niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Chion' a

Przechadzałem się po lasach wokół naszego siedliska wypatrując niebezpieczeństw. A raczej nudząc się okropnie. Od wielu dni nic się nie działo, a na dodatek z nieba sypał śnieg. Wiosną. I to wcale nie była moja wina! Przeskoczyłem nad zamarzniętym strumykiem, który przepływał na północ od jaskini Alf i przycupnąłem na głazie, z którego był idealny widok na naszą polanę, ale nikt, kto akurat przez nią przechodził nie mógł mnie zauważyć. Ułożyłem się jak najbardziej wygodnie, co było raczej mało możliwe i zająłem się rozglądaniem po okolicy. Po drugiej stronie, w wąwozie z któego czasami korzystałem zauważyłem drugiego strażnika, lecz ze względu na odległość jaka nas dzieliła, nie mogłem go rozpoznać. Księżyc przesuwał się na zachód, co chwilę znikając za grubymi chmurami, z których przestał już sypać śnieg.
- Ekhem. - usłyszałem za sobą i skoczyłem na równe łapy, skacząc do przodu i odwracając się, by dojrzyć kto za mną stał. Jak mogłem tak łatwo dać się zaskoczyć?!

<Ktoś?>

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Kinaj cd historii Fazie

Banda zbirów wyprowadziła waderę z kopalni. Kairo został i kazał swoim bestią trzymać mnie aż nie da im znać. Kiedy minęło sporo czasu odkąd zniknęła za rogiem basior pozwolił im mnie puścić. Oczywiście nie byli delikatni i wręcz rzucili mną o ziemię. Nie zdążyłem się nawet podnieść bo od razu Kairo złapał mnie za szyje i przydusił do ściany. - Myślisz że ze mną wygrasz?! Jesteś żałosny! I co... Ona na pewno nie wie jaki jesteś naprawdę? Nie wie nawet jak wyglądasz!
- To nie twoja sprawa! - warknąłem ledwo mogąc cokolwiek wydusić. Basior przydusił mnie jeszcze mocniej.
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - warknął i zluzował uścisk a ja bezwładnie upadłem na ziemie. - Zabrać go do celi! - warknął, a osiłki od razu się na mnie rzuciły. Związali mnie tak samo jak kiedy byłem w klatce (tz. wszystie łapy razem) i zawlekli do celi tak że ciągle jechałem po ziemi to bokiem to łapami. Droga zajęła parę minut, wystarczająco bym zdarł sobie bok o liczne skałki. Wrzucili mnie do celi. Musiała byc baaardzo głęboko pod ziemią bo nie postarali się za bardzo z tym związywaniem. Przednie łapy skuli mi razem i przyczepili łańcuchem do sufitu tak że unosiły się tak z pół metra nad ziemią. Tylne łapy zostawili wolne. Nie powiem nie była to za wygodna pozycja ale i nie jakaś bardzo wyczerpująca. Za to aby dostać się/wyjść z mojej celi trzeba było przejść przez 3 pary żelaznych drzwi, każde coraz mocniejsze. Nie wiedziałem ile mam czasu do kolejnego "zadania" ale nie chciałem marnować czasu. W pamięci utkwiły mi słowa Kairo " Trzeba było myśleć o tym wcześniej". Nasunęły mi bowiem pewien plan. Jest to jedyny w miare rozsądny i możliwy do zrealizowania plan więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Chyba tylko w ten sposób mogłem ocalić życie...
Łapy a potem całe ciało stawały się większe. Z grzbietu zaczęły wyrastać mi skrzydła,  a z głowy rogi, futro i oczy zmieniło kolor na krwisto czerwony. W rezultacie przyjąłem postać "dawnego, złego mnie"

