<Neya?>

Obserwatorzy