Pegazojednorożec westchnął i odwrócił pysk w naszą stronę, lustrując nas wzrokiem. W końcu postanowił się jednak się poddać i zaczął swoje wyjaśnienie, oczywiście wcześniej chrząkając teatralnie.
- Te mrówki to są nasi właściciele tylko, że czasami jakiś debil przypadkiem nadepnie na tamten klocek. - Wskazał różowe coś co leżało na środku jednej z chmur. - I coś dziwnego się z nimi dzieje. Ogółem cała magia szaleje i oni - najbardziej na nią podatni zmieniają się w jakieś zwierze, ewentualnie przedmiot, a potem są cholernie wściekli. - pokręcił pyskiem.
Wysłuchałam go, a potem zeskoczyłam z jego grzbietu, pokazując, by zombie zrobił to samo co wyjątkowo jakoś zrozumiał. Potem wzięłam i spojrzałam na dziwny obiekt, by znów zwrócić się do Zdzisia:
- Nie próbowaliście zrozumieć co to jest?
- Nie. Bez dotknięcia go nic nie możemy zrobić, a po dotknięciu... wiadomo jak się dzieje.
- A nie moglibyście go zdjąć telekinezą?
- W sumie... Mądre, ale...
< Citrio? xD >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Citrio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Citrio. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 listopada 2014
sobota, 11 października 2014
Od Darkness cd historii Citrio
Stałam przez chwilę jak wryta nie wiedząc co ze sobą zrobić . Nie byłam
pewna czy basior sobie ze mnie żartuje czy też naprawdę nie rozumie tego
co do niego mówię.
- Kim jesteś?- zapytałam już spokojnym głosem.
- Citrina.- oznajmił radosnym głosem. Przez chwilę trwała niezręczna cisza.
- Citrina?- zapytał tamten, ale nie zrozumiałam o co mu chodzi. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że on NAPRAWDĘ nie rozumie nic z tego co do niego mówię ( i na odwrót). Szczerze to poczułam wtedy ulgę. Niezbyt miło było by usłyszeć przy pierwszym spotkaniu pytanie ,,czym jesteś?". To mogło by zabrzmieć jak... no w każdym razie nikt nie uznał by tego za komplement. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Cała ta sytułacja wydała mi się śmieszna. Spojrzałam na basiora, który wydał się być lekko urażony tym nagłym przepływem mojego dobrego humoru, w odpowiedzi na jego pytanie.
- Jak się nazywasz?- zapytałam z uśmiechem na pyszczku. Miało to mało sensu, bo byłam niemal pewna, że wilk nie zna więcej słów, niż te, których znajomością zdążył się już popisać. Niestety nie doczekałam się odpowiedzi, gdyż basior pobiegł gdzieś w las za małym ptakiem, który przeleciał mu tuż przed nosem. Przewróciłam oczami i pognałam za nim. Biegliśmy już całkiem długo. W końcu się zatrzymaliśmy. Wilk najwyraźniej złapał ptaka, bo był bardzo szczęśliwy. Wtedy poczułam coś dziwnego. Gwałtownie skręciłam i zaczęłam powoli truchtać przed siebie. Po chwili znalazłam się na polanie. Nie mogłam uwierzyć swoim oczom. Były tam wielkie ruiny porośnięte gęsto bluszczem. Na środku stał jedyny ocalały budynek. Niepewnie ruszyłam przed siebie. Wejście było ogromne, po obu stronach ozdobione napisami. W środku podłoga zrobiona z gładkiego kamienia, była pokryta grubą warstwą kurzu. Po bokach stały półki zastawione od góry do doły książkami. Na końcu pomieszczenia była wyschnięta fontanna, a po jej obu stronach schody prowadzące do niewielkiego pokoju. Powoli przeszłam przez salę i zaczęłam się wspinać po schodach. Kiedy byłam już na górze usłyszałam za sobą kroki. Po chwili basior był już koło mnie. Weszliśmy do pokoju, który również był zanurzony i pełen książek. Na środku stał stojak, a na nim gruba księga. Oporłam się o niego łapami by móc lepiej przyjrzeć się okładce. Był tam dziwny napis.
- Videte mysterium de hoc memini, non ita olim oberres.- przeczytałam na głos. Wtedy stało się coś dziwnego. Cały kurz podniósł się z podłogi, książek, półek i zniknął, pozostawiając piękne, nienaruszone przez czas miejsce.
- Citrina.- powiedział z zachwytem w głosie wilk i muszę przyznać, że pierwszy raz wiedziałam o co mu chodzi. To miejsce rzeczywiście było niesamowite. Zeszliśmy po schodach w dół i zaczęliśmy przeglądać półki. Były tam książki o wszystkim. Magiczne stworzenia, mapy, zaklęcia. Mój zachwyt przerwało głośne skrzypnięcie. Niechętnie odwróciłam się by zobaczyć co się dzieje. Wtedy zobaczyłam czarne, otwarte na oścież drzwi, których wcześniej napewno tam nie było. Mój towarzysz szedł w ich stronę. Nad drzwiami widniał napis, który znaczył mniej więcej ,, Nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Wyczułam, że za chwilę coś się stanie. Przyjrzałam się uważnie miejscu w którym powinny być drzwi. Zobaczyłam delikatny fioletowy połysk, i wtedy już wiedziałam. To pułapka.
- Nie!- krzyknęłam do basiora i rzuciałm się w jego stronę. W ostatniej sekundzie odepchnęłam go od wejścia. Niestety, sama nie zdążyłam już wyhamować. Nie wiem co dokładnie się wtedy stało. Pamiętam jedynie zimną posadzkę, na którą osunęłam się półprzytomna. Wielki cień, który z pewnością nie należał do basiora i ryk, który wstrząsnął całą salą. I nic. Przed oczami zapanowała mi ciemności.

<Citrio? I co się stało? Ps.Przepraszam, że tak długo>
- Kim jesteś?- zapytałam już spokojnym głosem.
- Citrina.- oznajmił radosnym głosem. Przez chwilę trwała niezręczna cisza.
- Citrina?- zapytał tamten, ale nie zrozumiałam o co mu chodzi. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że on NAPRAWDĘ nie rozumie nic z tego co do niego mówię ( i na odwrót). Szczerze to poczułam wtedy ulgę. Niezbyt miło było by usłyszeć przy pierwszym spotkaniu pytanie ,,czym jesteś?". To mogło by zabrzmieć jak... no w każdym razie nikt nie uznał by tego za komplement. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Cała ta sytułacja wydała mi się śmieszna. Spojrzałam na basiora, który wydał się być lekko urażony tym nagłym przepływem mojego dobrego humoru, w odpowiedzi na jego pytanie.
- Jak się nazywasz?- zapytałam z uśmiechem na pyszczku. Miało to mało sensu, bo byłam niemal pewna, że wilk nie zna więcej słów, niż te, których znajomością zdążył się już popisać. Niestety nie doczekałam się odpowiedzi, gdyż basior pobiegł gdzieś w las za małym ptakiem, który przeleciał mu tuż przed nosem. Przewróciłam oczami i pognałam za nim. Biegliśmy już całkiem długo. W końcu się zatrzymaliśmy. Wilk najwyraźniej złapał ptaka, bo był bardzo szczęśliwy. Wtedy poczułam coś dziwnego. Gwałtownie skręciłam i zaczęłam powoli truchtać przed siebie. Po chwili znalazłam się na polanie. Nie mogłam uwierzyć swoim oczom. Były tam wielkie ruiny porośnięte gęsto bluszczem. Na środku stał jedyny ocalały budynek. Niepewnie ruszyłam przed siebie. Wejście było ogromne, po obu stronach ozdobione napisami. W środku podłoga zrobiona z gładkiego kamienia, była pokryta grubą warstwą kurzu. Po bokach stały półki zastawione od góry do doły książkami. Na końcu pomieszczenia była wyschnięta fontanna, a po jej obu stronach schody prowadzące do niewielkiego pokoju. Powoli przeszłam przez salę i zaczęłam się wspinać po schodach. Kiedy byłam już na górze usłyszałam za sobą kroki. Po chwili basior był już koło mnie. Weszliśmy do pokoju, który również był zanurzony i pełen książek. Na środku stał stojak, a na nim gruba księga. Oporłam się o niego łapami by móc lepiej przyjrzeć się okładce. Był tam dziwny napis.
- Videte mysterium de hoc memini, non ita olim oberres.- przeczytałam na głos. Wtedy stało się coś dziwnego. Cały kurz podniósł się z podłogi, książek, półek i zniknął, pozostawiając piękne, nienaruszone przez czas miejsce.
- Citrina.- powiedział z zachwytem w głosie wilk i muszę przyznać, że pierwszy raz wiedziałam o co mu chodzi. To miejsce rzeczywiście było niesamowite. Zeszliśmy po schodach w dół i zaczęliśmy przeglądać półki. Były tam książki o wszystkim. Magiczne stworzenia, mapy, zaklęcia. Mój zachwyt przerwało głośne skrzypnięcie. Niechętnie odwróciłam się by zobaczyć co się dzieje. Wtedy zobaczyłam czarne, otwarte na oścież drzwi, których wcześniej napewno tam nie było. Mój towarzysz szedł w ich stronę. Nad drzwiami widniał napis, który znaczył mniej więcej ,, Nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Wyczułam, że za chwilę coś się stanie. Przyjrzałam się uważnie miejscu w którym powinny być drzwi. Zobaczyłam delikatny fioletowy połysk, i wtedy już wiedziałam. To pułapka.
- Nie!- krzyknęłam do basiora i rzuciałm się w jego stronę. W ostatniej sekundzie odepchnęłam go od wejścia. Niestety, sama nie zdążyłam już wyhamować. Nie wiem co dokładnie się wtedy stało. Pamiętam jedynie zimną posadzkę, na którą osunęłam się półprzytomna. Wielki cień, który z pewnością nie należał do basiora i ryk, który wstrząsnął całą salą. I nic. Przed oczami zapanowała mi ciemności.

<Citrio? I co się stało? Ps.Przepraszam, że tak długo>
sobota, 23 sierpnia 2014
Od Darkenss
Księżyc świecił jasno, rzucając miłe, jasne światło na polanę, na której siedziałam. Ćmy chowały się wśród wysokich traw, a świerszcze cykały cicho w pobliskich zaroślach. Gdzieś dalej coś zaszeleściło, ale nie zwróciłam na to uwagi. Ze spokojem wpatrywałam się w jasną tarczę księżyca i gwiazdy, które tworzyły różne, niesamowite konstelacje. Westchnełam ciężko wdychając chłodne, nocne powietrze. Siedziałam tak, zapatrzona w niebo, i pogrążona w myślach, które już od kilku dni nie dawały mi spokoju.
~
Powoli księżyc zanikał, a moje nogi owiała zimna, poranna mgła. Na horyzoncie zaczęły pojawiać się pierwsze promienie słońca. Gwiazdy znikały, a niebo stawało się coraz jaśniejsze. Mimo to wokół mnie wciąż panował spokój. Za mną znów coś zszeleściło. Powoli odwróciam głowę, ale nikogo nie zobaczyłam. Westchnełam ciężko, i znów spojrzałam na wschodzące słońce. Wtedy, tuż za mną rozległy się kroki. Natychmiast zerwałam się na równe nogi, i przygotowałam od ewentualnej obrony. Na skraju polany stał basior. Na pierwszy rzut oka, był zwykłym, szarym wilkiem. Zrobiłam ostrożnie krok do przodu i przechyliłam głowę by móc lepiej przyjrzeć się mu. On zrobił to samo. Wtedy jego... głowa zsunęła się pokazując czaszkę. Ze zdziwienia otworzyłam pysk. Wilk stał przez chwilę zmieszany, nie wiedząc o co mi chodzi. Kiedy zobaczył, że jego "głowa" wisi mu na szyji, zawstydził się jeszcze bardziej. Poprawił sobie skórę i znów spojrzał na mnie niepewnie.
- Czym... Kim ty jesteś?- zapytałam z niedowierzaniem w głosie.
< Citro?>
~
Powoli księżyc zanikał, a moje nogi owiała zimna, poranna mgła. Na horyzoncie zaczęły pojawiać się pierwsze promienie słońca. Gwiazdy znikały, a niebo stawało się coraz jaśniejsze. Mimo to wokół mnie wciąż panował spokój. Za mną znów coś zszeleściło. Powoli odwróciam głowę, ale nikogo nie zobaczyłam. Westchnełam ciężko, i znów spojrzałam na wschodzące słońce. Wtedy, tuż za mną rozległy się kroki. Natychmiast zerwałam się na równe nogi, i przygotowałam od ewentualnej obrony. Na skraju polany stał basior. Na pierwszy rzut oka, był zwykłym, szarym wilkiem. Zrobiłam ostrożnie krok do przodu i przechyliłam głowę by móc lepiej przyjrzeć się mu. On zrobił to samo. Wtedy jego... głowa zsunęła się pokazując czaszkę. Ze zdziwienia otworzyłam pysk. Wilk stał przez chwilę zmieszany, nie wiedząc o co mi chodzi. Kiedy zobaczył, że jego "głowa" wisi mu na szyji, zawstydził się jeszcze bardziej. Poprawił sobie skórę i znów spojrzał na mnie niepewnie.
- Czym... Kim ty jesteś?- zapytałam z niedowierzaniem w głosie.
< Citro?>
wtorek, 22 kwietnia 2014
Od Shikki cd historii Citrio
Wtem pojawił się koło nas różowy Pegazojednorożec i czujnie zaczął nas obserwować swoimi błękitnymi oczami, które mimo łagodnego wyglądu, w środku miały złowrogie ogniki. Cała jego postawa świadczyła o tym, że nad czymś się głęboko zastanawia. Wkrótce zaczął to robić na głos, odpowiadając na pytania, które sam sobie zadawał.
- Zabić Was? Nie. Zjeść? Nie jestem głodny. Nakarmić Rexa? Zwiał w zeszłym tygodniu.
- Psze pana? - zaczęłam niepewnie, ale on tylko machnął kopytem, każąc mi milczeć.
Po czym pogrążył się na chwilę w głębokiej zadumie, dzięki której zamilkł choć na chwilę, by potem nagle wyskoczyć w górę, z kopytem podniesionym i z taką pozą, że brakowało tylko napisu "Eureka!", a byłby idealnym odwzorowaniem jakiegoś tam Pana...
- Na Xarish z Nimi! Tam nigdy nie mają nadmiaru! - krzyknął, po czym pacnął nas oboje, a my znaleźliśmy się w bliżej nieokreślonym gdzieś...
< Citrio? >
- Zabić Was? Nie. Zjeść? Nie jestem głodny. Nakarmić Rexa? Zwiał w zeszłym tygodniu.
- Psze pana? - zaczęłam niepewnie, ale on tylko machnął kopytem, każąc mi milczeć.
Po czym pogrążył się na chwilę w głębokiej zadumie, dzięki której zamilkł choć na chwilę, by potem nagle wyskoczyć w górę, z kopytem podniesionym i z taką pozą, że brakowało tylko napisu "Eureka!", a byłby idealnym odwzorowaniem jakiegoś tam Pana...
- Na Xarish z Nimi! Tam nigdy nie mają nadmiaru! - krzyknął, po czym pacnął nas oboje, a my znaleźliśmy się w bliżej nieokreślonym gdzieś...
< Citrio? >
wtorek, 4 marca 2014
Od Shikki cd historii Citrio
- Zburzmy ją! - zawołałam, a zombie o dziwo zrozumiał.
Zaczęliśmy taranować ściane, ale przy trzecim podejściu owa ściana się otworzyła, okazując drzwiami dla... czerwonej cieszy!
- Odwrót! - krzyknęłam, ale nie udało nam się uciec.
Razem z dziwną wodą płynęliśmy może z kilka sekund, a potem znikła tak szybko jak się pojawiła.
- Co jest? - spytałam, patrząc na Citrio i wierząc, że może coś wykombinuje.
