- Ano. Kiedy cię znalazłem powiedziałaś "Pomocy" i padłaś. Jesteś cała brudna, za zakrętem jest jeziorko, pewnie w szafie jest jakieś mydło.
Uważaj tylko na te czerwone, jego nie dotykaj. Nim
myję Fanooshi'ę, mojego lodowego smoka.
Użyj tego zielonego, bądź różowego.
- Dzięki - odpowiedziała z wdzięcznością.
- Proszę. To w końcu mój obowiązek.
Zaniedługo będę.
Po czym wyszedłem.
Pobiegłem truchtem na polowanie.
Pewna sarna zrobiła błąd i zapłaciła najwyższą cenę.
Zacząłem wracać i zobaczyłem Emersit i Shervanę.
" Fajnie razem wyglądają " - pomyślałem.
Kiedy wróciłem do jaskini, rozpaliłem ognisko.
Zanim na dobre zawrzała woda w garnku, ja obrałem już warzywa, i oprawiłem nogę łani.
Wrzuciłem to wszystko do garnka po czym wyciągnąłem z worka przyprawy i doprawiłem truchło.
Zupa była już gotowa, więc ściągnąłem ją z ognia, i powiesiłem tam zwłoki sarny.
Lòrien wyszła zza zakrętu i przysiadła się do mnie.
- Mmm co tak pachnie? - zapytała energicznie węsząc.
- To zupa. Jak trochę ostygnie będzie gotowa do jedzenia.
- Jak ja dawno nie jadłam porządnego posiłku..
- No to teraz jedz - po czym podałem jej drewnianą miskę z parującą cieczą.
Zaczęła wsysać wywar a makaron zostawał jej na pysku. Mimo woli zacząłem chichotać.
- Co cię tak śmieszy? - spytała obruszona.
- To że wychodowałaś wąsy.
Szybko przebiegła językiem po twarzy.
- O, widzę że sarna gotowa
- Sarna? - spytała nagle podrywając się.
- Tak, sarna
Zdjąłem łanię z ogniska po czym położyłem na ogromnym półmisku.
Lòrien zaczęła wcinać.
-Hej, zostaw też dla mnie!
Po czym włączyłem się do jedzenia.
Po skończonym posiłku Lòrien powiedziała...
<Lòrien? Troszkę przydługie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz