Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Faas Vokun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Faas Vokun. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ten post zawiera 3 OPOWIADANIA do Ivy Toxic, Lettice i do Aiyanny,

Od Faas Vokun c.d. historii Lettice

Kiedy ją złapałem i odpowiedziała mi to tak irnocznicznie w chwili śmierci do tego z tym uśmiechem zacząłem się zastanawiać czy to nie jest przypadkiem jakiś nie ogarnięty wilczek z móżdżkiem szczeniaczka.
-Czy ty się dobrze czujesz? Zachowujesz się jak szczeniaczek mimo obliczu śmierci... ile ty masz w ogóle lat. Hmm? -Spytałem patrząc się na nią swymi krwisto czerwonymi ślepiami, które nawet delikatnie lśniły. Moje ciało otaczałą ciemno fioletowa mroczna aura. Wadera na mnie popatrzyła i pomyślała chwilkę.
-Eummm...4 chyba jak się nie mylę - uśmiecha się do mnie.
-A pobawimy się może w coś? No wiesz będzie fajnie.
Popatrzyłem na nią jak na jakąś doprawdy mocno nie ogarniętą samicę.
-Czy ty masz chociaż odrobinę oleju w tej głowie? - Postanowiłem zejść z niej i pokręciłem głową. Ta samica stanowiła zerowe zagrożenie dla stada, a szczególnie dla mnie.
-Szkoda mi cię po prostu uśmiercać, ale się zastanawiam czy by to jednak nie było by lepsze rozwiązanie...

<Lettica. Przepraszam, że tak późno, ale malutko czasu było i wgl i no tak jak tam poniżej pisze podobne teksty heh :c wybacz >


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Od Hind Gaaf Lok'a c.d. historii Ivy Toxic.

Westchnąłem cicho przyglądając się waderze, spojrzałem w kierunku rozszarpanego zwierzęcia i zaraz na samicę. Może i mogła mieć pewną rację, a może i nie miała racji nigdy nie widziała mych umiejętności i nie wie jak działają.
-Ehh...cóż mimo tego, że jego krew wchłonęła się w ziemię, a jego szczątki walają się tu i tam to muszę ci tylko tyle powiedzieć iż nigdy nie widziałaś moich umiejętności...mojej magii, potrafię poskładać takie zwierzę do jednej całej całości mimo iż mu brakuje tego i owego. - Mówiłęm do niej już takim bardziej spokojnym głosem, lecz jednak z pewną dawką stresu.
-Powiem co, że bez walki też można przeżyć, moje atuty pozwalają mi wykaraskać się z praktycznie każdej sytuacji. Masz kogoś ciężko rannego bądź chorego? Nie ma sprawy mogę się tym zająć. Potrzebujesz informacji i dorodnej zwierzynie? Wal do mnie, a ci powiem gdzie znajdziesz piękne sarniny i dziczyznę. - Westchnąłem cicho. - Teraz odkąd mam swoje własne ziemie, a dokładniej należę do jednej z watah te informacje są zbędne, ale to pierwsze zawsze służę pomocną łapką.

Przyjrzałem się waderze lekko przechylając łepek. Na mym pyszczku ukazał się taki mały delikatny zadziorny uśmieszek. Rozejrzałem się w około i spojrzałem na waderę.
-A co byś chciała od mej watahy? - Spytałem się jej z lekko przechylonym łebkiem.
I tutaj już nie otrzymałem od niej odpowiedzi, gdyż właśnie chwyciła ów wiewióreczkę w tej chwili odwróciłem pysk w bok przymykając na chwilę oczka, lecz kiedy spojrzałem na nią dostrzegłem trociny ze zwierzątka. Trochę mnie to zdziwiło, a tym bardziej jej zachowanie.
-Hyh? Co jest? Ktoś cię ściga? - Spytałem się jej będąc już w pogotowiu do biegu.
-Można to tak jak by ująć...-odpowiedziała mi wadera.
-Chodź za mną...-Zacząłem biec w pewnym kierunku, a ona za mną. Nie biegłem w kierunku watahy, a dokładniej w miejsce gdzie zazwyczaj siedzi i patroluje dany teren pewien wilk z watahy.

<Ivy Toxic? Najmocniej przepraszam, że dopiero teraz miałem bardzo malutko czasu mam nadzieję, że jesteś jeszcze aktywna :c >


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Od Faas Vokun'a c.d. historii Aiyanny

Leżałem sobie tak spokojnie kiedy to już wadera się zbudziła. Wstałem szybko i odszedłem mały kawałek na bok. Popatrzyłem się na nią, kiedy ta na mnie spogladała tak podejrzliwie i złowrogo.
-Spokojnie...nic ci nie zrobiłem nawet cię nie tknąłem no nie licząc tego nie winnego przytulenia. Cóż w nocy było dosyć zimno i najprawdopodobniej tak instynktownie musieliśmy się no wiesz otulić by było cieplej. Przepraszam cię za to, ale nie zrobiłem tego świadomie. - Powiedziałem w jej kierunku ze skruchą. Wadera popatrzyła na mnie i usiadła sobie, była najwidoczniej teraz nieco spokojniejsza.
-Okey wybaczam ci te haniebne zachowanie. - Powiedziała w mym kierunku bardziej tak by mnie podroczyć. I trzeba przyznać, że się jej to udaje, lecz w aktualnej chwili bardziej trzymam to w sobie. Jedynie pokiwałem na lewo i prawo głową.
-Ehh...- Rozejrzałem się w około siebie. - Poczekaj parę chwilek tutaj. - Samica kiwnęła łebkiem i czekała, a ja w tym czasie gdzieś pobiegłem w pewne krzewy by upolować nam coś do śniadania. Po około 10 minutach znalazłem króliczą norę, gdzie dwa króliki jak na zawołanie sobie no tak jak by przytulały (xD). On ostrożnie podszedł do nich i CAP! Dwa króliki w jego pysku, które niósł do wadery. Jak już dotarł na miejsce ich aktualnego postoju położył większą królicę przed waderą, a sobie wziął tego nie co mniejszego króliczka. Popatrzyłem na nią, a ona na mnie.
-Dziękuję...-powiedziała do mnie.
-Proszę i smacznego...

<Aiyanno? To samo co wyżej przepraszam najmocniej, że dopiero teraz jest ten odpis :C po prostu nie miałym kiedy ;c >

środa, 12 listopada 2014

Faas Vokun - Prolog "Dziedzictwo przodków"

         Dawno, dawno temu no może nie aż tak dawno temu tylko kilka miesięcy wstecz byłem najzwyklejszym samotnym wilkiem, który przemierzał niezliczone ziemie w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Mój ród wywodzi się z jednych rzadkich i potężnych wilków Nekromantów, którzy dzierżą pogrom w głosie w śród wielu stworzeń choć nie wszystkich. Szczególnie tych, którzy o nas nie słyszeli. Nasza tradycja nakazywała nam by na młodych wilkach naszego rodu odprawiano pewien rytuał przejścia, gdzie to następnie wilki takie jak ja zostają gdzieś porzucane w lesie i mają tam dorastać, stać się silniejszymi i kiedy przyjdzie czas odnaleźć swoją rodzinę i swoją watahę. Jako kilku miesięczny szczeniak po odprawieniu na mnie mrocznego rytuału, moje serce jak i dusza zostały zapieczętowane i nasączone czarną magię wilków nekromantów, lecz moje moce dopiero z czasem zaczęły ujawniać.

Leżałem sobie pod jakimś drzewem wiele, wiele kilometrów od mej prawdziwej rodziny i watahy, która pewnie gdzieś tam czeka do dziś lub już o mnie zapomnieli i spisali na straty, a może i nie, lecz minęło już stanowczo za dużo czasu od tego dnia kiedy miałem odnaleźć swoje stado, lecz wracając do momentu, kiedy mnie rodzina musiała porzucić gdzieś tak w lesie. Leżałem i skomlałem z lekkiego bólu i strachu jak i tego, że wiedziałem iż nikogo przy mnie nie ma już w tej chwili. Dzika zwierzyna jak widziała młodego szczeniaka bezbronnego, samego bardzo daleko od jakiej kolwiek watahy miała w ten czas idealną okazję by sobie upolować coś i zjeść i tak o to trafiło na mnie. W pewnej chwili zza krzaków wyskoczyła na mnie pewna puma, która była bardzo łasa na taki łatwy smakołyk. Ja w tym między czasie siedziałem i się rozglądałem, w momencie kiedy wyskoczyła przede mnie puma zacząłem głośno wyć i nawoływać swoich, lecz było to bez odpowiedzi. Dzikie zwierzę zbliżało się do mnie i już miało mnie zabić jednym uderzeniem swej potężnej łapy do momentu kiedy się zatrzymało i jej wyraz mimiki mówił tak jak by ta puma zobaczyła jakiegoś ducha wielkiego złego ducha i uciekła stąd gdzie pieprz rośnie. Obróciłem swój pyszczek w kierunku tego co było za mną, gdyż zdziwiło mnie to, że ona tak uciekła. Kiedy spojrzałem do tyłu zobaczyłem dziwną coś na wzór czarną mgiełkę, która przypominała dorosłego wilczego demona albo złego ducha jak kto by wolał. Kiedy go widziałem odsunąłem się kilka kroków, lecz ten do mnie przemówił.
-Nie obawiaj się mnie Faas Vokun'ie
Nazwał mnie dosyć dziwnie w sumie to imienia jeszcze nie miałem czyżby to taki ktoś miał mi wybrać imię? Zadałem sobie takie pytanie w myślach i lekko przekrzywiłem pyszczek, moja mowa nie była wtedy jeszcze na najlepszym poziomie.
-Umm...Faas? Ja, ale kto ty być? -Spytałem się go takim piskliwym głosem jak to na szczeniaczka.
-Jestem Rakath'u i jestem tobą jak i w tobie jestem jednym z twych przodków i będę twym nauczycielem do czasu kiedy nie nauczysz się panować nad moją mocą i będę cię strzegł nim nie staniesz się prawdziwym wilkiem rodu Nekromantów.
-Umm...a kiedy bym mógł wrócić do swoich rodziców? - spytałem niepewnie.
-Do czasu kiedy nie opanujesz swych mocy i nie staniesz się dostatecznie silnym wilkiem! 
Po chwili Rakath'u wyparował znikając w obłokach czarnej mgły, która również zniknęła. Siedziałem tak długi czas nie wiedząc co zrobić. Nie ukrywając przechodził przeze mnie spory strach, gdyż nie wiedziałem nawet od czego bym mógł zacząć w ten czas przemówił w mej głowie pewien głos "Poluj". Rozejrzałem się i wstałem zrobiłem kilka niepewnych kroków gdzieś w przód i po chwili zacząłem kroczyć. Początki były ciężkie i nie wiedziałem jak polować więc płoszyłem swą ofiarę za ofiarą do czasu kiedy nie otrzymałem kilka cennych wskazówek od swego nauczyciela. Zacząłem uczyć się powoli chodzić i ostrożniej stąpać po ziemi by nie wywoływać zbędnych hałasów. Kiedy już to w miarę opanowałem zacząłem się skradać przemykać między krzewami i krzakami nie wywołując najmniejszych szelestów. Kiedy już to udało mi się w miarę możliwości opanować zacząłem swoje pierwsze prawdziwe polowanie na królika. Kiedy już takowego wytropiłem po zapachu, zacząłem kroczyć w jego kierunku ostrożnie i po około 100 metrach ukazał mi się on. Królik we własnej osobie, który wylazł ze swej norki. Zacząłem skradać się bardzo ostrożnie jak tylko umiałem i powoli podchodziłem do niego, kiedy byłem już w zasięgu dostatecznym by chwycić go bez najmniejszych oporów skoczyłem na niego próbując go powalić i zabić, lecz nie wiedziałem jak to zrobić i w ten czas głos mi powiedział "Szyję, rozerwij mu tętnicę szyjną" I tak zrobiłem, lecz me ząbki były jeszcze słabe jak i sam ścisk szczęki i robiłem mu bardziej pewne ranki, lecz w końcu królik się poddał i padł po małej chwili nie przytomny i zaraz zmarł. Ja ucieszony z mojej pierwszej ofiary podskoczyłem raz i drugi raz radośnie. "Gratuluję ciesz się swą pierwszą ofiarą mój mały drogi Faasie." Powiedział mi w głowie i następnie zacząłem zjadać martwego królika do kości, był bardzo smaczny i po 10 minutach miałem już dosyć, została mu tylko głowa. Schowałem tą resztkę gdzieś może na później, albo po prostu schowałem i tyle.

    Następnie ruszyłem gdzieś przed siebie i tak dalej. Z biegiem czasu zacząłem już normalnie polować i skradać się do ofiar. Moim następnym etapem życiowym miało być nauka mocy Rakath'u, którą miałem opanować...


Koniec prologa. Co będzie dalej? Oczekujcie rozdziału 1 Rady Rakath'u

wtorek, 11 listopada 2014

Od Faas Vokun

Wybił kolejny dzień po porządnie chłodnej nocy. Z rana całe ptactwo znów zaczęło podśpiewywać torturując moje biedne uszka na mej polanie. Była poranna mgiełka, która parowała po porannej rosie. W końcu wybiła godzina tak koło 7:30 patrząc po niebie i położeniu słońca, którego i tak nie widać hehe. Na niebie było parę chmur, które mogły coś zapowiadać później, ale nie na aktualny stan. Po całym odpoczynku ruszyłem gdzieś przed siebie, a bardziej na teren łowny by upolować jakąś zwierzynę na śniadanie. Trzymałem nos przy ziemi do momentu kiedy wyczułem jakąś sarnę parę set metrów stąd. Tropiłem ostrożnie ów sarenkę do momentu kiedy nie była na mym widoku. Jak ją już ujrzałem przyczaiłem się w zaroślach, kiedy już podeszła do mnie wyskoczyłem na nią by następnie wgryźć się w jej szyję i rozerwać tętnicę. Kiedy sarenka była martwa zacząłem ją zjadać, jakieś 10 minut później i po solidnym posiłku ruszyłem na patrolowanie terenów watahy. W pewnej chwili coś wyczułem jakąś nieznaną osobę w pobliżu watahy, która się zbliżała nieświadomie. Schowałem się i przyczekałem aż się zbliży. Kiedy dostrzegłem ją jakieś parę metrów dalej ode mnie postanowiłem wyskoczyć z krzaków i popędzić na nią by po chwili ją powalić i mieć swobodny dostęp by rozszarpać jej gardło, lecz tego nie zrobiłem, jedynie warknąłem na nią przybliżając pysk do jej oczu.
-Czego tu szukasz przybłędo! - Powiedziałem groźnym głosem.
-J-ja szukałam nie wiem szłam przed siebie... - Popatrzyła na mnie z nie małym przerażeniem w oczach.
-Jest to pewna wataha! Ale nie pójdziesz dalej, gdyż ja pilnuję tutaj granic!
-A-a jest jakaś szansa na dołączenie tutaj?
-Nie wiem...może jest, a może i nie ma tej szansy...to zależy jak się wykażesz...
Zszedłem z wadery i ona po chwili wstała byłem gotowy na wszelki atak z jej strony.