Jednak chwilę po tym poczułam się jak w tunelu aerodynamicznym. Więc byliśmy posuwani w jakimś dziwnym kierunku raz sami, raz płynąc z prądem, znowu sami, potem lecąc i tak w kółko...
< Citrio? :3 >
Zaczęliśmy taranować ściane, ale przy trzecim podejściu owa ściana się otworzyła, okazując drzwiami dla... czerwonej cieszy!
- Odwrót! - krzyknęłam, ale nie udało nam się uciec.
Razem z dziwną wodą płynęliśmy może z kilka sekund, a potem znikła tak szybko jak się pojawiła.
- Co jest? - spytałam, patrząc na Citrio i wierząc, że może coś wykombinuje.
Jednak chwilę po tym poczułam się jak w tunelu aerodynamicznym. Więc byliśmy posuwani w jakimś dziwnym kierunku raz sami, raz płynąc z prądem, znowu sami, potem lecąc i tak w kółko...
< Citrio? :3 >
Od Shikki cd historii Citrio
Jako, że byliśmy ciężsi od większości rzeczy to od razu polecieliśmy w dół, słysząc różne dziwne odgłosy na przykład:
- Au! Moja naciągnięta tętnica szyjna!
- Jestem w ciąży!
- Mam rhomanse!
Na dole dziwnym trafem znajdował się tunel czyli zapewne zwykła droga dla olbrzymów.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam na głos.
Choć jakbym spytała w myślach to pewnie dowiedziałabym się tyle samo...
< Citrio? >
- Au! Moja naciągnięta tętnica szyjna!
- Jestem w ciąży!
- Mam rhomanse!
Na dole dziwnym trafem znajdował się tunel czyli zapewne zwykła droga dla olbrzymów.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam na głos.
Choć jakbym spytała w myślach to pewnie dowiedziałabym się tyle samo...
< Citrio? >
Od Shikki cd historii Citrio
- Agr! - zdenerwowałam się i już miałam coś powiedzieć, ale odezwało się ciastko, do którego byliśmy przyciśnięci przez leżący na nas lukier.
Głośno westchnęło i rzekło z słyszalnym gniewem:
- I Ty narzekasz? Ty? Na mnie leży dwóch nieznajomych, a Ty jeszcze śmiesz narzekać? Ktoś Ci łazi po twarzy? No, no?
Ona kontynuowała swój monolog, a my spadaliśmy. Aby wypowiedzieć te słowa ciastko musiało otworzyć paszczę i co się z tym równało - połknąć nas.
- Przez Ciebie znaleźliśmy się w czyimś brzuchu! - warknęłam na zombiaka, ignorując wypowiedź ciastka.
- Konkretniej: w brzuchu Viviony. - zwrócił uwage przedmiot, w którego brzuchu się znajdowaliśmy.
- Brzuchu? - spytał Citrio.
- Tak! W BRZUCHU! Masz to tu! - walnęłam go w brzuch.
< Citrio? :3 >
Głośno westchnęło i rzekło z słyszalnym gniewem:
- I Ty narzekasz? Ty? Na mnie leży dwóch nieznajomych, a Ty jeszcze śmiesz narzekać? Ktoś Ci łazi po twarzy? No, no?
Ona kontynuowała swój monolog, a my spadaliśmy. Aby wypowiedzieć te słowa ciastko musiało otworzyć paszczę i co się z tym równało - połknąć nas.
- Przez Ciebie znaleźliśmy się w czyimś brzuchu! - warknęłam na zombiaka, ignorując wypowiedź ciastka.
- Konkretniej: w brzuchu Viviony. - zwrócił uwage przedmiot, w którego brzuchu się znajdowaliśmy.
- Brzuchu? - spytał Citrio.
- Tak! W BRZUCHU! Masz to tu! - walnęłam go w brzuch.
< Citrio? :3 >
poniedziałek, 3 marca 2014
Od Shikki cd historii Citrio
Najpierw obserwowałam poczynania basiora. Całe wylegiwanie, bieganie i skakanie oglądałam w galaretce, ale postanowiłam wyjść. Tylko, że nie potrafiłam.
- Citrio?
- Lukier? - spytał, odwracając się.
- Jak wyszedłeś?
Wzruszył ramionami.
- No tak. - westchnęłam i zaczęłam się szarpać.
Tylko, że masa nie chciała mnie puścić... Może Moc nieprzemakalności w czymś mu pomogła, ale ja nie miałam szans wyjść.
- Pomóż mi! - krzyknęłam, ale tamten dalej bawił się w skakanie.
Zanotowałam w pamięci, że po wyjściu mam mu dać w pysk po czym...
< Citrio? ;D >
Od Shikki cd historii Citrio
- Gdzie my jesteśmy? - jako pierwsza zauważyłam nagłą zmianę otoczenia.
Osobiście czułam się źle, a konkretniej jak w lato na plaży. Choć bardziej pasowałoby określenie na pustynii bo nigdzie nie widziałam wody. Gorąco, nie da się oddychać i dziwne światło wokół - to było jedyne co zauważyłam.
- Lukier? - spytał Citrio.
- Owszem, jesteśmy W lukrze, ale gdzie?
< Citrio? >
Osobiście czułam się źle, a konkretniej jak w lato na plaży. Choć bardziej pasowałoby określenie na pustynii bo nigdzie nie widziałam wody. Gorąco, nie da się oddychać i dziwne światło wokół - to było jedyne co zauważyłam.
- Lukier? - spytał Citrio.
- Owszem, jesteśmy W lukrze, ale gdzie?
< Citrio? >
Od Shikki cd historii Citrio
Znaleźliśmy się w... basenie 10m x 25m x 2m CAŁYM wypełnionym galaretką!
- Citrina, taxi, citrina! - darł się basior, którego imienia nie znałam.
Jego zaciesz wyglądał dziwnie, gdyż jak zauważyłam - nie przeciekał, ale połykając ogromne ilości galaretki zaczynał się stapiać z tłem i sprawiać wrażenie pływających kości z narzuconą skórą na nie. Jednak postanowiłam to zignorować i spytałam tylko:
- Tak wogóle jak się zwiesz?
- Citrina?
- Eee... To niezbyt męskie. - zastanowiłam się, po czym w przypływie olśnienie pacnęłam go łapą po łbie i stwierdziłam. - Będziesz Citrio!
Wielce uradowany, nowo ochrzczony basior zaczął wykonywać kółka wokół własnej osi, ale właściwie bez swojej zgody. Ktoś zaczął kręcić "basenem" i wołać:
- Potrzeba więcej lukru!
< Citrio? >
- Citrina, taxi, citrina! - darł się basior, którego imienia nie znałam.
Jego zaciesz wyglądał dziwnie, gdyż jak zauważyłam - nie przeciekał, ale połykając ogromne ilości galaretki zaczynał się stapiać z tłem i sprawiać wrażenie pływających kości z narzuconą skórą na nie. Jednak postanowiłam to zignorować i spytałam tylko:
- Tak wogóle jak się zwiesz?
- Citrina?
- Eee... To niezbyt męskie. - zastanowiłam się, po czym w przypływie olśnienie pacnęłam go łapą po łbie i stwierdziłam. - Będziesz Citrio!
Wielce uradowany, nowo ochrzczony basior zaczął wykonywać kółka wokół własnej osi, ale właściwie bez swojej zgody. Ktoś zaczął kręcić "basenem" i wołać:
- Potrzeba więcej lukru!
< Citrio? >
niedziela, 2 marca 2014
Od Shikki cd historii Citrio
Zauważyliśmy, że to... Krzysztofios!

< rysowane własnoręcznie nie kopiować! >
Popularnie zwany rybą-łyżwiażem, gdyż jej płetwy potrafiły zmieniać się w łyżwopodobne wedle uznań stworzenia. Jednak ten osobnik miał jeszcze dodatkową właściwość... Potrafił zamrażać wszystko pod sobą, wiec gdy zrobił wokół nas kółko to wszystko zlodowaciało i wywaliliśmy się, a on korzystając z okazji zabrał nas na swój grzbiet.
- Co Ty robisz?! - krzyknęłam.
- Witajcie. - powiedział nie zwracając na nas uwagi. - Taxi nr. 13, linia 69 rozpoczyna podróż wyznaczonym torem.
Pasy zapięły się tak, że przylegaliśmy brzuchem do górnej płetwy, która zmieniła się w poduszkę, a my zduszeni musieliśmy czekać.
< Citrio? >

< rysowane własnoręcznie nie kopiować! >
Popularnie zwany rybą-łyżwiażem, gdyż jej płetwy potrafiły zmieniać się w łyżwopodobne wedle uznań stworzenia. Jednak ten osobnik miał jeszcze dodatkową właściwość... Potrafił zamrażać wszystko pod sobą, wiec gdy zrobił wokół nas kółko to wszystko zlodowaciało i wywaliliśmy się, a on korzystając z okazji zabrał nas na swój grzbiet.
- Co Ty robisz?! - krzyknęłam.
- Witajcie. - powiedział nie zwracając na nas uwagi. - Taxi nr. 13, linia 69 rozpoczyna podróż wyznaczonym torem.
Pasy zapięły się tak, że przylegaliśmy brzuchem do górnej płetwy, która zmieniła się w poduszkę, a my zduszeni musieliśmy czekać.
< Citrio? >
Od Shikki cd historii Citrio
Spojrzałam na niego znacząco:
- Czego oczekiwałeś? Że będę małym, słodkim szczeniakiem, który boi się wszystkiego?
- Citrina, citrina!
- Pfy, tak kończy każdy kto mnie ocenia wedle starych stereotypów. - odparłam i dumnie uniosłam pysk.
Następnie ruszyłam. Niestety poprzedni gest utrudniał mi kierowanie moim ciałem, zwłaszcza, że oczy zamknęłam i wyszło, że stanęłam mu na łapę, którą on automatycznie uniósł. Straciłam równowagę i upadłam. Problem był jednak taki, że widząc dół pode mną, gorączkowo chwyciłam się zombiaka i pociągnęłam go za sobą. Razem zaczęliśmy się turlać w dół...
- Citrina! Citrina! Citrinaaaaaaa! - darł się non stop.
Wczepiłam się, więc w jego żebra i wolną łapą zatkałam pysk. Co prawda przez ten ruch tylko ja obijałam się o ziemię i cierpiałam, ale było warto - moje bębenki przeżyły jakoś całą tą podróż i wpadnięcie do jakiegoś tunelu.
- Au! - westchnęłam, pocierając obolałe części.
Wstaliśmy. Znaczy tylko ja bo mój przypadkowy towarzysz stracił trochę ciałka i upadł. Jednak on również oglądał dziwne pomieszczenie...
< Citrio? >
- Czego oczekiwałeś? Że będę małym, słodkim szczeniakiem, który boi się wszystkiego?
- Citrina, citrina!
- Pfy, tak kończy każdy kto mnie ocenia wedle starych stereotypów. - odparłam i dumnie uniosłam pysk.
Następnie ruszyłam. Niestety poprzedni gest utrudniał mi kierowanie moim ciałem, zwłaszcza, że oczy zamknęłam i wyszło, że stanęłam mu na łapę, którą on automatycznie uniósł. Straciłam równowagę i upadłam. Problem był jednak taki, że widząc dół pode mną, gorączkowo chwyciłam się zombiaka i pociągnęłam go za sobą. Razem zaczęliśmy się turlać w dół...
- Citrina! Citrina! Citrinaaaaaaa! - darł się non stop.
Wczepiłam się, więc w jego żebra i wolną łapą zatkałam pysk. Co prawda przez ten ruch tylko ja obijałam się o ziemię i cierpiałam, ale było warto - moje bębenki przeżyły jakoś całą tą podróż i wpadnięcie do jakiegoś tunelu.
- Au! - westchnęłam, pocierając obolałe części.
Wstaliśmy. Znaczy tylko ja bo mój przypadkowy towarzysz stracił trochę ciałka i upadł. Jednak on również oglądał dziwne pomieszczenie...
< Citrio? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)