Płomyk zgasł. A ja razem z nim. Było lodowato... Spojrzałem na Shervanę.
- Mu... si... my... się... ru...szać... Chodź... za... mną!
Zaciskając zęby brnąłem przez śnieg. Spojrzałem przez ramię.
- Shervana! Chodź!
Ale ona upadła. Leżała.
- Shervana!
Zacząłem nią potrząsać. W końcu ją puściłem i wrzasnąłem w niebiosa:
- Shervana!
Nie wiem, skąd wziąłem tyle siły, by rozpuścić ognistym kręgiem śnieg wokół nas.
<Sher?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz