poniedziałek, 9 września 2013

Od Emersit'a cd historii Shervany

Zacząłem tuptać w miejscu. Myśl, Em, myśl. Ten jeden, jedyny raz myśl. Westchnąłem. Tu myślenie się nie przyda. Tu się przyda siła. Moja słaba strona...
Zarzuciłem sobie Shervanę na plecy. ie obeszło się bez protestów. Zaczerpnąłem głęboko powietrza. Ruszyłem, najpierw marszem, kłusem, potem ociężałym biegiem.
- Widzę! - krzyknęła. - Tam jest wataha!
Skoczyłem nad szczeliną skalną. Wielką szczeliną skalną. Shervana spadła z moich pleców i wylądowała na trawie po drugiej stronie. Jęknęła. Ja uderzyłem szczęką w skałę po drugiej stronie, ześlizgnąłem się i obróciłem spadając. Nie traciłem przytomności resztkami sił. Jednak nie długo tak wytrzymałem. Wciąż spadałem, a to, co zobaczyłem ostatnie, to była głowa Shervany w małym światełku gdzieś w górze... I krzyk. Przeciągły krzyk, który wydobywał się... z mojej krtani.

<Shervana?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy