Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie, nie jesteś.
Przeciągnąłem się.
- No - zarzuciła włosami - nie oceniaj książki po okładce - stanęła dumnie.
- Dobrze. W takim razie zwracam honor - lekko się uchyliłem.
- Już dobrze, dobrze - przewróciła oczami.
Podszedłem do zwierzęcia z zamiarem zjedzenia go.
***
Po zjedzonym posiłku razem z Astrą poszliśmy na wodopój. Napiłem sie i położyłem nad brzegiem. Zamknąłem oczy by rozkoszować się chwilą spokoju.
<Astra? Dżizas sory, że takie krótkie ;_; >
wtorek, 11 listopada 2014
Od Faas Vokun c.d. Historii Aiyanna
Kiedy dotarliśmy do zatoki Naine'ta na mym pysku ukazał się lekki uśmiech zazwyczaj rzadko się uśmiecham, ale jednak taki widok czasami doprawdy może wprowadzać w sercu taką chwilę zadumy, uspokojenia. Nawet takie serce jak moje złe, mroczne, przesiąknięte czarną magią. Popatrzyłem na waderę.
-Wiesz czasami takie miejsca potrafią wyciszyć wilka nie wiadomo jakim by był... - Potrząsnąłem pyskiem. - Nie abym wiedział coś na ten temat.
Wadera popatrzyła na mnie z uniesioną brwią.
-Tak jasne...-powiedziała to w taki drażliwy sposób i lekko mnie popchnęła w bok.
-Ej!... - popatrzyłem na nią z lekką złością, lecz jak zobaczyłem ją na takim tle. Zachodzące słońce, unoszące się za nią fale wody i kawałek dalej idąca za nią taka skarpa czy jak by to nie nazwać. Westchnąłem ciężej i popatrzyłem przed siebie.
Wadera z lekko przekrzywionym łepkiem popatrzyła na mnie.
-Hmm...A tobie co? - spytała się mnie.
-Nie nic...
-Na pewno?
-Tak... -Ruszyliśmy kawałek dalej w małej ciszy zacząłem o czymś rozmyślać kiedy to przypadkowo podknąłem się o coś i przewróciłem.
Wilczyca jak to zobaczyła padła na ziemię i zaczęła się ze mnie śmiać.
-Hahahaha!! - Aż kilka łez jej ze śmiechu pociekło.
Popatrzyłem się w jej kierunku z lekka obrażoną miną.
-To nie jest śmieszne! - Warknąłem w jej stronę i powoli wstałem spojrzałem w miejsce o co się potknąłem i dostrzegłem, że była tam pewna szkatułka.

Podniosłem ją i się jej przyjrzałem. Wadera po chwili przestała się śmiać i podeszła do mnie.
-Co to jest? - Spytała się przyglądając szkatułce.
-Wygląda na szkatułkę ze smokiem, ale jest zamknięta i pełno na niej dziwnych symboli. Nie wiem co tam może być, a zamek wygląda na bardzo solidny...-Westchnąłem cicho przyglądając się jej uważnie. Pod spodem był taki o to napis w jakimś dziwnym języku.

-Mam jakiś napis, lecz nie wiem co może oznaczać.
Wadera popatrzyła na napis i lekko przekrzywiła łepek.
-Hmm...niestety nie znam tego języka...
-Ehh...-westchnąłem - To oznacza, że chyba będzie trzeba udać się do smoczego drzewa, ale te smoki atakują wszystkich po za sobą...a w razie czego to nawet magia na nie nie zadziała.
Wadera spojrzała na mnie i na szkatułkę i po chwili w morze...
<Aiyanna c: >
-Wiesz czasami takie miejsca potrafią wyciszyć wilka nie wiadomo jakim by był... - Potrząsnąłem pyskiem. - Nie abym wiedział coś na ten temat.
Wadera popatrzyła na mnie z uniesioną brwią.
-Tak jasne...-powiedziała to w taki drażliwy sposób i lekko mnie popchnęła w bok.
-Ej!... - popatrzyłem na nią z lekką złością, lecz jak zobaczyłem ją na takim tle. Zachodzące słońce, unoszące się za nią fale wody i kawałek dalej idąca za nią taka skarpa czy jak by to nie nazwać. Westchnąłem ciężej i popatrzyłem przed siebie.
Wadera z lekko przekrzywionym łepkiem popatrzyła na mnie.
-Hmm...A tobie co? - spytała się mnie.
-Nie nic...
-Na pewno?
-Tak... -Ruszyliśmy kawałek dalej w małej ciszy zacząłem o czymś rozmyślać kiedy to przypadkowo podknąłem się o coś i przewróciłem.
Wilczyca jak to zobaczyła padła na ziemię i zaczęła się ze mnie śmiać.
-Hahahaha!! - Aż kilka łez jej ze śmiechu pociekło.
Popatrzyłem się w jej kierunku z lekka obrażoną miną.
-To nie jest śmieszne! - Warknąłem w jej stronę i powoli wstałem spojrzałem w miejsce o co się potknąłem i dostrzegłem, że była tam pewna szkatułka.

Podniosłem ją i się jej przyjrzałem. Wadera po chwili przestała się śmiać i podeszła do mnie.
-Co to jest? - Spytała się przyglądając szkatułce.
-Wygląda na szkatułkę ze smokiem, ale jest zamknięta i pełno na niej dziwnych symboli. Nie wiem co tam może być, a zamek wygląda na bardzo solidny...-Westchnąłem cicho przyglądając się jej uważnie. Pod spodem był taki o to napis w jakimś dziwnym języku.

-Mam jakiś napis, lecz nie wiem co może oznaczać.
Wadera popatrzyła na napis i lekko przekrzywiła łepek.
-Hmm...niestety nie znam tego języka...
-Ehh...-westchnąłem - To oznacza, że chyba będzie trzeba udać się do smoczego drzewa, ale te smoki atakują wszystkich po za sobą...a w razie czego to nawet magia na nie nie zadziała.
Wadera spojrzała na mnie i na szkatułkę i po chwili w morze...
<Aiyanna c: >
poniedziałek, 10 listopada 2014
niedziela, 9 listopada 2014
Od Diego c.d. Historii Nedvena
- Pięknie tu, co nie?- odparła wadera i spojrzała na mnie.
- Owszem, to naprawdę pięknie miejsce.- powiedziałem i również na nią spojrzałem. Nasz wzrok spotkał się. W jej oczach odbijał się zachód słońca. Miała w nich niesamowity błysk, ten sam, który miała ona... Wspomnienia wróciły w jednej chwili. Na moim pyszczku pojawił się cień smutku.
- Czy wszystko w porządku?- zapytała zaniepokojona wadera.
- Tak, w porządku. Po prostu... zamyśliłem się. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się, żeby ją trochę uspokoić. Nedvena odwzajemniła uśmiech, po czym odwróciła głowę w stronę zachodu i przymrużyła oczy. Podszedłem do urwiska i usiadłem koło niej. Powiał wiatr, który zerwał kolejne złociste liście z drzew. Wilczyca wyprostowała swoje skrzydła. -Jak to jest?- zapytałem po chwili milczenia.
-Że co? - zdziwiła się Nedvena.
- Latać... - odpowiedziałem.- Zawsze mnie to zastanawiało. To musi być cudowne, móc szybować pośród chmur.
Wadera opuściła głowę i spojrzała w dół.
- Wybacz Mi'lady... nie chciałem cię zasmucić...
<Nedvena?>
- Owszem, to naprawdę pięknie miejsce.- powiedziałem i również na nią spojrzałem. Nasz wzrok spotkał się. W jej oczach odbijał się zachód słońca. Miała w nich niesamowity błysk, ten sam, który miała ona... Wspomnienia wróciły w jednej chwili. Na moim pyszczku pojawił się cień smutku.
- Czy wszystko w porządku?- zapytała zaniepokojona wadera.
- Tak, w porządku. Po prostu... zamyśliłem się. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się, żeby ją trochę uspokoić. Nedvena odwzajemniła uśmiech, po czym odwróciła głowę w stronę zachodu i przymrużyła oczy. Podszedłem do urwiska i usiadłem koło niej. Powiał wiatr, który zerwał kolejne złociste liście z drzew. Wilczyca wyprostowała swoje skrzydła. -Jak to jest?- zapytałem po chwili milczenia.
-Że co? - zdziwiła się Nedvena.
- Latać... - odpowiedziałem.- Zawsze mnie to zastanawiało. To musi być cudowne, móc szybować pośród chmur.
Wadera opuściła głowę i spojrzała w dół.
- Wybacz Mi'lady... nie chciałem cię zasmucić...
<Nedvena?>
Od Ines cd historii Kill' a
Szkoda że Kill ma lęk wysokości bo to całkiem fajna zabawa takie skakanie po wysepkach no ale cóż..
- To tutaj... - Wskazałam największe drzewo w lesie. - To największe i najstarsze drzewo w tym lesie. - drzewo było naprawdę ogromne... Jego obwód liczył jakieś 20m a wysokość nie całe 100m! - To tu mamy spotkać się z Margaret - uśmiechnęłam się. Znalazłam wygodne miejsce u stup drzewa i zaprosiłam bliże basiora gestem. Położył się kolo mnie. Leżeliśmy tak przez chwilę i humor nagle mi się popsuł... Zwróciłam wzrok ku ziemi.
- Kill? A jeśli coś mu się stało? Jeśli on... - wolałam nie kończyć. Popatrzyłam na basiora ze łzami w oczach... - Kill... Ja nie mogę bez niego żyć... Świadomość że on... Że coś mu się stało mnie pogrąży... Musimy go ratować!
- Ines... Nic mu nie będzie... Nie martw się, wszystko będzie dobre - uśmiechnął się do mnie delikatnie. Powiedział to tak miło i spokojnie że jakaś cześć mnie mu uwierzyła. Uwierzyłam mu i byłam spokojniejsza. Leżeliśmy tak jeszcze jakiś czas. Rozmyślałam o tym co zrobimy jak juz tam dotrzemy... Jak mu pomożemy? Moje rozmyślenia nie trwały jednak zbyt długo bo zaraz dołączyła do nas Margaret
- Margaret! - kiedy tylko ją zobaczyłam zerwałam się na równe nogi. - Ruszamy! - Bez zastanowienia stworzyłam portal i wskoczyłam w niego. Moi towarzysze nie długo później stali kolo mnie. Nie mogłam w to uwierzyć... Wszystko było zniszczone... Z gruz budowli dalej wylatywał dym. Nigdzie nie było widać żywej duszy. To miejsce... Niegdyś tryskało pozytywną energią... Było wspaniałe... A teraz? Nic nie zostało...
- Kail... - szepnęłam cicho. Żal rozrywał mi serce... Nie mogłam w to uwierzyć - Nie, nie, nie... - mówiłam szeptem, a łzy spływały mi po policzkach
- Ines... Tak mi przykro... - przytuliła mnie Margaret. Ona też płakała... Znała Kail' a i wiedziała jaka to wspaniała osoba i ile dla mnie znaczy - Chodźmy z tąd... Nie ma c... - zaczęła Margaret ale ja nie dałam jej skończyć.
- Oni tu są - szepnęłam przez łzy
- Co?! - spytała wadera nie za bardzo rozumiejąc
- Oni tu są! - krzyknęłam wyrywając się z jej objęć.- Są tu! Czuje to! - Łzy zalewały mi twarz...
- Ines... Kochanie... Spokojnie - zaczęła uspokajać mnie Margaret, ale ja wiedziałam swoje. - To nie możliwe... Musisz da...
- Nie!! Oni tu są! Kail! Oni tu są!! - krzyczałam bez opamiętania
- Ines... Musisz dać im odejść... Nic już na to nie poradzisz... Na śmierć nie ma siły!
- Nie!! Oni żyją! KAIL!!! - krzyczałam na cały głos - KAIL!!...
<Kill?? Ines ześwirowała :P A może nie xDD hmmm... ;) >
- To tutaj... - Wskazałam największe drzewo w lesie. - To największe i najstarsze drzewo w tym lesie. - drzewo było naprawdę ogromne... Jego obwód liczył jakieś 20m a wysokość nie całe 100m! - To tu mamy spotkać się z Margaret - uśmiechnęłam się. Znalazłam wygodne miejsce u stup drzewa i zaprosiłam bliże basiora gestem. Położył się kolo mnie. Leżeliśmy tak przez chwilę i humor nagle mi się popsuł... Zwróciłam wzrok ku ziemi.
- Kill? A jeśli coś mu się stało? Jeśli on... - wolałam nie kończyć. Popatrzyłam na basiora ze łzami w oczach... - Kill... Ja nie mogę bez niego żyć... Świadomość że on... Że coś mu się stało mnie pogrąży... Musimy go ratować!
- Ines... Nic mu nie będzie... Nie martw się, wszystko będzie dobre - uśmiechnął się do mnie delikatnie. Powiedział to tak miło i spokojnie że jakaś cześć mnie mu uwierzyła. Uwierzyłam mu i byłam spokojniejsza. Leżeliśmy tak jeszcze jakiś czas. Rozmyślałam o tym co zrobimy jak juz tam dotrzemy... Jak mu pomożemy? Moje rozmyślenia nie trwały jednak zbyt długo bo zaraz dołączyła do nas Margaret
- Margaret! - kiedy tylko ją zobaczyłam zerwałam się na równe nogi. - Ruszamy! - Bez zastanowienia stworzyłam portal i wskoczyłam w niego. Moi towarzysze nie długo później stali kolo mnie. Nie mogłam w to uwierzyć... Wszystko było zniszczone... Z gruz budowli dalej wylatywał dym. Nigdzie nie było widać żywej duszy. To miejsce... Niegdyś tryskało pozytywną energią... Było wspaniałe... A teraz? Nic nie zostało...
- Kail... - szepnęłam cicho. Żal rozrywał mi serce... Nie mogłam w to uwierzyć - Nie, nie, nie... - mówiłam szeptem, a łzy spływały mi po policzkach
- Ines... Tak mi przykro... - przytuliła mnie Margaret. Ona też płakała... Znała Kail' a i wiedziała jaka to wspaniała osoba i ile dla mnie znaczy - Chodźmy z tąd... Nie ma c... - zaczęła Margaret ale ja nie dałam jej skończyć.
- Oni tu są - szepnęłam przez łzy
- Co?! - spytała wadera nie za bardzo rozumiejąc
- Oni tu są! - krzyknęłam wyrywając się z jej objęć.- Są tu! Czuje to! - Łzy zalewały mi twarz...
- Ines... Kochanie... Spokojnie - zaczęła uspokajać mnie Margaret, ale ja wiedziałam swoje. - To nie możliwe... Musisz da...
- Nie!! Oni tu są! Kail! Oni tu są!! - krzyczałam bez opamiętania
- Ines... Musisz dać im odejść... Nic już na to nie poradzisz... Na śmierć nie ma siły!
- Nie!! Oni żyją! KAIL!!! - krzyczałam na cały głos - KAIL!!...
<Kill?? Ines ześwirowała :P A może nie xDD hmmm... ;) >
Od Ivy Toxic c.d. historii Hind Gaaf Lok
-Po co?!-warknęłam do niego-Mimo, że umarło w męczarniach.. Głodna byłam przyznam. Ale przynajmniej oszczędziłam mu katuszy życia na ziemi. Gdyby żyło nie było by tak sprawne. Przyjrzyj się... Przecież część jego wnętrzności leży rozwleczonych dookoła. Jego krew nasyciła glebę. A jego ciało stanie się niedługo pożywieniem dla padlinożerców oraz robaków, a szczątki użyźnią ziemię na której padło. Same korzyści z jego śmierci. I nie sądzę by udało się je wskrzesić. Mimo, że uśmierciłam je nie całe pięć minut temu. Nie jesteśmy na twoich ziemiach. To jest już nie możliwe.
Rzekłam beznamiętnie. Możliwe, że mogło to zadziwić tego kochającego życie basiora.
-A ty myślisz, że poza twoimi ziemiami byś przeżył bez walki? Gdybyś chciał ujrzałbyś to. Bardzo szybko, ale wtedy było by już zbyt późno. Prócz niej leżałbyś tam i ty. Więc powiedz mi czemu?
-Co.. Co czemu?-zająknął się Hind Gaaf Lok.
-Czemu nie zaatakowałeś czy raczej nie powstrzymałeś mnie przed zabiciem tamtej sarny czy co to było? Wilki, które zwykle miałam nieprzyjemność poznać....A nie ważne po co ja ci to mówię? Nie zrozumiesz. -rzekłam, bardziej zła na siebie niż na tego wilka, którego aura aż tak skutecznie widocznie rozwiązywał język nawet najbardziej zatwardziałemu wilkowi. Jednak ja nie zamierzałam mu się poddać.
-A tak w ogóle daleko do twych ziem?-spytałam.
Wilk popatrzył w zdumieniu na mnie.
-Nie odpowiadaj, na to pytanie. No nic. Chwila....-rzekłam
Wyskoczyłam w górę, odbiłam się od pnia drzewa. Złapałam w locie wiewiórkę. I wylądowałam miękko za basiorem. I na jego oczach zabiłam wiewiórkę, z której zamiast krwi wylały się, czy raczej wysypały trociny.
-Ohoho mamy towarzystwo. Nie jest tu bezpiecznie-mruknęłam do siebie-Lepiej się stąd zabierajmy.
Rzekłam i czekałam na reakcję basiora, chociaż i tak zamierzałam odbiec jeśli ten zaczął by zadawać zbędne pytania. "Nie dostaną mnie. Nie tym razem"pomyślałam.
<Hind?>
Rzekłam beznamiętnie. Możliwe, że mogło to zadziwić tego kochającego życie basiora.
-A ty myślisz, że poza twoimi ziemiami byś przeżył bez walki? Gdybyś chciał ujrzałbyś to. Bardzo szybko, ale wtedy było by już zbyt późno. Prócz niej leżałbyś tam i ty. Więc powiedz mi czemu?
-Co.. Co czemu?-zająknął się Hind Gaaf Lok.
-Czemu nie zaatakowałeś czy raczej nie powstrzymałeś mnie przed zabiciem tamtej sarny czy co to było? Wilki, które zwykle miałam nieprzyjemność poznać....A nie ważne po co ja ci to mówię? Nie zrozumiesz. -rzekłam, bardziej zła na siebie niż na tego wilka, którego aura aż tak skutecznie widocznie rozwiązywał język nawet najbardziej zatwardziałemu wilkowi. Jednak ja nie zamierzałam mu się poddać.
-A tak w ogóle daleko do twych ziem?-spytałam.
Wilk popatrzył w zdumieniu na mnie.
-Nie odpowiadaj, na to pytanie. No nic. Chwila....-rzekłam
Wyskoczyłam w górę, odbiłam się od pnia drzewa. Złapałam w locie wiewiórkę. I wylądowałam miękko za basiorem. I na jego oczach zabiłam wiewiórkę, z której zamiast krwi wylały się, czy raczej wysypały trociny.
-Ohoho mamy towarzystwo. Nie jest tu bezpiecznie-mruknęłam do siebie-Lepiej się stąd zabierajmy.
Rzekłam i czekałam na reakcję basiora, chociaż i tak zamierzałam odbiec jeśli ten zaczął by zadawać zbędne pytania. "Nie dostaną mnie. Nie tym razem"pomyślałam.
<Hind?>
Od Aiyanny c.d. Historii Faas Vokun
Jak właściwie miałam odpowiedzieć na to pytanie? Przez chwilę zastanawiałam się. Milczałam niedługo.
- Istnieją księgi pisania. Shinigami nie zajmują się nimi lecz nasz szef ma do nich dostęp. Chciałam odkupić grzech przeszłości, dołączenie do Shinigami było pierwszym krokiem. Teraz mam nauczyć się ponownie żyć w watasze. W tej watasze konkretnie nie wiem dlaczego...-powiedziałam to o czym sądziłam. Nie wiedziałam dlaczego akurat tutaj.- Może przejdziemy się nad morze?
- No.. dobrze. Jest to trochę daleko dojdziemy w okolicy zachodu.-odpowiedział i ruszył, a ja zanim.
Mijaliśmy drzewa liściaste rzadko jakieś iglaki. Przechodziliśmy przez polany milcząc nie wiem czemu czułam tu coś znajomego. Coś co wydawało się cząsteczką przeszłości. Wiatr delikatnie muskał mi pysk. Przez dwie godziny milczeliśmy. Zatrzymaliśmy się na polanie z małym jeziorkiem. Upolowałam dwa króliki, jednego rzuciłam basiorowi.
-Dzięki-bąknął i zajął się jedzeniem podobnie jak ja.
Po skończonym posiłku jeszcze napiliśmy się wody.
-Gdzie mniej więcej jesteśmy?-zapytałam
-Niedaleko morza jeszcze dwie godziny szybkiego marszu, może dwie i pół -odpowiedział i ruszył.
-Rozumiem. -odpowiedziałam i ruszyłam za nim.
Idąc pogoniły nas dzikie drapieżne ptaki. To tylko wydłużyło wędrówkę do morza. Ale gdy już dotarliśmy naszym oczom ukazał się niesamowity widok.

Słońce chyliło się ku zachodowi
- Istnieją księgi pisania. Shinigami nie zajmują się nimi lecz nasz szef ma do nich dostęp. Chciałam odkupić grzech przeszłości, dołączenie do Shinigami było pierwszym krokiem. Teraz mam nauczyć się ponownie żyć w watasze. W tej watasze konkretnie nie wiem dlaczego...-powiedziałam to o czym sądziłam. Nie wiedziałam dlaczego akurat tutaj.- Może przejdziemy się nad morze?
- No.. dobrze. Jest to trochę daleko dojdziemy w okolicy zachodu.-odpowiedział i ruszył, a ja zanim.
Mijaliśmy drzewa liściaste rzadko jakieś iglaki. Przechodziliśmy przez polany milcząc nie wiem czemu czułam tu coś znajomego. Coś co wydawało się cząsteczką przeszłości. Wiatr delikatnie muskał mi pysk. Przez dwie godziny milczeliśmy. Zatrzymaliśmy się na polanie z małym jeziorkiem. Upolowałam dwa króliki, jednego rzuciłam basiorowi.
-Dzięki-bąknął i zajął się jedzeniem podobnie jak ja.
Po skończonym posiłku jeszcze napiliśmy się wody.
-Gdzie mniej więcej jesteśmy?-zapytałam
-Niedaleko morza jeszcze dwie godziny szybkiego marszu, może dwie i pół -odpowiedział i ruszył.
-Rozumiem. -odpowiedziałam i ruszyłam za nim.
Idąc pogoniły nas dzikie drapieżne ptaki. To tylko wydłużyło wędrówkę do morza. Ale gdy już dotarliśmy naszym oczom ukazał się niesamowity widok.

Słońce chyliło się ku zachodowi
<Faas>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