<Lettice>

Od Faas Vokun c.d. Historii Aiyanna

Nastał kolejny dzień zaczęło już świtać kilka ptaków zaczęło swój poranny śpiew. Na niebie zagościło parę chmur przelotnych, aktualnie nie zanosiło się na złą pogodą, w około panowała mgła, która parowała z porannej rosy. Temperatura przez noc jak by nie patrzeć porządnie opadła i z naszych pysków zaczęła lecieć taka para, co ciekawe dzisiaj spało mi się wyjątkowo dobrze, bardzo dobrze nawet. Powolutku zacząłem otwierać swe oczka i widziałem iż byliśmy tego dnia bardziej tacy jak by w siebie wtuleni. Byłem lekko zaskoczony tym, a może to przez chłodną noc i takie zaspanie jakoś samoistnie się tak wtuliliśmy. Nie wiem... lecz wiem jedno i to na pewno, że mi nie przeszkadzało, lecz ciekawi mnie jak wadera mogła by to odebrać co jednak pozostawało to we mnie pewien mały nie pokój. Mogła by to źle odebrać albo i dobrze...czas pokaże na razie poczekam do momentu kiedy się obudzi, gdyż nie chcę jej rozbudzać teraz, a chwila takiej małej zadumy mi nie poprzeszkadza. Odpłynąłem po paru sekundach w małą krainę rozmyślań.


<Aiyanno ^^>

Od Faas Vokun c.d. Historii Aiyanna

Kiedy dotarliśmy do polany, która była pięknie oświetlona przez księżyc i był to zarazem jeden z moich najbardziej ulubionych widoków, gdyż noc była bardziej jedną z mych ulubionych części dnia i postanowiłem, że zrobimy sobie tutaj mały postój już za dużo tych dziś kilometrów przebyliśmy, a me łapy powoli zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Spojrzałem w kierunku wadery.
-Może chciała byś zrobić mały postój? Bo jak by nie patrzeć cały dzień praktycznie chodzimy z jednego miejsca do drugiego, a chwila przerwy każdemu się przyda. Zgaduję, że twe łapy zapewne chciały by na dziś odpocząć. - Powiedziałem w jej kierunku by po chwili popatrzeć w stronę pełni księżyca.

Wadera podeszła do mnie była najwidoczniej lekko zmęczona, ale chciała odpocząć.
-Tak to dobry pomysł można by zrobić chwilę odpoczynku.
Podeszliśmy bliżej lasu tak bardziej przy pierwszych drzewach i krzewów bliżej do polanki tak by pozostać w miarę niewidocznym dla smoczych istot. W końcu nie daleko byliśmy od smoczego drzewa.
Popatrzyłem w kierunku wadery i westchnąłem cicho.
-Ehh...zdrzemnij się ja pozostanę na czatach. - Usiadłem sobie pod drzewem w pewnych rozmyśleniach zacząłem się wpatrywać w księżyc z myślą iż wadera teraz poszła spać, lecz po chwili poczułem iż usiadła obok mnie. Popatrzyłem się na nią  i lekko przekrzywiłem łepek.
-Czemu nie idziesz spać? - Spytałem się jej z małym zaciekawieniem.
Ona wzruszyła ramionami. - Nie wiem, nie chce mi się spać.
-Okey...- mruknąłem patrząc w niebo i księżyc.
-Piękna jest ta dzisiaj noc. - Mruknęła coś pod nosem skierowanego do siebie i po części do mnie.
- Hmm? - Popatrzyłem na nią...

<Aiy ^^? Jak to  \napiszesz dalej ^^?>

Od Faas Vokun c.d. Historii Aiyanna

Kiedy dotarliśmy do zatoki Naine'ta na mym pysku ukazał się lekki uśmiech zazwyczaj rzadko się uśmiecham, ale jednak taki widok czasami doprawdy może wprowadzać w sercu taką chwilę zadumy, uspokojenia. Nawet takie serce jak moje złe, mroczne, przesiąknięte czarną magią. Popatrzyłem na waderę.
-Wiesz czasami takie miejsca potrafią wyciszyć wilka nie wiadomo jakim by był... - Potrząsnąłem pyskiem. - Nie abym wiedział coś na ten temat.
Wadera popatrzyła na mnie z uniesioną brwią.
-Tak jasne...-powiedziała to w taki drażliwy sposób i lekko mnie popchnęła w bok.
-Ej!... - popatrzyłem na nią z lekką złością, lecz jak zobaczyłem ją na takim tle. Zachodzące słońce, unoszące się za nią fale wody i kawałek dalej idąca za nią taka skarpa czy jak by to nie nazwać. Westchnąłem ciężej i popatrzyłem przed siebie.
Wadera z lekko przekrzywionym łepkiem popatrzyła na mnie.
-Hmm...A tobie co? - spytała się mnie.
-Nie nic...
-Na pewno?
-Tak... -Ruszyliśmy kawałek dalej w małej ciszy zacząłem o czymś rozmyślać kiedy to przypadkowo podknąłem się o coś i przewróciłem.
Wilczyca jak to zobaczyła padła na ziemię i zaczęła się ze mnie śmiać.
-Hahahaha!! - Aż kilka łez jej ze śmiechu pociekło.
Popatrzyłem się w jej kierunku z lekka obrażoną miną.
-To nie jest śmieszne! - Warknąłem w jej stronę i powoli wstałem spojrzałem w miejsce o co się potknąłem i dostrzegłem, że była tam pewna szkatułka.

 Podniosłem ją i się jej przyjrzałem. Wadera po chwili przestała się śmiać i podeszła do mnie.
-Co to jest? - Spytała się przyglądając szkatułce.
-Wygląda na szkatułkę ze smokiem, ale jest zamknięta i pełno na niej dziwnych symboli. Nie wiem co tam może być, a zamek wygląda na bardzo solidny...-Westchnąłem cicho przyglądając się jej uważnie. Pod spodem był taki o to napis w jakimś dziwnym języku.

-Mam jakiś napis, lecz nie wiem co może oznaczać.
Wadera popatrzyła na napis i lekko przekrzywiła łepek.
-Hmm...niestety nie znam tego języka...
-Ehh...-westchnąłem - To oznacza, że chyba będzie trzeba udać się do smoczego drzewa, ale te smoki atakują wszystkich po za sobą...a w razie czego to nawet magia na nie nie zadziała.
Wadera spojrzała na mnie i na szkatułkę i po chwili w morze...


<Aiyanna c: >

czwartek, 6 listopada 2014

Faas Vokun c.d. historii Aiyanna

-Hmm...okey czyli mam się spodziewać czegoś niebawem cóż zobaczymy co to nam tutaj przyszłość zaoferuje...-Powiedziałem w kierunku magicznego szmaragdu w myślach i dodałem jeszcze. - Co do Shiningami może znam co nie co od nich, ale mało mnie oni obchodzą, kiedy udaję się do świata umarłych to w dwóch celach. Jeżeli ktoś by chciał po raz ostatni pomówić z kimś to przywracam daną duszę na parę chwil do świata żywych, a by wypełnić ostatnią wolę. A drugi cel to wskrzeszenie danej duszy o ile mam martwe ciało przy sobie...

Wziąłem głębszy wdech. Wilczyca zapewne też słyszała moje myśli i gdyż jej wzrok powiedział mi wszystko i jakoś mało mnie obchodziło co pomyślała.
-Odpowiedz mi no tylko jeszcze na dwa małe pytania. Jak masz na imię i skąd pochodzisz.
Dostrzegłem iż magiczny kamyk ciut mocniej zalśnił by po chwili usłyszeć jego odpowiedź.
-Jestem kim jestem. Nie mam imienia, a jak już to jakieś nadane zazwyczaj przez jakiś przypadkowych wilków, które potrzymały mnie chwile i rzuciły w trawę po zabawie. - Było słychać jak by warknięcie. - Ale kiedyś miałem prawdziwe imię, lecz nie pamiętam, mów mi jak chcesz. - Mruknąłem w kierunku szmaragdu i powtórzyłem pytanie.
-A skąd pochodzisz?
-"Szczerze...nie odpowiem ci na to pytanie...przerzucano mnie tyle razy, że już się sam pogubiłem gdzie był mój prawdziwy dom...ale dawno temu przestałem się tym przejmować." - Powiedział nam w myślach i po chwili zgasł nim zdążyło się zadać coś jeszcze. Popatrzyłem na waderę
-I co dalej? Nadal w punkcie wyjścia jak by nie patrzeć. - Wadera kiwnęła mi łebkiem zamyślając się nad czymś na chwilę.
-Tak przy okazji mówił on coś o tej watasze. Niby czemu jest ci ona pisana hmm?
Spytałem się jej...

<Aiyanno>

wtorek, 4 listopada 2014

Od Faas Vokun cd historii Aiyanny

Uśmiechnąłem się lekko skrycie na myśl o sprawach w świecie umarłych. Nie chciała mi wyjawić pewnych tajemnic, cóż nie musiała sam je doskonale znałem. Miałem taką możliwość nawet by przenieść się do świata umarłych i nawet sprowadzić umarłą duszę do świata żywych. Pokręciłem pyszczkiem, gdyż lekko się zamyśliłem i spojrzałem na waderę i jej szmaragd. Kiedy powiedziała coś na temat magicznego kamienia popatrzyłem się na źródło i na szmaragd.
-Cóż myślałem, że moc tego magicznego kamyka pochodzi z tego źródła, ale najwidoczniej się pomyliłem. Niestety nie wiem skąd może pochodzić, ale się spytam czy czujesz może jak ten kryształ do ciebie mówi, albo cię woła czy coś? - Spytałem wadery
-Hmm...nie, znaczy się tak raz słyszałam w sumie dwa razy wtedy w górach...ale od tego momentu cisza.
-Rozumiem najprawdopodobniej ten szmaragd ma swoją duszę...hmm...on dał ci dostęp do swej mocy...może spróbuj nawiązać z nim jakiś kontakt? Spytaj się skąd jest, czemu jest w tym szmaragdzie...lecz istnieje szanse, że ci nie odpowie po prostu. - Westchnąłem cicho.

Wadera popatrzyła się na mnie i spojrzała na szmaragd. Wzięła go w swą łapę nie zdejmując go ze swej szyi. Wpatrywała się chwile w niego i popatrzyła na mnie.
-Nie wiem czy to zadziała, ale mogę spróbować. - Powiedziała do mnie i po chwili skupiła się na szmaragdzie. Cicho pod nosem szepnęła.
-Magiczny szmaragdzie...odpowiedz na me wezwanie... - Faas patrzył na nią z zaciekawieniem.

<Aiyanna c: >

sobota, 1 listopada 2014

Od Faas Vokun cd historii Aiyanna

Popatrzyłem się z wielki zaskoczeniem i zszokowaniem w oczach kiedy to lawina ciągnęła się nad nami, a my byliśmy w chwilowej dosłownej ciemności. Jedynie co dostrzegłem to lekkie światełko bijące od jej szmaragdu i który bił dziwnymi wiązkami różnie kolorowymi. Kiedy niby wszystko było już okey i się uspokoiło podszedłem do niej i spojrzałem raz na nią i raz na szmaragd lekko nie dowierzając swym oczom.
-Czy...czy tobie właśnie udało się zdjąć blokadę z tego szmaragdu? - Spytałem się jej i ona popatrzyła w mym kierunku.
-Nie wiem...ale chyba...chyba jak można to tak nazwać połączyłam się z nim. - Powiedziała spoglądając na kamyk.
-Hmm...-przyglądałem się szmaragdowi. - Wiesz...masz całkowitą rację złączyłaś się z nim mentalnie. On nadal ma swoją blokadę magiczną, lecz on tak jak by udostępnił co swą moc lub masz możliwość taką by przejąć moce takiego magicznego szmaragdu.
Wadera popatrzyła po mnie.
-I teraz jego moc jest moją mocą... - Delikatny uśmiech pokazał się na jej pysku.
-Lecz muszę cie przestrzec i byś pamiętała, że nie można wykorzystywać tego dla własnych celów. Skoro ci szmaragd udostępnił swa moc to nie bez powodu. - Powiedziałem do niej z małą przestrogą.
-Tak wiem o tym i głupia taka nie jestem.
Przewróciłem oczyma - Dobra...chcesz zobaczyć resztę terenów? - Pokiwała mi łebkiem.
-Dobra to wybieraj. Nasze tereny mieszkalne czyli las Ke'rei albo Zatoka Naine'ta. Tylko tak Zatoka jest ładny kawał stąd w sumie to druga strona terytorium. Las to nawet już stąd go można zobaczyć rozpościera się na parę ładnych kilometrów. Lub też możemy się udać do pewnego miejsca zwanym źródłem mocy Exili'es, które mieści się mniej więcej w samym epicentrum tego lasu.
-Hmm trudny wybór...ale chyba wybiorę te źródło emm Exi coś tam... Trudne słowo. - Na jej pysku ukazał się lekki grymas uśmiechu.
-Ah tam trudne całkiem proste. Exili'es. - Powtórzył to słowo bardziej zrozumiale.
-Exili'es - Powtórzyła sobie cicho, ale w miarę słyszalnie.
-No i dobra...No to idziemy tam.
Po chwili oboje ruszyliśmy w kierunku lasu. Szło się trochę ciężko po tym śniegu, który przed chwilą spadł z gór, ale daliśmy jakoś tam radę. Szliśmy spokojnie w ciszy aż dotarliśmy do lasu, weszliśmy do środka i po chwili się odezwałem.
-Może twój magiczny kamyk pochodzi z tamtego źródła...może tam się bardziej uaktywni, a jak nie to jego pochodzenie będzie tajemnicze, lub z jednego dosyć niebezpiecznych miejsc na naszym terenie.
-Hmm? Niebezpiecznych, a jakie konkretnie?
-Dokładnie to na terenie watahy jest jedno pewne wielkie drzewo zwane "Drzewem Lavil'i" Jest to dom latających stworzeń zwanych smokami. Bronią tego miejsca przed wrogami i innymi stworzeniami, zazwyczaj zbliżanie się do tego miejsca jest ryzykowne i do tego na te stworzenia ogólna magia nie działa.
-Yhym...rozumiem. Może kiedyś się tam wybiorę odwiedzić to miejsce.
-Cóż życzę ci powodzenia i udanej wyprawy. Wracając to niebezpiecznych miejsc można spotkać tutaj, ale to już bardziej gdzieś w górach pewną piramidę Sharv'e. Niestety nic ci o niej nie opowiem szczególnego, gdyż no cóż ma wiedza w tamte zakątki się nie wyprawia, ale wiem jedno, że sporo jest tam martwych ciał i coś nie pozwala się zbliżyć do tego miejsca.
-Hmm ciekawe co to może być i co tam może się kryć.
-Szczerze nie wiem, ale będę planował się tam wybrać, lecz nie wiem jak się tam przedostać do środka...-Wziąłem głęboki wdech, gdyż sporo się rozgadałem, a ostatnimi czasy jakos nie miałem takiej możliwości. Wadera popatrzyła po mnie z zaciekawieniem w oczach i pewnym spojrzeniem, które mówiło już samo za siebie.
-I widzę już to po twoich oczach, lecz nie chcesz pytać się o to. To odpowiedź brzmi nie, albo może...czas pokarze na razie to są same planowania...
-Yhym...okey...nieważne - odpowiedziała i porozglądała się w około. - Tak swoją droga daleko jeszcze?
-Nie to już parę minut drogi stąd. Przy okazji nim dojdziemy mogę ci opowiedziec o ostatnim miejscu, które zwie się "Bramą Xendri'sh" Ponoć z tego co słyszałem, ale mogę się mylić mieści się gdzieś w jednej z jaskiń zatoki Naine'ta. Wiem tylko tyle iż to jedno z chyba najbardziej niebezpiecznych miejsc jakie mogą istnieć. Można tam ponoć spotkać najgorsze stworzenia z piekła rodem...ale to tylko słuchy prawdy nigdy się nie dowiemy kiedy ktoś tam się nie uda. A jeszcze chyba nie było takiego kto by tam chciał pójść. -Wziąłem głębszy wdech i spojrzałem przed siebie.
-Wiesz to wszystko brzmi tak hmm...przeraźliwie groźnie, ale i fascynująco ciekawie.
-Tak, tak uważaj ciekawość to pierwszy stopień do piekła i śmierci...heh...-rzuciłem złośliwie.
-Wiem o tym...-przewróciła oczyma.
-Tak przy okazji jesteśmy już.
I w tej chwili dotarli do źródła mocy Exili'es. Miejsce, które wygląda dosyć mrocznie i ciekawie pociągające na swój sposób. Na środku było widać pewne coś w rodzaju oczka wodnego, lecz woda była zielona, a nad wodą unosiła się czysta jasno zielonawa i mocno świecąca energia.
\
-Stąd pochodzi cała energia i siła, wszystkie nasze moce i magiczne stworzenia...


<Aiyanno c: >

czwartek, 30 października 2014

Od Faas Vokun c.d. Historii Aiyanny

Popatrzyłem na szmaragd i wzruszyłem ramionami/barkami, lecz jednak przykuł mą uwagę bardziej. Podszedłem do niej bliżej i spojrzałem na waderę.
-Mogę go na chwilę wziąć? - Spytałem się jej chcąc dokładniej obejrzeć szmaragd.
Wadera popatrzyła po mnie i na szmaragd.
-Ale chcę go z powrotem. - Dała mi go.
-Spokojnie nie jestem złodziejem...chcę go tylko zobaczyć... - Wilczyca mruknęła pod nosem, a ja go zacząłem oglądać. Szmaragd z ogółu nie pozorny, lecz jednak coś w sobie miał czułem iż pulsuje z niego pewna dziwna energia, która nie pasuje do tutejszej fauny. Przymrużyłem oczy i skupiłem swą energię na połączeniu się ze szmaragdem, lecz nie udało mi się to. Kamień wydawał się blokować mi dostęp do siebie. Westchnąłem cicho i oddałem jej go.
-I co się dowiedział? - Spytała się wadera obserwując mnie.
-Szczerze to ci powiem, że nic konkretnego...
-Pff...-przerwała mi.
-Ale słuchaj mnie...to nie jest zwykły szmaragd...ma w sobie jakąś moc, lecz nie wiem co to jest, gdyż blokuje mi coś do niego dostęp. Próbowałem połączyć swą energię z tym kamykiem, lecz bez skutecznie. Jak się skupisz na nim to też wyczujesz pewną słabą moc, która płynie ze środka tego szmaragdu...
-Moc? Magia? Energia? Zaklęty? - Popatrzyła na mnie pytająco, a ja pokręciłem łebkiem.
-Nie wiem wszystko możliwe, lecz jak to wspomniałaś z ostatnim. Zaklęty? - wadera pokiwała mi głową. - To może ktoś go po prostu zabezpieczył i wyrzucił tutaj by ukryć coś niebezpiecznego, albo coś innego nie wiem.
- Yhym...-mruknęła - Czyli gdzie kolwiek może to coś być jest niebezpieczne, albo jakiś skarb lub jakieś magiczne stworzenie, które może być niebezpieczne albo i na odwrót.
-Nie wykluczam takiej opcji.
-Ale jak zdjąć z tego szmaragdu zaklęcie blokujące? -Spytała się mnie Wadera. Westchnąłem cicho i spojrzałem w kierunku nieba.
-Mogę zdjąć ze szmaragdu tą blokadę, lecz jest ale, muszę to zrobić w nocy o północy i z pełnią księżyca i...
- I co dalej? - przerwała mi znów.
-Możesz mi nie przerywać jak mówię... - Wadera kiwnęła łebkiem- I tutaj możesz się nie zgodzić na to, lecz to zależy tylko od ciebie i odrobiny zaufania. Będziesz musiała mi dać ten szmaragd bym z nim poszedł do swej samotni i zdjął z niego tą klątwę...Ale nie musisz mi teraz go dawać...następna pełnia będzie za jakieś jak się nie mylę dwa dni. - Wadera popatrzyła na mnie lekko zmieszana.
- Obiecuję, że go odzyskasz i nic przed tobą nie ukryję...



<Aiyanno ^^ A co ty mi odpowiesz ;) >

wtorek, 28 października 2014

Od Faas Vokun cd historii Aiyanny

Popatrzyłem na nią lekko przekrzywiając łepek. Zaciekawiło mnie to bo jakoś nigdy nie słyszałem o białych jeleniach i w pierwszej chwili zastanowiłem się czy nie widziała może przypadkiem bardziej białego wilka.
-Hmm...biały jeleń? Nigdy nie widziałem takiego jelona. A nie pomylił ci się może biały wilk czy coś? Bo u nas jest kilka białych wilków. Miedzy innymi jeden, który w ogóle nie walczy i nie je.

Wadera popatrzyła na mnie i w momencie wyjścia z lasu stanęliśmy i po chwili spytała.
-Wilk, który nie je mięsa i nie walczy?
-Tak dokładnie...unika przemocy jak tylko może i co ciekawe żywi się jakoś raz na tydzień światłem słonecznym i niczym więcej;.
-Wow...bardzo interesujące no nie powiem, a kim on jest w stadzie?
-To nasz miejscowy medyk i to jest w sumie jeden z nie wielu żyjących ponoć wilków życia. Co ciekawe niektórzy twierdzą iż my wilki nekromanci powstali z połączenia wilka śmierci i życia, ale nie to jest tylko głupi przesąd. - Uśmiechnąłem się lekko zadziornie.
- Yhym...-mruknęła.
-A co do tego czy możesz dołączyć cóż ja nie widzę problemów...przetrwałaś mój test woli. Tylko jedno ale. Nie wdawaj się tutaj w żadne bójki. Jasne?
Wilczyca uśmiechnęła się bardziej i pokiwała do mnie główką
-Tak jak słońce...
-Jak się dowiem, że stwarzasz kłopoty osobiście cię odprawię stąd lub zabiję. - To ostatnie zdanie powiedziałem bardziej ostrzegawczo.
-Dobrze...przyjęłam...nie będę stwarzała zagrożenia dla watahy. A co do białego jelenia too...

