Poddałam się. Po prostu. Nie chciałam walczyć, bo wiedziałam, że się nie uda. Tak jakby całe powietrze ze mnie uleciało.
- Idź z nim. - wskazał łapą na wilczura - Sabal?
- Tak, panie? - rzekł czarny jak smoła wilk o świecących zielonych oczyskach
- Zaprowadź ją do sali 132.
- Oczywiście. - popchnął mnie w stronę wyjścia. Szłam, gdzie mi kazano. Przechodziliśmy jakimiś dziwnymi korytarzami i doszliśmy w końcu do sali 132. Plecy bolały mnie jeszcze po biczach.
- Wchodź. - rzekł twardo rozsuwając kraty. - Masz zabić to wszystko co tu widzisz i jeszcze oczyścić to z piór czy tam z futra. - powiedział i wyszedł. Dookoła mnie były porozstawiane klatki z kurami i zającami a wszystko to robiło ogromny hałas i smród. Na początku chciałam uciec, ale szybko zorientowałam się, że to niemożliwe. Otworzyłam jedną klatkę wyjęłam szamotającą się kurę.
- Skąd oni to wszystko mają? - mruknęłam i wbiłam pazury w zwierzę. Zrobiło mi się niedobrze, gdy popatrzyłam na to wszystko co miałam obrobić. Oskubałam niechętnie ptaka i odłożyłam mięso na bok. Brałam po kolei kurczaki i szło mi to z coraz większą wprawą, ale sprawiało mi to coraz większy dyskomfort. Co jakiś czas czułam na sobie wzrok innych, którzy patrzyli na moją pracę przez kraty. W pewnym momencie się zdenerwowałam.
- Cieszy cię to gdy na mnie patrzysz? - warknęłam w stronę istoty po drugiej stronie krat. On nie odpowiedział. Jeszcze chwilę patrzył się na mnie a potem odszedł. Wróciłam do pracy. Źle się czułam z taką ilością śmierci, którą musiałam zadać. Ale co mi pozostało...? Gdy skończyłam z kurami zajrzał do mnie ten "główny".
- Ładnie, ładnie... - mruknął tylko. Odszedł. Ja musiałam zająć się zającami. Zerknęłam na kupę mięsa obok mnie. Chciało mi się wymiotować. Wyciągnęłam zająca z klatki, a ten zaczął wszędzie kicać.
- Nosz kurr... wracaj tu! - bąknęłam łapiąc go i zabijając. Z futra jest trudniej obierać, ale dałam radę. - Grzeczny zającz... - nie dokończyłam, bo rzygnęłam do miski obok. Zapach w tym momencie w pomieszczeniu był okropny. Wzięłam się za oprawianie drugiego. Tak przez najbliższe... nawet nie wiem ile. W każdym razie po chyba dość długim czasie zrobiłam wszystko. Było mi niedobrze, niekomfortowo, źle i okropnie. Po prostu miałam na sumieniu ogromną ilość duszyczek. Wstałam powoli, by rozprostować kości.
- Skończyłam. - powiedziałam donośnie. Chwilę potem zajrzał do mnie jeden ze strażników z tym... jak on miał na imię? Nie ważne, z tym szefem.
- Dokładnie obrałaś?
- Tak. - powiedziałam smętnie. On wszedł do tej celi i przeglądnął mięso.
- Niech będzie... ale mogło być lepiej. - rzekł i uderzył mnie dwa razy biczem i chciał mnie jeszcze parę razy uderzyć, ale odskoczyłam. Spojrzałam na niego gniewnie, ale on nic sobie z tego nie robił. - A tę krew na podłodze będziesz potem sprzątać, kochana. - ja na samą myśl zwymiotowałam do tej miski co wcześniej. On się wzdrygnął z obrzydzenia. - I to naczynie też będziesz myć. Weź ją do celi. - tym razem wadera, ale potężna wzięła mnie do mojego "mieszkanka" jak to nazwała.
- Jak to jest być jedyną waderą w takiej "branży"?
- Nie powinno cię to obchodzić. - rzekła sucho. - Właź. - wepchnęła mnie do pomieszczenia - Ciesz się, że masz chwilkę wolnego. - zamknęła mnie na kłódkę i odeszła. Odetchnęłam. Chwilka odpoczynku. Położyłam się. Popatrzyłam w bok. Woda. Napiłam się. Była inna niż zwykle. Czysta. Czułam podstęp. Ale nie myślałam nawet o tym, tylko zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Nie mogłam, cały czas dręczyły mnie czarne myśli. Zatęskniłam za Kinajem. Czułam się winna, że podałam ten bicz. Mogłam nim uderzyć tego... Kairo, właśnie, Kairo. W sumie, to mogłam uciec. Ale wtedy miałabym wyrzuty sumienia, że zostawiłam sama Kinaja. Myślałam intensywnie o tym jak spotkać się z Kinajem, aby razem obmyślić plan i uciec. Zaczęłam odzyskiwać pewność siebie. Chodziłam tam i z powrotem po celi. Gdyby tak "podlizywać się" Kairo, być "grzeczną" tak aby szybko powiedzmy awansować, a gdy zdobędzie moje zaufanie uwolnić Kinaja i uciec? Nie, to głupie, przecież to by trwało, trwało i trwało i po paru miesiącach dopiero moglibyśmy się wydostać. A może Kinaj coś wcześniej wymyśli? Usiadłam z nadmiaru pomysłów. Czułam, że za niedługo to wszystko się skończy i będzie dobrze. Miałam nadzieję, że to nie tylko przeczucie, ale na prawdę tak się stanie...
<Kinaj?>
sobota, 27 grudnia 2014
Od Kail' a cd historii Alby
W sumie nie byłem głodny, ale zjadłem kilka jagód bo lubię te owoce. Przyglądałem się waderze. Wiedziałem że nie chciałaby zabić siostry. Istota która dokonała tego czynu to nie byłą znana mi Alba... Coś w nią wstąpiło i najprawdopodobniej była to zwykła złość. Rozumiem ją... Tak jest że kiedy ktoś kto z gruntu rzeczy jest dobry itp bardzo się rozzłości nie panuje nad sobą i jest... kim innym...
- I co? Znowu się szczerzysz - powiedziała wadera kierując na mnie wzrok. Nawet nie wiedziałem kiedy... Od razu kiedy się o tym dowiedziałem zrobiłem poważną minę. Wadera znów na mnie spojrzała - Nie przestawaj... Do twarzy ci w uśmiechu - wyszczerzyła się lekko, a ja delikatnie podniosłem kącik ust. Po chwili spoważniałem
- Idź spać - powiedziałem bez większych emocji i sam położyłem się w kącie. Nie szedłem spać bo wiedziałem że zbliża się 24:00. Musiałem tylko czekać aż wadera zaśnie. Leżałem bez ruchu jakieś 30min po czym podniosłem się bezszelestnie i cichymi kroczkami podążałem w stronę wyjścia.
- Już pora? - szepnęła Misi i momentalnie znalazła się obok mnie.
- Tak... - również szeptałem
- Mam ci towarzyszyć?
- Nie... Jeszcze coś ci się stanie...
- Nie zapominaj że jestem duchem... Nic nie zada mi obrażeń
- Nie zapomnij że to też jest duch... A raczej bezlitosny potwór... Nie dam ci ze mną iść... Tak jak i nikomu... Zostań z nią... Tak będzie lepiej, jeszcze coś jej się stanie... - szepnąłem do samiczki i odbiegłem od jaskini jak tylko daleko się da, ale nie za daleko... W końcu przed wschodem słońca muszę tu wrócić... Tylko żeby wadera nie spostrzegła się że zniknąłem...
<Alba? Kail włóczy się po nocach xD >
- I co? Znowu się szczerzysz - powiedziała wadera kierując na mnie wzrok. Nawet nie wiedziałem kiedy... Od razu kiedy się o tym dowiedziałem zrobiłem poważną minę. Wadera znów na mnie spojrzała - Nie przestawaj... Do twarzy ci w uśmiechu - wyszczerzyła się lekko, a ja delikatnie podniosłem kącik ust. Po chwili spoważniałem
- Idź spać - powiedziałem bez większych emocji i sam położyłem się w kącie. Nie szedłem spać bo wiedziałem że zbliża się 24:00. Musiałem tylko czekać aż wadera zaśnie. Leżałem bez ruchu jakieś 30min po czym podniosłem się bezszelestnie i cichymi kroczkami podążałem w stronę wyjścia.
- Już pora? - szepnęła Misi i momentalnie znalazła się obok mnie.
- Tak... - również szeptałem
- Mam ci towarzyszyć?
- Nie... Jeszcze coś ci się stanie...
- Nie zapominaj że jestem duchem... Nic nie zada mi obrażeń
- Nie zapomnij że to też jest duch... A raczej bezlitosny potwór... Nie dam ci ze mną iść... Tak jak i nikomu... Zostań z nią... Tak będzie lepiej, jeszcze coś jej się stanie... - szepnąłem do samiczki i odbiegłem od jaskini jak tylko daleko się da, ale nie za daleko... W końcu przed wschodem słońca muszę tu wrócić... Tylko żeby wadera nie spostrzegła się że zniknąłem...
<Alba? Kail włóczy się po nocach xD >
czwartek, 25 grudnia 2014
Od Ines cd historii Kill' a
- Kill... O co ci znowu chodzi? - spytałam łagodnie
- O co? O to że nie będę wam przeszkadzał! Żyjcie sobie długo i szczęśliwie ja się stąd zmywam! - był bardzo zły...
- Kill ja...
- Nie musisz i się tłumaczyć! Dobrze wiem co się tu święci! Wyślij mnie do domu! - krzyknął. Nie rozumiałam o co mu chodzi... Był zły że pomagam Kail' owi? Czekaj, czekaj... Może to zazdrość... Cyzli że on myśli że ja i Kail... I że my... O matko...
- Kill... - zaczęłam ale przerwał mi Kail który nagle pojawił się przede mną. Najwidoczniej si e teleportował, ale po co? Czemu teraz? - Kail? Co ty tu robisz? nie powinieneś się teleportować w takim stanie...
- Martwiłem się - powiedział pełnym ulgi głosem. - Rozumiesz... Odkąd odeszłaś i nie mogę cię ochraniać, boję się o ciebie... O to że coś ci się stanie... A kiedy się rozdzieliliśmy nie mogłem nawet pomyśleć co by było gdyby Rakta cię znalazł..
- Kail... Nie ma tu Rakty... Nic mi nie grozi.. Chciałam tylko porozmawiać z Kill' em
- Tak i tego właśnie się obawiałem... - powiedział szeptem
- Jak to? Kail...
- Wiem, wiem ale skąd mam wiedzieć co mu chodzi po głowie?
- Daj spokój... - powiedziałam z irytacją - Nie wystarczy ci że ja mu ufam?!
- Masz rację... Przepraszam... - uśmiechnął się lekko Kail
- Możesz wreszcie stworzyć ten portal?! - krzyknął Kill
- Kill...
- Nie! Zrób w końcu ten portal i daj mi odejść! Nie chce więcej patrzeć na te wasze miłostki! Nie mogę!
- Ej... O co ci chodzi? - powiedział drwiącym głosem Kail. Widziałam że ta sytuacja sprawiała że chce się śmiać. Kail jest bardzo spostrzegawczy i szybko się wszystkiego domyśla. Dlatego też rozśmieszyła go ta sytuacja.
- Zamknij się! Mam tego dość! Żyjcie sobie szczęśliwie! Ja się stąd zmywam! - warknął Kill
- Kill... uspokój się! Nic nie rozumiesz...- również krzyknęłam, bo gdyby nie to nie dałby mi dojść do głosu.
- Wszystko doskonale rozumiem! Nie wiem czemu tak dziwnie na to reagujecie! Przecież widzę co się święci! - krzyknął jeszcze glośniej
- Kill! To jest mój brat!...
<Kill? I co teraz :P Taki tyci, tyci obrót sytuacji :P Spokojnie nie zrobiłam że są w dwóch innych światach ;) to byłoby mocno dziwne xD Po prostu musiałam zrobić takie zakończenie xD Tak to właśnie wyobrażałam sobie mój plan :P >
- Tak i tego właśnie się obawiałem... - powiedział szeptem
- Jak to? Kail...
- Wiem, wiem ale skąd mam wiedzieć co mu chodzi po głowie?
- Daj spokój... - powiedziałam z irytacją - Nie wystarczy ci że ja mu ufam?!
- Masz rację... Przepraszam... - uśmiechnął się lekko Kail
- Możesz wreszcie stworzyć ten portal?! - krzyknął Kill
- Kill...
- Nie! Zrób w końcu ten portal i daj mi odejść! Nie chce więcej patrzeć na te wasze miłostki! Nie mogę!
- Ej... O co ci chodzi? - powiedział drwiącym głosem Kail. Widziałam że ta sytuacja sprawiała że chce się śmiać. Kail jest bardzo spostrzegawczy i szybko się wszystkiego domyśla. Dlatego też rozśmieszyła go ta sytuacja.
- Zamknij się! Mam tego dość! Żyjcie sobie szczęśliwie! Ja się stąd zmywam! - warknął Kill
- Kill... uspokój się! Nic nie rozumiesz...- również krzyknęłam, bo gdyby nie to nie dałby mi dojść do głosu.
- Wszystko doskonale rozumiem! Nie wiem czemu tak dziwnie na to reagujecie! Przecież widzę co się święci! - krzyknął jeszcze glośniej
- Kill! To jest mój brat!...
<Kill? I co teraz :P Taki tyci, tyci obrót sytuacji :P Spokojnie nie zrobiłam że są w dwóch innych światach ;) to byłoby mocno dziwne xD Po prostu musiałam zrobić takie zakończenie xD Tak to właśnie wyobrażałam sobie mój plan :P >
środa, 24 grudnia 2014
Od Kill'a cd historii Ines
Dlaczego musiała tu za mną przyjść?! Ah tak, przecież to kraina tego jej chłoptasia, jeszcze bym coś zepsuł i nie mogli by sobie żyć długo i szczęśliwie. Obiecuję, że już nigdy się nie zakocham. PRZYSIĘGAM, K***A, PRZYSIĘGAM!. Miłość jest do bani. Przeszło mi.
- Nic - burknalem - Wracaj tam, bo twój ukochany umiera.
- Kill, ja nie wiem... - zaczęła
- Nie interesuje nie teraz co ty, ku***a, wiesz a czego nie - podnioslem głos - Jakbym wiedział, że to sie tak skończy to w życiu bym za tobą tu nie przylazl!
Ines siedzała przede mną troche wystraszona. To nie było w moim stylu żeby tak się denerwować na... No, wilczyce. Wstalem z miejsca i jeszcze raz dokładnie jej się przyjrzalem. Westchnalem ciężko.
- Możesz mi otworzyć ten swój wspanialy portal, żebym mógł wrócić do domu? - zapytałem, nadal ostrym głosem
<Ines, co ty na to? Nie pozwól tylko żeby byli w dwóch różnych swiatach bo bedzie głupio :D>
- Nic - burknalem - Wracaj tam, bo twój ukochany umiera.
- Kill, ja nie wiem... - zaczęła
- Nie interesuje nie teraz co ty, ku***a, wiesz a czego nie - podnioslem głos - Jakbym wiedział, że to sie tak skończy to w życiu bym za tobą tu nie przylazl!
Ines siedzała przede mną troche wystraszona. To nie było w moim stylu żeby tak się denerwować na... No, wilczyce. Wstalem z miejsca i jeszcze raz dokładnie jej się przyjrzalem. Westchnalem ciężko.
- Możesz mi otworzyć ten swój wspanialy portal, żebym mógł wrócić do domu? - zapytałem, nadal ostrym głosem
<Ines, co ty na to? Nie pozwól tylko żeby byli w dwóch różnych swiatach bo bedzie głupio :D>
wtorek, 23 grudnia 2014
Od Kinaj cd historii Fazie
Ledwo mogłem otworzyć oczy. Całe moje ciało było poranione i obolałe. Z trudem uniosłem powieki. Tym razem nie dali mi zbyt dużo swobody. Miałem związane ze sobą przednie łapy razem i te z tyłu też (po dwie łapki tak dla jasności ;) ), a wszystkie razem były przykute jednym łańcuchem do ściany. Generalnie... Mogłem tylko leżeć na boku. I tak nie byłem w stanie zrobić dużo więcej. Postarałem się rozejrzeć po pomieszczeniu. Było zupełnie inne niż to w którym wylądowałem ostatnio. Było małe, nie miało okien, a drzwi stanowiła zamknięta na 3 spusty krata. Ale jakby tego było mało, czegoś, a raczej kogoś brakowało - Fazie. Leżałem tak na pół przytomny i zamartwiałem się tym co mogli jej zrobić. Minął jakiś czas... nie wiem ile a nawet nie mogłem tego określić w przybliżeniu... Po prostu straciłem rachubę. Drzwi do celi otworzyły się i stanął przede mną ogromny basior. To był Kairo - ten sam wilk który porwał mnie i Fazie.