Łapy stały się większe a całe ciało bardziej masywne i potężne przez co kajdany rozbiły się na milion małych kawałków a moje przednie łapy spokojnie opadły na ziemię. Położyłem sie na środku klatki czekając na reakcję strażników na hałas. Nie musiałem czekać zbyt długo choć chwile zajęło im otworzenie wszystkich drzwi. Oczywiście głąby nie zamknęły za sobą ani jednych. Do celi weszły 2 basiory. Byli potężni ale o głowę niżsi ode mnie. Podniosłem się aby im to udowodnić a oni nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić. Bez problemu obu ich obezwładniłem. Skułem im przednie łapy razem i przyczepiłem łańcuch tak że jedna łapa od jednego i jedna od drugiego były spięte razem i obu mogłem ciągnąć po ziemi jednym łańcuchem. Jednemu rozciąłem pazurem bok, tak aby było widać że leci mu krew. Obydwaj byli nie przytomni więc przeciągnięcie ich przez pusty korytarz nie było trudne. Jeszcze pamiętałem które ścieżki gdzie wiodą więc bez trudu doszedłem do "pokoju" naczelnika. Wyważyłem bez najmniejszego problemu drzwi. Kairo popatrzył na mnie z niedowierzaniem ale kącik jego ust uniósł się. Rzuciłem mu jego obezwładnionych osiłków pod nogi.
- No, no... Nie myślałem że jeszcze cię zobaczę w tej postaci. HARU.- zaśmiał się - Ale nie myśl że wystarczy zmienić postać żeby nie być już zdrajcą!
- Nie zdradziłem was! - krzyknąłem
- Nie! A niby jak wyjaśnisz ucieczkę, zmianę postaci i twoje całe życie po odejściu?!
- Nic nie rozumiesz?! Chciałem dorwać matkę!
- Nie kłam! Zabili ją na twoich oczach!- warknął wrednie Kairo
- Nie prawda! Kazała mi iść znaleźć ojca! Byłem wtedy dzieckiem co miałem zrobić? Powiedziała że wszystko w porządku! Chciałem iść po ojca żeby coś zrobił. Nie wiedziałem że było za późno! Uświadomiłem to sobie dopiero lata później. Chciałem wrócić ale nie mogłem. Uważaliście mnie za zdrajce! Gdybym tu przybył zabilibyście mnie bez słowa!
- Dlaczego miałbym ci wierzyć?!- warknął pogardliwie. Wskazałem łapą na 2 omdlałe wilki.
- Gdybym was zdradził nie byłbym w stanie skrzywdzić żadnej istoty!
- Hmmm... A więc co teraz zamierzasz?
- Chce do was dołączyć.
- Myślisz że to takie proste? I tak ci nie ufam!
- Jak każdemu - rzuciłem zgryźliwie i obydwaj zaczęliśmy się śmiać.
- W sumie racja... Niech ci będzie... Ale nie myśl sobie to tamto! Najpierw sprawdzimy na ile to co mówisz jest prawdą!
- Co mam zrobić?
- Na razie będziesz wykonywał wszystkie moje rozkazy! - warknął i zagwizdał. Wtem do "pokoju weszło kilku basiorów i przygwoździli mnie do ziemi. Było ich zbyt wielu żebym dał sobie z nimi radę.- Mówiłem że nikomu nie ufam.
- Sprytnie... - warknąłem. jeden z oprychów przytrzymał mi kuffe tak że nie mogłem się ruszyć a drugi zapiął mi coś na szyi. Kiedy to zrobił wszystkie zbiry które mnie trzymały puściły i wyszły. - Co to jest?! - warknąłem podnosząc się
- Obroża. Taką samą mają wszystkie sługusy. Wystarczy jeden niewłaściwy ruch, coś co mi się nie spodoba a zostaniesz porażony prądem. Nie da się tego zdjąć i nie da się z tym uciec.
- Jak śmiesz? Ja powinienem tu rządzić!
- Ale nie rządzisz. Trzeba było myśleć o tym wcześniej!...


<Fazie? Sorka że tak dłuuuugo ale w zamian za to troszeczkę się rozpisałam ;) Kinaj zły? :O Pamietaj tylko ze wygląda zupełnie inaczej czyli Fazie go nie pozna :P >

Od Ines cd historii Kill' a

- Ale... Jako to? Chcesz mnie zostawić? - wydukałam ledwo co. Nie mogłam w to uwierzyć. Czemu?
-P... - chciał coś powiedzieć Kill ale zaraz mu przerwałąm.
- Dobrze! Proszę bardzo! Leć sobie! Zostaw mnie tu - wybuchłam płaczem i od niechcenia stworzyłam portal. Byłam zła, nie wiedziałam co robię i dokąd prowadzi portal. Kail objął mnie skrzydłem i rzucił groźne spojrzenie Kill' owi, a ja wtuliłam się w futro brata płacząc. Kill stał i patrzył w portal. Widać było że nie jest przekonany i zbiera myśli. Wtedy z portalu ktoś wyskoczył. Nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam na portal i z niedowierzaniem. Stał tam wielki czarny wilk. Miał czerwone znamiona i ślady krwi na futrze. Ale to nie była jego krew.. Jedno spojrzenie wystarczyło żebyśmy ja jak i Kail go poznali. Jedno spojrzenie wystarczyło żeby lęk przeszedł nas od stup do głów...

(po prawej -> czarny xD )

- Rakta - szepnęłam...


<Kill? I co teraz i co teraz xD Rakta przybył? Ale po co :o powodzenia ^^ PS sooooorcia że nie pisałam ale wataha ogółem jakoś tak upadła, jeszcze w tym roku pisze egzamin więc w ogóle ;-; ale znalazłam chwile, wena przybyła i mam nadzieje że czesciej bede znajdować takie chwile ;) >

Od Diego c.d. historii Terry

Wyczułem napięcie w jej głosie. Coś zaczęło dziać się dziać z powietrzem i ziemią wokół wadery. 
-Nie chciałem cię przestraszyć albo być natrętny... ja tylko - język zaczął mi się plątać. Nie miałem pojęcia co powiedzieć. W dodatku napięcie w otoczeniu ciągle rosło. 
-Kim jesteś?!- zapytała ponownie wilczyca.
- Diego. -odpowiedziałem najmilszym tonem na jaki mogłem się wtedy zdobyć. Wilczyca milczała, najwyraźniej zastanawiając się co powinna teraz zrobić. Poczułem się trochę niepewnie. Coś w tej waderze wywoływało u mnie niepokój.
-A ty jesteś? - zapytałem nie wytrzymując już dłużej tego milczenia. Napięcie w powietrzu zelżało, ale wilczyca wciąż była spięta. Stała sztywno z pazurami wbitymi w ziemię i mięśniami przygotowanymi do ataku.
< Terry? Tylko go nie zabijaj default smiley xd Witam w watasze! 😊>

wtorek, 17 lutego 2015

Od Alby cd hisotii Kail' a

- Teraz to już z nim nie wygrasz. Uparty, że ja nie mogę. – bąknęła Mistaki. W ciągu tego dnia nieco lepiej ją poznałam i trochę się z nią zżyłam.
- Jak możesz z nim na codzień wytrzymać? – zadrwiłam
- Czasem jest na prawdę trudno, na serio. – odpowiedziała kotka i potrząsnęła głową. Wpatrywałam się w Kaila oddalającego się pokracznie.
- O co mu wogóle chodzi? – spytałam wracając do zbierania owoców
- Ech, on ma swoje sprawy, które są tak zakręcone, że czasem nawet ja ich do końca nie rozumiem. – usiadła przy wejściu do jaskini. – Wystarczy, nie zbieraj już. – powiedziała cicho. Koszyk wypełniony owocami wstawiłam do wnętrza jaskini, a potem usiadłam obok Mistaki, która westchnęła głęboko.
- Co jest? – spytałam widząc, że Misi markotnieje
- Nic... – odrzekła wymijająco, a ja próbowałam otulić ją ramieniem, co było wyjątkowo trudne, bo aktualnie przybywała w postaci ducha. – Bo ja po prostu chcę dla Kaila jak najlepiej, a nie mam pojęcia jak mu pomóc. Wiele rzeczy mogłabym zmienić, ale jak? – mówiła powoli i smutnie
- Kail ma jakieś tam swoje poglądy na różne sprawy, których nie dasz rady zmienić. Pozatym widzę, że starasz się mu pomagać. Ale on sam jest już dorosły i chyba potrafi sam decydować o sobie. Myślę, że nie możesz przekroczyć pewnej granicy, bo uwierz mi, sporo dla niego robisz. – powiedziałam z uśmiechem, ale jej ciągle nie poprawił się humor. – Jest coś do roboty? – spytałam
- Raczej nie. – odpowiedziała. Weszłam trochę wgłąb jaskini poszukać czegoś mimo wszystko. Wszystko było jednak raczej wysprzątane, więc wróciłam do kota.
- Tak wogóle to mam iść? Bo tak tu jestem od jakichś dwudziestu czterech godzin i...
- Nie, nie, zostań. – odrzekła i spojrzała w moją stronę. – Alba, mam pomysł. – powiedziała z błyskiem w oczach
- Słucham panią.
- Ja pójdę za nim. Tak, żeby mnie nie zobaczył. Spróbuję jakoś go tu przyciągnąć, bo ja się o niego boję. Albo nie, po prostu będę w pobliżu. Tak więc nawet na łapę* mi będzie jak tu zostaniesz.
- Ale proszę, zrób to tak, aby nikt się o niczym nie dowiedział. Tylko ja i ty. – powiedziałam, a ona skinęła łebkiem na tak. Uśmiechnęła się dziarsko, stała się niewidzialna i... i nie wiem co, bo była niewidzialna. Zasiadłam przy wejściu do jaskini i zaczęłam „wzrastać” kwiatki. Zawsze fajnie jest sobie przypomnieć dawno nieużywane moce.