<I co dalej Aiyanno c: >

niedziela, 19 października 2014

Od Faas Vokun c.d. historii Aiyanny

Kiedy nastała malutka przerwa w tej małej potyczce okrążałem ją będąc gotowym do odbicia i skontrowania jej ataku byłem wojownikiem Watahy BN i tym bardziej nie mogłem splamić mego gatunku nie pokonanych nekromantów. Widziałem jak obraca się i patrzy mi w oczy z pełną agresją i ukazywała swoje kły.
-A teraz dowiesz się czego zwą nas nekromantami...i to nie jest jakieś zaklęcie to jest nasza naturalna furia...
Lekko przekręcił karkiem tak, że dało się usłyszeć jak strzeliła mu kość w karku. Mogło to do złudzenia przypominać jak by skręcił sobie kark. Jego oczy zalśniły krwistą czerwienia, a jego fioletowa mroczna aura bardziej zaczęła go otaczać. Napiąłem swe łapy mocniej ukazując duże i ostre jak brzytwa pazury. Z mego pyska zaczęła sączyć się piana, a moja sierść na grzbiecie się zjeżyła.
-A to co ci pokazywałem miało na celu sprawdzenia twej woli czy nie ugniesz się przed byle czym... i ja nie walczę na złudzenia to tak działa na wilki, ale nie będę ci tego tłumaczył!
Powiedziałem w jej kierunku powarkując.
-Najlepiej nic nie tłumacz tylko walcz! - Warknęła w moją stronę
-Myślisz, że walcząc ze mną zyskasz coś teraz!? Otwórz oczy i się rozejrzyj! Walcząc dalej ze mną możesz zostać uznana za agresora chyba, że nasza Alfa uzna inaczej!

Wilczyca popatrzyła się na mnie...(I coś tam dalej ;P)

<Aiyanny Wybacz, że tak długo, ale jak pisałem na Howrse na weekend ci odpisałem c: Teraz pierwsze zmiany to powinienem normalnie odpisać ^^ >


poniedziałek, 13 października 2014

Od Faas Vokun cd historii Aiyanny

W tym czasie kiedy ona sobie walczyła by mi udowodnić jaka to jest dzielna i co potrafi robić ja postanowiłem się oddalić od niej, gdyż bardziej chciałem sprawdzić jej strach jaką to ma siłę woli, czy nie uklęknie się przed tym co za raz jej ukażę. Okrążyłem teren nasycając go swoją mroczną aurą. W miejscach, których byłem można dostrzec delikatną czarną mgiełkę, lecz ona i tak jej nie zobaczy, kiedy zrobiłem już odpowiedni okrąg i wyznaczyłem teren wdrapałem się na najwyższe drzewo tego okręgu i ją obserwowałem. Następnie skoncentrowałem swój mrok, który zaczął dobywać się z mego ciała i zamieniać światło w najczystszy mrok, ciemność i pustkę, coś co nie jednego przyprawiło by o zawał czy to odkrycie swych najgłębszych lęków. Postanowiłem, że to co atakowała stało się jej najgorszym koszmarem zniszczyło jej wolę i pozbawiło zdolność logicznego myślenia. Kiedy stworzenia znalazły się w tym mroku one uciekły, lecz ona miała je przed swymi oczyma. Cały teren był pokryty jego mrokiem i nie było ratunku z żadnej strony.

Wilczyca wydawała się być całkowicie zdezorientowana tym co tu się właśnie dzieje, wydawało się jak by się bała, a może faktycznie była w tej chwili pełna strachu ze zniszczoną wolą, pozbawioną czego kolwiek by wydusić z siebie słowo?

Przemówiłem zmienionym całkowicie głosem jednym z stworów, które aktualnie miała przed oczyma choć ich tam tak na prawdę w ogóle od dawna nie było.

-Aahh...co jest szczeniaczku boimy się? A może chcielibyśmy uciec... - Zaśmiałem się mrocznie wbijając w nią szpony. Fizycznie to ją nie bolało, lecz psychicznie mogło to sprawić jak by na prawdę oberwała i porządnie ją to bolało.

-Co teraz masz zamiar zrooobić? - Spytałem ją.


<Aiyanny Nie kierowałem tobą zbytnio bo chciałem wiedzieć jak ty zaareagujesz c: >


czwartek, 9 października 2014

Od Faas Vokun cd Historii Aiyanny

Popatrzyłem na nią nieufnym wzrokiem pełnym gniewu. Obszedłem ją spokojnie dookoła wypatrując w niej czegoś dziwnego i nie typowego. Kiedy wypowiedziała te swoje słowa Shiningami dopiero po chwili zacząłem się śmiać padłem na ziemię i śmiałem się. Dopiero po paru chwilkach powstałem i popatrzyłem się na nią.

-Hahaha...o w mordę doooobre...Powiedziałem chichocząc z niej
-I z czego tak się śmiejesz co? Popatrzyła na mnie gniewnie
-Dobra śmiech i żarty na bok...Powiedziałem już zmieniając głos na powazny. Posłuchaj mnie szczeniaku. Po pierwsze sam trzymam dobry kontakt z wyższą władzą poza tego świata i nigdy, ale to nigdy, a ni od nich nie słyszałem o Shiningami. Najprawdopodobniej musiałaś mieć porządne omamy z wycięczenia i głodu.
-Po pierwsze nie jestem szczeniakiem i skąd wiesz, że jes...byłam wycięczona czy to głodna!?
-Szczeniaku ty jeszcze wiele o życiu musisz się nauczyć ja czuję twoją energię życiową i czuję, że jesteś słaba w tej chwili...
-Nie jestem słaba! Krzyknęła do mnie.

Na moim pysku ukazał się mały grymas uśmiechu.
-O czyżbym uraził czymś jaśnie panią? Posłuchaj mnie szczeniaku zamiast mi gadać o jakiś Shinigami udowodnij mi, że się nadajesz do tego stada...byle kogo nie wpuszczę bez wyjątku...
-Co!? Niby co mam ci udowadniać!? Spytała mnie zdziwiona.
-Nie wiem wisi mnie to  Chcesz tutaj należeć masz się wykazać tak bym mógł zobaczyć, że masz w sobie to coś, a nie wpuszczę byle szczeniaka do stada za którego mi się oberwie.
-Przestań nazywać mnie szczeniakiem! Powiedziała ze złością.
-Udowodnij mi to, że nim nie jesteś...

Popatrzyłem na jej oczy dosyć groźnym wzrokiem. Pełnym złowrogości.


<Aiyanny'a :)? >

wtorek, 29 lipca 2014

Od Faas Vokun cd historii Wild

Spojrzałem na wilka, który przybył do mnie, na moją akurat polanę na której to sobie przebywałem i odpoczywałem. Wziąłem głębszy wdech i odpowiedziałem mu.
- Tak i jednocześnie, nie. Dusza nie może cię skłamać, gdyż to zaważy na wyborze do tego lepszego świata lub gorszego. Cóż też istnieje wyjątek kiedy to dana dusza jest jak by uwięziona między światami i ma jakąś sprawę nie dokończoną i wtedy może specjalnie kłamać, choć chciała by powiedzieć prawdę. - Podrapałem się pod bródką z małym pomyślunkiem.
-Czyli mogła mnie okłamać, że została zabita przez Pumę? - Spytał mnie wilk.
-Mmm...tak jest taka możliwość, lecz nie powiem ci czy to była prawda czy też nie. Jak bym miał nadal tamtą chwilę i twą zgodę mógł bym ją zmartwychwstać.
-Mógł byś ją ożywić? - Spytał z nie do wierzeniem.
-Tak mógł bym tylko potrzebna mi zgoda i mógł bym ją jedynie w postaci pół duch pół wilk. Lecz nie należy już to do łatwych zadań, opcjonalnie jak chcesz z nią porozmawiać mogę cię tam zabrać, lecz w pierwszej chwili ja sam ponownie musze się tam udać bym wiedział czy nadal tam jest czy też już jej nie ma...

<Wild> (Sorki, że tak długo D:)

czwartek, 24 lipca 2014

Od Faas Vokun cd historii Wild

Szliśmy lasem Ke'rei pokazywałem mu ciekawe uroki tego miejsca, cóż dla mnie akurat były te bardziej mroczne uroki tego lasu. Spojrzałem w jego kierunku.
- Jestem Faas...Faas Vokun. Wilk nekromanta i bez względny wojownik tej watahy. -Powiedziałem do niego bez emocjonalnym głosem. - Jest tutaj jeszcze zatoka, ale powiedział bym, że tamto miejsce pasowało by nie tylko by się napić, ale dla "zakochanych" bleh...­-Powiedział najwidoczniej bardziej zniesmaczony tym słowem.
-Heh...widzę, że miłości nie trawisz. - Lekki uśmiech ukazał się na pysku wilka. - Można wiedzieć czemu tak nie cierpisz tej miłości? - Spytał się mnie ciekawsko.
-Nie twoja sprawa czemu nie lubię. - I szliśmy teraz w kompletnej ciszy.
- Chciałbyś zobaczyć tu coś jeszcze? Mamy też tutaj parę mocniej niebezpiecznych terenów. - Powiedziałem siadając sobie.

<Wild> (Brak weny i pomysłów)

wtorek, 22 lipca 2014

Od Faas Vokun cd historii Wild

Westchnąłem spoglądając na wilka, cały heksagram, który utrzymywał się jeszcze pode mną zniknął po chwili czarny dym naszedł na me ciało i przeistoczył się w mroczną ciemno fioletową aurę i znów wyglądałem jak kiedyś. Teraz patrzyłem na wilka takim moim zdaniem dziwnym spojrzeniem gdzieś tam pałętało się dosyć dziwne uczucie, które jest u mnie bardzo, ale to bardzo bardziej rzadkim zjawiskiem, a to tak zwana bardziej litość.
- Wiesz teraz tak na prawdę powinienem cię odprowadzić na granicę i zapomnieć o tobie. - Powiedziałem bez emocjonalnym głosem.
Wilk westchnął i się odwrócił - Tak...ehh cóż nie chcę tracić twego czasu więc chodźmy już. - Powiedział mocno przygaszony.
- Zatrzymaj się kolego. Teraz tak na prawdę nie masz celu by gdzieś się udać, będziesz błądzić aż zginiesz pewnego dnia, lecz daje ci w tej chwili małą propozycję dzięki, której zmieni się twe życie. -Wziąłem głebszy wdech urywając na chwilę.
Wilk się odwrócił w moim kierunku i spojrzał na mnie pytająco. - Jaką?
- Proponuję ci dołączenie do watahy Black Night byś nie musiał już tak krążyć bez celu, a tutaj otrzymasz teraz nowy cel w sumie. - Powiedziałem siadając sobie na ziemi i patrząc w jego kierunku. Nadal mówiąc swym bez namiętnym i uczuciowym głosem.
Wilk przez chwilę ogarniał czy to jednak nie jest w tej chwili zły sen. Potrząsnął głową i spojrzał na mnie z lekkim nie do wierzeniem. - Serio? Mogę zostać?
- Tak możesz...- Czy masz jakieś wątpliwości do mej decyzji? - Spytałem się go przekręcając lekko łeb.


<Wild :)>

niedziela, 20 lipca 2014

Od Faas Vokun cd historii Wild

Spojrzałem na niego z cichym westchnięciem. Odszedłem od niego mały kawałek tak na około pięć metrów i się rozejrzałem dookoła. Wilk chciał do mnie podejść, lecz ja mu pokazałem łapą by się nie zbliżał do mnie. Wild posłuchał mnie i stanął, a raczej dokładnie usiadł i obserwował mnie. Przeciągnąłem się, pokręciłem łbem na boki było wyraźnie słychać jak zastrzygło mi w karczychu. Ciemno fioletowa aura zaczęła powoli przemieniać się w czarną jak noc dym, który to zszedł z niego tworząc pod nim mały krąg, który zaczął się powiększać, na okręgu zaczął ukazywać się pewne znaki tworząc taki o to heksagram.



Basior patrzył na to z zszokowaniem widząc to co się teraz dzieje. W sumie mógł widzieć to nawet pierwszy raz. Kiedy ów okrąg był gotowy me oczy zmieniły barwę w szkarłatną biel. W tej chwili już nie było mnie na tym świecie, a wędrowałem w kierunku królestwa umarłych.

Królestwo Umarłych:
Królestwo umarłych dla każdego było zagadką, dla części największym strachem i obawą, lecz to królestwo było zaledwie początkiem. To tutaj dusze były sądzone czy pozostaną skazane na wieczne potępienie czy udadzą się do stwórcy, gdzie będą żyły szczęśliwie. Są też dusze, które tutaj zostają bo mają nie dokończone sprawy i wyczekują momentu kiedy będą mogły dokończyć swoje. Niebo królestwa była całe ciemno niebieskiego koloru, było otoczone pewnymi murami antymagicznymi by żadna dusza nie uciekła stąd bez sądu ostatecznego.  Na ziemi unosiła się pewna mgiełka.



Wilk w swej normalnej formie nie jak typowa dusza schodził pewnymi schodami przed bramę królestwa umarłych. Przy tej bramie stał pewien święty strażnik, który przepuszczał owe dusze. Wilk zatrzymał się przed strażnikiem.
- Odejdź nie nadszedł twój czas. Zawróć. - Powiedział wyssanym z jakich kolwiek uczuć duch wilka.
- Wpuść mnie przybywam by odnaleźć duszę Roulette...-Powiedział z powagą w głosie Basior.
- Tak jest tutaj taka dusza, ale ona oczekuje osądu...Jaki jest twój cel? - Spytał duch.
- Przybywam tutaj po to by dowiedzieć się co się z nią stało i przekazać jej i tylko jej wiadomość od jej brata, który się o nią martwi i poszukuje.
Wilk duch spuścił łeb i odsunął się na bok. - Rozumiem więc droga wolna, lecz śpiesz się nie wiele czasu jej pozostało...- Powiedział i zamilkł.
Ruszyłem w głąb królestwa rozglądając się uważnie za śnieżno białą wilczycą imieniem Roulette. Szedłem ścieżką widziałem wiele dusz tych złych jak i tych dobrych. Były również dusze zła jak i dobre. Podszedłem do jednego z kamiennych domów, gdzie to powinien siedzieć oprawca. Główny powiernik śmierci. Kiedy podszedłem do jego drzwi były obok nich dzwony, w które zadzwoniłem. Po chwili odezwał się gruby głos, który nie jednego napawał by strachem.
-Kto śmie zakłócać mój spokój! - Drzwi stanęły otworem, a tam była pewna świetlista nie zmaterializowana kula.
- Wilk nekromanta Faas Vokun mistrzu. - Powiedziałem do niego z szacunkiem i uklękłem.
- Co cię sprowadza do mnie, że śmiesz zakłócać mój spokój!
- Proszę o wybaczenie za najście, lecz szukam jednej duszy Roulette, która oczekuje osądu. Chcę jej przekazać wiadomość od brata. - Mówiłem do niego bez uczuciowym głosem, lecz pełnym szacunku.
- O to ci chodzi...-zamilkł na chwilę. - Wiem gdzie jest aktualnie...lecz ta informacja jak dobrze wiesz kosztuje...
Kiedy usłyszałem to mocno mnie to zmartwiło, gdyż doskonale wiedziałem co to jest i jest to nic przyjemnego. Przymknąłem oczy oczekując nieuniknionego, lecz ku memu zdziwieniu nic się nie stało.
- Dziś masz wyjątkowe szczęście, gdyż akurat ta dusza jest zagrożona. Znajduje się na terenie zbuntowanych czarnych dusz. Sprowadź ją z powrotem i przekaż co musisz...-I po chwili oprawca zniknął, a mnie przeniosło nie daleko czarnych pól. Westchnąłem ciężko rozglądając się dookoła. Ruszyłem biegiem na pola. Biegłem i biegłem nie mogąc jej znaleźć. Lecz zbuntowane dusza znalazły mnie. Dzięki mym pazurom ektoplazmy mogłem je zranić i zabić. Odwróciłem się i warknąłem. Wbiegłem wprost na te kilka dusz, kilka celnych zamachnięć i dusze wyparowały. Ruszyłem dalej przed siebie. W pewnej chwili dostrzegłem pewien ołtarz z pewnym wirem, a na nim była owa wilczyca, której poszukiwałem.



Widziałem iż była zrozpaczona, nie wiedziała iż jest to już koniec kiedy to usłyszała kroki i walkę. Spojrzała w tamtym kierunku i z nie do wierzeniem widziała czarnego wilka, który walczył ze zbuntowanymi duszami. Robiłem udane uniki jak i kontrataki udało mi się załatwić dzięki mym pazurom kilka z tych dusz, kiedy miałem drogę w miaręczystą pobiegłem w kierunku wilczycy. Chwyciłem ją i razem wylądowaliśmy obok ołtarza. Wziąłem ją na swój grzbiet i zacząłem uciekać w kierunku, gdzie to oni nie będą mogli nam już nic zrobić. Wadera dziękowała mi z całego serca, no martwego.
- Nie ma za co tak przy okazji jestem tutaj od twego brata...szuka cię i martwi się o ciebie. - Powiedziałem w biegu dochodząc do granicy, gzie to już nam nic ci buntownicy nie zrobią.
- Ouch...na prawdę on mnie szuka? Szuka mnie po tylu latach? - Jak by mogła uroniła by łzę.
-Tak szuka cię, a ja ciędo niego zaprowadzę byś mogła z nim porozmawiać. - Powiedziałem kierując się nie do oprawcy, lecz do pewnej wieży światła.
-Ale jak przecież nie da się stąd uciec, a ni nic...-westchnęła smutno.
-Nie powiedziałem jednego, nie jestem zwykłym wilkiem...widzisz, że ja żyję...A to jest moja cielesna powłoka. Zaraz się spotkacie obiecuję...- Powiedział z westchnięciem i pobiegł do owej wierzy, na ich szczęście nikogo tam chwilowo nie było. Weszli do środka, był tam pewien krąg świetlisty. Wszedł w niego wraz z waderą i po chwili zniknęli i razem ukazali się już w świecie żywych. Czarny heksagram z symbolami nadal był widoczny i nie znikał do czasu kiedy dusza tutaj była.
- Jesteśmy...mam dobre i złe wiadomości...zła to jest taka, że ona nie żyje. - Powiedziałem to bez jakich kolwiek zawahań. - A dobra iż...
Dusza wilczycy mnie uprzedziła. - Wild? - Spojrzała na niego z nie do wierzeniem. - Jak ty się zmieniłeś...


< Wild? (To się nazywa mieć wenę!!! :D:D:D) >

Od Faas Vokun cd historii Wild

Szedłem niedaleko niego bacznie obserwując go czy nie zrobi zaraz czegoś głupiego. Westchnąłem ciężej rozglądając się po chwili i wróciłem wzrokiem na niego kiedy tylko coś się mnie zapytał.

-Tak są jedna może dwie watahy gdzieś niedaleko...dokładnie ci nie powiem bo nie mam bladego pojęcia i jakoś mało mnie obchodzą tamte watahy. Do czasu kiedy nikt z tamtych terytoriów nie narusza naszego jest ok i nie interesują mnie oni... - Powiedziałem do niego głosem bez uczuć czy to emocji. Wyczuwałem w nim coś co go porządnie gnębiło, a tym czymś były jego czarne myśli. Westchnąłem ciężko z lekkim rozmyśleniem nad czymś i zdecydowanym głosem mu odpowiedziałem. - Dobra słuchaj mam taką o to propozycję dla ciebie.
Wilk zatrzymał się i spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem. - Umm...jaką propozycję?

-Szukasz swej siostry co nie? - Powiedziałem pytającym głosem, lecz stwierdzającym owe zdanie.

-N-nooo tak...-odpowiedział z cichym westchnięciem.

-Więc jest taka propozycja by oszczędzić tobie czasu czy coś mogę udać się do królestwa umarłych...przeszukam je w poszukiwaniu twej siostry. - Powiedziałem patrząc w jego oczy z powagą w głosie. - Muszę tylko wiedzieć jak ma na imię...


< Wild? :) >

piątek, 18 lipca 2014

Od Faas Vokun cd historii Wild'a

Westchnąłem ciężej i odwróciłem łeb na chwilkę spoglądając w dalszą część naszego lasu. Ponownie spoglądam w jego kierunku i odszedłem lekko na bok by stwierdzić po chwili tylko jedno.
- Dobra...puszczę cię na nasz teren, lecz będziesz pod mym okiem. Zrób coś głupiego a obiecuję, że natychmiast pożegnasz się z żywotem. - Powiedziałem do niego już bez agresji, ale z dużą nieufnością.
Wilk kiwnął głową dodając- Okey...zrobię jak każesz, nie chcę naruszać waszych terenów. - Powiedział bardziej radosnym głosem.
- Idziemy...-powiedziałem bez uczuciowym głosem i następnie ruszyliśmy. Wilk oczywiście wybrnął po chwili bardziej w przód i rzuciłem w jego stronę. - Tylko ode mnie się nie warz oddalać...
-Dobrze, dobrze...-Powiedział wilk wąchając teren by wyczuć ślad swej siostry.
Szliśmy przez środek lasu Ke'rei w całkowitej ciszy. W około nas było pełno różnorakich krzewów, drzew i innej fauny roślinnej.

< Wild? :) (Mnie czas nie pozwala zbytnio na rozpisy :P A po 22 zmęczenie po robocie xD) >

Obserwatorzy