- Czego chcesz?! - warknąłem przez ramie ostro.
- Jak się zwracasz do swojego pana?! - warknął i kopnął mnie w poranione od bicza plecy. - Jestem tu naczelnikiem! Zwracaj się z szacunkiem jeśli ci życie miłe!
- O widzę że teraz byle szczenie może dostać tytuł naczelnika! - warknąłem
- Milcz! - krzyknął. - Chyba że nie chcesz jej już zobaczyć!
- Gdzie ona jest?! - obróciłem się w jego stronę. Byłem wściekły
- A skąd wiesz że w ogóle jest?!
- Co jej zrobiliście?!
- My? Ależ nic... To twoja zasługa! Więc pamiętaj! Jeśli ty się nie słuchasz ona cierpi!
- Nie możesz tego robić!
- A kto mi zabroni?! TY?! - zaśmiał się - jeśli chcesz jej pomóc, to lepiej rób co ci każę! A teraz do roboty! Myślisz, że będziesz się obijał?! - krzyknął, a ja nic nie odpowiedziałem. Kairo gestem przywołał tu czterech strażników. Rzucili się na mnie i zaczęli przewiązywać liny, przekładać kajdany i coś tam tworzyli. Nie widziałem za dużo bo jeden z nich tak mnie trzymał że zasłaniał widok na cokolwiek. W rezultacie na każdej z łap miałem kajdany. Te od przednich łap były ze sobą połączone łańcuchem o długości z 20cm, tak samo jak tynie. Dodatkowo prawa tylna była skuta z prawą przednią łańcuchem tak że kiedy stałem normalnie byl napięty. Z lewą stroną było tak samo. Generalnie nie mogłem biec i jedyne co to wolno a nawet bardzo wolno chodzić. Ledwo trzymałem się na nogach ale nie dałem tego po sobie poznać. Aha... jeszcze coś... Od każdej kajdany na każdej łepie odchodził dodatkowy łańcuch który trzymał jeden strażnik. W sumie było 4 strażników czyli po jednym na łapę plus doszło jeszcze czterech, dwóch szło przed nami a dwóch za nami. W skrócie obstawa ze wszystkich stron. Ta cała brygada zaprowadziła mnie do jakiejś dziwnej kopalni. Było tam pełno różnych stworzeń takich jak ogry, gryfy itp. Wszystkie skute łańcuchami i wszystkie coś wykopywały, nosiły, albo były bite batem. Zaprowadzono mnie na puste stanowisko gdzie stał tylko nadzorujący prace basior z czteroosobową obsadą strażników. Ci nowi strażnicy zamienili się ze starymi (wzięli od nich łańcuchy) i teraz to oni sprawowali nade mną piecze.
- No proszę! Czy to nie ten wielki Haru? " Duma naszego narodu, przyszły władca?! " - warknął złośliwie - i co ci z tego tytułu przyszło! Mogłeś mieć to wszystko, żyć z honorem i szacunkiem, a wybrałeś zdradę... Głupcze!
- Teraz żyje z honorem! A wy nie wiecie nawet co znaczy to słowo!
- Zamknij się! - warknął i walnął mnie łapą po mordzie. - Bierz się do roboty! Kop tutaj i wypełnij to wiadro węglem! Masz na to 2 godziny, albo surowa kara cię czeka!! - wskazał wiadro i odszedł. Nie było to duże wiadro, ale patrząc na ilość węgla w tej kopalni to nie należało do najlżejszych zadań. Zważając na to ze co chwilę byłem bity batem przez strażników. Po jakiś 30 min te oszołomy wymyśliły sobie lepszą zabawę... Zorientowali się że jeśli jeden pociągnie za łańcuch, pociągnie mnie za łapę i się wywalę. Śmieszyło ich to do rozpuku i wywalali mnie co 2 min, po czym bili batem i narzekali że za wolno wstaje i że nie pracuje. Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił (niemal dosłownie), a ja miałem prawie całe wiadro. No brakowało mi może z 5 kamieni żeby je wypełnić. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast nadzorującego, przylazł tu naczelnik.
- Czego chcesz?! - powiedziałem podirytowany i dostałem od strażników batem
- Jak się odnosisz do pana? - warknął jeden z dryblasów - pokłoń się! - ale ja nawet nie drgnąłem. . - Ty bezczelny! Pokłoń się! - warknął powtórnie, a ja w ręcz przeciwnie.... Uniosłem głowę. - Gnido! - razem z innym trzymającym łańcuch od moich przednich łap, pociągnęli za oba tak że chcąc nie chcąc pokłoniłem się. Spojrzałem na Kairo morderczym wzrokiem a ten strzelił mi łapą prosto w twarz i delikatnie się uśmiechnął. Wyprostowałem się, a on spojrzał na moje wiadro.
- To wszystko? - powiedział z ironią w głosie
- Jest prawie pełne. - warknąłem i nawet nie spostrzegłem się kiedy ten złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany.
- Miało być PEŁNE czy PRAWIE PEŁNE?! - krzyknął. - Chyba cię nauczę co to znaczy PEŁNE! - krzyknął mi prosto w twarz - Gdzie jest niewolnica? - warknął do osiłka który mu towarzyszył.
- Która niewolnica? - spytał przerażony strażnik
- A która idioto? Moja służąca!
- Wysłałeś ją panie po bicz...
- To niech mi go w końcu przyniesie! - warknął. Osiłek miał jakiś dziwny pilot, pad... nie wiem jak to określić... Na którym było mnóstwo różnych guzików i pokręteł. Poprzekręcał coś i powciskał.
- Z-z-zaraz przyniesie panie - powiedział nie pewnie
- No ja myślę! - krzyknął Kairo. Basior już chwilę temu puścił uchwyt na mojej szyi i pozwolił mi opaść na ziemię. Strażnicy szybko kazali mi wstać i minęło raptem kilka minut kiedy zza zakrętu wyłoniła się postać wadery.
- Nareszcie jesteś pomiataczko! - warknął. Dopiero teraz zobaczyłem twarz wilczycy. Ona zatrzymała się. Wymieniliśmy spojrzenia. Nie mogłem w to uwierzyć. Ona chyba też nie do końca. Zatrzymała się ze zdziwienia i stała jak wryta patrząc na mnie. Dlaczego? Dlaczego, ona? Pytałem sam siebie w myślach, patrząc na Fazie trzymającą w pysku bicz. Miała na szyi jakąś dziwną obroże, ale nie była skuta. Była wolna. Mogła uciec w każdej chwili.
- Fazie! Co ty wyprawiasz! Uciekaj! - krzyknąłem. Po jej policzku spłynęła łza, ale nie ruszyła się. Nagle guziki na obroży zaświeciły, a przez waderę przeszedł elektryczny wstrząs. Ugięła się z bólu i zapiszczała cicho.
- Do mnie sługusie! - warknął groźnie Kairo. Wadera niechętnie wykonała polecenie. Podeszła do niego i położyła bicz u jego stup. Nic nie rozumiałem. Basior podniósł bicz i wymierzył mi dwa strzały w plecy. - To za podżeganie do buntu! - warknął. Skinął tylko głową, a trzej strażnicy którzy z nim przyszli rzucili się na waderę i przygwoździli ją do podłoża. Ona nawet nie stawiała oporu. Jeden z nich trzymał Fazie za obrożę a dwójka pozostałych trzymała ją za łapy. Nagle z ziemi "wyrosły" (pojawiły się) kajdany które oplotły łapy wadery i złapały za obrożę. Samica była rozciągnięta na wszystkie strony i przykuta tak że mogła tylko leżeć na brzuchu. Nie mogłem nic zrobić. Strażnicy wiedzieli że mogę chcieć jej pomóc dlatego obezwładnili mnie i przycisnęli do ziemi zanim w ogóle spostrzegłem się co się dzieje.
- A to za brak posłuszeństwa wobec pana! - warknął Kairo i zaczął okładać nieruchomą waderę biczem. Widziałem na jej mordce ból jaki jej to sprawiało. To nie sprawiedliwe! Czemu każą cierpieć jej za moje winy!?
- Stop! Przestańcie - powiedziałem błagalnie - Dajcie jej spokój! To moja kara! Nie jej! - Krzyczałem. Kairo walnął mnie batem po policzku.
- Następnym razem zastanów się nad konsekwencjami! - warknął i walnął Fazie jeszcze 4 razy. Wtedy kajdany które przyciskały ją do podłogi zniknęły.
- Tylko pamiętaj skarbeczku... - szepnął jej do ucha Kairo - Jeśli ty będziesz nie posłuszna jego czeka o wiele większa kara...
<Fazie? I co dalej? Sorka ze tak długo trochę mi wypadło z głowy to opko ;) >
- Czego chcesz?! - warknąłem przez ramie ostro.
- Jak się zwracasz do swojego pana?! - warknął i kopnął mnie w poranione od bicza plecy. - Jestem tu naczelnikiem! Zwracaj się z szacunkiem jeśli ci życie miłe!
- O widzę że teraz byle szczenie może dostać tytuł naczelnika! - warknąłem
- Milcz! - krzyknął. - Chyba że nie chcesz jej już zobaczyć!
- Gdzie ona jest?! - obróciłem się w jego stronę. Byłem wściekły
- A skąd wiesz że w ogóle jest?!
- Co jej zrobiliście?!
- My? Ależ nic... To twoja zasługa! Więc pamiętaj! Jeśli ty się nie słuchasz ona cierpi!
- Nie możesz tego robić!
- A kto mi zabroni?! TY?! - zaśmiał się - jeśli chcesz jej pomóc, to lepiej rób co ci każę! A teraz do roboty! Myślisz, że będziesz się obijał?! - krzyknął, a ja nic nie odpowiedziałem. Kairo gestem przywołał tu czterech strażników. Rzucili się na mnie i zaczęli przewiązywać liny, przekładać kajdany i coś tam tworzyli. Nie widziałem za dużo bo jeden z nich tak mnie trzymał że zasłaniał widok na cokolwiek. W rezultacie na każdej z łap miałem kajdany. Te od przednich łap były ze sobą połączone łańcuchem o długości z 20cm, tak samo jak tynie. Dodatkowo prawa tylna była skuta z prawą przednią łańcuchem tak że kiedy stałem normalnie byl napięty. Z lewą stroną było tak samo. Generalnie nie mogłem biec i jedyne co to wolno a nawet bardzo wolno chodzić. Ledwo trzymałem się na nogach ale nie dałem tego po sobie poznać. Aha... jeszcze coś... Od każdej kajdany na każdej łepie odchodził dodatkowy łańcuch który trzymał jeden strażnik. W sumie było 4 strażników czyli po jednym na łapę plus doszło jeszcze czterech, dwóch szło przed nami a dwóch za nami. W skrócie obstawa ze wszystkich stron. Ta cała brygada zaprowadziła mnie do jakiejś dziwnej kopalni. Było tam pełno różnych stworzeń takich jak ogry, gryfy itp. Wszystkie skute łańcuchami i wszystkie coś wykopywały, nosiły, albo były bite batem. Zaprowadzono mnie na puste stanowisko gdzie stał tylko nadzorujący prace basior z czteroosobową obsadą strażników. Ci nowi strażnicy zamienili się ze starymi (wzięli od nich łańcuchy) i teraz to oni sprawowali nade mną piecze.
- No proszę! Czy to nie ten wielki Haru? " Duma naszego narodu, przyszły władca?! " - warknął złośliwie - i co ci z tego tytułu przyszło! Mogłeś mieć to wszystko, żyć z honorem i szacunkiem, a wybrałeś zdradę... Głupcze!
- Teraz żyje z honorem! A wy nie wiecie nawet co znaczy to słowo!
- Zamknij się! - warknął i walnął mnie łapą po mordzie. - Bierz się do roboty! Kop tutaj i wypełnij to wiadro węglem! Masz na to 2 godziny, albo surowa kara cię czeka!! - wskazał wiadro i odszedł. Nie było to duże wiadro, ale patrząc na ilość węgla w tej kopalni to nie należało do najlżejszych zadań. Zważając na to ze co chwilę byłem bity batem przez strażników. Po jakiś 30 min te oszołomy wymyśliły sobie lepszą zabawę... Zorientowali się że jeśli jeden pociągnie za łańcuch, pociągnie mnie za łapę i się wywalę. Śmieszyło ich to do rozpuku i wywalali mnie co 2 min, po czym bili batem i narzekali że za wolno wstaje i że nie pracuje. Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił (niemal dosłownie), a ja miałem prawie całe wiadro. No brakowało mi może z 5 kamieni żeby je wypełnić. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast nadzorującego, przylazł tu naczelnik.
- Czego chcesz?! - powiedziałem podirytowany i dostałem od strażników batem
- Jak się odnosisz do pana? - warknął jeden z dryblasów - pokłoń się! - ale ja nawet nie drgnąłem. . - Ty bezczelny! Pokłoń się! - warknął powtórnie, a ja w ręcz przeciwnie.... Uniosłem głowę. - Gnido! - razem z innym trzymającym łańcuch od moich przednich łap, pociągnęli za oba tak że chcąc nie chcąc pokłoniłem się. Spojrzałem na Kairo morderczym wzrokiem a ten strzelił mi łapą prosto w twarz i delikatnie się uśmiechnął. Wyprostowałem się, a on spojrzał na moje wiadro.
- To wszystko? - powiedział z ironią w głosie
- Jest prawie pełne. - warknąłem i nawet nie spostrzegłem się kiedy ten złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany.
- Miało być PEŁNE czy PRAWIE PEŁNE?! - krzyknął. - Chyba cię nauczę co to znaczy PEŁNE! - krzyknął mi prosto w twarz - Gdzie jest niewolnica? - warknął do osiłka który mu towarzyszył.
- Która niewolnica? - spytał przerażony strażnik
- A która idioto? Moja służąca!
- Wysłałeś ją panie po bicz...
- To niech mi go w końcu przyniesie! - warknął. Osiłek miał jakiś dziwny pilot, pad... nie wiem jak to określić... Na którym było mnóstwo różnych guzików i pokręteł. Poprzekręcał coś i powciskał.
- Z-z-zaraz przyniesie panie - powiedział nie pewnie
- No ja myślę! - krzyknął Kairo. Basior już chwilę temu puścił uchwyt na mojej szyi i pozwolił mi opaść na ziemię. Strażnicy szybko kazali mi wstać i minęło raptem kilka minut kiedy zza zakrętu wyłoniła się postać wadery.
- Nareszcie jesteś pomiataczko! - warknął. Dopiero teraz zobaczyłem twarz wilczycy. Ona zatrzymała się. Wymieniliśmy spojrzenia. Nie mogłem w to uwierzyć. Ona chyba też nie do końca. Zatrzymała się ze zdziwienia i stała jak wryta patrząc na mnie. Dlaczego? Dlaczego, ona? Pytałem sam siebie w myślach, patrząc na Fazie trzymającą w pysku bicz. Miała na szyi jakąś dziwną obroże, ale nie była skuta. Była wolna. Mogła uciec w każdej chwili.
- Fazie! Co ty wyprawiasz! Uciekaj! - krzyknąłem. Po jej policzku spłynęła łza, ale nie ruszyła się. Nagle guziki na obroży zaświeciły, a przez waderę przeszedł elektryczny wstrząs. Ugięła się z bólu i zapiszczała cicho.
- Do mnie sługusie! - warknął groźnie Kairo. Wadera niechętnie wykonała polecenie. Podeszła do niego i położyła bicz u jego stup. Nic nie rozumiałem. Basior podniósł bicz i wymierzył mi dwa strzały w plecy. - To za podżeganie do buntu! - warknął. Skinął tylko głową, a trzej strażnicy którzy z nim przyszli rzucili się na waderę i przygwoździli ją do podłoża. Ona nawet nie stawiała oporu. Jeden z nich trzymał Fazie za obrożę a dwójka pozostałych trzymała ją za łapy. Nagle z ziemi "wyrosły" (pojawiły się) kajdany które oplotły łapy wadery i złapały za obrożę. Samica była rozciągnięta na wszystkie strony i przykuta tak że mogła tylko leżeć na brzuchu. Nie mogłem nic zrobić. Strażnicy wiedzieli że mogę chcieć jej pomóc dlatego obezwładnili mnie i przycisnęli do ziemi zanim w ogóle spostrzegłem się co się dzieje.
- A to za brak posłuszeństwa wobec pana! - warknął Kairo i zaczął okładać nieruchomą waderę biczem. Widziałem na jej mordce ból jaki jej to sprawiało. To nie sprawiedliwe! Czemu każą cierpieć jej za moje winy!?
- Stop! Przestańcie - powiedziałem błagalnie - Dajcie jej spokój! To moja kara! Nie jej! - Krzyczałem. Kairo walnął mnie batem po policzku.
- Następnym razem zastanów się nad konsekwencjami! - warknął i walnął Fazie jeszcze 4 razy. Wtedy kajdany które przyciskały ją do podłogi zniknęły.
- Tylko pamiętaj skarbeczku... - szepnął jej do ucha Kairo - Jeśli ty będziesz nie posłuszna jego czeka o wiele większa kara...
<Fazie? I co dalej? Sorka ze tak długo trochę mi wypadło z głowy to opko ;) >
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Od Alby cd historii Kaila
- Ym, tak... skąd wiesz, że to ja? – spytałam.
- Takie przeczucie.
- I wiesz, chciałam tylko powiedzieć dziękuję, bo... bo mogłabym zrobić coś bardzo złego i, i po prostu, no, dzięki. A tak w ogóle co ja tu... – rozglądnęłam się. – Byłam pewna, że szłam do mojej jaskini.
- Takie przeczucie.
- I wiesz, chciałam tylko powiedzieć dziękuję, bo... bo mogłabym zrobić coś bardzo złego i, i po prostu, no, dzięki. A tak w ogóle co ja tu... – rozglądnęłam się. – Byłam pewna, że szłam do mojej jaskini.
- Cóż, jak widać chyba jesteśmy na siebie skazani. – obrócił się w moją stronę i ironicznie się uśmiechnął.
- Co się szczerzysz?
- A tak jakoś – powiedział i westchnął.
- To ja już chyba pójdę, czy coś...
- Nie, możesz zostać. Robi się ciemno, jeszcze się zgubisz.
- Ale... chociaż, dobra. – rzuciłam nieśmiały uśmiech. – Zaraz wracam. – powiedziałam i poczułam jego wzrok na mnie oddalającej się nieco. Podeszłam do najbliższego krzaka z jagodami i nazbierałam ich trochę. Po chwili wróciłam do Kaila i położyłam owoce na jakimś większym kamieniu. – Kolację podano.
- Ach, nie musiałaś. – rzekł i jadł powoli razem ze mną.
- Mam nadzieję, że lubisz jagody.
- Cóż, nie są to moje ulubione owoce, ale chętnie parę zjem. – jedliśmy w ciszy. Nie wiem, czy była niezręczna, chyba nie. Myślałam o Kailu. Musi mieć dobre serce. Uśmiechała, się pod nosem.
- Teraz ty się szczerzysz.
- Bywa. – spojrzałam na niego.
<Kail?>
- A tak jakoś – powiedział i westchnął.
- To ja już chyba pójdę, czy coś...
- Nie, możesz zostać. Robi się ciemno, jeszcze się zgubisz.
- Ale... chociaż, dobra. – rzuciłam nieśmiały uśmiech. – Zaraz wracam. – powiedziałam i poczułam jego wzrok na mnie oddalającej się nieco. Podeszłam do najbliższego krzaka z jagodami i nazbierałam ich trochę. Po chwili wróciłam do Kaila i położyłam owoce na jakimś większym kamieniu. – Kolację podano.
- Ach, nie musiałaś. – rzekł i jadł powoli razem ze mną.
- Mam nadzieję, że lubisz jagody.
- Cóż, nie są to moje ulubione owoce, ale chętnie parę zjem. – jedliśmy w ciszy. Nie wiem, czy była niezręczna, chyba nie. Myślałam o Kailu. Musi mieć dobre serce. Uśmiechała, się pod nosem.
- Teraz ty się szczerzysz.
- Bywa. – spojrzałam na niego.
<Kail?>
sobota, 20 grudnia 2014
Od Kail' a cd historii Alby
Nie chciałem się jej narzucać. Skoro chciała to przemyśleć, niech zostanie sama. Poszedłem powoli w stronę jaskini. Ułożyłem się i jak zwykle po takich akcjach... Misi robiła mi wykład...
- Co ty sobie myślałeś?! - warknęła cicho
- A co miałem sobie myśleć?! Wolałabyś żeby zabiła własną siostrę i miała wyrzuty?! Nie powinno się zabijać... Dużo trudniej jest wybaczyć - tłumaczyłem się
- Nie o to mi chodzi!
- A o co?!
- Czemuś ją zostawił sama?
- Bo chciała być sama...Niech ton przemyśli
- Kretynie! Ona jest zdenerwowana! Jeszcze se coś zrobi!
- Nic sobie nie zrobi... Jest rozsądna... W miarę...
- Nie wiesz do czego sa zdolne załamane kobiety?!
- Spokojnie... Nic jej nie będzie! - powiedziałem z nutą irytacji
- Skąd ta pewność?!
- Bo ciągle ją obserwujesz?! - powiedziałem trochę podirytowany - myślisz że jak schowasz bąbelek za plecami to go nie zobaczę? Albo nie zorientuje się co knujesz?! Za dobrze cię znam - powiedziałem żartobliwie a samiczka chyba nie była tym zachwycona.
- Po prostu nie chce żeby jej się coś stało - powiedziała podirytowana, położyła sie w koncie i gapiła w swój bąbelek
- Nie dramatyzuj... To duża dziewczynka... - rzuciłem przez ramię - Z resztą... Będę wiedział jeśli będzie jej coś grozić... - szepnąłem sam do siebie. Minęło trochę czasu i zaczęło się ściemniać. Leżałem i patrzyłem w głąb jaskini. Myślałem nad tym wszystkim. Nie powinienem tego robić, ale boje się że coś jej się stanie. Byle bym ja czegoś jej nie zrobił.
