- Głupie krówsko - mruknęłam i zaczęłam się wiercić.
- Co robisz?
- Próbuję...Poluźnić...Sznury - wydukałam ruszając łapami wte i wewte
bez skutku - Ech, to nie ma sensu - powiedziałam odgarniając grzywkę w
oczu - Jak, myślisz, zmieszczę się?
- Co masz na myśli?
- Widziałeś mnie jako B-Rabbita, gdybym się teraz przemieniła,
zmieściłabym się? - powiedziałam próbujac się rozejrzeć po dosyć małej
piwnicy - Głównie zależy mi na tym, żeby nie walnąć się w głowę.
- Można spróbować, ale...
- No to do dzieła - po czym zaczęłam przemianę. Już po kilku sekundach w
miejscu, gdzie leżała związana wadera stał gigantyczny czarny królik o
czerwonych oczach. Niestety, źle oceniłam wysokość sklepienia...
- AŁA!
- Alice? Co jest?
- Walnęłam o sufit! Urgh - mrugnęłam, aby pozbyć się plamek sprzed oczu.
Jakby tego było mało, wywróciłam się o jakąś skrzynkę i leciałam prosto
na Kinaja... W ostatniej chwili wróciłam do swojej normalnej formy. Co
nie zmieniało faktu, że leżałam dokładnie na basiorze.
- ALICE! - wykrzyknął, kiedy wylądowałam.
- Głupia grawitacja - podniosłam się ociężale i zobaczyłam, że
przypadkiem rozcięłam jego sznur pazurami. I zadałam mu lekkie rany...
- Nic ci nie jest, Kinaj? Podrapałam cię przypadkiem... - zapytałam, nie chciałam mu robić takiej krzywdy...
<Kinaj? Niby długie, ale nie wiedziałam o czym konkretnie pisać ;-;>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Alice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Alice. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 listopada 2013
środa, 6 listopada 2013
Od Alice cd historii Shervany
Sher wyciągnęła z jaskini... Vuka! Trzy wadery, dwoje basiorów. W tym momencie coś sobie przypomniałam...
Złapałam Em'a za ogon i odsunęłam go od Vuka.
- Co ty robisz? ._.
- Skoro on jest gejem, a ty w końcu znalazłaś jakiegoś basiora, nie chcę przepuścić okazji na wesele i wyżerkę - powiedziałam patrząc podejrzanie na Vuko - A nie wiadomo co tej dwójce w głowie...
<Sher? Vuko? Em? Dużo towarzystwa >.> >
Złapałam Em'a za ogon i odsunęłam go od Vuka.
- Co ty robisz? ._.
- Skoro on jest gejem, a ty w końcu znalazłaś jakiegoś basiora, nie chcę przepuścić okazji na wesele i wyżerkę - powiedziałam patrząc podejrzanie na Vuko - A nie wiadomo co tej dwójce w głowie...
<Sher? Vuko? Em? Dużo towarzystwa >.> >
czwartek, 31 października 2013
Od Alice cd historii Shervany
- Eh, znalazłam tylko twojego kochasia - mruknęłam zawiedziona, kiedy przede mną leżał wyciągnięty Emersit rozglądający się z przerażeniem co się przed chwilą stało.
< Sher? c: >
< Sher? c: >
środa, 30 października 2013
Od Alice cd historii Kinaj'a
Ona chce nas zgwałcić, ona chce nas zgwałcić... ONA CHCE NAS ZGWAŁCIĆ!
Mruczałam do siebie próbując zignorować fakt, że trzyma mnie swoimi wymionami. Byliśmy już blisko chatki. Uderzając biodrami w drzwi otworzyła je i postawiła na ziemie mnie i Kinaja. Dom był dosyć spory, ale zwróciłam uwage na czerwone olbrzymie łóżko, które stało tuż przed nami. Leżały na nim poduszki w kształcie serc, kieliszki po szampanie i kawałki czarnego materiału...
- Oh, przepraszam Was, zapomniałam posprzątać! - krzyknęła i potruchtała do łóżka sprzątając z niego śmiecie. Kiedy nie patrzyła przysunęłam się bliżej Kinaja i szepnęłam:
- Jeśli ona będzie chciała... "Coś" zrobić, to jak zamierzasz od niej uciec?!
Nie poznałam jego odpowiedzi, bo giga krowa odwróciła się z powrotem do nas i zaszczebiotała:
- Przyniosę Wam trochę wina! Byłby wstyd, gdybym nie obsłużyła swoich gości! Proszę, rozgośćcie się! - wskazała na łoże i pobiegła do innego pokoju mrucząc coś pod nosem. Usiadłam na brzegu i popatrzyłam na Kinaja:
- I co robimy?
<Kinaj? Tag bardzo erotycznie ;-;>
Mruczałam do siebie próbując zignorować fakt, że trzyma mnie swoimi wymionami. Byliśmy już blisko chatki. Uderzając biodrami w drzwi otworzyła je i postawiła na ziemie mnie i Kinaja. Dom był dosyć spory, ale zwróciłam uwage na czerwone olbrzymie łóżko, które stało tuż przed nami. Leżały na nim poduszki w kształcie serc, kieliszki po szampanie i kawałki czarnego materiału...
