-Rozumiem - kiwnęłam głową. To co mówił, wydawało mi się trochę podejrzane. No, ale cóż...
-Czemu siedzisz sama w nocy? - Zapytał.
-To taki mój zwyczaj - uśmiechnęłam się. - Bardzo lubię przesiadywać nocą i wpatrywać się w księżyc.
-Aha.
-A tak w ogóle to kim jesteś? Nigdy cię tu nie widziałam... - Przyjrzałam się dokładniej basiorowi.
-Na imię mi Kirito. Możesz mnie nie kojarzyć, bo dopiero niedawno się tu pojawiłem - wyjaśnił.
-Jestem Dejla, miło mi. A to... - wskazałam łapą wielkie tereny wokół nas - jest moja rodzinna wataha. A skoro jesteś tu nowy, to pewnie nie widziałeś wszystkich miejsc.
-No na razie nie we wszystkim się łapie, ale powoli do przodu - zaśmiał się.
-Jeśli chcesz to mogę Ci pokazać kilka miejsc, ale to już nie dzisiaj... - zaproponowałam.
<Kirito?>
piątek, 7 listopada 2014
czwartek, 6 listopada 2014
Od Niko cd historii Shervany
- Nie mam ich, znaczy mam, ale oni są żywi. - odparłem ponuro.
- Jak to żywi? - zdziwiła się.
- Normalnie, jestem duchem. - rzekłem odwracając się do niej. - I teraz co dwa dni chodzę na mój grób i opłakuję go.
Wytarłem łzę, padłem na ziemię i westchnąłem cicho, Shervana usiadła koło mnie, by sprawdzić czy na prawdę jestem duchem - szturchnęła mnie łapą, ale jej łapa przeniknęła przeze mnie, sprawiając, że jej łapa omal nie zamarzła
- Mówiłem pani, jestem duchem. - usiadłem i wlepiłem moje oczy w jej oczy.
- Jak ci na imię? - spytała.
- Niko, jestem Niko, ale może mi pani mówić nieboszczyk. - odparłem zimno.
< Shervana? >
- Jak to żywi? - zdziwiła się.
- Normalnie, jestem duchem. - rzekłem odwracając się do niej. - I teraz co dwa dni chodzę na mój grób i opłakuję go.
Wytarłem łzę, padłem na ziemię i westchnąłem cicho, Shervana usiadła koło mnie, by sprawdzić czy na prawdę jestem duchem - szturchnęła mnie łapą, ale jej łapa przeniknęła przeze mnie, sprawiając, że jej łapa omal nie zamarzła
- Mówiłem pani, jestem duchem. - usiadłem i wlepiłem moje oczy w jej oczy.
- Jak ci na imię? - spytała.
- Niko, jestem Niko, ale może mi pani mówić nieboszczyk. - odparłem zimno.
< Shervana? >
Od Shervany cd historii Niko
Przewróciłam oczami na takie zachowanie od szczeniaka w stosunku do starszej osoby, ale nie odpuściłam jako, że mimo chodem mnie zaintrygował. Zazwyczaj takie maluchy biegają wesoło, pytają się o każdy szczegół i cieszą japę z czegokolwiek, ten zaś... był inny. Chcąc, nie chcąc - podniosłam swoje cztery litery i ruszyłam za białym wilkiem.
- Intrygujące, ale mógłbyś powiedzieć coś więcej?
- Może. - mruknął, nawet się nie odwracając.
Powstrzymałam się od jakiejś sarkastycznej uwagi i nadal szłam powoli koło niego, równając z nim krok i patrząc dość podejrzliwie.
- Gdzie są Twoi rodzice?
< Niko? >
- Intrygujące, ale mógłbyś powiedzieć coś więcej?
- Może. - mruknął, nawet się nie odwracając.
Powstrzymałam się od jakiejś sarkastycznej uwagi i nadal szłam powoli koło niego, równając z nim krok i patrząc dość podejrzliwie.
- Gdzie są Twoi rodzice?
< Niko? >
Od Kinaj cd historii Dejli
- Dejla... To jest dla mnie trudne bo... Nie do końca wszystko pamiętam i ... -zacząłem trochę kłopotliwie
- Kinaj... Możesz mi powiedzieć...
- Bo widzisz... Ja nie pochodzę z twojego świata...
- Jak to z mojego?!
- No... Urodziłem się gdzie indziej i... To nie były dobre okolice... Panoszy się tam zło, morderstwa są na porządku dziennym a nienawiść rządzi wilkami... - wydusiłem z trudem... - Dejla ja... - urwałem, coś przykuło moją uwagę. Zatrzepotałem uszami i podniosłem je do góry. To były silne drgania... Jakby stado... czegoś na nas biegło... - Dejla... - powiedziałem jak wryty patrząc w kierunku źródła drgań. - Uciekaj!! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem (ale na tyle wolno aby wadera mogła mnie dogonić) w stronę bramy. To oni! Bo kto inny atakował by to miejsce?! - Musimy poinformować Eter' a! - krzyknąłem
- Ale... On wie wszystko... O czym chcesz go informować?! - spytała wadera
- Ich nie zobaczy... Są poza jego zmysłami... - biegliśmy dalej. Bez postoju. Zajęło nam to chwilę i już znaleźliśmy się kolo Eter' a
- Eter! - krzyknąłem jeszcze z odległości kilku metrów, ale kiedy ten się odwrócił byłem z nim oko w oko. - Idą tu!
- Kto? - zapytał ze spokojem
- No oni...
- Muerte?! - rozgniewał się
- Ee... No... Tak...
- To ty go tu ściągnąłeś! - warknął na mnie
- Nie, nie... Ale musisz zamkn... - nie mogłem skończyć bo jego gigantyczna łapa chwyciła mnie za szyję i przygwoździła do muru
- Ty!!! Kłamco! Nikczemny zdrajco! Potrzebny wam był ratunek?! Bzdura! To był podstęp - już chciała przywalić mi tym wielkim łapskiem ale w ostatnim momencie kopnąłem go w taki śmieszny nerw koło łokcia któy powoduje zgięcie ręki przez co automatycznie rozluźnił ucisk, a ja zsunąłem się po ścianie. Wiedziałem że nie ma sensu z nim walczyć bo jest o wiele silniejszy i nmie chciałem mieć z nim na pieńku... Znaczy... Bardziej na pieńku...
- Eter... Porozmawiajmy na spokojnie - zebrałem się szybko i z bezpiecznej odległości obserwowałem basiora - To nie moja wina! Dawno porzuciłem tych morderców! Nie jestem taki jak oni!
- Wiesz co?! Mówisz jak Twoja matka! Ale ona miała serce! A ty ściągnąłeś na nas zagładę! Była by tobą zawiedziona!
- Ja nic nie zrobiłem! - warknąłem, ale zaraz dotarło do mnie co powiedział. - moja... matka? Ale... - z mojego głosu totalnie zniknęła pewność siebie... Ale ja przecież nie mam matki...
- Jak to nie głupcze?! - warknął. A no tak... umie też czytać w myślach co często jest irytujące... - Nic nie pamiętasz - powiedział jakby z pożałowaniem... Ziemia zaczęła drgać... Byli blisko...
- Uruchamiaj te tarczę! - krzyknąłem
- To nic nie da!
- Czemu im tak zależy?!
- Chodzi o zemstę!
- Ale jaką zemstę... O co chodzi!?
- O zemstę na tobie! Chodzi im o ciebie! - stałem jak wryty... O mnie?! O zemstę?! Są dolni zniszczyć tą krainę żeby mnie dopaść?!
- Tak! - warknął Eter. Wiedziałem że muszę to zrobić.. nie będę narażał tylu wilków żeby ocalić siebie...
- Dejla... - zwróciłem się do wadery - Zostań tu... Tutaj będziesz bezpieczna... - odwróciłem się do Eter' a - Zajmij się nią i odeślij do watahy kiedy będzie bezpiecznie - odwróciłem się ku wyjściu
- Kinaj?! Co ty robisz? - powiedziała Dejla... może preczówała że zrobię coś głupiego bo słyszałem w jej głosie niepewność i smutek
- On chce się oddać w ich ręce - mruknął do Dejli ze spuszczonym łbem...
<Dejla?? Dam, dam, dam xD I co teraz? I co teraz? Pójdzie? Nie pójdzie xD Póścisz go? Wykminisz coś innego? Wybór należy do ciebie ;) >
- Kinaj... Możesz mi powiedzieć...