~ Mądrze że ją tu sprowadzasz - powiedziała w myślach Mistaki
- zapomniałem że to wiesz... Tylko ani słowa...
- Mam nadzieje że tylko w takich dobrych intencjach będziesz się jej pakował w podświadomość...
- No a co ty sobie myślisz? I tak tego nie lubię... Ale jest już późno. Niech lepiej tu przyjdzie i pójdzie spać...
- Ta... Każdy pretekst jest dobry aby sprawdzać cudze myśli i zmienić je tak aby Alba przyszła w określone miejsce i w określonym czasie... - powiedziała żartobliwie
- To w cale nie tak! Ja tylko... Wcale nie przeglądam jej myśli i wspomnień... Nie jestem taki... Jeśli będzie chciała mi o czymś powiedzieć to powie a nie będę sam sobie sprawdzał... Podświadomość to trudna rzecz... Jeszcze jak do tego nie lubi się grzebać w czyjejś głowie... Poza tym, nie przeglądam żadnych myśli ani ich nie modyfikuje... Znaczy nie Albie... Po prostu przesłałem jej myśl że chce tu przyjść i iść spać... Nie ładowałem się jej do głowy...
- Jasne jasne - zaśmiała się, ale ja wiedziałem że ona jest świadoma tego że mówię prawdę. Leżałem dalej. Gapiłem się w skały. Nagle usłyszałem tupot dochodzący zza moich pleców.
- Widzę że już to przemyślałaś... - powiedziałem do wadery stojącej w wejściu nawet się nie obracając. To była Alba. Wiedziałem to bo przecież sam kazałem jej tu przyjść.
<Alba? Nic nie szkodzi ;) O to chodzi w opo aby tak przekabanasić akcję aby zaskoczyłą drugą osobę i zmusiła ją do ruszenia głową xD tak jest ciekawiej ;) >
- Co ty sobie myślałeś?! - warknęła cicho
- A co miałem sobie myśleć?! Wolałabyś żeby zabiła własną siostrę i miała wyrzuty?! Nie powinno się zabijać... Dużo trudniej jest wybaczyć - tłumaczyłem się
- Nie o to mi chodzi!
- A o co?!
- Czemuś ją zostawił sama?
- Bo chciała być sama...Niech ton przemyśli
- Kretynie! Ona jest zdenerwowana! Jeszcze se coś zrobi!
- Nic sobie nie zrobi... Jest rozsądna... W miarę...
- Nie wiesz do czego sa zdolne załamane kobiety?!
- Spokojnie... Nic jej nie będzie! - powiedziałem z nutą irytacji
- Skąd ta pewność?!
- Bo ciągle ją obserwujesz?! - powiedziałem trochę podirytowany - myślisz że jak schowasz bąbelek za plecami to go nie zobaczę? Albo nie zorientuje się co knujesz?! Za dobrze cię znam - powiedziałem żartobliwie a samiczka chyba nie była tym zachwycona.
- Po prostu nie chce żeby jej się coś stało - powiedziała podirytowana, położyła sie w koncie i gapiła w swój bąbelek
- Nie dramatyzuj... To duża dziewczynka... - rzuciłem przez ramię - Z resztą... Będę wiedział jeśli będzie jej coś grozić... - szepnąłem sam do siebie. Minęło trochę czasu i zaczęło się ściemniać. Leżałem i patrzyłem w głąb jaskini. Myślałem nad tym wszystkim. Nie powinienem tego robić, ale boje się że coś jej się stanie. Byle bym ja czegoś jej nie zrobił.
~ Mądrze że ją tu sprowadzasz - powiedziała w myślach Mistaki
- zapomniałem że to wiesz... Tylko ani słowa...
- Mam nadzieje że tylko w takich dobrych intencjach będziesz się jej pakował w podświadomość...
- No a co ty sobie myślisz? I tak tego nie lubię... Ale jest już późno. Niech lepiej tu przyjdzie i pójdzie spać...
- Ta... Każdy pretekst jest dobry aby sprawdzać cudze myśli i zmienić je tak aby Alba przyszła w określone miejsce i w określonym czasie... - powiedziała żartobliwie
- To w cale nie tak! Ja tylko... Wcale nie przeglądam jej myśli i wspomnień... Nie jestem taki... Jeśli będzie chciała mi o czymś powiedzieć to powie a nie będę sam sobie sprawdzał... Podświadomość to trudna rzecz... Jeszcze jak do tego nie lubi się grzebać w czyjejś głowie... Poza tym, nie przeglądam żadnych myśli ani ich nie modyfikuje... Znaczy nie Albie... Po prostu przesłałem jej myśl że chce tu przyjść i iść spać... Nie ładowałem się jej do głowy...
- Jasne jasne - zaśmiała się, ale ja wiedziałem że ona jest świadoma tego że mówię prawdę. Leżałem dalej. Gapiłem się w skały. Nagle usłyszałem tupot dochodzący zza moich pleców.
- Widzę że już to przemyślałaś... - powiedziałem do wadery stojącej w wejściu nawet się nie obracając. To była Alba. Wiedziałem to bo przecież sam kazałem jej tu przyjść.
<Alba? Nic nie szkodzi ;) O to chodzi w opo aby tak przekabanasić akcję aby zaskoczyłą drugą osobę i zmusiła ją do ruszenia głową xD tak jest ciekawiej ;) >
Subskrybuj:
Posty (Atom)