- Oh, przepraszam Was, zapomniałam posprzątać! - krzyknęła i potruchtała do łóżka sprzątając z niego śmiecie. Kiedy nie patrzyła przysunęłam się bliżej Kinaja i szepnęłam:
- Jeśli ona będzie chciała... "Coś" zrobić, to jak zamierzasz od niej uciec?!
Nie poznałam jego odpowiedzi, bo giga krowa odwróciła się z powrotem do nas i zaszczebiotała:
- Przyniosę Wam trochę wina! Byłby wstyd, gdybym nie obsłużyła swoich gości! Proszę, rozgośćcie się! - wskazała na łoże i pobiegła do innego pokoju mrucząc coś pod nosem. Usiadłam na brzegu i popatrzyłam na Kinaja:
- I co robimy?
<Kinaj? Tag bardzo erotycznie ;-;>
Od Alice cd historii Shervany
- Chcę obudzić watahę. Wszystkich. - mruknęłam unikając wzroku Alphy - Udało mi się obudzić tylko Rosie, więc reszte chciałam... Wytargać z jaskiń. Wyglądałaś bardziej jak basior niż wadera.
Nie miałam na celu ją obrazić, tylko stwierdzić fakt, ale chyba źle mi to wyszło.
-...
<Sher?>
Nie miałam na celu ją obrazić, tylko stwierdzić fakt, ale chyba źle mi to wyszło.
-...
<Sher?>
piątek, 25 października 2013
Od Alice cd historii Rosie
Dumna, że obudziłam przynajmniej jednego wilka ruszyłam w kierunku jaskiń. Jeśli ją udało mi się wyciągnąć, to wyciągne i innych. Ruszyłam do pierwszej lepszej. Zobaczyłam kogoś, kogo nie umiałam rozpoznać przez ciemności panujące w środku. Znalazłam jednak jego ogon.
Ugryzłam go i pociągnęłam. Usłyszałam krzyk, ale nie zwracając na to uwagi, wytargałam go lub ją. Rosie patrzyła na mnie jak na głupią, ale miałam dosyć, że mało kto jest żywy. Stanęłam nad nim wyniośle i powiedziałam:
- Wstawaj nędzniku, albo znowu wytargam cię za twój ogon. I będę to robiła tak długo, aż nie staniesz się znowu aktywny. Zrozumiano?
<Rosie? Albo ktos inny? Nadal troche chicho w watasze ;-; )
Ugryzłam go i pociągnęłam. Usłyszałam krzyk, ale nie zwracając na to uwagi, wytargałam go lub ją. Rosie patrzyła na mnie jak na głupią, ale miałam dosyć, że mało kto jest żywy. Stanęłam nad nim wyniośle i powiedziałam:
- Wstawaj nędzniku, albo znowu wytargam cię za twój ogon. I będę to robiła tak długo, aż nie staniesz się znowu aktywny. Zrozumiano?
<Rosie? Albo ktos inny? Nadal troche chicho w watasze ;-; )
Od Alice cd historii Kinaj'a
Uświadomiłam sobie, że Kinaj też tu jest. Wzięłam Oza w pysk, otarłam oczy ruszyłam. Ten pobiegł za mną dopytując sie o co mi chodzi, ale tylko odpowiedziałam:
- Nie ważne. Nie twój interes. Bierz Luchciacha i chodźmy szukać jakiegoś wodopoju. Umieram z pragnienia.
Po 10 minutach zobaczyłam duże jezioro. Przyspieszyłam i wtedy zobaczyłam coś. Coś dziwnego.
Gigantyczna krowa o tęczowych wymionach machała nimi, podśpiewując I'm sexy and I know it. Nagle zaczęła machać zadem wciśniętym w czerwone stringi. Czułam, że zaraz się zrzygam.
<Kinaj? Seksi krowa>
- Nie ważne. Nie twój interes. Bierz Luchciacha i chodźmy szukać jakiegoś wodopoju. Umieram z pragnienia.
Po 10 minutach zobaczyłam duże jezioro. Przyspieszyłam i wtedy zobaczyłam coś. Coś dziwnego.
Gigantyczna krowa o tęczowych wymionach machała nimi, podśpiewując I'm sexy and I know it. Nagle zaczęła machać zadem wciśniętym w czerwone stringi. Czułam, że zaraz się zrzygam.
<Kinaj? Seksi krowa>
niedziela, 20 października 2013
Od Alice cd historii Kinaj'a
Patrzyłam jak wniebowzięty Luchciach bawił się królikiem z gałązek.
Kinaj stał nad nim i mówił coś do niego. Westchnęłam i położyłam głowę
na pysku. Chcę. Stąd. Wyjść.
Ktoś zaczął mnie szturchać w głowę. Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam w górę. Zamarłam.
Jack. Nade mną z uśmiechem na pysku stał Jack. To był on, to było jego blond futro, to były jego zielone oczy... Gapiłam się tak na niego przez dłuższą chwilę, aż on się roześmiał i pomógł mi wstać. Co jest...
- J-Jack?...
Bez słowa wyciągnął zza siebie czarnego królika. Z białą kokardą.
- Powinienem już dawno oddać ci Oza. Przepraszam.
Chciałam mu powiedzieć, że nie wiem za co przeprasza i zasypać go milionem pytań. Ale usnęłam.
- Ej, Alice. Żyjesz? - ponownie poczułam szturchanie. Jednak tym razem stał nade mną Kinaj, a za nim Luchciach. Poniosłam się i poczułam coś miękkiego pod łapą.
Oz. Czarny królik z czerwonymi oczami. Pluszak, który był... jest moim przyjacielem. Miał nawet tą samą białą kokardę i czerwony płaszczyk.
Zszokowana wzięłam go do łapy. Zgniotłam go lekko. To był on. Poczułam łzy w oczach i rozpłakałam się. Ze smutku i szczęścia naraz. Zapomniałam ,że Kinaj i Luchciach tez tu są.
<Kinaj?>
Ktoś zaczął mnie szturchać w głowę. Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam w górę. Zamarłam.
Jack. Nade mną z uśmiechem na pysku stał Jack. To był on, to było jego blond futro, to były jego zielone oczy... Gapiłam się tak na niego przez dłuższą chwilę, aż on się roześmiał i pomógł mi wstać. Co jest...
- J-Jack?...
Bez słowa wyciągnął zza siebie czarnego królika. Z białą kokardą.
- Powinienem już dawno oddać ci Oza. Przepraszam.
Chciałam mu powiedzieć, że nie wiem za co przeprasza i zasypać go milionem pytań. Ale usnęłam.
- Ej, Alice. Żyjesz? - ponownie poczułam szturchanie. Jednak tym razem stał nade mną Kinaj, a za nim Luchciach. Poniosłam się i poczułam coś miękkiego pod łapą.
Oz. Czarny królik z czerwonymi oczami. Pluszak, który był... jest moim przyjacielem. Miał nawet tą samą białą kokardę i czerwony płaszczyk.
Zszokowana wzięłam go do łapy. Zgniotłam go lekko. To był on. Poczułam łzy w oczach i rozpłakałam się. Ze smutku i szczęścia naraz. Zapomniałam ,że Kinaj i Luchciach tez tu są.
<Kinaj?>
Od Alice
Wyszłam powoli z jaskini i spojrzałam w górę. Przez spojrzenie w słońce
na chwilę oślepłam. Mrugając i starając się nie zwracać uwagi na ciemne
plamki, rozejrzałam się. Pustka. Zero wader, zero basiorów. Zero duchów i
żywych. Ani dorosłych ani szczeniaków... Ruszyłam przed siebie i
zaglądałam do jaskiń. Wszyscy spali, nudzili się i nie mieli zamiaru
wyjść. Po którejś tam wizycie i odmowie, wkurzona podeszłam do wielkiej
skały. Zgrabnie wskoczyłam na nią i patrząc z góry na puste tereny
ryknęłam:
- RUSZYĆ TYŁKI ŚMIERDZĄCE LENIE I WYJŚĆ Z TYCH CHOLERNYCH JASKIŃ! ALBO SAMA WAS WYTARGAM!
Usłyszałam jakieś szelesty i zeszłam. Zza drzew wyszedł, albo wyszła...
<Kto dokończy? ._.>
- RUSZYĆ TYŁKI ŚMIERDZĄCE LENIE I WYJŚĆ Z TYCH CHOLERNYCH JASKIŃ! ALBO SAMA WAS WYTARGAM!
Usłyszałam jakieś szelesty i zeszłam. Zza drzew wyszedł, albo wyszła...
<Kto dokończy? ._.>
czwartek, 3 października 2013
Od Alice cd historii Kinaj'a
- ...
- Alice...
- CHCĘ SIĘ STĄD JAK NAJSZYBCIEJ WYDOSTAĆ ,ŻEBY MÓC CIĘ POTEM...!
- To nie moja wina!
- TO PO CO...
- Luchciach smutny, Luchciach nie chce kłotniciach... - powiedział smutno stwór.
- Widzisz? Przez ciebie Luchciachowi smutno - Kinaj pogłaskał go po głowie i uspokajał - Ci malutki, spokojnie...
- C-co?! - patrzyłam na tą scenkę. Chciałam wydobyć z siebie jeszcze pare krzyków, ale zabolało mnie gardło.
- Ech.. - mruknęłam i ruszyłam do przodu.
- Ej, gdzie idziesz?
- Nie mam zmaiaru stać tutaj jak głupia - powiedziałam.
- No to idziemy z tobą - odpowiedział basior.
- My?
- Tak, Luchciach tez idzie.
Modląc się o święty spokój szłam dalej. Bezmyślny stwór i Luchciach rozmawiali o jakiś różowych króliczkach. Chwila...
- Ej, mały, chciałbyś zobaczyć króliczka? - uśmiechnęłam się do niego sprytnie.
- Tak, Luchciach chceciach! - wesoły podskoczył ,a Kinaj patrzył na mnie z zaciekawieniem - przecież nie było żadnych królików. Narazie.
Zaczęłam się przemieniać. Moje uszy wydłużały się, a oczy przybierały koloru krwi. Już po chwili stałam jako gigantyczny czarny królik z kosą w ręku i ukazującego rząd ostrych kłów w przerażającym uśmiechu. Patrzyli na mnie ze strachem, ale po chwili...
- Króliczek, zawsze chciałem mieć króliczkaciach! - krzyknął rozradowany Luchciach i przytulił się do mojej nogi - Kochany króliczekciach!
- C-co... Złaź z mojej nogi! - co z nim jest nie tak?!
- I jeszcze masz taką dużą różdżkę...! - uczepił się końca mojej kosy i zaczął się po niej wspinać. Zrzuciłam go ,ale znowu uczepił się mojej łapy. Kinaj leżał i trzymał się za brzuch, który go bolał od śmiechu.
- ZRÓB COŚ!!!
<Kinaj, zły Luchciach, zły>
- Alice...
- CHCĘ SIĘ STĄD JAK NAJSZYBCIEJ WYDOSTAĆ ,ŻEBY MÓC CIĘ POTEM...!
- To nie moja wina!
- TO PO CO...
- Luchciach smutny, Luchciach nie chce kłotniciach... - powiedział smutno stwór.
- Widzisz? Przez ciebie Luchciachowi smutno - Kinaj pogłaskał go po głowie i uspokajał - Ci malutki, spokojnie...
- C-co?! - patrzyłam na tą scenkę. Chciałam wydobyć z siebie jeszcze pare krzyków, ale zabolało mnie gardło.
- Ech.. - mruknęłam i ruszyłam do przodu.
- Ej, gdzie idziesz?
- Nie mam zmaiaru stać tutaj jak głupia - powiedziałam.
- No to idziemy z tobą - odpowiedział basior.
- My?
- Tak, Luchciach tez idzie.
Modląc się o święty spokój szłam dalej. Bezmyślny stwór i Luchciach rozmawiali o jakiś różowych króliczkach. Chwila...
- Ej, mały, chciałbyś zobaczyć króliczka? - uśmiechnęłam się do niego sprytnie.
- Tak, Luchciach chceciach! - wesoły podskoczył ,a Kinaj patrzył na mnie z zaciekawieniem - przecież nie było żadnych królików. Narazie.
Zaczęłam się przemieniać. Moje uszy wydłużały się, a oczy przybierały koloru krwi. Już po chwili stałam jako gigantyczny czarny królik z kosą w ręku i ukazującego rząd ostrych kłów w przerażającym uśmiechu. Patrzyli na mnie ze strachem, ale po chwili...
- Króliczek, zawsze chciałem mieć króliczkaciach! - krzyknął rozradowany Luchciach i przytulił się do mojej nogi - Kochany króliczekciach!
- C-co... Złaź z mojej nogi! - co z nim jest nie tak?!
- I jeszcze masz taką dużą różdżkę...! - uczepił się końca mojej kosy i zaczął się po niej wspinać. Zrzuciłam go ,ale znowu uczepił się mojej łapy. Kinaj leżał i trzymał się za brzuch, który go bolał od śmiechu.
- ZRÓB COŚ!!!
<Kinaj, zły Luchciach, zły>
wtorek, 1 października 2013
Od Alice cd historii Kinaj'a
- CO TU SIĘ KURDE DZIEJE?! - ryknęłam i
rozejrzałam się. Znaleźliśmy się w krainie... Folii bąbelkowej. Wszystko
było z niej zrobione: drzewa, chmury, ptaki... Zrobiłam krok i wydało
bulgoczący dźwięk <.-.>. Kinaj podniósł się i obejrzał. Kopnęłam
go w grzbiet po czym znowu wylądował na pysku. Stałam nad nim i
powiedziałam władczym tonem:
- Masz siłę stworzyć kolejny portal, co? - byłam już wściekła.
Nagle pojawił się...
<Kinaj? Mordka w folię bąbelkową! >.<>
- Masz siłę stworzyć kolejny portal, co? - byłam już wściekła.
Nagle pojawił się...
<Kinaj? Mordka w folię bąbelkową! >.<>
poniedziałek, 30 września 2013
Od Alice cd historii Kinaj'a
Patrzyłam na Kinaj'a ,który dziwnie się kiwał i jąkał.
- Co ci jest? <_<
- N-n-nic... ;-;
Nagle jednorożec zaczął tańczyć makarenę plując wszędzie tęczowymi wąsami, które śpiewały hymn rosyjski.
<Kinaj, ogarnij to .-.>
- Co ci jest? <_<
- N-n-nic... ;-;
Nagle jednorożec zaczął tańczyć makarenę plując wszędzie tęczowymi wąsami, które śpiewały hymn rosyjski.
<Kinaj, ogarnij to .-.>
niedziela, 29 września 2013
Od Alice cd historii Kinaj'a
Zobaczyłam różowe króliki wampiry goniące Kinaja.
- Skąd to się kurde wzięło?! - krzyknęłam za nim i próbowałam go dogonić. Nagle zwierzątka stanęły i zaczęły się rozglądać. Zrobiliśmy to samo.
Nagle stworzyły różową grudę ,która to natomiast zmieniła się w jednorożca. W jednorożca z wąsami.
Miał je na całym ciele, na ogonie, rogu, w grzywie i na pysku. Zaczął nawet robić takie bobki. Nosił monokl i czarny kapelusz, a kiedy chodził wydawał odgłos charakterystyczny dla wąsów <o3o>. Nawet zamiast zwykłych źrenic miał wąsy!.
Otworzył pysk, a w języku miał wąsiasty kolczyk. Powiedział:
-...
<Kinaj? Wąsy everywhere o3o>
- Skąd to się kurde wzięło?! - krzyknęłam za nim i próbowałam go dogonić. Nagle zwierzątka stanęły i zaczęły się rozglądać. Zrobiliśmy to samo.
Nagle stworzyły różową grudę ,która to natomiast zmieniła się w jednorożca. W jednorożca z wąsami.
Miał je na całym ciele, na ogonie, rogu, w grzywie i na pysku. Zaczął nawet robić takie bobki. Nosił monokl i czarny kapelusz, a kiedy chodził wydawał odgłos charakterystyczny dla wąsów <o3o>. Nawet zamiast zwykłych źrenic miał wąsy!.
Otworzył pysk, a w języku miał wąsiasty kolczyk. Powiedział:
-...
<Kinaj? Wąsy everywhere o3o>
czwartek, 26 września 2013
Od Alice
Podeszłam pod wolno płynący strumyczek i położyłam się koło niego. Podsumowując, moim jedynym wspomnieniem jest przesiadywanie w pokoju z zabawkami i zostanie zamordowaną przez złotego wilka, znalazłam watahę i raczej czuję się w niej swojo. Przetoczyłam się na brzuch i spojrzałam na niebo. Zachmurzone i zbierało się na deszcz. Uśmiechnęłam się lekko. Zawsze lubiłam deszcz...
Tak jak myślałam po chwili zaczęły padać pojedyncze krople. Otworzyła pysk i poczułam coś w rodzaju zimnych pocisków w swojej buzi. Wstałam i podeszłam do rzeczki. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Brązowe włosy stały się oklapłe i oczywiście mokre, jak reszta czarnego futra. Poprawiłam jeden z warkoczy, pomimo tego, że nie miało to nawet sensu. Odgarnęłam grzywkę z oczu i zauważyłam coś, co przykuło mój wzrok: złoty zegarek na dnie. Zdziwiona przyjrzałam mu się, upewniając czy to nie jest jakiś kamyk. Ale to był zegarek. Zanurzyłam łapę w lodowatej wodzie i wyciągnęłam go.
Był zdobiony, w nienaruszonym stanie. Jedynie łańcuszek miał urwany fragment. Otworzyłam go. Moim oczom ukazała się tarcza - w sumie to nie całkiem. Górna połówka była cała, lecz dolnej nie było. Ogołocone miejsce ukazywało mechanizm zegarka. Czarne wskazówki wskazywały godzinę 18.03. Jednak to co przykuło moją uwagę to melodia. Melodia, która się z niego wydobywała. Przypominała kołysankę, którą zdawałam się kojarzyć.
- To pieśń z Twojego pogrzebu... - usłyszałam cichy głosik i spanikowana rozejrzałam się. Pusto. Zamknęłam zegarek i melodia ucichła. Jednak nie na długo. Otworzył się sam z siebie i znowu ją słyszałam.
- Pieśń życia i śmierci... Szczęścia i rozpaczy...
Spanikowana rozejrzałam się i zobaczyłam go. Biały króliczek unoszący się nad ziemią. Miał malutkie, czarne oczka i słodki pyszczek. Pokryty błękitną tkaniną, z której spływały krople... Krwi.
- Pamiętasz? Kochałaś tą piosenkę... Bawiłaś się przy niej, tańczyłaś, a nawet śpiewałaś. Tyle wspomnień... Ahh... Ale ty nie pamiętasz, prawda? Zapomniałaś o tym wszystkim... Żyjesz chwilą, starzy przyjaciele nie mają już znaczenia? Nie... teraz jesteś tutaj. Sama, bez opieki, pozbawiona kogokolwiek... Umarłaś. A mogłabyś żyć. Dalej byśmy się bawili, urządzali podwieczorki... Ale nie żyjesz. To dlaczego jesteś, Alice? Mogłabyś umrzeć i już. A jednak jesteś. Lepiej... By było gdybyś nie żyła.
Jego oczy zaczęły się zapadać, a na pyszczku malował się złośliwy uśmiech.
- Po co żyjesz? Nikomu nie jesteś potrzebna. Nikomu. Tylko przeszkadasz... łatwiej by nam było bez ciebie.
Okrążył mnie i zaczął się zbliżać. Powoli się wycofywałam. Na mojej twarzy malowało się przerażenie, a z oczy płynęły gorzkie łzy. Czemu...
- Sama już nie widzisz sensu żyć... To... Może to zakończymy?
Zbliżył się do mnie i patrzył mi głęboko w oczy. Nie umiałam odwrócić wzroku, tylko ciągle patrzyłam w te martwe, szklane oczy.
- Pomogę ci.
Poczułam jak ciężkie łańcuchy oplatające moje ciało. Bez walki im się poddałam.
- Wrócisz do Otchłani... Tam gdzie twoje miejsce...
Wrócę? Ja tam kiedyś...
- Zakończymy to.
C.D.N.
Tak jak myślałam po chwili zaczęły padać pojedyncze krople. Otworzyła pysk i poczułam coś w rodzaju zimnych pocisków w swojej buzi. Wstałam i podeszłam do rzeczki. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Brązowe włosy stały się oklapłe i oczywiście mokre, jak reszta czarnego futra. Poprawiłam jeden z warkoczy, pomimo tego, że nie miało to nawet sensu. Odgarnęłam grzywkę z oczu i zauważyłam coś, co przykuło mój wzrok: złoty zegarek na dnie. Zdziwiona przyjrzałam mu się, upewniając czy to nie jest jakiś kamyk. Ale to był zegarek. Zanurzyłam łapę w lodowatej wodzie i wyciągnęłam go.
Był zdobiony, w nienaruszonym stanie. Jedynie łańcuszek miał urwany fragment. Otworzyłam go. Moim oczom ukazała się tarcza - w sumie to nie całkiem. Górna połówka była cała, lecz dolnej nie było. Ogołocone miejsce ukazywało mechanizm zegarka. Czarne wskazówki wskazywały godzinę 18.03. Jednak to co przykuło moją uwagę to melodia. Melodia, która się z niego wydobywała. Przypominała kołysankę, którą zdawałam się kojarzyć.
- To pieśń z Twojego pogrzebu... - usłyszałam cichy głosik i spanikowana rozejrzałam się. Pusto. Zamknęłam zegarek i melodia ucichła. Jednak nie na długo. Otworzył się sam z siebie i znowu ją słyszałam.
- Pieśń życia i śmierci... Szczęścia i rozpaczy...
Spanikowana rozejrzałam się i zobaczyłam go. Biały króliczek unoszący się nad ziemią. Miał malutkie, czarne oczka i słodki pyszczek. Pokryty błękitną tkaniną, z której spływały krople... Krwi.
- Pamiętasz? Kochałaś tą piosenkę... Bawiłaś się przy niej, tańczyłaś, a nawet śpiewałaś. Tyle wspomnień... Ahh... Ale ty nie pamiętasz, prawda? Zapomniałaś o tym wszystkim... Żyjesz chwilą, starzy przyjaciele nie mają już znaczenia? Nie... teraz jesteś tutaj. Sama, bez opieki, pozbawiona kogokolwiek... Umarłaś. A mogłabyś żyć. Dalej byśmy się bawili, urządzali podwieczorki... Ale nie żyjesz. To dlaczego jesteś, Alice? Mogłabyś umrzeć i już. A jednak jesteś. Lepiej... By było gdybyś nie żyła.
Jego oczy zaczęły się zapadać, a na pyszczku malował się złośliwy uśmiech.
- Po co żyjesz? Nikomu nie jesteś potrzebna. Nikomu. Tylko przeszkadasz... łatwiej by nam było bez ciebie.
Okrążył mnie i zaczął się zbliżać. Powoli się wycofywałam. Na mojej twarzy malowało się przerażenie, a z oczy płynęły gorzkie łzy. Czemu...
- Sama już nie widzisz sensu żyć... To... Może to zakończymy?
Zbliżył się do mnie i patrzył mi głęboko w oczy. Nie umiałam odwrócić wzroku, tylko ciągle patrzyłam w te martwe, szklane oczy.
- Pomogę ci.
Poczułam jak ciężkie łańcuchy oplatające moje ciało. Bez walki im się poddałam.
- Wrócisz do Otchłani... Tam gdzie twoje miejsce...
Wrócę? Ja tam kiedyś...
- Zakończymy to.
C.D.N.
wtorek, 24 września 2013
Od Alice cd historii Rosie
- No to gratuluję - uśmiechnęłam się lekko - A on o tym wie? - Rosie zaprzeczyła i wpadłam na pomysł - No to go zapytajmy - wstałam powoli i ruszyłam ku basiorowi.
- EJ! Nie mów mu tego ot tak! - krzyknęła za mną, a ja ze spokojem odpowiedziałam:
- Nie będę wprost go pytać... Po prostu zapytam kto mu się podoba, albo co o tobie myśli. Tyle. - machnęłam ogonem i wtedy go zobaczyłam - Jak chcesz podsłuchać schowaj się. Ja idę - i ruszyłam nie zważając na to co mówiła. Raven polował właśnie na małego królika. Poczułam jak mi burczy w brzuchu - może przy odrobinie szczęścia mnie poczęstuje...
- Hej Raven.
- Hm? Oh, cześć Alice - podniósł pysk.
- Przejdę do rzeczy. Podoba ci się jakaś wadera? - usiadłam i uśmiechnęłam się łobuzersko. Machnęłam powoli ogonem czekając na odpowiedź i wiedząc, że Rosie czuwa za mną.
< Raven? I jak? :>>
- EJ! Nie mów mu tego ot tak! - krzyknęła za mną, a ja ze spokojem odpowiedziałam:
- Nie będę wprost go pytać... Po prostu zapytam kto mu się podoba, albo co o tobie myśli. Tyle. - machnęłam ogonem i wtedy go zobaczyłam - Jak chcesz podsłuchać schowaj się. Ja idę - i ruszyłam nie zważając na to co mówiła. Raven polował właśnie na małego królika. Poczułam jak mi burczy w brzuchu - może przy odrobinie szczęścia mnie poczęstuje...
- Hej Raven.
- Hm? Oh, cześć Alice - podniósł pysk.
- Przejdę do rzeczy. Podoba ci się jakaś wadera? - usiadłam i uśmiechnęłam się łobuzersko. Machnęłam powoli ogonem czekając na odpowiedź i wiedząc, że Rosie czuwa za mną.
< Raven? I jak? :>>
poniedziałek, 23 września 2013
Od Alice cd historii Rosie
- Nikt.
- Taa... Jasneee... - nie uwierzyła mi.
- Nikt ,a nikt. Wierzę w miłość, ale mnie się nie tyczy. Miłość jest dla słabeuszy. Nigdy nikogo nie kochałam i tak zostanie. Nie miałam nawet kogo. - Tutaj się zawahałam. Na pewno?... - Nikogo.
- A w ogóle to tobie kto konkretnie wpadł w oko? Takie stado basiorów to nie lada rarytas dla ciebie... - zaśmiałam się.
<Rosie? :P>
- Taa... Jasneee... - nie uwierzyła mi.
- Nikt ,a nikt. Wierzę w miłość, ale mnie się nie tyczy. Miłość jest dla słabeuszy. Nigdy nikogo nie kochałam i tak zostanie. Nie miałam nawet kogo. - Tutaj się zawahałam. Na pewno?... - Nikogo.
- A w ogóle to tobie kto konkretnie wpadł w oko? Takie stado basiorów to nie lada rarytas dla ciebie... - zaśmiałam się.
<Rosie? :P>
Od Alice cd historii Rosie
- Zgoda - po czym znowu położyłam się na plecach, a Rosie obok mnie.
- Nuuuuuuudzimyyyyy się razeeeeem z Rosieeeeeeeee! - znowu ryknęłam - Niech coś się stanie, albo zanudzimy się na śmieeeerć!
- Halooooooooooooooooooooooooooooooooo! - krzyknęła za mną Rosie. Coś sobie przypomniałam.
- O co chodzi z tymi basiorami? Zawsze jak ciebie widziałam to uganiałaś się za kilkoma naraz...
<Rosie? Nudzimyy sięę>
- Nuuuuuuudzimyyyyy się razeeeeem z Rosieeeeeeeee! - znowu ryknęłam - Niech coś się stanie, albo zanudzimy się na śmieeeerć!
- Halooooooooooooooooooooooooooooooooo! - krzyknęła za mną Rosie. Coś sobie przypomniałam.
- O co chodzi z tymi basiorami? Zawsze jak ciebie widziałam to uganiałaś się za kilkoma naraz...
<Rosie? Nudzimyy sięę>
Od Alice
- Nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudzi mi sięęęę! - krzyknęłam i położyłam pysk na łapach.
-Jezuuuu... - przewróciłam się na plecy i popatrzyłam w niebo. Słonecznie. Bez chmur. Fuj. Przeturlałam się spowrotem na brzuch i mruknęłam:
- Niech ktoś się pojawi, ktokolowieek...
- Po co ryczysz na całą watahę?! - usłyszałam czyiś głos za sobą.
< Kto dokończy? ;_; >
-Jezuuuu... - przewróciłam się na plecy i popatrzyłam w niebo. Słonecznie. Bez chmur. Fuj. Przeturlałam się spowrotem na brzuch i mruknęłam:
- Niech ktoś się pojawi, ktokolowieek...
- Po co ryczysz na całą watahę?! - usłyszałam czyiś głos za sobą.
< Kto dokończy? ;_; >
poniedziałek, 16 września 2013
Od Alice do Sher, Rainbow
Patrzyłam z zaciekawieniem na zieloną buteleczkę z ciemnym
napojem. Kiedy się obudziłam leżała już w mojej jaskini... Żadnego liściku ani
jakiejkolwiek wskazówki. Po prostu leżała. Była zamknięta zwykłym korkiem.
Zastanawiałam sie co z tym zrobić... Iść do szamana? Albo Shervany... Ale nie
wiedziałam czy ich zastanę. Popatrzyłam jeszcze chwilę. A może, by tak... W
sumie chyba nie zaszkodzi, medyków mamy...
Odkorkowałam buteleczkę. Poczułam gorzki zapach, który jednak był całkiem miły. Wypiłam trochę napoju. Smak miał równie gorzki i cieprki. Mimo tego wypiłam jeszcze trochę, aż w końcu nie zostało nic. I tyle. Ech... Przynajmniej się napiłam. Nagle poczułam się senna i ułożyłam na legowisku. Momentalnie zasnęłam.
Obudziłam się. Zobaczyłam nad sobą niewyraźnty kształt... Taki biało-czerwony z zielonymi kropkami... I inne białe z tęczowym czymś... Zamrugałam pare razy. Heh? To Shervana i ta... Pf... Rainbowl czy jakoś tak.
- Alice? Żyjesz?
- Tag... - mruknęłam. - Chyba widać.
- Co?
- Szyję. - wymamrotałam głośniej. Próbowałam wstać, ale zakręciło mi się w głowie. Wywróciłam się na Rainbowl i popatrzyłam na nią. Zarumieniła się i zdwała być napa...
- Ty sboku! Szo ty sobie wyobraszasz? Na mnie tszeba zaszłuszyć! Łatwo ci się nie dam! - wydukałam i z dumą z niej zeszłam. Nagle coś mnie zaślepiło i zrobiło mi się gorąco. Jakieś dziwne białe coś na mnie świeci... Tam u góry...