- Bo widzisz... Ja nie pochodzę z twojego świata...
- Jak to z mojego?!
- No... Urodziłem się gdzie indziej i... To nie były dobre okolice... Panoszy się tam zło, morderstwa są na porządku dziennym a nienawiść rządzi wilkami... - wydusiłem z trudem... - Dejla ja... - urwałem, coś przykuło moją uwagę. Zatrzepotałem uszami i podniosłem je do góry. To były silne drgania... Jakby stado... czegoś na nas biegło... - Dejla... - powiedziałem jak wryty patrząc w kierunku źródła drgań. - Uciekaj!! - krzyknąłem i rzuciłem się pędem (ale na tyle wolno aby wadera mogła mnie dogonić) w stronę bramy. To oni! Bo kto inny atakował by to miejsce?! - Musimy poinformować Eter' a! - krzyknąłem
- Ale... On wie wszystko... O czym chcesz go informować?! - spytała wadera
- Ich nie zobaczy... Są poza jego zmysłami... - biegliśmy dalej. Bez postoju. Zajęło nam to chwilę i już znaleźliśmy się kolo Eter' a
- Eter! - krzyknąłem jeszcze z odległości kilku metrów, ale kiedy ten się odwrócił byłem z nim oko w oko. - Idą tu!
- Kto? - zapytał ze spokojem
- No oni...
- Muerte?! - rozgniewał się
- Ee... No... Tak...
- To ty go tu ściągnąłeś! - warknął na mnie
- Nie, nie... Ale musisz zamkn... - nie mogłem skończyć bo jego gigantyczna łapa chwyciła mnie za szyję i przygwoździła do muru
- Ty!!! Kłamco! Nikczemny zdrajco! Potrzebny wam był ratunek?! Bzdura! To był podstęp - już chciała przywalić mi tym wielkim łapskiem ale w ostatnim momencie kopnąłem go w taki śmieszny nerw koło łokcia któy powoduje zgięcie ręki przez co automatycznie rozluźnił ucisk, a ja zsunąłem się po ścianie. Wiedziałem że nie ma sensu z nim walczyć bo jest o wiele silniejszy i nmie chciałem mieć z nim na pieńku... Znaczy... Bardziej na pieńku...
- Eter... Porozmawiajmy na spokojnie - zebrałem się szybko i z bezpiecznej odległości obserwowałem basiora - To nie moja wina! Dawno porzuciłem tych morderców! Nie jestem taki jak oni!
- Wiesz co?! Mówisz jak Twoja matka! Ale ona miała serce! A ty ściągnąłeś na nas zagładę! Była by tobą zawiedziona!
- Ja nic nie zrobiłem! - warknąłem, ale zaraz dotarło do mnie co powiedział. - moja... matka? Ale... - z mojego głosu totalnie zniknęła pewność siebie... Ale ja przecież nie mam matki...
- Jak to nie głupcze?! - warknął. A no tak... umie też czytać w myślach co często jest irytujące... - Nic nie pamiętasz - powiedział jakby z pożałowaniem... Ziemia zaczęła drgać... Byli blisko...
- Uruchamiaj te tarczę! - krzyknąłem
- To nic nie da!
- Czemu im tak zależy?!
- Chodzi o zemstę!
- Ale jaką zemstę... O co chodzi!?
- O zemstę na tobie! Chodzi im o ciebie! - stałem jak wryty... O mnie?! O zemstę?! Są dolni zniszczyć tą krainę żeby mnie dopaść?!
- Tak! - warknął Eter. Wiedziałem że muszę to zrobić.. nie będę narażał tylu wilków żeby ocalić siebie...
- Dejla... - zwróciłem się do wadery - Zostań tu... Tutaj będziesz bezpieczna... - odwróciłem się do Eter' a - Zajmij się nią i odeślij do watahy kiedy będzie bezpiecznie - odwróciłem się ku wyjściu
- Kinaj?! Co ty robisz? - powiedziała Dejla... może preczówała że zrobię coś głupiego bo słyszałem w jej głosie niepewność i smutek
- On chce się oddać w ich ręce - mruknął do Dejli ze spuszczonym łbem...
<Dejla?? Dam, dam, dam xD I co teraz? I co teraz? Pójdzie? Nie pójdzie xD Póścisz go? Wykminisz coś innego? Wybór należy do ciebie ;) >
Od Cannon'a
Poranek nie był tak przyjemny jak wczoraj. Zjedzenie czyiś wspomnień było czymś głupim, ale co zrobić? Czasami nie mogę się im oprzeć, ale czasami to najzwyczajniejszy głód. Wstałem i otrzepałem się z suchych liści. Złapałem się za głowę. Czułem się jak po ostrej imprezie. Spojrzałem na tereny z wzgórza. Na dole rozciągała się panorama dolin, na których rosły gęste lasy. Wzdychnąłem ciężko. Skoczyłem i teleportowałem się na sam dół, a następnie na skraj lasu. Wszedłem głębiej. Szukałem czegoś na co mógłbym zapolować. No i znalazł się - mały, niewinny króliczek. Przez chwilę nieuwagi nadepnąłem na suchą gałązkę. Zwierzyna spłoszyła się, ale nie przeszkadzało mi to. Uśmiechnąłem się sam do siebie i pobiegłem za nim. Był szybki i zwinny. Skręcił za jakimś głazem. Skręciłem gwałtownie i uderzyłem w coś, a raczej kogoś.
- Niech to! - warknęłam leżąc.
- Strasznie przepraszam! - usłyszałem glos wadery. Spojrzałem na nią i wstałem.
- Nie, to ja przepraszam.
- Na pewno? Uff to dobrze. Biegłam i jakoś tak - zaśmiała się.
- Nic nie szkodzi. - machnąłem łapą. - Jestem Cannon - przedstawiłem się waderze.
<Któraś z pań? >
- Niech to! - warknęłam leżąc.
- Strasznie przepraszam! - usłyszałem glos wadery. Spojrzałem na nią i wstałem.
- Nie, to ja przepraszam.
- Na pewno? Uff to dobrze. Biegłam i jakoś tak - zaśmiała się.
- Nic nie szkodzi. - machnąłem łapą. - Jestem Cannon - przedstawiłem się waderze.
<Któraś z pań? >
Od Shervany cd historii Pet'a
Widok basiora wcale mnie nie zdziwił bo już tyle spaczonych wilków się spotkało, że trudno, by coś zadziałało na mnie szokująco. Jednak pytanie o dołączenie mnie zaintrygowało, a nuda przyczyniła się do takiego rozwoju sytuacji. Spojrzałam na basiora z udawaną pogardą i niechęcią. "Zobaczymy na ile chce dołączyć do tej watahy" - pomyślałam, uśmiechając się półgębkiem przy okazji.
- To zależy?
- Od czego?
- Od różnych rzeczy. - zachichotałam i zrobiłam wokół niego kółko, muskając go ogonem pod szyją i ruszając przed siebie, w stronę odwrotną do terenów watahy.
Ten pobiegł za mną i choć widziałam, że nie może już wytrzymać to próbował nic nie mówić. Wiedział, że teraz moja kolej.
- Hm... Dobrze, dam Ci szansę. - spojrzałam na niego kątem oka po czym na chwilę je przymknęłam, a koło nas zrobiło się ciepło.
Nie jakoś gorąco, ale zwykłe, przyjemne ciepło. Takie właśnie wydobywało się z mojego ognistego portalu do innego świata, które uwielbiałam tworzyć i wskakiwać, by znaleźć się daleko, nie wiadomo gdzie.
- Wskoczysz? - zachichotałam, sama już będąc w locie.
< Pet? >
- To zależy?
- Od czego?
- Od różnych rzeczy. - zachichotałam i zrobiłam wokół niego kółko, muskając go ogonem pod szyją i ruszając przed siebie, w stronę odwrotną do terenów watahy.
Ten pobiegł za mną i choć widziałam, że nie może już wytrzymać to próbował nic nie mówić. Wiedział, że teraz moja kolej.
- Hm... Dobrze, dam Ci szansę. - spojrzałam na niego kątem oka po czym na chwilę je przymknęłam, a koło nas zrobiło się ciepło.
Nie jakoś gorąco, ale zwykłe, przyjemne ciepło. Takie właśnie wydobywało się z mojego ognistego portalu do innego świata, które uwielbiałam tworzyć i wskakiwać, by znaleźć się daleko, nie wiadomo gdzie.
- Wskoczysz? - zachichotałam, sama już będąc w locie.
< Pet? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)