Zawróciłam. Rov'a nie było.
To mnie w końcu złamało. Wylądowaliśmy w jaskinii.
Ułożyliśmy się. Will mnie okrył skrzydłem, a ja zaczęłam płakać. Willow próbował mnie pocieszyć, ale jakoś mu nie szło. Ja przytuliłam się do jego łapy. Zasnęłam.
~~~~ Rano ~~~~
Zaczynam się budzić. Smok zabrał skrzydło.
~ Witaj, słońce.
Zsunęłam kaptur.
~ Witaj.
Zaczęłam się rozciągać.
~ Masz ochotę na śniadanie?" - Zapytałam.
~ Pewnie.
Will chwycił mnie w łapy, po czym wzbił się w niebo.
Zobaczyłam Moon'a i Rose.
~ Tak będzie lepiej, słońce, tak będzie lepiej.."
Nie wierzyłam mu.
Lubiłam basiora, wbrew wszystkiemu co się działo.
A może nawet więcej niż lubiłam? Niech to już rozstrzygnie historia.
Wylądowaliśmy.
Smok skoczył, i przyniósł z 5 saren. Postawił jedną koło mnie po czym zaczął rwać mięso.
Ja niechętnie zaczęłam skubać.
Po skończonym posiłku udaliśmy się na przechadzkę.
Ruszyliśmy alejką z drzew.
Will próbował mnie zagadywać, ale coś mu nie szło.
Usiedliśmy.
Nagle postanowiłam pójść do pewnego miejsca.
Smok powiedział że pójdzie poszukać kryształów, więc jego miałam z głowy.
Teleportowałam się do jaskini basiora.
"Raz kozie śmierć!" - powiedziałam sobie w duchu po czym weszłam do środka.
- Rov.. Ja przepraszam cię za to. - Wybaczysz mi?
<Rover Moon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz