Obudziłam się wcześnie rano z myślą, że tego dnia wreszcie wrócę do życia. Szybko więc ogarnęłam się i poszłam upolować sobie coś do jedzenia. Miałam ochotę na coś innego, niedużego. Ruszyłam w kierunku lasu, który znajdował się tuż za moją jaskinią. To najlepsze miejsce na polowania. Kiedy dotarłam na miejsce, schowałam się w bujnej trawie i czekałam aż coś mnie zainteresuje. Widziałam stado saren, ale to nie na to miałam ochotę. Później dziki, ale one zbyt duże jak dla mnie. Kiedy zobaczyłam niewielkie stadko zajęcy, zawahałam się... Jednak po chwili stwierdziłam, że zające dzisiaj też odpadają. Leżałam dalej.
Usłyszałam szelest niedaleko mnie, potem świst powietrza. A za chwilę zobaczyłam basiora z przyczepioną czaszką do ogona, który rzuca się na zające. Jednym silnym chwytem zębów złapał ofiarę za głowę i zmiażdżył ją. Krew trysnęła wysoko w górę i rzucił martwym stworzeniem o ziemię. Zając poruszał jeszcze delikatnie łapką, ale chwilę potem całkowicie się nie ruszał. Przeszył mnie dźwięk rozpruwanej skóry...
Przyglądałam się bacznie jak wilk pochłania świeże mięso. Gdy basior gwałtownymi ruchami odrywał kawałki zająca, krew wzlatywała wysoko w górę tworząc czerwony deszcz, po czym spadała na jego grzbiet i zieloną trawę. Sierść niegdyś sucha i jasna teraz była mokra i czerwona. Posiłek basiora dobiegł końca. Ze ślicznego białego zająca zostało teraz kilka kostek i futerko poplamione krwią. Usiadł na chwilę by widocznie odpocząć.
Siedział pyskiem w moją stronę, mogłam mu się teraz bliżej przyjrzeć. Kojarzyłam go, ale osobiście nie znałam... Wiedziałam, że należał do naszej watahy, ale rzadko go widywałam, raczej nie rozmawiał z innymi wilkami. Był niepozorny, zwykle traktowałam go obojętnie. Nie miałam z nim żadnego kontaktu, nawet wzrokowego. Jednak zaintrygował mnie teraz swoją siłą. Takiej siły jeszcze nie widziałam, żeby bez żadnego wysiłku tak załatwić zająca. Podobało mi się to jego obojętne podejście do ofiary. Imponowała mi jego siła. Od zawsze ciekawiły mnie tajemnicze basiory. Miały w sobie to coś, że chciałam poznać. Chciałam odkryć ich tajemnicę.
Z rozmyślań wyrwał mnie lekki podmuch wiatru... Spojrzałam w stronę wilka. Teraz już nie siedział tylko zakopywał resztki ze swojego posiłku. Ruszył w drogę powrotną, jednak nie spodziewałam się, że wybierze akurat trasę, na której znajdowała się moja kryjówka. Szedł w moją stronę nieświadomy, że ktoś mu się przyglądał. Z daleka wydawał się, że jest normalnych rozmiarów. Jednak, gdy zbliżał się, stawał się coraz większy... Usłyszałam jak wchodzi w trawę, w której się ukryłam. Był coraz bliżej... Nie wiedziałam jaki jest, nie wiedziałam jak zareaguje na widok samicy ukrytej w trawie. Bałam się...
Przedostał się wreszcie na niewielki plac ziemi otoczony wysoką trawą, na którym leżałam. Wystraszona gwałtownie skoczyłam na łapy. Przeraziłam się, basior był naprawdę duży i umięśniony. Zatrzymał się nagle...
Spojrzeliśmy sobie w oczy... Widziałam w nich zdziwienie, ale jednocześnie coś w rodzaju bólu... Zapanowała cisza...
<Subaru? :) >
wtorek, 14 kwietnia 2015
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Od Diego cd historii Nedveny
Obawiałem się, że o to zapyta. Coś o mnie... Nienawidziłem tej historii. Historii o głupocie, która zrujnowała życie moje, mojej rodziny i Jej... Na samo wspomnienie przeszłości zrobiło mi się smutno. Wszystko wokół jakby poszarzało. Spojrzałem w górę. Na niebie zaczęły się zbierać rzędy chmur. Pierwsze krople deszczu uderzały o suche liście. Powietrze już pachniało świeżością burzy.
- Powinnyśmy poszukać jakiegoś schronienia, Pogodynko. Zaczyna padać.- powiedziałem cicho. Wadera chciała się jeszcze o coś zapytać, ale zrozumiała co mówił jej mój osowiały wzrok. Bez słowa ruszyliśmy przed siebie.
~~~
Było już niemal zupełnie ciemno. Co chwila gdzieś w oddali odzywała się zbliżającą burza. Szliśmy szybko. Mimo to nie znaleźliśmy jeszcze żadnego schronienia. Krople deszczu z każdą chwilą były coraz większe i coraz zimniejsze. Zerwał się wiatr. Spojrzałem na waderę, która szła beztrosko przed siebie. Jej roześmiane oczy skakały po kroplach deszczu, jakby chciała uchwycić piękno każdej z osobna. Uśmiechnąłem się lekko i opuściłem wzrok. Ziemia pod moimi łapami zaczęła przesiąkać wodą. Kałuże zmieniały się w niewielkie jeziora. Wilczyca zatrzymała się. Spojrzałem w stronę w którą patrzyła. Przez deszcz zobaczyłem jaskinię. Zerknąłem na waderę. Ona uśmiechnęła się i pobiegła przed siebie. Starałem się dotrzymać jej kroku, ale i tak zostałem w tyle.
W jaskini było sucho. Niestety sucho nie zawsze znaczy przytulnie. Otrzepałem się z wody i usiadłem by odpocząć po biegu. Wciąż dręczyło mnie pytanie wadery. Wiedziałem, że powinienem jej to opowiedzieć, ale nie wiedziałem jak. Wiele wilków które poznało tę historię, oddalało się potem ode mnie. Może to było jedno z działań klątwy... nie wiem. Ale nie mogłem okłamywać wadery. I tak wcześniej czy później musiał bym jej to opowiedzieć.
- ... Miała na imię Margaret... - powiedziałem. Nedvena spojrzała na mnie pytając. - Pytałaś o moją historię... Margaret jest jej częścią i... można by powiedzieć, że niemal całością...
Opowiedziałem jej o moim dzieciństwie, o przyjaźni, o tym jak... ją zdradziłem, o klątwie, wygnaniu... o wszystkim tym, co mi się przytrafiło zanim dotarłem tu. Kiedy skończyłem na dworze już nie padało. Zapadła cisza. Wiał tylko wiatr jak widmo minionej burzy... i historii. Wiatr który towarzyszy każdemu, od narodzin, aż do śmierci... w chwilach upadków i wielkich zwycięstw. Przypomniały mi się słowa Nedveny o lataniu. O emocjach jakie temu towarzyszą. O wolności, po którą ptaki sięgają codziennie a o której ja do dziś tylko marzyłem. O chmurach, ciepłych zachodach i chłodnych porankach. I poczułem się wolny. Po tylu latach poczułem ulgę. Nie dręczyło mnie już poczucie winy i ból. Całe moje ciało i serce wypełniło miłe ciepło, jakby właśnie moja dusza nauczyła się latać. Jakbym w końcu uwolnił się od przeszłości i mógł nareszcie zacząć żyć jutrem.
<Nedvena? Przepraszam, że to tyle trwało :< >
- Powinnyśmy poszukać jakiegoś schronienia, Pogodynko. Zaczyna padać.- powiedziałem cicho. Wadera chciała się jeszcze o coś zapytać, ale zrozumiała co mówił jej mój osowiały wzrok. Bez słowa ruszyliśmy przed siebie.
~~~
Było już niemal zupełnie ciemno. Co chwila gdzieś w oddali odzywała się zbliżającą burza. Szliśmy szybko. Mimo to nie znaleźliśmy jeszcze żadnego schronienia. Krople deszczu z każdą chwilą były coraz większe i coraz zimniejsze. Zerwał się wiatr. Spojrzałem na waderę, która szła beztrosko przed siebie. Jej roześmiane oczy skakały po kroplach deszczu, jakby chciała uchwycić piękno każdej z osobna. Uśmiechnąłem się lekko i opuściłem wzrok. Ziemia pod moimi łapami zaczęła przesiąkać wodą. Kałuże zmieniały się w niewielkie jeziora. Wilczyca zatrzymała się. Spojrzałem w stronę w którą patrzyła. Przez deszcz zobaczyłem jaskinię. Zerknąłem na waderę. Ona uśmiechnęła się i pobiegła przed siebie. Starałem się dotrzymać jej kroku, ale i tak zostałem w tyle.
W jaskini było sucho. Niestety sucho nie zawsze znaczy przytulnie. Otrzepałem się z wody i usiadłem by odpocząć po biegu. Wciąż dręczyło mnie pytanie wadery. Wiedziałem, że powinienem jej to opowiedzieć, ale nie wiedziałem jak. Wiele wilków które poznało tę historię, oddalało się potem ode mnie. Może to było jedno z działań klątwy... nie wiem. Ale nie mogłem okłamywać wadery. I tak wcześniej czy później musiał bym jej to opowiedzieć.
- ... Miała na imię Margaret... - powiedziałem. Nedvena spojrzała na mnie pytając. - Pytałaś o moją historię... Margaret jest jej częścią i... można by powiedzieć, że niemal całością...
Opowiedziałem jej o moim dzieciństwie, o przyjaźni, o tym jak... ją zdradziłem, o klątwie, wygnaniu... o wszystkim tym, co mi się przytrafiło zanim dotarłem tu. Kiedy skończyłem na dworze już nie padało. Zapadła cisza. Wiał tylko wiatr jak widmo minionej burzy... i historii. Wiatr który towarzyszy każdemu, od narodzin, aż do śmierci... w chwilach upadków i wielkich zwycięstw. Przypomniały mi się słowa Nedveny o lataniu. O emocjach jakie temu towarzyszą. O wolności, po którą ptaki sięgają codziennie a o której ja do dziś tylko marzyłem. O chmurach, ciepłych zachodach i chłodnych porankach. I poczułem się wolny. Po tylu latach poczułem ulgę. Nie dręczyło mnie już poczucie winy i ból. Całe moje ciało i serce wypełniło miłe ciepło, jakby właśnie moja dusza nauczyła się latać. Jakbym w końcu uwolnił się od przeszłości i mógł nareszcie zacząć żyć jutrem.
<Nedvena? Przepraszam, że to tyle trwało :< >
piątek, 10 kwietnia 2015
Metamorfoza!
Żegnajcie beztroskie lata, żegnaj szczenięca głupoto...

Witajcie dni dorosłości, pełne dojrzałych decyzji ale z dużą dawką przygód!
środa, 8 kwietnia 2015
Od Ayame cd historii Kaila ( Mistaki)
Od Ayame cd historii Mistaki
> Biegłam jak najszybciej umiałam. Byłam przerażona tym co ujrzałam. Wciąż miałam przed oczami Kail'a, a raczej Scar'a. Nie wiedziałam co o tym sądzić. Bałam się odwrócić i zobaczyć czy Mistaki ciągle za mną biegnie, ale wiedziałam, że tak. Kiedy byliśmy już naprawdę daleko, zobaczyłam, że ogień. Ponieważ to był mój żywioł, płomienie mnie nie raniły. Weszłam w ogień i ujżałam węża, który płonął, ale widać było, że go to nie raniło. Stworzenie przecięło mnie wzrokiem i podpełzło do mnie. Wciąż stałam w płomieniach.Nagle coś mnie pchnęło i uklękłam przed nim okazując mu szcunek. Zaczął syczeć:
> - Ssssiiii jjjjaaaa sssssaaaammmbboo - i wpatrywał się w moje oczy.
> - Ssssiiii jjjjaaaa sssssaaaammmbboo eeesss nnnnnaaaassssss - odpowiedziałam.
> Nie mogłam uwierzyć. Rozmawiałam z wężem w jego języku. Nagle powiedział normalnym głosem:
> - Ognista wilczyca.... Okazałaś mi szcunek jako jedna z niewielu. Jestem La Sirp.
> W tem cały ogień dookoła nas znikł. Zza krzaków wyłonił się Scar. Znowu poczułam ten wzrok chcący się na mnie rzucić. Kiedy już miał na mnie skoczyć i zaatakował, wąż popełznął w jego kierunku w zabójczej szybkosci i oplótł jego ciało. Zdążył tylko syknąc "sssssiiiii mmmmmaaaiii" co oznaczało "uciekaj". Wtedy pojawiła się Mistaki i szybko mnie stamtąd zabrała. Byłyśmy około 10 metrów od nich i w ułamku sekundy zauważyłam jak Scar paryzł na mnie, a La Sirp ranił, atakował i walczył z nim żeby tylko nie dopuścić go do mnie.
> - AYAME ! - zawołała Mistaki szybko.
> Odwróciłam się i pobiegliśmy na tereny watahy. Ciągle myślałam o spotkaniu tego stworzenia i modliłam się, aby nic mu nie było. Kiedy tylko przekroczyliśmy granicę watahy zemdlałam. Obudziłam się w jaskini Alby. Koło mnie leżał La Sirp.
> <Alba albo Mistaki ? Coś o moim towarzyszu też >
> Biegłam jak najszybciej umiałam. Byłam przerażona tym co ujrzałam. Wciąż miałam przed oczami Kail'a, a raczej Scar'a. Nie wiedziałam co o tym sądzić. Bałam się odwrócić i zobaczyć czy Mistaki ciągle za mną biegnie, ale wiedziałam, że tak. Kiedy byliśmy już naprawdę daleko, zobaczyłam, że ogień. Ponieważ to był mój żywioł, płomienie mnie nie raniły. Weszłam w ogień i ujżałam węża, który płonął, ale widać było, że go to nie raniło. Stworzenie przecięło mnie wzrokiem i podpełzło do mnie. Wciąż stałam w płomieniach.Nagle coś mnie pchnęło i uklękłam przed nim okazując mu szcunek. Zaczął syczeć:
> - Ssssiiii jjjjaaaa sssssaaaammmbboo - i wpatrywał się w moje oczy.
> - Ssssiiii jjjjaaaa sssssaaaammmbboo eeesss nnnnnaaaassssss - odpowiedziałam.
> Nie mogłam uwierzyć. Rozmawiałam z wężem w jego języku. Nagle powiedział normalnym głosem:
> - Ognista wilczyca.... Okazałaś mi szcunek jako jedna z niewielu. Jestem La Sirp.
> W tem cały ogień dookoła nas znikł. Zza krzaków wyłonił się Scar. Znowu poczułam ten wzrok chcący się na mnie rzucić. Kiedy już miał na mnie skoczyć i zaatakował, wąż popełznął w jego kierunku w zabójczej szybkosci i oplótł jego ciało. Zdążył tylko syknąc "sssssiiiii mmmmmaaaiii" co oznaczało "uciekaj". Wtedy pojawiła się Mistaki i szybko mnie stamtąd zabrała. Byłyśmy około 10 metrów od nich i w ułamku sekundy zauważyłam jak Scar paryzł na mnie, a La Sirp ranił, atakował i walczył z nim żeby tylko nie dopuścić go do mnie.
> - AYAME ! - zawołała Mistaki szybko.
> Odwróciłam się i pobiegliśmy na tereny watahy. Ciągle myślałam o spotkaniu tego stworzenia i modliłam się, aby nic mu nie było. Kiedy tylko przekroczyliśmy granicę watahy zemdlałam. Obudziłam się w jaskini Alby. Koło mnie leżał La Sirp.
> <Alba albo Mistaki ? Coś o moim towarzyszu też >
wtorek, 7 kwietnia 2015
Od Kinaj' a cd historii Fazie
Od rana wraz z Kowu (jeden z strażników) byliśmy w sali tortur. Co jakiś czas przyprowadzali do nas nowych więźniów którym została wymierzona kara w tej sali.Ja tu dowodziłem ale wszystkie prace wykonywał Kowu. Ja tylko sporadycznie sprawdzałem jak mu idzie. Nagle do sali weszła wadera. Z początku nie przyglądałem się jej a nawet to olałem. Ktoś już wspominał że mamy tu wadery. Ale kiedy zaczęła kręcić się po sali spojrzałem na nią i bez problemu rozpoznałem kto to. Fazie?! Co ona tu robi? Byłem zły. Nie wiedziałem co ona kombinuje ale byłem pewny że nie wyjdzie jej to na dobre.
- Ej, gdzie jest Kinaj - zwróciła się do mnie. Uśmiechnąłem sie kpiąco.
- Kim jesteś - spytałem srogo. Była ode mnie dużo niższa ale mimo to pewna siebie.
- Gdzie Kinaj? - powtóżyła
- Po co ci to wiedzieć?
- Kairo kazał go przyprowadzić - mówiła dalej pewna siebie.
- Nie wydaje mi się... Z resztą Kinaj' a nie ma... - powiedziałem i zaśmiałem się kpiąco. - A ty lepiej wracaj do celi jeśli ci życie miłe - szepnąłem tak aby tylko ona usłyszała. Widac było że nie wiedziała co myśleć.
- Haru, ma racje... Powinnaś wracać do celi... Fazie! - warknął basior stojący w drzwiach. Wadera odwróciła sie niepewnie aby sprawdzić kto to. To był Kairo przyduszający Gretę do ściany. Fazie nie wiedziała co ma robić. W jej oczach widać było strach i złość. Za drzwiami stało kilku strażników. Kairo posłał ich aby pojmali Fazie. Ona zaczęła się wycofywać i szczerzyć kły, gotowa do ataku. Rozbawiło to basiora który puścił Gretę a ta upadła na ziemię. Wyjął swój pilot który sterował obrożami. Nacisnął kilka guzików, pokręcił pokrętła i wcisnął duży czerwony guzik. Greta zwinęła się z bólu a Fazie padła na ziemię. Przeszedł je elektryczny wstrząs idący od obroży. Były chwilowo sparaliżowane.
- Głupie... Szczególnie ty Greto... Powinnaś wiedzieć że z obrożą elektryczną obrożą nie da się stąd uciec. Aaaa... No tak... myślałaś że uda ci się ją zdjąć.! No to szczyt głupoty! Nikt jej nie zdejmie oprócz mnie! - powiedział z pogardą. - Aha... Spróbuj jej powiedzieć słowo na temat Kinaj' a a osobiście dopilnuje żeby ona jak i ty umarł w potwornych męczarniach... A co do ciebie Fazie... Nie szukaj go! I tak nie znajdziesz... - warknął. - zabrać je! Fazie do północnego,a Grete do południowego skrzydła! Do cel 15 i 987! Pilnować pod stopniem 6!...
< Fazie? I czo teraz xD 6 to wysoki poziom pilnowaniabo skala jest od 1-10 i 10 to ten najwyższy ;) >
- Ej, gdzie jest Kinaj - zwróciła się do mnie. Uśmiechnąłem sie kpiąco.
- Kim jesteś - spytałem srogo. Była ode mnie dużo niższa ale mimo to pewna siebie.
- Gdzie Kinaj? - powtóżyła
- Po co ci to wiedzieć?
- Kairo kazał go przyprowadzić - mówiła dalej pewna siebie.
- Nie wydaje mi się... Z resztą Kinaj' a nie ma... - powiedziałem i zaśmiałem się kpiąco. - A ty lepiej wracaj do celi jeśli ci życie miłe - szepnąłem tak aby tylko ona usłyszała. Widac było że nie wiedziała co myśleć.
- Haru, ma racje... Powinnaś wracać do celi... Fazie! - warknął basior stojący w drzwiach. Wadera odwróciła sie niepewnie aby sprawdzić kto to. To był Kairo przyduszający Gretę do ściany. Fazie nie wiedziała co ma robić. W jej oczach widać było strach i złość. Za drzwiami stało kilku strażników. Kairo posłał ich aby pojmali Fazie. Ona zaczęła się wycofywać i szczerzyć kły, gotowa do ataku. Rozbawiło to basiora który puścił Gretę a ta upadła na ziemię. Wyjął swój pilot który sterował obrożami. Nacisnął kilka guzików, pokręcił pokrętła i wcisnął duży czerwony guzik. Greta zwinęła się z bólu a Fazie padła na ziemię. Przeszedł je elektryczny wstrząs idący od obroży. Były chwilowo sparaliżowane.
- Głupie... Szczególnie ty Greto... Powinnaś wiedzieć że z obrożą elektryczną obrożą nie da się stąd uciec. Aaaa... No tak... myślałaś że uda ci się ją zdjąć.! No to szczyt głupoty! Nikt jej nie zdejmie oprócz mnie! - powiedział z pogardą. - Aha... Spróbuj jej powiedzieć słowo na temat Kinaj' a a osobiście dopilnuje żeby ona jak i ty umarł w potwornych męczarniach... A co do ciebie Fazie... Nie szukaj go! I tak nie znajdziesz... - warknął. - zabrać je! Fazie do północnego,a Grete do południowego skrzydła! Do cel 15 i 987! Pilnować pod stopniem 6!...
< Fazie? I czo teraz xD 6 to wysoki poziom pilnowaniabo skala jest od 1-10 i 10 to ten najwyższy ;) >
Od Kail' a cd historii Ayame
Nie byłem zadowolony spławiając waderę ale co miałem innego zrobić? Nie mogę nikogo narażać. Lepiej żeby myślała o mnie źle i trzymała z daleka niż lubiła i była blisko... Kiedy doszedłem do jaskini przespałem się a dalszy dzień minął mi dość zwyczajnie. Wieczorem jak zwykle wybrałem się w głąb lasu. Zagłębiony w swoich myślach nawet nie zauważyłem kiedy wybiła pierwsza w nocy. Stałem zaraz za Bramą Xendri'sh. Usłyszałem szelest w krzakach, chciałem się odwrócić żeby zobaczyć co lub kto to, ale było za późno. ON zaczął przejmować kontrolę. Całe ciało zaczęło się zmieniać...

(tak wygląda po przemianie :P troche rozmazane ale musi takie być xd on jest idealny <3)
(tak wygląda po przemianie :P troche rozmazane ale musi takie być xd on jest idealny <3)
Ostatnią moją myślą było przywołani towarzysza
- Mistaki - szepnąłem, a demon przejął kontrolę nad ciałem.
***
Od Mistaki xD
Od Mistaki xD
Kail jak zawsze wyszedł koło północy i jak zawsze nie pozwolił mi ze sobą iść. Położyłam się zatem spać w nadziei że nic mu nie jest.
~ Mistaki! - obudził mnie cichy głos w mojej głowie. Wiedziałam co się kroi
~ Mistaki! - obudził mnie cichy głos w mojej głowie. Wiedziałam co się kroi
- Kail - krzyknęłam i wyleciałam z jaskini. Znalazłam się w miejscu z którego wzywał mnie basior w ułemek sekundy. Byłam pod postacią ducha więc nikt mnie nie widział. Zobaczyłam Kail' a a raczej Scar' a w jego ciele. W krzakach stała młoda wadera którą wczoraj spotkał Kail. Niestety nie tylko ja ją zauważyłam.Basior odwrócił łeb w jej stronę a ta stała sparaliżowana.
- K-k- kim ty jesteś?! - krzyknęłą wadera
- Jestem Scar! Twój największy koszmar! - warknął basior. I skierował całe ciało w stronę wadery. Widać było że zaraz się na nią rzuci. Musiałam zareagować. Użyłam swoich mocy i z ziemi pod łapami basiora wyrosły grube pędy, które oplotły jego ciało tak że nie mógł się ruszać. Wiedziałam że to niewiele da ale zyskałam trochę czasu. Podleciałam do wadery przyjmując postać kota. Ona patrzyła na mnie przerażona.
- Spokojnie, spokojnie... Jestem z tobą, nic ci nie zrobie... - mowiłam spokojnie
- Kim jesteś?! Co się tu dzije?! - mówiła zszokowana
- Jestem towarzyszem Kail' a. To nie jest on... A te plącza to moja sprawka. Dadzą nam trochę czasu ale nie za wiele więc musisz robić dokładnie to co ci mówię. Rozumiesz? Pomogę ci - mówiłam nadal spokojnym głosem
- Tak - odpowiedziała krótko
- Dobrze... Biegnij przed siebie. Będę zaraz za tobą. Musze lecieć tyłem bo będę kierować wiatr tak aby zabrał nasz zapach jak najdalej stąd w różne strony tak aby Scar nas nie znalazł. Będęcie nawigować i zabiorę w bezpieczne miejsce - powiedziałam szybko ale wyraźnie widząc że Scar zaczyna się wyplątywać. Trzeba było działać szybko...
< Ayame? No cóż xD szybko żeś doszła do tego momentu xd 2 opo i już znasz tajemnice jego życia xD >
- Spokojnie, spokojnie... Jestem z tobą, nic ci nie zrobie... - mowiłam spokojnie
- Kim jesteś?! Co się tu dzije?! - mówiła zszokowana
- Jestem towarzyszem Kail' a. To nie jest on... A te plącza to moja sprawka. Dadzą nam trochę czasu ale nie za wiele więc musisz robić dokładnie to co ci mówię. Rozumiesz? Pomogę ci - mówiłam nadal spokojnym głosem
- Tak - odpowiedziała krótko
- Dobrze... Biegnij przed siebie. Będę zaraz za tobą. Musze lecieć tyłem bo będę kierować wiatr tak aby zabrał nasz zapach jak najdalej stąd w różne strony tak aby Scar nas nie znalazł. Będęcie nawigować i zabiorę w bezpieczne miejsce - powiedziałam szybko ale wyraźnie widząc że Scar zaczyna się wyplątywać. Trzeba było działać szybko...
< Ayame? No cóż xD szybko żeś doszła do tego momentu xd 2 opo i już znasz tajemnice jego życia xD >
Od Fazie cd historii Kinaj' a
Cała wędrówka raczej nie trwała długo. Wszystko się udało, jakimś cudem ani razu nie natknęłyśmy się na Kairo. Byłyśmy przy drzwiach, na których widniał napis SELUPU.
- Ej, a czemu taka nazwa? – spytałam Gerdy przed wejściem
- Pff... nie mam pojęcia. Aha, coś tam mówili, że kiedyś w tym obiekcie było jakieś mroczne królestwo i tu była sala tronowa gościa o imienu Selupu. Tak ku pamięci, wiesz. – wytłumaczyła
- A teraz co tam jest?
- Zwyczajna sala tortur. – powiedziała, a ja jęknęłam cicho
- I... Kinaj tam jest? – zapytałam szeptem
- Dokładnie. – skinęła głową, ale raczej się tym faktem nie przejęła. Na ruch mojej łapy otworzyła skrzypiące metalowe drzwi. Powolnym krokiem weszłam do środka. Na samym środku sali był tron przerobiony na elektryczne krzesło, natomiast po bokach były najróżniejsze narzędzia do torturowania. Nigdzie jednak nie widziałam Kinaja. Gerda według moich zaleceń stała w drzwiach, by nikt nie wszedł do środka. Rozglądałam się bacznie, ale widziałam tylko dwa nieznane mi wilki siedzące w narzędziach tortur oraz jednego strażnika zajmującego się jednym z więźniów.
- Fazie, ale Kinaj... - zaczęła Gerda
- Milcz. – przerwałam jej
- Ale Fazie, nie rozumiesz. Kina...
- Cicho! – szepnęłam gniewnie w jej stronę
- Fazie...
- Czy ty jesteś głucha?! – warknęłam. Zaczęłam się przechadzać po sali i szukać może jakiejś wnęki, czy czegoś, gdzie mógłby być Kinaj. Gerda i inni strażnicy, których zapytałam potwierdzili, że Kinaj będzie tu. Nie mógł się rozpłynąć!
- Ej, gdzie jest Kinaj? – zapytałam basiora o ogromnych czarnych skrzydłąch i pokaźnych jelenich rogach
<Kinaj? Tudzież Haru? Czo teraz? OuO>
- Ej, a czemu taka nazwa? – spytałam Gerdy przed wejściem
- Pff... nie mam pojęcia. Aha, coś tam mówili, że kiedyś w tym obiekcie było jakieś mroczne królestwo i tu była sala tronowa gościa o imienu Selupu. Tak ku pamięci, wiesz. – wytłumaczyła
- A teraz co tam jest?
- Zwyczajna sala tortur. – powiedziała, a ja jęknęłam cicho
- I... Kinaj tam jest? – zapytałam szeptem
- Dokładnie. – skinęła głową, ale raczej się tym faktem nie przejęła. Na ruch mojej łapy otworzyła skrzypiące metalowe drzwi. Powolnym krokiem weszłam do środka. Na samym środku sali był tron przerobiony na elektryczne krzesło, natomiast po bokach były najróżniejsze narzędzia do torturowania. Nigdzie jednak nie widziałam Kinaja. Gerda według moich zaleceń stała w drzwiach, by nikt nie wszedł do środka. Rozglądałam się bacznie, ale widziałam tylko dwa nieznane mi wilki siedzące w narzędziach tortur oraz jednego strażnika zajmującego się jednym z więźniów.
- Fazie, ale Kinaj... - zaczęła Gerda
- Milcz. – przerwałam jej
- Ale Fazie, nie rozumiesz. Kina...
- Cicho! – szepnęłam gniewnie w jej stronę
- Fazie...
- Czy ty jesteś głucha?! – warknęłam. Zaczęłam się przechadzać po sali i szukać może jakiejś wnęki, czy czegoś, gdzie mógłby być Kinaj. Gerda i inni strażnicy, których zapytałam potwierdzili, że Kinaj będzie tu. Nie mógł się rozpłynąć!
- Ej, gdzie jest Kinaj? – zapytałam basiora o ogromnych czarnych skrzydłąch i pokaźnych jelenich rogach
<Kinaj? Tudzież Haru? Czo teraz? OuO>
Subskrybuj:
Posty (Atom)