- Szo to jest?
- Co? - spytała nadal zdziwiona Sher.
- No to! - krzyknęłam i pokazałam na kulę.
- Alice... To słońce.
- Nie lubię je. Wyłącz.
- Nie da się.
- Jak to nie da! Da! Tylko tszeba umieć... Rzuć może czymś w nie i zniszczysz.
- Dobrze się czujesz? - usłyszałam głos Rain.
- Gorąco. - mruknęłam i zaczęłam ściągac ubrania. Powoli się rozbierałam zaczynając od kokardy ,a kończąc na ozdobach na łapach. Położyłam się na ziemi na plecach i rozciągnęłam. Pomachałam ogonem i wystawiłam języczek. Niech patrzą co tracą. Wtedy zobaczyłam jak jakiś basior przechodzi i patrzy na nas.
- Co się tu... - usłyszałam obcy głos. Kolejny zboczeniec! Przynajmniej hetero. Przewróciłam się na brzuch i oparłam pysk na dłoniach oraz powiedziałam:
- O co wam chodzi? Nigdy nie widzieliście seksownej wadery? - ponownie wystawiłam figlarnie języczek. Powoli machałam ogonem w obie strony.
- Boże... Ona jest pijana. - zobaczyłam Sher z zieloną butelką w łapach, z której kapał bordowy płyn.
<Sher? Rainbowl? c: >
Odkorkowałam buteleczkę. Poczułam gorzki zapach, który jednak był całkiem miły. Wypiłam trochę napoju. Smak miał równie gorzki i cieprki. Mimo tego wypiłam jeszcze trochę, aż w końcu nie zostało nic. I tyle. Ech... Przynajmniej się napiłam. Nagle poczułam się senna i ułożyłam na legowisku. Momentalnie zasnęłam.
Obudziłam się. Zobaczyłam nad sobą niewyraźnty kształt... Taki biało-czerwony z zielonymi kropkami... I inne białe z tęczowym czymś... Zamrugałam pare razy. Heh? To Shervana i ta... Pf... Rainbowl czy jakoś tak.
- Alice? Żyjesz?
- Tag... - mruknęłam. - Chyba widać.
- Co?
- Szyję. - wymamrotałam głośniej. Próbowałam wstać, ale zakręciło mi się w głowie. Wywróciłam się na Rainbowl i popatrzyłam na nią. Zarumieniła się i zdwała być napa...
- Ty sboku! Szo ty sobie wyobraszasz? Na mnie tszeba zaszłuszyć! Łatwo ci się nie dam! - wydukałam i z dumą z niej zeszłam. Nagle coś mnie zaślepiło i zrobiło mi się gorąco. Jakieś dziwne białe coś na mnie świeci... Tam u góry...
- Szo to jest?
- Co? - spytała nadal zdziwiona Sher.
- No to! - krzyknęłam i pokazałam na kulę.
- Alice... To słońce.
- Nie lubię je. Wyłącz.
- Nie da się.
- Jak to nie da! Da! Tylko tszeba umieć... Rzuć może czymś w nie i zniszczysz.
- Dobrze się czujesz? - usłyszałam głos Rain.
- Gorąco. - mruknęłam i zaczęłam ściągac ubrania. Powoli się rozbierałam zaczynając od kokardy ,a kończąc na ozdobach na łapach. Położyłam się na ziemi na plecach i rozciągnęłam. Pomachałam ogonem i wystawiłam języczek. Niech patrzą co tracą. Wtedy zobaczyłam jak jakiś basior przechodzi i patrzy na nas.
- Co się tu... - usłyszałam obcy głos. Kolejny zboczeniec! Przynajmniej hetero. Przewróciłam się na brzuch i oparłam pysk na dłoniach oraz powiedziałam:
- O co wam chodzi? Nigdy nie widzieliście seksownej wadery? - ponownie wystawiłam figlarnie języczek. Powoli machałam ogonem w obie strony.
- Boże... Ona jest pijana. - zobaczyłam Sher z zieloną butelką w łapach, z której kapał bordowy płyn.
<Sher? Rainbowl? c: >
sobota, 14 września 2013
Od Alice cd historii Shervany
- Nie to nie - powróciłam do swojej normalnej formy i poprawiłam włosy - Zrobię to inaczej - po czym użyłam swojej drugiej mocy. Nagle pojawiły się łańcuchy z kolcami na końcach. Jeden poleciał w kierunku wadery ,a drugi wbił się w sarenkę. Shervana została przywiązana do drzewa ,a inny łańcuch przyciągnął do mnie sarnę. Ugryzłam kęs i popatrzyłam na wilczycę. Pociągnęłam zwierzynę ,a przechodząc koło wadery uśmiechnęłam się złośliwie.
- Zrobię wszystko żeby tylko dostać mięsko. Wszystko.
< Sher? Zabierz jeszcze raz ,a poślę na ciebie Mietka Gwałciciela >
- Zrobię wszystko żeby tylko dostać mięsko. Wszystko.
< Sher? Zabierz jeszcze raz ,a poślę na ciebie Mietka Gwałciciela >
Subskrybuj:
Posty (Atom)