<Kail? *Mówi się, że coś jest na rękę, to u wilków chyba będzie że coś jest na łapę default smiley :d>

wtorek, 3 lutego 2015

Od Kail' a cd historii Alby

Odsunąłem delikatnie jej łapę.
- Nie musiałaś - szepnąłem z bólem, który starałem się zamaskować jak tylko się da. Wadera popatrzyła na mnie z politowaniem któe tak bardzo mnie irytuje. Nie znoszę kiedy patrzy się na mnie jak na przegranego. -  Nic już nie mów. Odpocznij.. - powiedziała cicho i uniosła delikatnie kącik warg. Już chciałem zaprzeczyć i wstać ale skarcił mnie Misi oczywiście w myślach
~ Nawet o tym nie myśl! Nie odzywaj się i śpij! I tak nie pozwolimy ci wyjść! - w sumie to ma racje. Trudno mi to przyznawać ale taka jest prawda. Poza tym mam za mało siły żeby cokolwiek zrobić. Szybko zasnąłem. Jak zwykle nawiedziły mnie koszmary więc nie powiem żebym się wyspał. Przespałem cały dzień. Obudziłem się dopiero o 20, albo coś koło tego. Wiedziałem że dzisiaj muszę wyjść wcześniej. W takim stanie oddalenie się dość daleko zajmie mi 2 razy tyle czasu co zawsze. Podniosłem lekko jedną powiekę. Dziewczyn nie było. I tak musiałbym się wymknąć więc stwierdziłem że to dobry moment. Podniosłem się z wielkim bólem ale nie mogłem dać zwyciężyć. Zrobiłem kilka kroków, bardzo powolnych kroków żeby podłapać równowagę. Trochę średnio mi to wyszło ale jako tako szedłem. Kierowałem się do wyjścia z jaskini. Coś czułem że nie będzie tak łatwo. Za rogiem wejścia stały obie samice i zbierały jakieś owoce. Cichaczem starałem się udać w drugą stronę ale średnio mi to wyszło...    
- Kail? - powiedziała trochę zdziwiona Misi i w sekunde pojawiła się przed moim nosem - gdzie się wybierasz?
- Dobrze wiesz - rzuciłem sucho.
- Nie możesz wychodzić. Wracaj tam i odpoczywaj - podeszła wadera.
- Nic mi nie jest. Muszę iść.
- Kail! Nie możesz! - zdenerwowała się Alba
- Muszę! - warknąłem
- Kail... Może faktycznie powinieneś zostać? - spytała Mistaki. Strasznie mnie tym zdenerwowała.
- Dobrze wiesz czemu muszę iść! I wiesz że muszę! Więc zostaw mnie w spokoju i daj mi iśc jeśli chcecie jeszcze żyć! - rzuciłem jej gniewne spojrzenie. Byłem wściekły. Dobrze zna te historie! Po co tak gada skoro wie że to nie możliwe!
- Przynajmniej daj mi z tobą iść! - upierała się kocica.
- Nie! Nie możesz! Nikt nie może! To zbyt ryzykowne!
- Kail... Poradzę sobie. Wiesz że... - kontynuowała ale ja nie chciałem jej słuchać.
- Nie chce ci zrobić krzywdy! - krzyknąłem.
- Ukryje cię. Chce mieć cię tylko na oku...
- Jak chcesz się ukryć?! On wie dokładnie to co ja, widzi to co ja i czuje to co ja! On to ja! Nie ukryjesz się! A ja nie wybaczę sobie jeśli tobie albo jej się coś stanie! - krzyknąłem i odbiegłem. To musiało wyglądac bardzo pokracznie bo co chwile się potykałem i nie miałem tyle sił żeby faktycznie biec więc to był taki szybki chód w którym się co chwila potykałem. Po chwili zwolniłem. Nie dałbym rady dalej biec ale chciałem żeby myślały że odbiegłem i mnie nie goniły. Nie mogły ze mną iść...

<Alba? Tylko on faktycznie musi iść ;) >

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Alby cd historii Kail' a

- Alba? – usłyszałam głosik z wnętrza jaskini
- Ach, tu jestem. – powiedziałam i odwróciłam się w stronę Mistaki.
- Chodź. – szybkim krokiem wyszła z jaskini
- Co jest? – spytałam kotkę i poszłam za nią
- Chodzi o Kaila. On... nocami się włóczy... um, nie ważne, chodź. – rozporządziła i przyśpieszyła kroku, a ja za nią. Szłyśmy szybko (albo nawet biegłyśmy) w ciszy przez jakiś czas. W końcu kotka zauważyła wilka i zawołała – Tam jest! – pokazała łapką na leżącego wilczura. Był nim Kail. Podeszłyśmy do niego. Cały był posiniaczony, jego jedna łapa krwawiła, a sam był ledwo żywy. Ten widok na chwilę odebrał mi mowę, a potem jednocześnie chciałam zapytać czy bardzo go boli, co mam robić i co mu się stało. Mimo wszystko wybrałam jeszcze inną opcję. Wzięłam go na grzbiet, mimo że próbował zaprzeczyć i chciał iść sam, co było pomysłem bardzo śmiesznym.
- Prowadź, nie pamiętam drogi. – rzekłam do Mistaki, a ona pokiwała głową i pospiesznie wróciła do jaskini. A ja oczywiście musiałam za nią pędzić. Bardzo mało mówiłam. Myślałam o Kailu i o tym, co mu się stało. Czarne myśli siedziały w mojej głowie. Weszliśmy do jaskini. Delikatnie położyłam wilka na posłaniu z mchu. Mistaki biegała tam i spowrotem nie wiedząc co robić, a ja magią próbowałam tamować ranę na łapie, łagodzić zadrapania, ale moje moce były zdecydowanie za małe. On natomiast nie odzywał się. Czułam, że wszystko go boli, ale nie okazywał tego. Przypomniałam sobie coś.
- Kail, zaraz wracam. Nie ruszaj się i staraj się trzymać łapę w górze. Kocie, pilnuj go. – powiedziałam spokojnie i biegiem rzuciłam się w stronę mojej „skrytki” na zioła i mikstury, przy rzece. Biegłam starając się zapamiętać drogę. Na szczęście trafiłam do tego miejsca, wzięłam wszystko, co mogłoby się przydać, by chociaż trochę zmniejszyć ból Kaila. Zdyszana, z różnymi rzeczami w pysku biegłam spowrotem do jaskini poturbowanego. Wbiegłam nagle do owej jaskini. Mistaki przestraszyła się, ale posłusznie oddaliła się trochę, pozwalając mi pomóc skrzydlatemu. Polewałam rany miksturami i wcierałam w nie zioła tak szybko jak mogłam. Po parunastu minutach z tych największych ran już nie sączyła się krew, a te mniejsze stały się jeszcze mniejsze. Westchnęłam i oddaliłam się nieco w głąb jaskini. Byłam z siebie trochę... dumna. Basior wstał. Syknął, łapa jeszcze go bolała. W jaskini było cicho i... dziwnie. Tak jakby każdy się bał czegokolwiek powiedzieć.
- Nie współczuj mi. – powiedział w końcu Kail. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zasłoniłam mu buzię.
- Nie ma za co. - uśmiechnęłam się delikatnie.

<Kail? :3>

Obserwatorzy