niedziela, 9 listopada 2014

Od Malika cd historii Elementala

-Co teraz? - szepnąłem
Elemental nie odpowiedział. Zaczął do nich mówić w tym dziwnym języku. Nic to nie dało. Starałem się coś wymyślić. Nie chciałem skończyć jako trup. Zerwałem małą gałązkę z drzewa i ją zamroziłem. Stała się lodowym nożem. Rzuciłem tym w jednego z nich, lecz zrobił unik.
-To nie podziała - odezwał się Elemental
Wtedy mnie olśniło. Dotknąłem łapą ziemi i wszystko w promieniu około pięciu metrów od nas zamarzło. Na nich to nie podziałało, ale sprawiło że się cofnęli.

<Elemental?>

sobota, 8 listopada 2014

Od Elementala cd. historii Malika

- Zapewne szamani. Nie możemy zwracać na siebie ich uwagi. Inaczej może być bardzo źle - ostrzegłem wilka, lecz ten już chyba od dobrych 5 minut mnie nie słuchał. By chyba zbyt zafascynowany tym co się dzieje.
- Dobra, dobra.
I przemknął się bliżej szamanów, oczywiście pozostając w ukryciu, czyli liściach krzewów. Wreszcie wilk usiadł i przypatrzył się odprawiającym rytuały goblinom. Ja natomiast zmieniając się w widmo absolutne i siedząc na drzewie przyglądałem się rytuałowi. W pewnej chwili jeden z szamanów wrzucił coś do kotła i nastąpił wybuch. Zerwał liście, odsłaniając Malika, a nie zrzucił z drzewa. Spadłem na grzbiet tak, że aż zmieniłem się w normalną widmo formę. Szamani nas zauważyli i zaczęli podchodzić po czym obu z nas złapali za kark i rzucili przed kocioł. Malik szepnął:

<Malik?>

Od Malika cd historii Shervany

Wadera skoczyła tuż obok mnie. Prawdę mówiąc lekko się wystraszyłem
-Żarcik powiadasz? - zapytałem
Wadera się zaśmiała.
-Tak...jestem Shervana - powiedziała - alfa tej watahy
-Malik - odparłem
-Jesteś nowy, prawda? - zapytała
-Tak, przed paroma dniami dołączyłem - powiedziałem

<Shervana?>

Od Malika c.d. historii Elemental

Od Malika cd historii Elementala

-Niech będzie...może być ciekawie - odparłem z lekkim uśmiechem
-No to chodźmy - powiedział Elemental
Ruszyliśmy. Najpierw szliśmy przez otwarte tereny. gdzie się na chwilę zatrzymaliśmy by ugasić pragnienie. Potem weszliśmy do lasu. Zwykłego niezbyt gęstego lasku. Lecz po chwili stawał się coraz bardziej gęsty. Po pewnym czasie robiło się coraz bardziej mokro. Przybywało błota. W końcu dotarliśmy do dżungli, na jej skraju na drzewach były wyrzeźbione symbole. Nagle usłyszeliśmy szepty.

<Elemental?>

Od Kirito c.d. Historii Dejla

-byłbym zaszczycony,no a mogę się do ciebie przyłączyć w tym oglądaniu księżyca?-spytałem ją i miałem wrażenie że powie "nie" jednak się myliłem
-czemu nie
Usiadłem koło niej,naglę wyskoczył jakiś basior wyglądał okropnie jakby zombie
odskoczyłem do tyłu i z przerażenia wyciągnąłem miecze i cofałem się
-hej spokojnie to tylko Citro-odrzekła Dejla
Cirto coś tam wymamrotał i poszedł sobie,miałem miecze w pogotowiu do puki nie zniknął mi z oczu,wydałem z siebie wielkie "uf" i schowałem je
-coś się tak przestraszył?-spytała
-nie cierpię zombie,one są straszne-wyjąkałem przerażony
-przyzwyczaisz się ponieważ są tutaj też duchy-odparła spokojnie
-och jeszcze tego mi brakowało-fuknąłem i zasłoniłem sobie oczy łapami
Dejla zaśmiała się

<Dejla?>

Od Astry c.d. Historii Cannon'a

- A ja Astra- powiedziałam do Cannona- Tak poza tym wyglądasz na głodnego
- Zgadłaś- powiedział
- No to mam powód na upolowanie czegoś większego!- krzyknęłam biegnąc na północ- Idziesz czy nie?!- dodawałam
- Dobra, ale ty sobie poradzisz?- zapytał- Nie wyglądasz na taką
- Nie warz się mnie obrażać!- krzyknęłam tak głośno, że zza drzewa wyskoczył jeleń. Od razu wskoczyłam na drzewo, odbiłam się od niego lecąc w stronę jelenia. W powietrzu założyłam strzałe na cienciwe łuku i strzeliłam do zwierzęcia. Zwierz padł po jednym strzale. Wylądowałam miękko na ziemi.
- I co nadal uważasz, że sobie nie poradze?- zapytałam spokojnie

<Connon?>


Od Neyi c.d. Historii Cannon'a

Potrząsnęłam głową lekko zdezorientowana. Szybkość z jaką basior wyleciał zza głazu spowodowała, ze przy uderzeniu straciłam orientacje w świecie.
-Neya jestem- wymamrotałam w końcu- Jeszcze raz przepraszam, ja nie chciałam.
Usłyszałam za sobą szelest jakiegoś małego zwierzęcia. Zerwałam się na równe nogi i strzeliłam niebieskimi płomieniami w tamto miejsce. Mój węch dobiegł przyjemny zapach lekko podsmażonego królika, oblizałam się. Podchodząc do krzaków zauważyłam moją zdobycz.
-Najgłupsze jest to, że już jestem najedzona- westchnęłam. Chodź mój poprzedni posiłek był przepalony na węgiel, to mimo chęci na coś lepszego w smaku nie mogłam zjeść kolejnego kawałka mięsa.


<Cannon?>

Obserwatorzy